Tato, ile dostanę za piątkę z klasówki?

Dorota Witt 18 października 2016, aktualizowano: 18-10-2016 21:17

Za zaliczenie odpowiedzi przy tablicy - dycha, za dobrze ocenioną kartkówkę - dwie. Prawie połowa rodziców płaci dzieciom za stopnie, choć ponad połowa nie zauważa, by „opłacane” dzieci przynosiły więcej dobrych ocen. - To ślepy zaułek - grzmią psycholodzy.

Szkolna lekcja polega często na tym, że nauczyciel daje dziecku gotowy przepis i czuwa, by wykonało zadania krok po kroku, jak trzeba. Nie ma miejsca na popełnianie własnych błędów.

Fot.: Tomasz Czachorowski

Gotówka jest najlepszą nagrodą za dobre stopnie zdaniem67 proc. polskich dziadków i 46 proc. rodziców - pokazuje badanie IPSOS „Finanse rodzinne 2016”. Dzieciom rzadziej płacą ci dorośli, którzy jako dzieci sami nie dostawali kieszonkowego za wyniki w nauce. Aż 54 proc. pytanych nie widzi pozytywnego wpływu takich nagród na postępy dzieci w nauce, ale nagradza dalej...

Jak rozbudzić motywację?


- Rodzice robią to chyba z bezsilności, bo nie mają innego pomysłu na motywowanie dzieci do nauki, na pokazanie im, że warto zdobywać wiedzę i umiejętności - mówi Anna Michalak, psycholożka.


- Może i ta metoda sprawdza się, jeśli myślimy o bardzo niedalekiej przyszłości dziecka - do kolejnego zaliczonego sprawdzianu. Raz czy dwa może przynieść oczekiwany przez rodziców rezultat w postaci dobrej oceny. Ale jeśli zależy nam nie na tym, by „zakuło, zdało i zapomniało”, ale na tym, by faktycznie się nauczyło, widziało sens tej nauki, robiło to z przyjemnością i przez całe życie - nie dla nagród i nie z przymusu, musimy myśleć długofalowo.

Dzieci mają naturalną ciekawość świata, w warunkach pozbawionych przymusu i oceniania uczą się wielu rzeczy same z siebie. Szkoła, niestety, nie zapewnia takich warunków. Jako rodzice możemy tylko starać się, by tej ciekawości świata nie tłamsić, pokazywać dzieciom, jakie znaczenie, zastosowanie mogą mieć wiadomości czy umiejętności zdobywane w szkole.

Wszystko, co niesie z sobą jakiś ładunek emocjonalny, bardziej angażuje: zupełnie inaczej czyta się o historii konkretnych ludzi niż wkuwa daty i suche fakty. Wtedy nawet abstrakcyjna matematyka czy odległa historia jest ciekawsza, a wzbudzenie zainteresowania to klucz do efektywnej nauki. Tak działa nasz mózg.

Nagrody, tak jak szkolne stopnie czy konkursy, to elementy motywacji zewnętrznej i to na niej opiera się szkolny model edukacji. Okazuje się, że dużo skuteczniejsza jest ta wewnętrzna, czyli właśnie chęć i potrzeba uczenia się.

Zewnętrzną trzeba co rusz pobudzać, dając za każdym razem większą nagrodę albo posługiwać się coraz to straszniejszymi groźbami - nie bez powodu kojarzy się to specjalistom z częstowaniem psa smakołykiem, gdy ten poprawnie wykona komendę tresera... Motywację wewnętrzną wystarczy rozbudzić w dziecku raz - gotowe na odkrywanie świata i przekonane o tym, jak ważne jest zdobywanie umiejętności, samo będzie sięgało po nową wiedzę.

Gdy wiedza nie jest celem


- Dawanie dzieciom pieniędzy czy innych materialnych nagród za dobre stopnie to ślepy zaułek - uważa Jolanta Gawryłkiewicz z bydgoskiej Fundacji Kreatywnej Edukacji, dyrektorka demokratycznej szkoły podstawowej w Bydgoszczy „Perpetuum Mobile”.

- Z czasem drobne kwoty przestaną wystarczać, dziecko przyzwyczajone, że należy mu się nagroda, będzie próbowało wyegzekwować ją od rodziców czy dziadków za każdą, najzwyklejszą nawet aktywność.

