Arkadiusz Jakubik: „Wołyń” to film, który będzie siedział w głowie [WYWIAD]

Paulina Błaszkiewicz 9 października 2016, aktualizowano: 17-10-2016 15:34

- Ludzie na spotkaniach z nami po projekcji czasem wstawali i mówili ze łzami w oczach: „Tak, dokładnie tak tam wtedy było, z moją rodziną, w moim gospodarstwie, jak pan reżyser pokazał”. To ich świadectwo jest największą nagrodą dla twórców „Wołynia” - mówi ARKADIUSZ JAKUBIK.

Arkadiusz Jakubik: - Uciekłem przed traumą „Wołynia” do traumy przemocy domowej i policyjnej rodziny. Kiedy staje się po drugiej stronie kamery, to wygląda to trochę inaczej. Jest mniej emocji...

Fot.: Anita Etter


Dziś na ekrany kin wchodzi „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, w którym gra Pan jedną z głównych ról. Za dwa tygodnie zobaczymy „Prostą historię o morderstwie”, czyli film w reżyserii Arkadiusza Jakubika, a za cztery najnowszy obraz Macieja Pieprzycy „Jestem mordercą”, w którym również się Pan pojawia. Krótko mówiąc - jest Pan wszędzie.


Tak, za chwilę wyskoczę z każdej lodówki i ludzie nie będą mogli na mnie patrzeć. Faktycznie, tej jesieni mam totalną kumulację. Z jednej strony, boję się, żeby Jakubik nie wyskakiwał z każdej lodówki, a z drugiej - nie mam innego wyjścia. Mówimy o trzech filmach. Każdy jest dla mnie tym najważniejszym, począwszy od „Wołynia” poprzez moją „Prostą historię o morderstwie”, a skończywszy na znakomitym filmie Maćka Pieprzycy „Jestem mordercą”. Trzeba będzie się więc uzbroić w cierpliwość na widok Jakubika.


Na ostatnim festiwalu filmowym w Gdyni krytycy i widzowie mówili, że stworzył Pan dwie znakomite kreacje aktorskie. „Jakubik zagrał w „Wołyniu” i „Jestem mordercą”, a nagrodę zgarnął Seweryn...”

Jestem absolutnym admiratorem roli Andrzeja Seweryna. To, co zrobił z postacią Zdzisława Beksińskiego w filmie „Ostatnia rodzina”, to absolutne mistrzostwo. To dotyczy też jego filmowej żony - Aleksandry Koniecznej. Te nagrody były w pełni zasłużone, a moje role są rolami drugoplanowymi. Owszem, to duże role, ale jednak drugoplanowe. Poza tym już zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że nie mam szczęścia w Gdyni. Jestem z tych aktorów najczęściej poklepywanych po plecach na festiwalu. Są nawet ludzie, którzy mi współczują, ale ja nie mam z tym problemu...

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii (22) »




Uodpornił się Pan?

Tak, uodporniłem się, ale swoje wiem.


Kiedy mówimy o takim filmie jak „Wołyń”, to kwestia nagród schodzi chyba na dalszy plan. Większość widzów pójdzie na film Wojciecha Smarzowskiego w ten weekend. Pan jest już po kilku prapremierach. Jaki jest odbiór?

O odbiorze tego filmu warto porozmawiać na kilka płaszczyznach. Mam bardzo emocjonalne wspomnienia związane z pracą na planie u Smarzowskiego, a zdjęcia z moim udziałem skończyły się ponad rok temu. W międzyczasie nakręciłem swój film, zagrałem u Maćka Pieprzycy. Byłem więc głęboko przekonany, że uciekłem z tego „Wołynia”, że już o tym filmie zapomniałem i że te koszmary nie będą do mnie wracały. Szedłem dziwnie spokojny na projekcję w Gdyni i bardzo się pomyliłem. Ten film spowodował, że te wszystkie traumatyczne wspomnienia wróciły do mnie ze zdwojoną siłą. Ciężko było zasnąć w hotelu wieczorem... „Wołyń” to film, który cały czas będzie siedział w głowie i nie da o sobie zapomnieć. Niezwykle ważne były też dla mnie pokazy przedpremierowe, których mieliśmy kilka. Byliśmy w Oławie, Wrocławiu i Bydgoszczy. Za każdym razem na takiej projekcji spotykaliśmy się z publicznością, której dużą część stanowili Kresowiacy pamiętający tamte wydarzenia albo ich potomkowie. Możliwość spotkania się z tymi ludźmi i ta przejmująca cisza, która zapadała po filmie i na spotkaniach po projekcji, sprawiła, że dla mnie niestosowne i niewłaściwie było opowiadanie o przygodach na planie, o tym jak się pracowało nad rolą. Ludzie na tych spotkaniach czasem wstawali i mówili ze łzami w oczach: „Tak, dokładnie tak tam wtedy było, z moją rodziną, w moim gospodarstwie, jak pan reżyser pokazał”. To ich świadectwo z pierwszej ręki jest największą nagrodą dla twórców tego filmu.

Zobacz także: Panie pośle, nie działa mi dekoder TV trwam


O filmie Wojciecha Smarzowskiego mówi się, że jest to dzieło pokazujące prawdę historyczną o rzezi wołyńskiej. Pojawiają się też pytania, czy to dobry moment na taki film?

