Halloween ma wiele wspólnego z naszymi Zaduszkami [rozmowa]

Dorota Witt 29 października 2016

O tym, ile wspólnego z Zaduszkami mają wigilijne potrawy, a ile amerykańskie święto Halloween, i dlaczego w innych kulturach pamięć o zmarłych czci się na wesoło, mówi Hanna Łopatyńska, kierowniczka Działu Folkloru w Muzeum Etnograficznym w Toruniu.

Hanna Łopatyńska

Fot.: Fot. Grzegorz Olkowski


Dziś na grobach zmarłych stawiamy znicze i kwiaty, jak o pamięć o przodkach dbano dawniej?


Teraz ograniczamy się do odwiedzania cmentarzy, modlitwy za zmarłych i ich wspominania. Kiedyś wierzono, że w tym czasie dusze zwolnione z czyśćca wracają na ziemię, w kulturze ludowej wiązały się z tym liczne zwyczaje. Można w nich odnaleźć relikty zachowań z czasów przedchrześcijańskich, kiedy to na początek listopada przypadał czas wspominania zmarłych. Dlatego zachowania religijne splatały się z praktykami, mającymi na celu otoczenie opieką dusz zmarłych. Wierzono, że dusze te dają o sobie znać skrzypieniem podłogi, ukazują się żyjącym bliskim we śnie lub na jawie pod postacią cienia, światełka, błędnego ognika. Powszechnie sądzono, że w nocy z 1 na 2 listopada dusze idą w procesji do kościoła i tam uczestniczą w żałobnym nabożeństwie, odprawianym przez zmarłego księdza. Dlatego tej nocy ludzie zostawiali otwarte furty cmentarne i bramy kościelne, aby dusze mogły spokojnie przechodzić. Na Opolszczyźnie unikano w te dni wychodzenia z domu po zmroku z obawy przed duchami straszącymi na drogach. Na Pomorzu rybacy nie wypływali w morze, bojąc się dusz topielców. Na Kaszubach w nocy z Wszystkich Świętych na Zaduszki grupa chłopców ze spec-jalnymi instrumentami (diabelskimi skrzypcami, grzechotką, klekotką, burczybasem) przebranych za diabła, czarownice i inne maszkary, urządzała na cmentarzu koncert. W ten sposób odpędzano złe duchy, które przeszkadzały wejść na cmentarz potępionym duszom. Nie wolno było w tę noc gwizdać, na Kaszubach mawiano nawet: „Kiedy człowiek gwiżdże, diabeł po płotach tańcuje”. Na Warmii, Mazurach i ziemi dobrzyńskiej nie wylewano wody ani pomyj przed dom, aby nie oblać błąkających się dusz. Na Podhalu porządkowano gospodarstwo, sądząc, że dusza zmarłego gospodarza przyjdzie na „inspekcję”. Na Kujawach na groby zanoszono palmy wielkanocne i jajka. Powszechne w całej Polsce było ugaszczanie zmarłych, czyli zostawianie dla nich resztek potraw oraz rozpalonego ognia w piecu, aby się ogrzali. Wierzono też, że szczególną wartość ma w tych dniach modlitwa żebraków i dlatego szykowano dla nich jedzenie i proszono o modlitwę za bliskich.


Co nam dziś zostało z tych zwyczajów?

Współcześnie zanikają różnice regionalne, dotyczy to zresztą wszystkich świąt. Ale czasem może nas jeszcze coś zaskoczyć, np. zwyczaj sprzedawania przed cmentarzami lokalnych specjałów. W Krakowie jest to miodek turecki, a w Warszawie pańska skórka. Oba te słodkie przysmaki stały się popularne na przełomie XIX i XX w. i są sprzedawane do dziś, właśnie przed cmentarzami. Miodek turecki to cukierki z karmelizowanego cukru z orzechami, a pańska skórka to różowo-biały cukierek, którego subtelny smak i wygląd przywodzą na myśl delikatną, dziewczęcą skórę - stąd nazwa tego smakołyku.

Hanna Łopatyńska: Myślę, że nas Polaków, dla których początek listopada jest czasem refleksyjno-wspomnieniowym, często przeżyciem religijnym, nie do przyjęcia jest spędzanie tego czasu „na wesoło”



Dlaczego tak ważne jest dla nas dbanie o pamięć zmarłych?

