Region. Kto bezprawnie ubił i ukrył jelenia

Grażyna Ostropolska 23 października 2016, aktualizowano: 23-10-2016 17:18

Dobiega końca głośny proces przeciw Andrzejowi T. i Piotrowi Sz., oskarżonym o „bezprawne pozyskanie tuszy jelenia”. Oskarżycielem jest Kujawsko-Pomorski Urząd Wojewódzki. Obaj myśliwi nie przyznają się do winy.

Fot.: 123rf

W tradycji chrześcijańskiej jeleń symbolizuje duszę ludzką, pragnącą zbawienia, zaś w życiu doczesnym jego poroże stanowi cenne trofeum dla myśliwych. Jaki wieniec nosił byk szlachetnego jelenia, zastrzelony rok temu (22 listopada) pod Jarużynem nie wiadomo, bo


zwierzę „wyparowało”



z miejsca, gdzie padło. Została po nim tylko farba (krew), którą funkcjonariusze Państwowej Straży Łowieckiej pobrali do analizy. I łuski po kuli, która trafiła byka. Są też świadkowie, którzy widzieli zastrzelone zwierzę i ujawnili śledczym, kto, kiedy i jakim autem je wywoził. Potwierdzili to w sądzie i w rozmowie z nami. Nikt jednak nie widział, który z myśliwych, biorących wtedy udział w zbiorowym polowaniu, wysłał w stronę jelenia śmiertelną kulę, lekceważąc zakaz strzelania do tego gatunku.

Jeden z myśliwych zapamiętał to tak: - Jest około godziny 14. Z lasu wychodzi jeleń i idzie w kierunku Wisły. Ktoś krzyczy: byk idzie, a kilka minut później padają strzały...

Do zastrzelenia jelenia nikt się nie przyznał. Za przekroczenie planu łowieckiego w danym obwodzie i bezprawne zabicie zwierza grozi myśliwemu postępowanie karne. - Sprawca pomyślał: „Nie ma dowodu - nie ma kary” i postanowił niecny czyn ukryć, ale nie przewidział, że znajdą się świadkowie - kontynuuje myśliwy. Pan Z., mieszkaniec Jarużyna, i jego pracownik widzieli jelenia, zanim ten wydał ostatni dech. Widzieli też, jak ok. 15 przyjechało po martwe zwierzę dwóch myśliwych. Pan Z. zapamiętał charakterystyczne auto z przyczepką, na którą mężczyźni wrzucali jelenia. Zeznał, że byli to Andrzej T. i Piotr Sz.

Akt oskarżenia przeciwko Andrzejowi T., byłemu prezesowi koła myśliwskiego „Słonka” (nie pełni już tej funkcji), i jego zięciowi Piotrowi Sz. wpłynął do sądu latem. Odbyły się już trzy rozprawy. Oskarżeni nie przyznają się do winy i nie chcą z nami rozmawiać na temat zarzutów. - Wkrótce zapadnie wyrok i jeśli sąd nas uniewinni, nie wykluczamy wystąpienia z pozwem o pomówienie - zapowiada T. Adresatem pozwu ma być Henryk Tomaszewski, który wraz z myśliwym Tomaszem Gładykowskim złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

- Nie ma przyzwolenia dla łamania prawa łowieckiego, a walka z kłusownictwem jest obowiązkiem każdego myśliwego! - oświadcza pan Henryk, który stał się dla połowy członków KŁ „Słonka” personą non grata. - Próbowali mnie wykluczyć z koła za swoiście pojmowaną

niekoleżeńskość,



a konkretnie za brak pobłażania dla łamania statutu i regulaminu łowieckiego - twierdzi myśliwy. Ma za sobą 20 lat pracy w zarządzie koła, medale za myśliwską działalność, a od niedawna także... wielu wrogów. Twierdzą, że Tomaszewski czepia się drobiazgów i psuje atmosferę w ich myśliwskiej rodzinie. - Dzieli włos na czworo, uważa, że tylko on jest etyczny i wszystko wie najlepiej - zauważa Andrzej T. i dodaje: - Prosiłem: „Heniu, daj spokój, mamy tyle ważnych rzeczy do zrobienia, a ty takie bzdury wyciągasz”, a on dalej swoje...

T. ma prawo nie lubić Tomaszewskiego i tych, którzy go popierają, bo gdyby nie ich upór, sprawę tajemniczego zniknięcia jelenia spod Jarużyna pewnie by umorzono.

- Strażnicy, zamiast natychmiast przesłuchać panów T. i Sz. i zbadać ślady na przyczepce auta, godzinami przesłuchiwali nas, a potem wzięli urlop, dając czas na zatarcie dowodów - twierdzi Tomaszewski. Opowiada, jak dwaj strażnicy ochoczo zabrali się do roboty, a kilka dni później... - Jeden z nich przyjeżdża do mnie i mówi: „Jak nie ma pan dowodów, to lepiej zamknąć buzię na kłódkę”.

