Zaczyna się od kartonów, później rosną stosy resztek [rozmowa]

Małgorzata Oberlan 16 października 2016

W Bydgoszczy pracownicy socjalni stwierdzili 38 przypadków patologicznego zbieractwa. Najwięcej, bo 24, w rejonie pomocy społecznej Błonie. - Często chodzi o ludzi starszych, samotnych, z demencją - mówi Marian Gliniecki z MOPS.

Jak relacjonują pracownicy, najczęściej chodzi o osoby starsze, samotne, dotknięte demencją czy chore psychicznie.

Fot.: Jacek Smarz

Kiedy pracownicy socjalni trafiają na przypadki patologicznego zbieractwa? Czy takie zachowanie to powód interwencji socjalnych?


Na pewno nie główny. Jako pracownicy socjalni nie znamy pełnej skali zjawiska w mieście. Znamy jego część, dotyczącą naszych podopiecznych, czyli osób, którymi zajmujemy się ze względu na ich sytuację socjalno-bytową. Poprosiłem pracowników z sześciu bydgoskich rejonów pomocy społecznej o informacje, ile przypadków chorobliwego zbieractwa u siebie stwierdzili. W sumie zgłosili ich 38. Najwięcej, bo 24, w rejonie Błonie. Sześć przypadków zgłasza Śródmieście, 4- Wyżyny. Po dwa przypadki odnotowano w rejonach fordońskim i szwederowskim. Sam byłem zaskoczony tymi liczbami. Sądziłem, że chodzi o naprawdę sporadyczne sytuacje.

Kim są ci zbieracze czy kolekcjonerzy? Co gromadzą w mieszkaniach?

Jak relacjonują pracownicy, najczęściej chodzi o osoby starsze, samotne, dotknięte demencją czy chore psychicznie. Rzadziej zdarzają się przypadki patologicznych zbieraczy mieszkających z rodziną: dziećmi, współmałżonkami. Co gromadzą w mieszkaniach? Często zbieractwo zaczyna się od gazet i kartonów. Potem dochodzą rozmaite resztki z kontenerów na śmieci oraz żywność. Ta, prędzej czy później musi zacząć się psuć... W pewnym momencie z mieszkania zbieracza zaczyna śmierdzieć i problem przestaje być już tylko problemem kolekcjonera śmieci. Przekracza wyraźnie barierę jego mieszkania, dokucza otoczeniu, nie daje się ukryć. W przypadkach skrajnych mówić można nawet o zagrożeniu zdrowia i życia samego zbieracza.

Co wtedy może zrobić Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej? Na co pozwala mu prawo?

W dwóch skrajnych przypadkach skierowaliśmy do sądu wnioski o przymusowe umieszczenie w domach pomocy społecznej. Nie jest tajemnicą, że gdy zbieracze nie mają wystarczających dochodów, to do ich pobytu w DPS-ie wymiernie dokłada się gmina. Mieliśmy w Bydgoszczy też dwa przypadki sfinansowania przez MOPS kosztów dezynsekcji i deratyzacji mieszkań zbieraczy. W praktyce do wykonania tych akcji doprowadzili administratorzy mieszkań, ale ośrodek wypłacił podopiecznym zasiłki celowe właśnie na pokrycie tych prac.

Zanim dojdzie do tak skrajnych sytuacji, pracownicy socjalni starają się dotrzeć z rozmową i informacją do zbieraczy. Jak są odbierani?

Niechętnie, nieprzyjaźnie, czasem wręcz wrogo. Dla zbieracza pytanie o zgromadzone przez niego rzeczy brzmi jak próba zamachu na jego bezpieczeństwo i osobistą wolność. Na zwrócenie uwagi na fakt, że przedmioty i odpadki w takiej masie mogą przeszkadzać otoczeniu, reakcja jest zazwyczaj natychmiastowa: „Proszę się nie wtrącać! Proszę mi tu nie przeszkadzać!”. Współpraca z takimi osobami jest niezwykle trudna. Dodatkowym problemem jest kwestia braku wyraźnej granicy pomiędzy szkodliwym dla osoby oraz jej otoczenia zbieractwem, a kolekcjonowaniem bądź zwykłym bałaganem. Wymaga to od zawodowej służby socjalnej umiejętności intuicyjnego wyczucia, czy sytuacja danej osoby stanowi dla niej zagrożenie i czy rzeczywiście wymaga interwencji, która w istocie naruszałaby jej wolność osobistą.

Gdy tych wątpliwości pracownicy socjalni już nie mają, to z kim współpracują?

Z administratorami domów, strażą miejską, rodzinami zbieraczy, a także z lekarzami. Kłopotliwą kwestią jest jednak ograniczona możliwość działania ze strony placówek zdrowia psychicznego, które realizują interwencyjne wizyty lekarskie tylko w przypadkach zagrażających bezpośrednio zdrowiu lub życiu, co wynika z Ustawy o zdrowiu psychicznym. Warto w tym miejscu warto zaznaczyć, że z punktu widzenia pracowników socjalnych, najtrudniejsze są sytuacje, w których stan osoby zajmującej się zbieractwem nie zagraża bezpośrednio jej życiu, ale jednocześnie jest daleki od ogólnie przyjętych norm porządku społecznego. Pracownicy tak naprawdę nie mają wtedy narzędzi pozwalających na skuteczne rozwiązanie sytuacji takich osób.

Najbardziej przyziemnym aspektem interwencji wobec zbieraczy jest pewnie „ogarnięcie” ich mieszkań.

Nasi pracownicy nie tylko organizują pomoc usługową w tym zakresie, ale i w najbardziej palących sytuacjach sami zakasują rękawy. Oczywiście MOPS przydziela też takim podopiecznym zasiłki na zakup środków czystości, których najczęściej w domach nie posiadają i nie używają. Co z tego jednak, że zbieracz faktycznie kupi te „Domestosy” i „Ludwiki”, skoro albo ich nie użyje, albo zrobi to najwyżej raz. Pracownik socjalny znów ma wtedy ograniczone pole manewru. Może rozmawiać, edukować, ale przecież nie może do niczego przymusić. Nie może też występować w roli stałego asystenta zbieracza czy kontrolera, co dwa dni sprawdzającego, czy posprzątał.

Zbieracze najczęściej nie widzą problemu w swoim zachowaniu. Kłopot jako pierwsi zazwyczaj sygnalizują sąsiedzi. A krewni zbieraczy?

Różnie bywa. Znane nam są nieliczne przypadki zbieraczy mieszkających z rodzinami. Te są po prostu bezradne i zmęczone sytuacją. Natomiast w przypadku osób starszych i samotnych pracownicy socjalni czynią starania, by dotrzeć do krewnych i skłonić ich do współpracy przy rozwiązywaniu trudnej sytuacji. Niestety, nie zawsze do tej współpracy udaje się doprowadzić.

***

Marian Gliniecki jest rzecznikiem prasowym Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy. Pracownicy socjalni to osoby, które - obok administratorów domów - najczęściej mają styczność ze zbieraczami. Mieszkańcy Bydgoszczy, podobnie jak innych miast, będący sąsiadami patologicznych zbieraczy, o interwencje proszą też sanepid. Jak podaje Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Bydgoszczy, w 2014 roku takich interwencji odnotowała 8, w 2015 - 10, a do 10 października bieżącego roku - 9. Oprócz sąsiadów najczęściej o interwencję sanepidu w Bydgoszczy proszą wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie, czasem też członkowie rodziny zbieracza.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.