Tradycje świąt zadusznych sięgają czasów pogańskich i to właśnie te archaiczne praktyki stały się inspiracją dla poematu narodowego Adama Mickiewicza. Pod nazwą „dziadów” był odprawiany obrzęd ku czci zmarłych przodków, czyli uczty ofiarne. Najdłużej praktykowany był na Białorusi, Litwie, Ukrainie, a także wśród wyznawców prawosławia na wschodnim Podlasiu. Celem uczt było zyskanie przychylności zmarłych, którzy, jak wierzono, mieli wpływ na nasze życie, oraz ulżenie im w życiu pozagrobowym. Jesienne święta zaduszne trwały niegdyś aż do początków zimy, bo wierzono, że przez cały ten czas dusze zmarłych krążą wśród żywych. Od początku listopada aż do Wigilii Bożego Narodzenia zachowywano się tak, aby im nie zaszkodzić. Unikano pewnych prac, np. takich z użyciem ostrych narzędzi (aby dusz nie pokaleczyć) lub nici (aby się nie zaplątały). Pozostałością uczt zaduszkowych są potrawy jedzone współcześnie w Wigilię Bożego Narodzenia. Przygotowujemy je z takich samych składników, jak te na dawne stypy zaduszne - ze zbóż, maku, miodu, roślin strączkowych, suszonych owoców.


Które z obchodzonych w świecie obrzędów nam wydałyby się egzotyczne?

Myślę, że nas Polaków, dla których początek listopada jest czasem refleksyjno-wspomnieniowym, często przeżyciem religijnym, nie do przyjęcia jest spędzanie tego czasu „na wesoło”. Stąd np. niechęć do Halloween, które wbrew pozorom ma wiele wspólnego z naszymi Zaduszkami - przede wszystkim wspólny, przedchrześcijański rodowód. Obydwa te zjawiska nawiązują do kultu przodków, czyli zachowań znanych we wszystkich kulturach świata. Ich wizualizacja, nastrój i towarzyszące rytuały są różne, ale sens sakralny podobny. Zawsze chodzi o zjednanie sobie przychylności i opieki zmarłych oraz ulżenie im „na tamtym świecie”. Zarówno w Zaduszkach, jak i Halloween świat żywych przenika się ze światem umarłych... Chyba największe zaskoczenie mogłoby wzbudzić świętowanie np. w Meksyku, gdzie katolickie tradycje łączą się z obrzędami prekolumbijczyków. 1 i 2 listopada na ulicach królują przebierańcy w strojach kościotrupów i upiorów, a głównym smakołykiem są cukrowe trupie czaszki. W dużych miastach organizowane są widowiskowe parady uliczne. To bardzo barwne i radosne święto.

***

Teczka osobowa: Hanna Łopatyńska



Kustosz i kierowniczka Działu Folkloru w Muzeum Etnograficznym im. Marii Znamierowskiej--Prüfferowej w Toruniu.

Absolwentka filologii polskiej i studiów podyplomowych z zakresu etnografii i muzealnictwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Autorka scenariuszy i katalogów wielu wystaw, publikacji na temat literatury ludowej, obrzędowości, życia codziennego, językoznawstwa i historii reklamy. W toruńskim etnomuzeum można właśnie zwiedzać wystawę, której jest kustoszem i współautorką „Biały? Czarny? Czerwony? O symbolice kolorów”.

Lubi pielęgnować ogród i czytać książki.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 29-10-2016 22:35

    Oceniono 9 razy 7 2

    - 3,14: To PO to kończyło się filologię polską na UMK z logiem Kanonika pani mgr, aby umarłym wywracać do góry nogami porządek ICH Świąt ? To współautorce lubiącej pielęgnować swoje barwy biało-czerwono-czarne nie przeszkadzało, gdy to w 2010 roku znad Renu z takimi barwami przybyli rozpasane "halloweenowcy" na dokończenie ich wizualizacji w W-wie na Nasze Święto 11 Listopada Niepodległościowe, aby nam Polakom zakłócić UROCZYSTOŚCI ?! Co to za uniwersytet w Toruniu, który wypuszcza mgr i to dodatkowo uczonych POdyplomowo, którzy nie mają wiedzy, że OFIARY tych grasujących złych duchów "halloweenowyh" z tymi potrójnymi kolorami spoczywają od 70 lat na Barbórce w Toruniu i Dolinie Śmierci w Bydgoszczy.

    Odpowiedz

  2. 29-10-2016 22:04

    Oceniono 1 raz 1 0

    - aNtek: W Toruniu to Pan Rydzyk tej Pani przeszkadza

    Odpowiedz

  3. 29-10-2016 21:51

    Oceniono 7 razy 5 2

    - Kasia: Czy to ważne, że heloween nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem?

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 29-10-2016 20:50

      Oceniono 11 razy 10 1

      - hoho: "... Obydwa te zjawiska nawiązują do kultu przodków, czyli zachowań znanych we wszystkich kulturach świata. Ich wizualizacja, nastrój i towarzyszące rytuały są różne, ale sens sakralny podobny. ..." - bzdura

      Odpowiedz