Dr Andrzej Kassenberg: Fale upałów przyczyniają się do wzrostu wskaźnika umieralności

Piotr Schutta 23 października 2016, aktualizowano: 25-10-2016 11:48

„Presja deweloperów jest tak silna, że tereny zielone są w naszych miastach bezustannie nadgryzane. Jednym z najpoważniejszych problemów jest nieprzepuszczalność gruntów, czyli mówiąc wprost - zabetonowanie” - uważa dr ANDRZEJ KASSEN BERG, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Podczas Międzynarodowego Kongresu Ecometropolis w Bydgoszczy dr Andrzej Kassenberg mówił m.in. o projekcie Adaptcity, tj. przygotowywanej dla Warszawy ocenie ryzyka klimatycznego.

Fot.: Dariusz Bloch


Kiedyś upalna noc w centrum dużego miasta mogła się kojarzyć z czymś romantycznym. Dziś kojarzy się z koszmarem.


W Warszawie naliczono w okresie sześciu lat 21 takich nocy. To niemało. Zwłaszcza w 2015 roku było ich dużo. Temperatury dzienne powietrza sięgały wówczas 37 stopni. Lekarze mówią, że jeżeli temperatura w nocy nie spada poniżej 20 stopni Celsjusza, a nie używamy klimatyzatora, nasz organizm słabo wypoczywa. Rano budzimy się niewyspani i zmęczeni. Jesteśmy podatni na stres, nasilają się objawy towarzyszących nam chorób.


Badania statystyczne pokazują coś jeszcze bardziej niepokojącego...

... z badań Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - PZH dla miasta Warszawy wynika konkluzja, że fale upałów przyczyniają się do wzrostu wskaźnika umieralności. Aż o czternaście procent. Przy czym w większym stopniu dotyka to mężczyzn niż kobiety. U mężczyzn powyżej 70 roku życia wskaźnik ten wynosi nawet 25 procent.


Jak powinniśmy dzisiaj budować miasta, by nadążyć za zmianami klimatu?

Musimy koniecznie wywołać refleksję na temat planowania przestrzennego. Brakuje na przykład zielonych enklaw z oczkami wodnymi i fontannami, gdzie można by odetchnąć w upalne dni. Takie miejsca powinny być od siebie oddalone o 10-15 minut spacerem. W Warszawie radzimy sobie za pomocą kurtyn wodnych. W Stuttgarcie widziałem natomiast zielone ściany, które można było przewieźć w dowolne miejsce. Ale przede wszystkim nie mamy w pełni rozwiniętych tak zwanych systemów przyrodniczych w miastach. Tworzą je parki, zieleńce, lasy miejskie, cieki wodne i stawy, układające się w pewien ciąg powiązań ekologicznych. W większości miast jest z tym problem. Urbanistyczna presja deweloperów jest tak silna, że tereny zielone są bezustannie nadgryzane.


Na wykładach mówi Pan o zabetonowaniu współczesnych miast.

Jednym z najpoważniejszych problemów jest nieprzepuszczalność podłoża, czyli mówiąc wprost - zabetonowanie. Najbardziej odczuwalne jest to w centrach dużych miast. W centralnych dzielnicach Warszawy do 70 proc. powierzchni analizowanych działek o powierzchni 25 ha jest zabetonowana w ponad 80 procentach. Skutek jest taki, że z jednej strony, w trakcie deszczów mamy bardzo szybki spływ wody do kanalizacji, a z drugiej, szybkie parowanie. Gdybyśmy mieli tereny zielone, woda wsiąkałaby w grunt i potem powoli parowała, przyczyniając się do wyższej wilgotność powietrza.

Zobacz także: Życie na wielkiej górze śmieci. Sąsiedzi mają tego dosyć [ZDJĘCIA]


Co to jest wyspa ciepła?

To zjawisko pokazujące nam, że wewnątrz zwartej zabudowy, gdzie mamy zabetonowany teren, temperatura jest znacząco wyższa niż na obrzeżach miasta. W upalny dzień ta różnica wynosi średnio kilka stopni, ale notowane są też różnice rzędu 10 stopni Celsjusza. Sprawia to, że w tych murach ciężko się oddycha, brak przewiewu, trudno jest funkcjonować.


Zmiany klimatyczne to z jednej strony, upał, a z drugiej, coraz większe zagrożenie powodziami.