Ja się wtedy wściekłem



- relacjonuje. Złożył skargę do wojewody, a ten przekazał ją prokuraturze. - Dopiero, gdy nadzór nad śledztwem przejęła prokuratura, sprawa nabrała tempa - uważa Tomaszewski. W śledztwie pojawił się wątek innego polowania. - Jeszcze tego samego dnia, 22 listopada, o 19.00 Piotr Sz. zapisał się w księdze pobytu myśliwych w łowisku pod Sępólnem Krajeńskim, gdzie można było strzelać do byka jelenia. Miał tam być do 7 rano i ubić takie zwierzę. Wystarczyło, by strażnicy poprosili Sz. o wskazanie miejsca, gdzie ów byk padł, pobrali jego farbę do analizy i byłaby odpowiedź na pytanie: czy jeleń, którego Sz. tam podobno ustrzelił, nie był przypadkiem... bykiem upolowanym pod Jarużynem - zauważa Tomaszewski.

Piotr Sz. i Andrzej T. uznają jego sugestie za pomówienia.

Do pierwszego spięcia między myśliwymi alfa z KŁ „Słonka” doszło w 2010 r. Andrzej T. objął wtedy prezesurę zarządu koła i... - Na świstku papieru zadeklarował rolnikowi spod Komierowa 150 tys. zł za szkody, wyrządzone na 86 ha kukurydzy przez zwierzynę z naszego obwodu łowieckiego. Byłem w szoku, bo do tej pory w ramach ugody z tym rolnikiem płaciliśmy mu góra 20 tys. zł odszkodowania i to za zniszczenia na 255 ha kukurydzy - wspomina Tomaszewski. Ta sprawa stanęła na walnym, gdzie przegłosowano wniosek trzech myśliwych (w tym Tomaszewskiego) o odmowie wypłaty odszkodowania. - Myślałem, że koledzy z zarządu pójdą do rolnika na kolanach i wynegocjują niższą cenę, ale tego nie zrobili. Rolnik oddał sprawę do sądu i spór trwa do dziś - ubolewa Tomaszewski.

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii (22) »



- Pan Henryk wyrywa z kontekstu to, co mu pasuje i publicznie głosi półprawdy - ripostuje Andrzej T. Przypomina, że integralną częścią umowy z rolnikiem był operat, szacujący szkodę na 210 tys. zł, a wynegocjowaną kwotę 150 tys. zł rozłożono na 3 roczne raty. - Do tego doszło zwolnienie z innych opłat przez 6 lat, czyli średnio wychodziło 25 tys. zł odszkodowania rocznie - zaznacza były prezes. Przegrywa z Tomaszewskim w kolejnym starciu.

Czytaj też Liczenie dzików w lasach



- Zarząd koła dwukrotnie złamał statut PZŁ przy wyborze nowego łowczego - tłumaczy Tomaszewski. Za pierwszym razem zamiast tajnego głosowania zarządzono jawne, a gdy Zarząd Okręgowy PZŁ kazał wybory powtórzyć, zwołano walne niezgodnie ze statutem, za co ukarano „Słonkę” upomnieniem. - Ta kara pozbawia członków koła nagród i odznaczeń przez 2 lata - twierdzi Tomaszewski.

- Nie idą za tym żadne sankcje! - przekonuje Andrzej T.

- Upomnienie nie musi, ale może mieć wpływ na pominięcie członków koła przy odznaczeniach - rozstrzyga spór Sylwester Domek, prezes ZO PZŁ. Przy kolejnym sporze o

polowanie z naganką



nieopodal Niechorza, w kole „Słonka”, robi się gorąco, bo myśliwi: Tomaszewski, Krępski i Gładykowski powiadamiają rzecznika dyscyplinarnego o zachowaniach kolegów, niezgodnych z łowiecką etyką. - Zajmowałem stanowisko na czele miotu. Naganka szła z południa na północ, a wraz z nią dwaj myśliwi: bracia S. Nagle przed linią naganki ukazały się dwa jelenie byka i Błażej S. oba ustrzelił. Wiem to od naganiacza - opowiada Tomaszewski. Twierdzi, że myśliwy zrobił to bezprawnie, bo idący z naganką musi mieć rozładowaną broń i nie może strzelać do zwierzyny. - Próbowałem tym zainteresować kolegę z komisji rewizyjnej, ale nie chciał słuchać, zaś Błażej S. został królem polowania - wspomina Tomaszewski. Ze zdziwieniem przyjął decyzję o umorzeniu postępowania dyscyplinarnego w tej sprawie. - Andrzej T. zeznał, że bracia S. jedynie rozstawiali myśliwych i naganiaczy i nie szli w nagance, a naganiacz Marcin K. wykazał się amnezją. Zeznał, że słyszał strzał, ale nie wie, kto do byków strzelał i skłamał, że ja i Krępski próbowaliśmy go skłonić do fałszywego oświadczenia - twierdzi Tomaszewski. On, Krępski i Gładykowski wnieśli do sądu łowieckiego odwołanie, ale ten uznał ich za osoby nieuprawnione i umorzenie przyklepał.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 23-10-2016 19:58

    Oceniono 1 raz 1 0

    - her: Fajne kolo macie jak na siebie sypiecie.

    Odpowiedz