Pedofilia w erze Facebooka. Jak przestępcy seksualni łowią dzieci w sieci?

Małgorzata Oberlan 30 października 2016

Nigdy dotąd pedofile nie mieli tak łatwego zadania. Portale społecznościowe typu Facebook to dla nich najprawdziwszy raj! Tu, jak na tacy, podane są im nasze dzieci.

Child grooming (uwiedzenie dziecka) nazywany jest symbolem pedofilskich łowów w erze Facebooka. Polowanie przestępców seksualnych jest tu niezwykle łatwe.

Fot.: 123rf

Weronikę wychowywała tylko mama. W społeczeństwie, w którym 18 procent dzieci dorasta w niepełnych rodzinach, to nic wyjątkowego. Dziewczynce musiało jednak brakować uwagi i troski, skoro „prawdziwego przyjaciela” znalazła sobie w Internecie.


- Po kilku miesiącach spotkań wirtualnych dorosły mężczyzna doprowadził do spotkaniu w realu. Dziewczynka została wielokrotnie wykorzystana seksualnie, we własnym domu. Wszystko działo się pod nieobecność jej matki - opowiada Anna Wiśniewska, pedagożka i strażniczka miejska w Toruniu, specjalizująca się w groomingu.

Zawsze dostępny, wszystko rozumie


Child grooming (uwiedzenie dziecka) nazywany jest symbolem pedofilskich łowów w erze Facebooka. Polowanie przestępców seksualnych jest tu niezwykle łatwe. W ofiarach mogą przebierać jak w ulęgałkach. Profile ze zdjęciami i opisami zainteresowań tworzą już przecież kilkuletnie dzieci. Cóż dopiero nastolatki! Te lansują się w sieci, seriami wrzucają zdjęcia, miewają setki znajomych i niewielką wiedzę o zagrożeniach.

- Pierwszym etapem polowania jest oswojenie rozmówcy. Dorosły znajomość rozpoczyna spokojnie i miło. Porusza ważne dla dziecka problemy. Skąd wie, czego słucha nastolatka lub jakie filmy ogląda nastolatek? Wystarczy, że sprawdzi listę „polubień” - mówi Anna Wiśniewska.

Etap drugi to budowanie relacji. Może trwać kilka tygodni albo miesięcy.

„Prawdziwy przyjaciel” zawsze jest dostępny i ma czas dla dziecka (w przeciwieństwie do rodziców). Wszystko rozumie i wszystkiego wysłucha (w przeciwieństwie do rodziców). Poda przykłady z własnego życia i zapewni: „Dobrze wiem, co czujesz”. Pocieszy, nie wyśmieje, zapewni o wsparciu w każdej dziedzinie.

Sekret za sekret


Uderzmy się w piersi: kto z nas chociaż raz w życiu nie padł ofiarą psychomanipulacji? Dziesiątki dojrzałych kobiet dały się oszukać Tulipanom, poznanym na portalach randkowych. Setki doświadczonych mężczyzn padło ofiarą fałszywych partnerów w biznesie. Nie dziwmy się zatem dzieciom, z praktycznie żadnym doświadczeniem życiowym, że ulegają psychomanipulacji.

Gdy dorosły oswoi już dziecko i zbuduje podwaliny „przyjaźni”, w pewnym momencie mówi „sprawdzam”. Chce skontrolować, czy o relacji nie wiedzą rodzice bądź rodzeństwo dziecka.

- Wtedy zazwyczaj pyta, gdzie stoi komputer czy laptop i kto z niego korzysta. Sprytnie dopyta, czy dziecko ma dostęp do sieci w komórce. Jeśli trzeba, chętnie doładuje telefon - mówi pedagożka.

Kolejny etap manipulacji to czas wspólnej tajemnicy. „Sekret za sekret” - mówi dorosły. I zdradza dziecku nic nieznaczący czy wręcz wymyślony fakt z własnej biografii. W zamian oczekuje wzajemności i tym sposobem zobowiązuje do tajemnicy. W tym momencie relacja nabiera już poważnego wymiaru. Dla pedofila jest to czas przejścia do ofensywy.

Od pornografii do gwałtu


To etap wprowadzania do relacji treści o charakterze seksualnym. „Pewnie nigdy nie widziałeś gołego człowieka” - mówi dorosły. „Do niczego nie będą cię zmuszał, ale są młodzi ludzie, którzy już TO robią. To nic złego” - zapewnia.

To czas, w którym dziecko może zostać skłonione do masturabcji i udokumentowania jej na prośbę pedofila albo do wysłania mu nagich fotek czy zbliżeń miejsc intymnych, wreszcie - do spotkania w realu. To najczęściej kończy się kontaktem seksualnym.

- Warto jednak pamiętać, że wykorzystanie seksualne dziecka to nie tylko współżycie z nim (za zgodą czy bez niej). To także skłonienie do rozmów o seksie, prezentowanie pornografii czy wyłudzenie zdjęć o seksualnym charakterze - zaznacza Anna Wiśniewska.

Wykorzystanie seksualne dziecka to nie tylko współżycie z nim. To także skłonienie do rozmów o seksie, prezentowanie pornografii czy wyłudzenie zdjęć o seksualnym charakterze.


Ujawnienie relacji przez świat dorosłych najczęściej kończy się buntem dziecka. „Wszystko zepsuliście!!!” - krzyczy. I jest to typowa pierwsza reakcja. Po niej następuje ogromne poczucie winy. To dziecko bowiem bierze na siebie ciężar odpowiedzialności. Jest przekonane, że odpowiada za wszystko, co się wydarzyło.

Typy ofiar i sprawców


- Większość rodziców, z którymi mam kontakt, nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że „ich Piotruś” czy „ich Julka” byłaby zdolna wpaść w taką pułapkę - mówi toruńska pedagożka.

Tymczasem katalog cech, które wymieniają specjaliści jako charakterystyczne dla ofiar pedofilskich łowów jest naprawdę szeroki. Mowa tu o dzieciach, które nie maja zaspokojonych potrzeb emocjonalnych, pragną uwagi i troski. Mowa o dzieciach cichych, uległych, ufnych, odrzuconych przez otoczenie. Mowa o nastolatkach, które czują się niezrozumiane przez świat dorosłych. Które dziecko choć przez krótki czas nie znalazło się w takim położeniu?

Typologia sprawców natomiast sprowadza się do trzech podstawowych typów. „Poszukujący bliskości” dorosły autentycznie wierzy, że relacja z dzieckiem jest wyjątkowa. Zazwyczaj nie kryje swojego wieku ani tożsamości. Inaczej postępuje „adaptujący się”. To mistrz psychomanipulacji, mający już najczęściej na koncie wykorzystane dzieci.

„Adaptujący się” kluczy, dostosowuje wiek i zainteresowania do dziecka i etapu relacji, żongluje swoimi zdjęciami.

Typ trzeci to „sprawca hiperseksualny”. Ten szybko podejmuje tematy erotyczne i prostą droga zmierza do celu. Albo chce szybko spotkać się w realu, albo jest kolekcjonerem dziecięcej pornografii.

- Trzeba mieć świadomość, że nie tylko portale społecznościowe stały się miejscem polować. Niedawno w jednej z toruńskich szkół poproszona zostałam o specjalne spotkanie z rodzicami. Dziewczynki z tej placówki korzystały z portalu 6obcy.in, zapewniającego anonimowość. Jedna zdążyła już wejść w relację z dorosłym, inne próbowały. Wiem, że sprawą zainteresowano policję - kończy Anna Wiśniewska.

Uwodzenie jest ścigane!


Polskie prawo ściga już samo uwodzenie dzieci w sieci czy nakłanianie ich do przesyłania swoich intymnych zdjęć. Przestępcom grozi za to kara do 3 lat pozbawiania wolności. W 2014 roku policja odnotowała 156 przestępstw związanych z próbą uwiedzenia osoby małoletniej poprzez Internet. Cztery lata wcześniej - zaledwie 34.

Anna Wiśniewska

fot. Grzegorz Olkowski

Anna Wiśniewska

Specjaliści podkreślają, że te liczby to zaledwie czubek góry lodowej. Niewielu dorosłych Polaków ma świadomość, że ścigane jest już samo uwodzenie dziecka. Zresztą, nawet gdy się o tym dowiedzą, często czynu nie zgłaszają. Uważają, że tak chronią dziecko i rodzinę.

Anna Wiśniewska
koordynatorka ds. profilaktyki Straży Miejskiej w Toruniu, pedagog, absolwentka UMK (specjalność - pedagogika opiekuńczo- -wychowawcza), także Kujawsko-Pomorskiej Szkole Wyższej w Bydgoszczy (resocjalizacja) i Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Poznaniu (psychologia społeczna.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 30-10-2016 17:47

    Oceniono 10 razy 9 1

    - wigor: Takim to od razu ucinać j..a i po sprawie

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 30-10-2016 17:39

      Oceniono 9 razy 7 2

      - pawel: Kary są zdecydowanie za niskie, a policja słabo działa w tym temacie. To zwykły człowiek potrafi zrobić prowokację i złapać takiego gnoja a policja nie oże

      Odpowiedz