W stolicy mieliśmy w 2010 roku cztery fale powodziowe. Po raz pierwszy na terenach zalewowych zamknięto z tego powodu szkoły. Skala i liczba powodzi, czyli to co nazywamy ekstremami, rośnie. Ale problemem w miastach stają się też podtopienia. Silne, nawalne deszcze przynoszą duże ilości wody w krótkim czasie, a obecny system kanalizacyjny nie jest na to przygotowany. Był bowiem projektowany w oparciu o analizy meteorologiczne sprzed dziesięcioleci. Nie było wówczas potrzeby budowania sieci kanalizacji deszczowej bardziej chłonnej. Dlatego coraz częściej dochodzi do zalewania ulic i podtopienia budynków. To nie wina budowniczych czy projektantów. Po prostu normy budowlane są niedostosowane do zmieniającego się klimatu. Najgorzej jest tam, gdzie działa sieć kanalizacyjna ogólnospławna.


W której ścieki odbierane są razem z wodą deszczową.

W Warszawie mamy taką sytuację. Przy gwałtownym deszczu okazuje się, że oczyszczalnia nie może przyjąć tyle wody, więc zrzuca się awaryjnie do Wisły nieoczyszczone ścieki połączone z deszczówką.


Jak wyglądają prognozy zmian klimatycznych?

Nasz instytut zamówił ekspertyzę pokazującą, jak będą się zmieniać dwa elementy meteorologiczne: temperatura i opady. Wykonana zostało na podstawie scenariuszy, wypracowanych w ramach Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu. Wybrano scenariusz optymistyczny, zakładający, że zmiany klimatu będą łagodne i zdążymy się do nich przygotować, a drugi - katastroficzny. W roku 2090, według gorszego scenariusza, w stolicy średnia temperatura będzie taka, jak w tej chwili w stolicy Turcji, Ankarze.


Co jeszcze?

Będzie coraz więcej dni z falami gorąca i upałami oraz ekstremalnych opadów deszczu i powodzi. Zmieni się również charakterystyka pór roku. Zimą będzie mało śniegu, za to dużo deszczów. Latem będzie więcej susz.


Czy istnieje realna szansa spowolnienia tego procesu?

W ubiegłym roku w Paryżu na tzw. szczycie klimatycznym podpisano porozumienie, które błyskawicznie zostało ratyfikowane przez wymaganą liczbę państw. Widać, że świat się trochę obudził. Na początku listopada porozumienie wchodzi w życie. Kluczowe są w nim dobrowolne ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Nie są one jednak wystarczające do tego, by nie przekroczyć granicy, wyznaczonej przez klimatologów. Najlepiej obrazuje to budżet węglowy, mówiący o tym, ile jeszcze do atmosfery można wyrzucić dwutlenku węgla, by globalne ocieplenie nie przekroczyło wzrostu temperatury o 2 stopnie Celsjusza w stosunku do okresu przedprzemysłowego. Okazuje się, że wypełniliśmy już dwie trzecie owego budżetu. Jeżeli będziemy nadal emitować w tym tempie, wyczerpiemy go do 2035 roku.


Co wtedy?

Nasilenie ekstremalnych zjawisk. Większe i dłuższe fale gorąca i upałów. Długotrwałe i dotkliwe susze. Powodzie i nawalne deszcze, huraganowe wiatry. Ryzyko klimatyczne dla ludzi, infrastruktury, przyrody i usług miejskich będzie coraz większe. Już dzisiaj powinniśmy podejmować działania adaptacyjne. To wymaga przemyślanego planowania przestrzennego i zmiany zachowań mieszkańców. Trzeba wzmacniać i tworzyć nowe ciągi terenów zielonych - miejski system przyrodniczy, co na razie stoi w konflikcie z zamiarami deweloperów. Jeżeli będziemy chcieli przeznaczyć prywatne działki budowalne na tereny zielone, oznacza to spore rekompensaty z budżetu miasta dla właścicieli. Dlatego tak ważne jest, aby myśleć z perspektywą sięgającą II połowy XXI w. Wspólnie z urzędem m. st. Warszawy z szerokim udziałem społecznym przygotowujemy „Strategię adaptacji Warszawy do zmian klimatu”. Czeka to wszystkie miasta w Polsce.

Rozmawiał Piotr Schutta

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 23-10-2016 09:21

    Oceniono 5 razy 5 0

    - shadow: a wycinka drzew w naszym mieście idzie w najlepsze a nowych nikt nie sadzi

    Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz

    1. 23-10-2016 09:08

      Oceniono 7 razy 5 2

      - mmx: No tak, ale co zrobic z tow.Zaleskim, kiedy do niego te dane po prostu nie docieraja? Klopoty ze zdrowiem, umieraja ludzie? A kij im w oko i tak by pewnie umarli, a dla tow.Zaleskiego wazna jest PROMOCJA!

      Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz