Głuchoniewidomi, czyli życie w ciszy i ciemności

Piotr Schutta 30 października 2016

Głuchoniewidomi. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że w ogóle istnieją, że mają marzenia i pasje, które czasem udaje im się zrealizować. Żyją obok nas i nie chcą być skazani na pustkę.

Jest jednym z tych głuchoniewidomych, którzy przełamali nieufność do świata. Piotr Zaborowicz nie boi się ludzi i wyzwań. Jest dziennikarzem.

Fot.: Tomasz Czachorowski

Blisko 90 procent bodźców dociera do człowieka za pomocą narządu wzroku, 8 - 10 procent orientacji daje słuch. Reszta zmysłów, zaledwie dwa procent, to smak, węch i dotyk; kiedy człowiek przestaje widzieć i słyszeć, pozostają tylko one. Trudno to sobie wyobrazić, zwłaszcza komuś, kto oczy i uszy zawsze miał sprawne.


- W trakcie szkolenia jest taki moment, kiedy kandydat na przewodnika-tłumacza musi się stać na jakiś czas osobą głuchoniewidomą. W goglach i słuchawkach, które odcinają od bodźców słuchowych i wzrokowych, trzeba wejść do pokoju, w którym przebywa kilka osób w podobnym położeniu, i nawiązać z nimi kontakt. Nie znałam wtedy jeszcze ani alfabetu Lorma (alfabet dotykowy, „pisany” na dłoni - red.), ani innych alternatywnych sposobów komunikacji.

Nie potrafiłam się odnaleźć w gmatwaninie własnych myśli. To była najważniejsza lekcja mojego życia - opowiada 31-letnia Patrycja Skrzynecka z Torunia, koordynatorka Jednostki Kujawsko-Pomorskiej Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Z ludźmi dotkniętymi głuchoślepotą pracuje od 10 lat.

Nos oczerniony drukiem


27-letni Piotr Zaborowicz do 14. roku życia mógł czytać gazety. Czytanie wyglądało tak: kartka w odległości kilku centymetrów od lewego oka, w którym pozostały resztki widzenia. Poczerniały od farby drukarskiej koniuszek nosa był nieomylnym znakiem, że Piotrek jest po lekturze wiadomości sportowych. Pasja do sportu pozostała i zamieniła się w zawód. Jego relacje i wywiady można dziś znaleźć w serwisie Radia Wnet.

W poniedziałki o 16.00 Zaborowicz ma własną półgodzinną audycję, w której podsumowuje najnowsze wydarzenia ze świata sportu. Można go też spotkać na prawie każdym meczu siatkówki w bydgoskiej hali „Łuczniczka” i na meczach piłkarskich. Od niedawna reporter zaczął jeździć coraz dalej. W ostatni weekend był w Gdańsku na spotkaniu Lechii z Piastem Gliwice. Sam Sebastian Mila udzielał mu wywiadu.

Grzegorz Kozłowski, prezes TPG: Chcemy być akceptowani i kochani, mieć dobre relacje z ludźmi i wyrażać się w sztuce. Mamy te same możliwości, co inni, tylko trzeba znaleźć do nas klucz.


Mało kto wie, że ten niewysoki, elokwentny brunet z mikrofonem w ręku jest od 15 lat osobą głuchoniewidomą. Do 2011 roku był „tylko” osobą niewidomą. Potem doszły problemy ze słuchem - pęknięcie trąbki Eustachiusza w prawym uchu.

- Urodziłem się jako wcześniak. Można powiedzieć, że wzrok zniszczył mi inkubator, w którym był niepodgrzany tlen. Najpierw wysiadło prawe oko, a potem został uszkodzony nerw wzrokowy w lewym, bo lekarze nie mierzyli w nim ciśnienia.

Do 14 roku życia miałem jeszcze resztki wzroku w lewym oku, potem przestałem widzieć. Nie mam nawet poczucia światła. Poznaję, że jest słoneczny dzień wtedy, gdy słońce grzeje mi twarz - mówi z uśmiechem mężczyzna. Jest osobą gadatliwą i pełną energii. Lubi się śmiać i spotykać z ludźmi.

To ostatnie jednak nie jest proste. - Świat jest tak skonstruowany, że ludzie boją się osób niepełnosprawnych - mówi szczerze mężczyzna.

Rozmawiamy w zagraconej kuchni kawalerki w bloku na trzecim piętrze. Wokół pełno sprzętu elektronicznego i płyty. Tu Piotr Zaborowicz ma swój „gabinet”. Jego główne narzędzia pracy to laptop z syntezatorem mowy, telefon komórkowy, dwa profesjonalne radiowe dyktafony i zawodowy mikrofon. Część sprzętu to nagroda za radiowy reportaż „Jak wyszedłem z dołka”, zdobyta na festiwalu Camera Obscura w 2011 roku.

