Osiedle na największym wojennym cmentarzu

Szymon Spandowski 23 października 2016, aktualizowano: 30-10-2016 16:08

Kto będzie chciał żyć na osiedlu postawionym na nieludzkiej ziemi? Masowy grób, który został niedawno odkryty w Toruniu na Glinkach, nie był pierwszy. W połowie lat 90. z mogiły obok pętli autobusowej ekshumowano szczątki ponad 900 osób!

Fot.: Jacek Smarz

Otwierają się więzienne bramy, uśmiechnięte tłumy młodych mężczyzn wychodzą na wolność. Idą, pewnie również śpiewają. Wśród nich powiewają flagi Francji, Wielkiej Brytanii... Maszerują przez tymczasowy most na Wiśle i ulice wyzwolonego przez armię radziecką Torunia. Rosyjski lektor tłumaczy w tle, że to jeńcy byłego niemieckiego obozu jenieckiego. Idą na wschód, skąd przyszli ich oswobodziciele.


To obrazek z radzieckiej kroniki filmowej z 1945 roku. Opowieść można jednak zacząć inaczej, od wspomnień niemieckiego szeregowca Roberta Gehrmanna, który w 1945 roku, w wyzwolonym przez Rosjan mieście obchodził 18 urodziny.

„Widziałem wielu umierających. O ich śmierci nie informowano rodzin. Zmarłych rozbierano do naga, wielkie masowe groby kopano wzdłuż ogrodzenia. Składano w nich warstwę zwłok, przysypywano je cienką warstwą piasku i tak dalej, aż do wypełnienia dołu. Jeden z takich grobów wykopano za barakiem nr 110. Obecnie w tym miejscu stoi fabryka IBF”.

W sumie jednak początek nie jest taki istotny. Ważniejsze, jak ta historia się skończy.

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii (7) »



Sprawa obozu jenieckiego, utworzonego przez Niemców podczas II wojny światowej, jest w Toruniu tematem przemilczanym. Okupanci zamknęli za jego drutami w sumie około 60 tysięcy wziętych do niewoli żołnierzy, m.in. Polaków, Brytyjczyków, Francuzów, Włochów, Australijczyków, Nowozelandczyków i Rosjan. Ci ostatni, przetrzymywani byli w nieludzkich warunkach, w wykopanych przez siebie norach na tak zwanej łączce śmierci. Do dziś nie wiadomo dokładnie, ilu zostało w Toruniu na zawsze. Szacunki mówią, że w niewoli zmarło ich od kilku do nawet 20 tysięcy. Rosjanie spoczywają na cmentarzu, położonym na terenie gminy Wielka Nieszawka. W Toruniu jak dotąd dzieje niemieckiego obozu starają się uratować od zapomnienia jedynie społecznicy. W mieście nie ma żadnego oficjalnego miejsca pamięci, potomkowie więźniów, którzy bardzo często przyjeżdżają nawet z końca świata, nie mają gdzie złożyć kwiatów. Sprawa pozostałości po obozie wypływa na ogół przy okazji prowadzonych przez miasto inwestycji, dla jakich te relikty bolesnej przeszłości okazują się być przeszkodą.

Po wyzwoleniu



Obóz jeniecki z czasów wojny wciąż jest białą plamą w historii i na planie miasta. Mimo wszystko, czasami się o nim wspomina, natomiast o tym, co działo się na terenie dawnego niemieckiego miejsca odosobnienia od lutego 1945 roku, kiedy obóz zajęli Rosjanie, oficjalnie nie mówi się nic. Takie zaniedbania prędzej czy później się mszczą. Latem tego roku przekonali się o tym inwestorzy, którzy na przejętych od miasta terenach przy ulicy Poznańskiej na Glinkach zaczęli budować osiedle mieszkaniowe. W jednym wykopie robotnicy trafili na ludzkie szczątki. Prace przerwano, przyjechali prokuratorzy i zabezpieczyli m.in. kilkanaście czaszek. Sprawą zajął się Instytut Pamięci Narodowej, a na plac budowy weszli archeolodzy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Szybko okazało się, że ludzkich szkieletów jest więcej. Dużo więcej. Szczątki wydobyte tylko z jednego masowego grobu mogły należeć nawet do kilkuset osób. Odkryta mogiła na pewno nie jest jedyną. Ciała były poukładane warstwami.

- Wśród szczątków znaleźliśmy nieliczne przedmioty, które wymagają dalszych badań - mówi prokurator Maciej Schulz, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Gdańsku. - Pierwsze oględziny pozwalają jednak przypuszczać, że to raczej nie Rosjanie, lecz Niemcy.

Czytaj też Ludzkie szczątki na Glinkach



Po przejęciu obozu Rosjanie uwięzili w nim około 30 tysięcy Niemców, mieszkańców regionu oraz jeńców wojennych. Według niemieckich szacunków w wyniku chorób i przemocy na Glinkach mogło stracić życie nawet osiem tysięcy osób. Odkryte ciała należały zapewne do ofiar tyfusu i czerwonki, niedaleko przebadanej mogiły znajdował się obozowy szpital. Kto pozwolił w takim miejscu budować domy mieszkalne bez wcześniejszego przebadania terenu?