I to nagroda, a nie zdobywanie wiedzy czy kwalifikacji, stanie się celem. W naszej szkole oceny są stawiane na samym końcu - wcześniej rozmawiamy z dziećmi, analizujemy to, ile nowych rzeczy się nauczyły w danym czasie i to, nad czym powinny jeszcze popracować.

Problem z ocenami i nagrodami jest jeszcze jeden - trudno w tak ograniczonej skali wydać sprawiedliwy wyrok: nauczyciel stawiając jeden stopień musi ocenić, ile czasu dziecko poświeciło na zdobycie wiedzy, ile wysiłku je to kosztowało oraz jaki jest tego efekt, ale pomijając przy ocenie choćby to, jak uczeń czuł się, pisząc sprawdzian: czy był wypoczęty, czy bolał go ząb...

Dodatkowo rodzice, świadomie czy nie, skupiają uwagę dziecka na ocenach, odciągając od faktycznej nauki: - Co dziś dostałeś? Dlaczego nie piątkę? - to często jedyne pytania, jakie słyszy dziecko po powrocie ze szkoły.

Zupełnie inny sygnał daje mu rozmowa o jego odczuciach: - Czego się nauczyłeś? Jak podobało ci się na biologii? Rodzice wcale nie muszą martwić się o oceny, martwiąc się o edukację dziecka. Nie muszą skupiać się na tym, że dziecko dostało dwójkę, a po prostu rozwiązać z nim zadania, z którymi nie poradziło sobie w szkole. Może okaże się, że materiał zna, ale na lekcji było rozkojarzone? A jeśli tak, to ocena nie ma większego znaczenia.

Dziecko będzie się chciało uczyć jak liczyć procent czy równanie z jedną niewiadomą, jeśli nauczyciel przekona je, że to nie tylko materiał potrzebny do zaliczenia sprawdzianu, ale wiedza, która mu się przyda i to już za chwilę.

- Wykorzystujemy to choćby przy wspólnym planowaniu wycieczek: na matematyce obliczamy koszty i analizujemy poszczególne oferty, na przyrodzie ustalamy trasy wędrówek, na innych przedmiotach poznajemy historię, geografię czy dorobek kulturalny miejsca, w które wyruszamy. Uczniowie z zapałem zdobywają wiedzę, bo widzą w tym sens - podkreśla Jolanta Gawryłkiewicz.

- Chodzi właśnie o to, by znaleźć to, czym dzieci najbardziej się interesują, a potem te zainteresowania spróbować wykorzystać przy nauce innych przedmiotów - mówi Anna Michalak. - Nawet najtrudniejsze zagadnienia można przedstawić dziecku w formie zabawy, eksperymentowania, ciekawostek. Wtedy się nimi zainteresuje. A bez rozbudzenia tej ciekawości nauka to zwyczajnie strata czasu - dla dziecka i dla nauczyciela, bo mózg nie pracuje efektywnie, nie tworzą się trwałe połączenia między neuronami, które odpowiedzialne są za uczenie się, zdobywanie wiedzy oraz umiejętności.

Nie ma miejsca na błędy


Szkolna lekcja polega często na tym, że nauczyciel daje dziecku gotowy przepis i czuwa, by wykonało zadania krok po kroku, jak trzeba. Nie ma miejsca na uczenie się poprzez popełnianie własnych błędów, na dochodzenie do rozwiązania samodzielnie opracowanymi metodami, choćby niedoskonałymi.

- Nie da się jednak ukryć, że w wielu przypadkach znalezienie takich rozwiązań jest ekstremalnie trudne - zauważa Anna Michalak. - Programy są przeładowane, nauczyciele pędzą, by przerabiać kolejne zagadnienia, a prawdziwe zaangażowanie dzieci w dany temat wymaga czasu. Wiele treści jest też nam w życiu zbędna i trzeba to sobie powiedzieć wprost. Dzieci uczą się jakby na wszelki wypadek, szybko i byle jak. A to najprostsza droga do tego, by stracić zainteresowanie nauką jako formą poznawania świata.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-10-2016 20:06

    Oceniono 3 razy 3 0

    - mmx: Ile za piatke -- nie wiem, ale lepiej zeby dzieciak wiedzial ile za dwojke. Padon, dzisiaj jedynke, trzeba dac szanse i ofiarom losu wychowywanych przez afunkcjonalnych rodzicow.

    Odpowiedz