Dobrze, że ten film powstał, ponieważ tych ludzi, tych Kresowiaków z Wołynia, gdzie działy się te tragiczne wydarzenia, jest coraz mniej. To był ostatni moment na stworzenie tego filmu.To hołd w ich stronę. Hołd pamięci. Bardzo ważne jest to pierwsze zdanie, które pojawia się tuż przed filmem.


Jakie zdanie?

„Kresowiacy zostali zamordowani dwa razy. Pierwszy raz siekierami, a drugi przez zapomnienie”.




Na konferencji prasowej w Gdyni opowiadał Pan m.in. o swoim ostatnim dniu na planie, o tym, jak się wychodzi z tak trudnej, obciążającej emocjonalnie roli. Ucieczka na plan swojego filmu, który dotyka m.in. problemu przemocy w rodzinie, była dobrym rozwiązaniem?

Uciekłem przed traumą „Wołynia” do traumy przemocy domowej i policyjnej rodziny. Wiem, że to brzmi surrealistycznie, ale tak było. Kiedy staję po drugiej stronie kamery, to wygląda to jednak trochę inaczej. Inne emocje. Mniej boli. Choć złamałem rękę pracując nad „Prostą historią o morderstwie”.


Jak to się stało?

Na casting przyszedł jakiś aktor. Nie mogłem do niego dotrzeć, chciałem mu coś pokazać i uderzyłem ręką w krzesło. I złamałem. Wydawało mi się, że mam nad tym kontrolę, ale okazało się, że nie mam. Dzięki tej sytuacji zrozumiałem, że muszę trochę wyluzować, emocje zostawić aktorom. Reżyser ma inne zadania. Jednak możliwość zanurzenia się w innej historii filmowej pomogła mi zapomnieć o „Wołyniu”.


„Prostą historię o morderstwie” będzie można zobaczyć niebawem w Toruniu. Pana film zostanie pokazany w konkursie głównym na festiwalu filmowym Tofifest. Może Pan zdradzić, o czym jest ta historia?

Bardzo się cieszę, że festiwal Tofifest zaprosił „Prostą historię o morderstwie” do konkursu. To nie jest film tylko o przemocy domowej. Wszyscy wiemy, że przemoc jest rzeczą złą. To nie jest jeszcze powód, by robić film.


To jaki jest powód?

Bardzo szybko nudzę się w kinie, dlatego zabrałem się za temat społecznie zaangażowany, który w trakcie pracy nad scenariuszem zaczął się pogłębiać. To historia mrocznej policyjnej rodziny, w której panują toksyczne, chore układy. Interesował mnie mechanizm powstawania zła w takiej małej komórce społecznej, jaką jest rodzina. Skąd zło się bierze? Co robimy, żeby jeukryć.


To historia syna napiętnowanego przemocą domową, który zamienia się w ojca bandytę?

To film również o tym, ale nie chciałbym jednak zdradzać zbyt wiele. Powiem tylko tyle, że w rolach głównych zobaczymy znakomitych aktorów: Andrzeja Chyrę, Filipa Pławiaka i Kingę Preis. Mam też nadzieję, że widzowie nie będą się nudzić w kinie, ponieważ ta warstwa społecznie zaangażowana została ubrana w garnitur kryminalnego thrillera. Przeskakujemy z jednego świata w drugi i nawet jeśli stracimy czujność, to za chwilę łapiemy haczyk po to, by wrócić na właściwe tory.

Rozmawiała: Paulina Błaszkiewicz

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-10-2016 18:31

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Milena: Tak, ten film siedzi w głowie. Trudno zapomnieć o tym, co zobaczyło się na ekranie. Nacjonalizm to najgorsze zło i takie przesłanie powinno nam ludziom towarzyszyć na zawsze. Ale to nieprawda, że w filmie nie pokazano akcji odwetowych Polaków na Ukraińcach. Pokazano. I właśnie za to także cenię ten film – za uczciwość i prawdę.

    Odpowiedz

  2. 10-10-2016 14:20

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Ma_Lena: Jakubik stworzył niesamowitą postać - zresztą niejednokrotnie udowadniał już, że jest fenomenalnym aktorem. Zgadzam się, że "Wołyń" to film, który zostaje w głowie, ale to bardzo dobrze, bo wobec tej historii nie można przejść obojętnie. Nie chodzi o to, aby obejrzeć tragedię, aby tylko dowiedzieć się, co się wydarzyło - trzeba pójść dalej - wyciągnąć wnioski.

    Odpowiedz

  3. 10-10-2016 13:52

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Magda: Rewelacyjny aktor, a w Wołyniu tylko potwierdził, jak rewelacyjnym jest aktorem, cudownie stworzył swojego bohatera, życzę samych sukcesów.

    Odpowiedz

  4. 10-10-2016 10:53

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Róża: Fenomenalny aktor, w ogóle przed całą obsadą Wołynia chylę czoła... A film rzeczywiście jeszcze długo po obejrzeniu zostaje w głowie...

    Odpowiedz

  5. 09-10-2016 20:15

    Oceniono 10 razy 6 4

    - ccc: To film dla ludzi myślących i znających polską historię Kresów. Niestety większość tego tematu nie zna łącznie z otumanioną przez Komitet Obrony Dochodów kastą "pedagogów" wspieranych przez niemiecką lewicę.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz