Reprywatyzacja. Dziurawy worek z milionami dolarów

Grażyna Ostropolska 16 października 2016

Reprywatyzacja wartej 120 mln zł działki przy Chmielnej 70 na warszawskim placu Defilad wywołała polityczne tsunami. Zatrzęsło stołecznym ratuszem, gdzie zapadła decyzja o zwrocie terenu, za który Polska wypłaciła odszkodowanie. Czy syndrom Chmielnej zadziałał w Kujawsko-Pomorskiem?

Przed wojną nieruchomości przy ulicach Gdańskiej 15 (dawny „Jedynak”) oraz przy Dworcowej 3 i 5 (w głębi) należały do żydowskiej rodziny Conitzerów.

Fot.: Tomasz Czachorowski

Zacznijmy od historii. Jest rok 1945. W Bydgoszczy i Toruniu (dawne woj. pomorskie) działa Tymczasowy Zarząd Państwowy, który przejmuje prywatne majątki. Jego następcą jest Okręgowy Urząd Likwidacyjny w Bydgoszczy, powołany w 1946 r. dekretem o majątkach opuszczonych i porzuconych. Specjalna komisja szacuje przejęte przez państwo mienie, a OUL decyduje, komu je wydzierżawić i za ile. Część opuszczonych nieruchomości to mienie żydowskie, przejęte w czasie wojny przez Niemców. Jest problem z ich statusem prawnym. W aktach OUL (przeglądamy je w Archiwum Państwowym w Bydgoszczy) określa się je najczęściej jako „mienie poniemieckie” i tylko gdzieniegdzie zaznacza, że były właściciel to Żyd. Przed 1939 r. bydgoska gmina żydowska liczyła ponad 2 tys. członków, po wojnie - zaledwie kilkudziesięciu. Znaczną część wymordowano, część uciekła.


Zaczęli się upominać o zwrot


Po wojnie obcokrajowcy (nie tylko wyznania mojżeszowego), który zostawili w Polsce majątki, zaczęli się upominać o ich zwrot. Nie indywidualnie, tylko przez rządy swych państw. Najdłuższa lista roszczeń pochodzi z USA. Ministerstwo Finansów umieściło ją na swojej stronie internetowej dopiero w ub. roku. Za Peerelu porozumienia odszkodowawcze, tzw. układy indemnizacyjne

z 12 krajami trzymano w głębokiej tajemnicy. Polska musiała je zawrzeć, by być w zgodzie z prawem międzynarodowym. Brak zaspokojenia odszkodowawczych roszczeń obcokrajowców groził odwetem, czyli zajęciem polskiego mienia w tych państwach. Układ indemnizacyjny z rządem USA (wpłynęło tam ponad 10 tys. wniosków o wypłatę odszkodowań) zawarto w 1960 r. i kosztował on Polskę 40 mln dolarów. Spłacaliśmy je przez 20 lat, aż do 1981 r. Podobny układ z Anglią zubożył nasz kraj o 5,5 mln funtów, a umowy z 10 pozostałymi państwami pochłonęły kolejne miliony, co dla wyniszczonego wojną narodu było nie lada wysiłkiem. Szary obywatel miał o wydatku indemnizacyjnym nie wiedzieć, bo gdyby połączył tę wiedzę z faktem zrzeczenia się przez Polskę odszkodowań wojennych od Niemców, mógłby nie zrozumieć hojności peerelowskich decydentów.

Idea układu indemnizacyjnego była prosta: Polska wypłaca danemu państwu ryczałtowo całą pulę odszkodowawczą za zostawione w naszym kraju mienie, a ono w ramach własnej odpowiedzialności zaspakaja roszczenia swoich obywateli.

Zbagatelizowali to


Ustawa z 9 kwietnia 1968 r. zobowiązała Ministerstwo Finansów do zaktualizowania wpisów w księgach wieczystych nieruchomości, wykazanych na liście indemnizacyjnej. Miał się tam znaleźć wpis, że przeszły one na własność Skarbu Państwa. Teraz wychodzi na jaw, że ten obowiązek zbagatelizowano, a brak wpisu dotyczy tysięcy kamienic w całej Polsce, co może skutkować podwójną wypłatą odszkodowań. Sprawdzamy jak to wygląda w naszym regionie. Zaczynamy od bydgoskich nieruchomości, za które rząd polski już zapłacił w ramach układu indemnizacyjnego z USA. Na ujawnionej przez MF liście jest ich kilkanaście. Bierzemy pod lupę adres: Grunwaldzka 2 i tu pierwsza niespodzianka!

Protokołu z przejęcia nieruchomości przy Grunwaldzkiej 2, należącej przed wojną do Kazimierza W. (zastrzelonego przez Niemców w 1939 r.) nie ma w aktach Okręgowego Urzędu Likwidacyjnego. - Niektóre akta wysłano do ministerstwa i już do nas nie wróciły. Mogły trafić do Archiwum Akt Nowych - słyszymy w Archiwum Państwowym w Bydgoszczy. Z sądowych ksiąg wieczystych wynika, że znaczną część tej nieruchomości (budynek i grunty) odzyskali spadkobiercy, zaś teraz jej właścicielem jest prywatna spółka. Jak to możliwe?