- Zależy nam na tym, by świat dowiadywał się o głuchoniewidomych. Żebyśmy nie odwracali głowy, gdy taka osoba pojawi się w naszej orbicie. Jeśli ktoś sam nie jest w stanie pomóc, to może chociaż „wyguglać” w Internecie nasze stowarzyszenie. To nie jest skomplikowane, ponieważ jesteśmy w Polsce jedyną organizacją, wspierającą osoby z jednoczesną dysfunkcją narządu wzroku i słuchu - mówi Monika Nowak, dyrektorka biura Towarzystwa Pomocy Głuchoniewido-mym, które 19 października obchodziło 25-lecie istnienia. Stowarzyszenie działa jako organizacja non profit, utrzymując się z datków od ludzi i projektów finansowanych z różnych źródeł. Ma w Polsce 13 oddziałów, tak zwanych jednostek, pomagających grupie 2,5 tysiąca osób z głuchoślepotą. Jedna z najdłużej działających filii TPG istnieje w Toruniu.

W środku tacy sami


- W naszym województwie mamy 80 podopiecznych, ale na nasze klubowe spotkania w Bydgoszczy i Toruniu przychodzi najwyżej czterdziestka. Część osób po prostu siedzi w domach, zamknięta w swoim świecie - mówi 31-letnia Patrycja Skrzynecka, pełnomocnik TPG na Kujawsko-Pomorskie, wyszkolona przewodnik - tłumacz.

- Czasem jest tak, że największym problemem jest rodzina niepełnosprawnego. Nie wierzą w jego możliwości, nie chcą, żeby się rehabilitował społecznie - mówi Monika Nowak.

Każdy głuchoniewidomy jest inny. Jeden jest w stu procentach niewidomy, ale za to ma resztki słuchu. Inny słyszy na jedno ucho i trochę widzi. Różne są też przyczyny utraty zdolności widzenia i słyszenia. Wada wrodzona, choroba nabyta w różnych okresach życia, wypadek, starość.

- Osób z całkowitą głuchoślepotą jest bardzo mało. Najwyżej pięc procent w całej populacji głuchoniewidomych. Ale nawet tacy ludzie mają potencjał. Widziałem świetne rzeźby, które były ich dziełem - mówi 63-letni Grzegorz Koz-łowski, przewodniczący i współzałożyciel TPG. Widzi słabiutko na jedno oko (o czytaniu nie ma mowy), a słyszy wyłącznie dzięki specjalnemu aparatowi słuchowemu, wyposażonemu w system nadawczo-odbiorczy FM. Dzięki niemu rozmawiamy swobodnie przez telefon.

Niewidzący 56-letni pan Piotr z Torunia zdany jest na swojego 87-letniego tatę i implant słuchu, współpracujący z zewnętrznym aparatem. Gdy urządzenie wysiądzie, mężczyzna zostaje całkowicie sam - w absolutnej ciszy i ciemności. Kiedyś nie ufał nikomu obcemu. Od niedawna zaczął akceptować wizyty asystentki z TPG. Czeka na nie.

- W środku nie różnimy się od innych ludzi. Chcemy być akceptowani i kochani, mieć dobre relacje z ludźmi i wyrażać się w sztuce. Mamy te same możliwości, co inni, tylko trzeba znaleźć do nas klucz - mówi Grzegorz Kozłowski, miłośnik gór i jazdy rowerem (na tandemie), z zawodu programista.

Możesz pomóc
Każdy może wesprzeć konkretnym czynem lub datkiem finansowym działalność Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Aktualnie Jednostka Kujawsko-Pomorska TPG poszukuje wolontariuszy, kandydatów na asystentów, gotowych towarzyszyć niepełnosprawnym w codzienności. W tej chwili w naszym województwie działa na rzecz głuchoniewidomych 17 osób. Jednostkę można też wspomóc finansami. Szczegóły na stronie: kujawsko-pomorskie-tpg.blogspot.com.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 31-10-2016 02:43

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Janete Adamowski: Ja...........jestem dumna z poznania Piotra.Niesamowita osoba o mocnym chrakterze.Silna osobowość spełniajaca swoją pasje i swoje marzenia.Łapki w górę i gromkie brava na stojąco Piotrze.Duma moja jesteś a znajomość z Tobą to ogromna satysfakcja.Samych sukcesów życzę Tobie..........i krok po kroku w górę sie pnij.

    Odpowiedz