Niespodzianka. Czyżby?



Władze miasta tłumaczą, że podczas przygotowywania planu zagospodarowania przestrzennego nie było żadnych wzmianek, mówiących o tym, że na tych terenach mogą się znajdować masowe groby. Prace nad planem rozpoczęły się w 2006 roku. Dziesięć lat po tym, gdy na Glinkach została odkryta pierwsza masowa mogiła z 1945 roku. Wydobyto z niej szczątki ponad 900 osób!

- Wspólnie z Adamem Blakiewiczem zaczęliśmy się tym tematem zajmować na początku lat 90. - mówi Piotr Olecki z Muzeum Historyczno-Wojskowego w Toruniu. - Jako miłośnicy historii miasta otrzymywaliśmy sporo sygnałów, m.in. o masowej mogile przy pętli autobusu linii nr 10 na Glinkach.

Informacja ta została przekazana do Volksbund Deutsche Kriegsgräber-fürsorge e. V., niemieckiej organizacji rządowej, zajmującej się ekshumacją grobów wojennych. Sposób przeprowadzenia tej ekshumacji pozostawiał wiele do życzenia. Pracownicy działającej na zlecenie Volksbundu polskiej firmy dopuścili się zbezczeszczenia zwłok. Wyrzucone przez tych „badaczy” rzeczy, należące do zmarłych, zostały uratowane przez Oleckiego i i znajdują się dziś w muzeum przy Zaułku Prosowym. Odkryte wtedy szczątki trafiły ostatecznie na cmentarz pod Szczecinem, gdzie składane są m.in. prochy odnalezionych w północnej Polsce niemieckich żołnierzy.

Od 70 lat szukam ojca



Do Torunia nadal przyjeżdżają potomkowie powojennych więźniów obozu na Glinkach.

- Jeden pan z Hamburga odwiedza nas regularnie od pięciu lat - mówi Piotr Olecki. - Szuka ojca, który był dentystą w Koszalinie. Cywilem. Rosjanie przywieźli go do Torunia, aby był dentystą obozowym. Tu zmarł i gdzieś został pochowany.

Pewien niemiecki geodeta, który także szuka grobu swojego ojca, sporządził bardzo dokładny plan obozu. Zaznaczył na nim baraki, Frauenlager, czyli obóz dla kobiet, masowe groby, w tym ten odkryty w połowie lat 90. przy pętli autobusowej. Korzystał przy tym z relacji ocalałych świadków oraz dokumentów z niemieckich archiwów. Znajdują się tam chociażby informacje człowieka, który został przez Rosjan wyznaczony na przełożonego obozu. Zapisał on, że od 1 czerwca 1945 roku do lutego 1946 roku na Glinkach zmarło od 1230 do 1240 jeńców. Mieli oni być chowani w masowych grobach po 50 osób. Liczba osób zmarłych od lutego do czerwca 1945 roku jest trudna do oszacowania, na pewno jednak śmiertelność była wtedy znacznie większa. Pewne wyobrażenie o jej skali daje odkryty 20 lat temu grób, który miał pochodzić z marca 1945 roku. Jak już wspominaliśmy, znaleziono w nim ponad 900 ciał.

Co stanie się z masowymi grobami na Glinkach? Czy przeznaczone pod zabudowę miejskie tereny zostaną przebadane? Magistrat czeka na decyzję Instytutu Pamięci Narodowej. Pracownicy instytutu czekają natomiast na oficjalne stanowisko badających odkryte szczątki biegłych.

- Zgodnie z przepisami my możemy prowadzić tylko sprawy dotyczące zbrodni popełnionych na obywatelach polskich i narodowości polskiej - mówi prokurator Maciej Schulz. - W tym przypadku mamy najprawdopodobniej do czynienia z osobami, które nie były ani polskimi obywatelami, ani osobami polskiej narodowości.

Odkryte groby są jednak mogiłami wojennymi, jako takie zostaną więc zapewne ekshumowane, jednak najprawdopodobniej zajmie się tym niemiecka Fundacja Pamięć. Ona właśnie była m.in. odpowiedzialna za ekshumację szczątków dwóch tysięcy Niemców z masowej mogiły, znalezionej kilka lat temu w Malborku.

Oficjalną decyzję IPN ma wydać w listopadzie w oparciu o raporty biegłych. Przypinanie wszystkim ofiarom obozu niemieckiej łaty wydaje się jednak nieuzasadnione. Na Glinki trafiło z pewnością wielu Polaków, którzy podpisywali niemieckie listy narodowościowe, często nie mając innego wyjścia. O Polakach na Glinkach wspomina chociażby Józef Erman z Koronowa, którego relację zanotował badacz dziejów obozu Paweł Bukowski.

„Z Koronowa wyprowadzono nas już większą grupą więźniów, których Rosjanie prowadzili przez Fordon do Torunia. W Toruniu baraki były rozstawione na szczerym polu - tam rozlokowano internowanych Polaków. Dookoła tych baraków były druty kolczaste i wartownicy w postaci radzieckich żołnierzy. Podczas jednego z kolejnych rannych apelów byłem świadkiem, kiedy zastrzelono listonosza z Chojnic - Pawła Looka. Osoba ta przebyła podobną drogę, jak ja, według mojego odczucia, nie mogła pogodzić się z losem, jaki ją spotkał. Przez cały czas Paweł Look szukał sposobności, aby się spod tej niewoli wyzwolić. Prawdopodobnie chciał uderzyć klockiem wartownika i wtedy padły strzały. Pogrzeb odbył się bez większych ceremonii - nieboszczykowi ściągnięto tylko buty i zakopano w pobliżu obozu”.


Klamra z orłem w koronie



- Do nas zgłosił się świadek, który ze stuprocentowym przekonaniem twierdził, że na Glinkach byli również przetrzymywani przez Rosjan aresztowani w Toruniu działacze polskiego podziemia - mówi Piotr Olecki. - Dowodem na to może być odnaleziona na terenie obozu niemiecka klamra z nałożonym na nią polskim orłem w koronie. Żaden Niemiec przecież czegoś takiego nie nosił.

Historycy - pasjonaci dysponują również wspomnieniami mieszkańców Podgórza, którzy w 1945 roku starali się z obozu na Glinkach wykupić swoich bliskich, uwięzionych tam przez wyzwolicieli ze wschodu.

Jak ta historia się zakończy? Czy polskie, radzieckie, niemieckie i inne ofiary obozu na Glinkach wreszcie doczekają się godnego upamiętnienia? Nie można wiecznie uciekać przed historią, czas stawić jej czoło!

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 25-10-2016 13:06

    Oceniono 2 razy 2 0

    - JKP: Sprawa jest skandaliczna. Budowanie na terenie obozu, na szczątkach ofiar jest bezczeszczeniem zwłok i pamięci. Sprzedaż mieszkań w tym miejscu jest oszustwem w stosunku do klienta, chyba, że będzie bardzo jasna informacja o historii tego miejsca. Może w nazwie osiedla? np "grobowe" abo "na szczątkach ofiar"?

    Odpowiedz

  2. 24-10-2016 22:13

    Brak ocen 0 0

    - mio: W Szczecinie Dąbiu na terenie gdzie był obóz stoi teraz ubojnia

    Odpowiedz

  3. 24-10-2016 15:59

    Oceniono 5 razy 5 0

    - Phoenix: Setki ofiar. Zero upamiętnienia. Zaraz ktoś powie, że to Niemcy czy Rosjanie, ale przecież my, Polacy, domagamy się by powstawały cmentarze czy miejsca pamięci za naszą wschodnią czy zachodnią granicą, jednocześnie my stawiamy bloki na szczątkach ofiar wojny. "Wydobyto z niej szczątki ponad 900 osób!" - na Barbarce jest ich bodaj 540. Jednak na Glinkach nie ma nawet tablicy pamiątkowej. Są za to firmy, bloki...

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 24-10-2016 15:37

      Oceniono 3 razy 3 0

      - M. z M.: Na moje to trzeba się zastanowić nad tym jak urzędnicy przygotowują - planują inwestycje i co zrobić, żeby tak kardynalnych błędów nadal nie popełniano - czyli wchodzenie z inwestycją w teren, gdzie wiadomo, że coś może być, ale urzędnicy w ogóle tego nie uwzględniają w planach. Po drugie - również pytanie bardzo trudne - czy na takim miejscu w ogóle w najbliższych latach powinny powstawać osiedla mieszkaniowe. Wiadomo - developer, zaczęta budowa, terminy, kredyty itp. ale jakieś ale tam w głowie duże "ale" pozostaje.

      Odpowiedz

    2. 23-10-2016 21:33

      Oceniono 5 razy 2 3

      - mega_faflun: - Kapuścianka: Czy to jakiś debil pisał? Toruń ?! Chyba Bydgoszcz!! ładnie was porąbalo. Co za kultura , od razu tak twarde przezwiska.

      Odpowiedz

    3. 23-10-2016 19:57

      Oceniono 23 razy 3 20

      - Kapuścianka: Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. Czy to jakiś debil pisał? Toruń ?! Chyba Bydgoszcz!! ładnie was porąbalo.

      1. 23-10-2016 18:38

        Oceniono 13 razy 2 11

        - jan3: Czytam i nie wierzę, "odkryte ciała należały zapewne do ofiar tyfusu i czerwonki", a jak dodamy ofiary średniowiecznej dżumy, która zdziesiątkowała tę miejscowość, to wiemy o przyczynie spustoszenia w ich umysłach.

        Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

        1. 23-10-2016 17:44

          Oceniono 10 razy 6 4

          - Flp: A to ze pod trasa obok pksu sa groby zolnierskie z 20go roku to cisza.Ze cale osiedle Odrodzenia gdy sie budowalo to na szczatkach ludzkich..

          Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz

          1. 23-10-2016 16:38

            Oceniono 18 razy 8 10

            - Wiedzący...: Olecki, też mo specjalista...

            Odpowiedz