- Faktycznie, ta nieruchomość była objęta umową indemnizacyjną z USA, ale, niestety, minister finansów nie ujawnił jej w księgach wieczystych jako własności Skarbu Państwa - odpowiada Andrzej Bereda, dyrektor Wydziału Mienia i Geodezji w UM w Bydgoszczy. Skutki tego zaniechania są takie, że… - W 1980 r., na wniosek Zarządu Gospodarki Terenami w Bydgoszczy, część tej nieruchomości wywłaszczono i przyznano ją Rejonowej Dyrekcji Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich pod budowę tramwaju - informuje dyrektor. Tramwaj nie powstał, co oznaczało, że cel wywłaszczenia nie został zrealizowany, więc w myśl nowego prawa byli właściciele nieruchomości zażądali jej zwrotu. - I w 1993 r. ta działka została im zwrócona - wyjaśnia Andrzej Bereda.

Nikt się temu nie przyglądał


Temu, czy i jacy spadkobiercy Kazimierza W., posiadający amerykańskie obywatelstwo, otrzymali odszkodowanie za bydgoską nieruchomość przy Grunwaldzkiej 2, nikt się nie przyglądał. Na zapytanie poselskie (z 2009 r.) w sprawie apelu amerykańskich kongresmenów o zwrot pożydowskiego mienia w Polsce, minister finansów poinformował Sejm, że jego urząd z umowy indemnizacyjnej z USA w pełni się wywiązał i są na to dokumenty. Podobną retorykę przyjął szef polskiej dyplomacji w 2011 r., gdy Światowy Kongres Żydów wezwał do bojkotu Polski, dopóki ta nie ustanowi prawa odpowiadającego roszczeniom ofiar Holocaustu i ich spadkobierców.

Weryfikacja kolejnego adresu: Wileńska 2 też podważa wiarygodność listy

indemnizacyjnej, bo z ksiąg wieczystych wynika, że Skarb Państwa przejął ją na własność rok przed zawarciem umowy odszkodowawczej z USA. - W 1959 r. sąd powiatowy zdecydował o jej zasiedzeniu przez Skarb Państwa - informuje Andrzej Bereda. Sprawdzamy kolejny adres z listy: Gdańska 71 i tu też... niespodzianka. Przed wojną właścicielem nieruchomości był Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, a teraz jest nim PZU - oddział w Bydgoszczy.

- Popełniono chyba błąd, bo nieruchomość przy Gdańskiej 71 nie powinna się na tej liście znaleźć - zauważa dyrektor wydziału mienia i geodezji bydgoskiego UM. W statusie pozostałych nieruchomości z listy wszystko się z grubsza zgadza. Skarb Państwa ujawnił się w ich księgach wieczystych, co pozwoliło na komunalizację. Tak się stało z kamienicami przy Dworcowej 3 i 5, należącymi przed wojną do Aleksandra i Rudolfa Conitzerów. Okręgowy Urząd Likwidacyjny (działał do 1951 r.) sklasyfikował je w swoich dokumentach jako „mienie poniemieckie”.

Protokół przejęcia


Czytamy tam, że „Rudolf Conitzer - Żyd żyje i przebywa w Anglii”. Zachował się też protokół przejęcia przez OUL Zakładu Fryzjerskiego dla Pań i Panów, zlokalizowanego na dwóch piętrach kamienicy przy Dworcowej 3. Przekazano go w użytkowanie (w 1950 r.) Związkowi Spółdzielni Pracy z dopiskiem: „uznano za uzasadnione gospodarczo”. Jeszcze rok temu podnajmowała ten lokal Spółdzielnia Pracy Fryzjersko-Kosmetyczna „Uroda”, która nie uniosła wysokiego czynszu za 293 mkw. powierzchni i w marcu zwróciła lokal ADM.

Na skomunalizowaniu kamienic przy Dworcowej 3 i 5 skorzystali mieszkańcy. Większość wykupiła lokale z korzystną bonifikatą i dziś w obu kamienicach zarządzanych przez ADM (gmina Bydgoszcz nadal ma w nich udziały) działają wspólnoty mieszkaniowe.

- Dobrze się tu mieszka - mówią zgodnie uwłaszczeni. Spadkobiercy przedwojennych właścicieli mają zapewne poczucie krzywdy, bo w Bydgoszczy zostawili nie tylko kamienice, ale i jeden z największych w przedwojennej Polsce Bydgoski Dom Towarowy „Conitzer&Sohne”, który po nacjonalizacji działał pod szyldem Domów Towarowych „Centrum” jako „Jedynak”. Aż do 2009 r., gdy obiekt kupił holding „Centrum Development and Investmens”. Z anglojęzycznych zapisków w Internecie wynika, że Alexander Conitzer, urodzony w 1859 r. w Jeschewie (Jeżewie) pod Świeciem zmarł w sierpniu 1951 r. w Hollywood, więc można domniemywać, że to jego amerykańscy spadkobiercy wystąpili o odszkodowanie za mienie pozostawione w Polsce.

Układem indemnizacyjnym z USA zostały też objęte bydgoskie dobra rodziny Pfefferkornów, właścicieli przedwojennej Fabryki Mebli Artystycznych, która za okupacji przestawiła się m.in. na produkcję mebli do niemieckich koszar, skrzyń do amunicji i części do samolotów Luftwaffe. Pfefferkornowie opuścili Polskę w 1945 r., a ich mienie, jako poniemieckie, znacjonalizowano. Na amerykańskiej liście odszkodowawczej znalazły się ich nieruchomości przy Dworcowej 12 i Jagiellońskiej 2. Obie skomunalizowano. W tej pierwszej działa wspólnota mieszkaniowa pod zarządem ADM, zaś obiekt przy Jagiellońskiej 2 ze słynnym „Savoyem” na piętrze czeka na kolejny przetarg.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 23-10-2016 17:12

    Brak ocen 0 0

    - stefan43: Bez znajomości nie da sie odzyskać własności ! Dlatego wszyscy muszą sprzedać roszczenia za grosze, żeby cokolwiek miec , a złodzieje w białych kolnierzykach wtedy zarabiają miliony i tak jest w calej Polsce!

    Odpowiedz

  2. 23-10-2016 09:57

    Brak ocen 0 0

    - Jan III: Wojna pochłonęła miliony istnień ludzkich, poginęły całe rody, rodziny. Wiele miast zostało zrównane z ziemią, ze zgliszcz powojennych miliony ludzi z mozołem odbudowywało dom, po domu. Dziś potomkowie dawnych właścicieli, którzy palca nie przyłożyli do obudowy pierwsi stoją w szeregu inkwizytorów w kolejce po łupy. Przy pomocy drani prawniczych i usłużnych urzędników bez skrupułów wywalają z mieszkań starych, zniedołężniałych mieszkańców, odbierają szkoły i obiekty kulturalne. "Dobry" przykład dala komisja kościelna, która bezkarnie, w wyjątkowo łajdacki sposób przekazała kk dobra wartości ponad 5 mld zł. Już po transformacji w łapy cwaniaków dostawały się za grosze tereny, które dzięki usłużnym urzędasom zmieniły nagle możliwości zagospodarowania. Przykłady - tereny pod d. "Real" na Grudziądzkiej, czy stację BP przy Cmentarzu Komunalnym nr 2. Pieniądz uczynił wielkie spustoszenie w umysłach nowobogackich zamieniając ich w nieokrzesaną dzicz, dziś niektórzy z nich hojnymi darami próbują uspokoić swoje sumienia, ale to daremny trud. Niestety, takich nowobogackich spotykamy coraz częściej w polityce, czego chcą oni jeszcze dokonać sam Pan Bóg jeszcze pewnie nie wie...

    Odpowiedz

  3. 22-10-2016 16:11

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Rudolf: żydzi znowu knują przeciwko Polsce. Najpierw, jak zaatakowali Niemcy i trzeba było bronić kraju, żydostwo uciekło do Ameryki, potem, kiedy weszli sowieci, żydostwo na wyścigi wstępowało do NKWD, UB i podobnych i gnębiło Polaków, a teraz poczuli kasę i "wzywają do bojkotu". Zdelegalizować wszystkie żydowskie organizacje na terenie kraju i będzie spokój. Im nigdy nie jest dosyć.

    Odpowiedz

  4. 19-10-2016 19:35

    Oceniono 1 raz 0 1

    - PRZYGLUP : jakiego tramwaju ? chyba do Fordonu ale ten zasuwa po chaszczach m.kw za 1 zl

    Odpowiedz

  5. 18-10-2016 17:55

    Oceniono 5 razy 5 0

    - hens: Srutututu, pęczek drutu! Posiadaczami nieruchomości nagminnie stają się prawnicy, z prokuratorami i sędziami na czele. Jakim cudem ci pracownicy sądów są w stanie zaoszczędzić z pensji tyle, żeby kupić nieruchomości z reguły w centrach miast, a więc drogie? Czy z płaconych przez nich podatków wynika, że mieli tak wielkie dochody? A może zmienili pracę i wzięli kredyt? Może dorabiali na zmywaku? Takich sędziów należy bezwzględnie prześwietlić! Sądy jednakowoż służą do czegoś innego niż do wyszukiwania poniemieckich tłustych kąsków, prawda?! Czyj jest toruński Stary Rynek? Kto go wykupił i skąd miał kasę???

    Odpowiedz

  6. 17-10-2016 04:44

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Działka na Chmielnej Warszawie : Warta jest ponad 180 mln złotych Przestań Bzdury Wypisywac o wartości nieruchomości Czemu wpłąciła tylko pól miliona zł Poręczenia Majtkowego przy tak dużej szkodzie * Zakazem opuszczania Kraju Wlacznie

    Odpowiedz