Jedzenie dla studenta. Gdzie jeść smacznie i tanio

Katarzyna Bogucka 9 października 2016, aktualizowano: 17-10-2016 15:33

Studenckie jedzenie powinno być tanie i smaczne. Gdzie studenci najczęściej się posiłkują? Wybierają bary, stołówki i bufety. Najpopularniejsze miejsca znajdują się na wydziałach.

Schabowe, drobiowe - kotlety z baru mieszczą się w niezasobnej studenckiej kieszeni

Fot.: Grzegorz Olkowski

Całej prawdy o odżywianiu się studentów nie poznamy nigdy, bo, po pierwsze, tematu nikt dogłębnie nie zbadał - tak, jak się chociażby bada menu i potrzeby kulinarne uczniów podstawówek, a po drugie, studencka brać jest tak liczna, że do wszystkich garnków po prostu zajrzeć się nie da. Lokalnie spróbowali to zrobić naukowcy z Krakowa (autorzy: Karol Augustowski, Magdalena Augustowska; Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, Śląska Wyższa Szkoła Medyczna w Katowicach) . I się zdziwili. Maminą kuchnię przerosły m.in. pod względem dietetycznym, stołówki i studenckie bary. Ale dalsze wyniki już tak nie dziwiły. Student puszczony w świat samopas bardzo często zapomina o zasadach zdrowego żywienia, zwłaszcza, gdy gotuje sam.


Bez przekąsek nie studiują



Osoby badane (grupa 378 studentów) przygotowywały skrupulatną dokumentację spożywanych posiłków (opisową i fotograficzną) z dwóch wybranych dni w ciągu tygodnia. Materiał ten był później wnikliwie analizowany pod kątem: kaloryczności spożywanych produktów, zbilansowania substancji odżywczych, ilości przyjmowanych witamin: A, D, E, K, minerałów: wapnia, żelaza, magnezu, fosforu, potasu.

Pierwszy wniosek: studenci mieszkający niedaleko uczelni i żywiący się w domach rodzinnych (ponad 100 osób) spożywali najczęściej trzy posiłki w ciągu dnia. To i dobrze, i niedobrze zarazem, bo brak pięciu posiłków żacy rekompensowali sobie spożyciem największej liczby przekąsek z całej badanej grupy - aż 1,78 porcji chipsów, paluszków, krakersów, słodyczy na każdego studenta. Podobny wynik, jeśli chodzi o zajadanie się przekąskami, osiągnęli studenci przyjezdni sami przygotowujący swoje posiłki (ok. 220 osób; wynik- 1,75 przekąski na osobę). Jeszcze o liczbie posiłków w ciągu doby. Najlepiej w tej kategorii prezentowali się studenci sami żywiący się w stołówkach lub w barach mlecznych. W dziennym menu aż w 66 proc. przypadków znalazły się cztery regularne posiłki inne niż przekąski, których spożywano „zaledwie” 1,24 porcji każdego dnia. Czas na podsumowanie. Nie będzie przesadnie optymistyczne.

Studenci korzystający z kuchni w domu rodzinnym jedli za dużo tłuszczy i cukrów prostych. Grozi im więc otyłość (indeks BMI, czyli wskaźnik masy ciała, na poziomie 23,8). Ich dieta była za słabo zbilansowana pod względem proporcji białek, tłuszczy i węglowodanów. Kolejne grzechy: bardzo małe spożycie warzyw, za mało błonnika, wapnia, żelaza, witamin A, D i K. Czas na klientów stołówek i bufetów (lepszy niż u „domowych” wynik BMI - 22,9): za dużo cukrów prostych, za mało białka, ale dobrze zbilansowany udział białek, tłuszczy i węglowodanów w diecie. Nadal bardzo mało warzyw, wciąż niewystarczająca ilość błonnika, za mało witaminy P i A.

Młodzi gotujący samodzielnie wypadli najgorzej z wszystkich, choć jest i dobra wiadomość - otyłość zbyt wcześnie im nie grozi z BMI 21,8. Niższy od innych wskaźnik „zawdzięczają” ograniczeniom wydatków na jedzenie, a w konsekwencji zmniejszeniu porcji jedzenia. A co jest w tym jedzeniu? Przekroczone limity cukrów prostych i tłuszczy (zwłaszcza nasyconych), nie ma mowy o dobrym bilansie białek, tłuszczy i węglowodanów, ani o dostarczeniu odpowiednich ilości białka. Bardzo mało warzyw, błonnika, za mało wszystkich poszukiwanych przez badaczy witamin i minerałów .

Wniosek? Najwłaściwiej odżywiały się osoby korzystające ze stołówek i barów mlecznych. Na średnim poziomie stołują się studenci mieszkający z rodzicami i wspólnie przygotowujący posiłki. Najgorsza okazała się kuchnia żaków gotujących samodzielnie. I jedna uwaga do wszystkich: więcej warzyw!

Idąc tropem krakowskiej interwencji, postanowiliśmy zajrzeć do kilku bydgoskich i toruńskich uczelnianych barów i bufetów. Pierwszy na liście znalazł się bufet Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Tam, gdzie wykuwa się sztuka, kuchnia traktowana jest z nie lada artyzmem, ale jest też coś dla dla profanów - automat z kawą w holu. Menu bufetu - symfoniczne, czyli wybór duży, a i ceny do przełknięcia. We wtorek można było u muzyków zjeść trzy zupy: krupnik i jarzynową za 4 złote, a szczawiową z jajkiem za 5 zł.

Na drugie bufet proponował gulasz drobiowy, kotlet z piersi kurczaka (12 zł w zestawie), mielonego (10 zł), zrazy wieprzowe (13 zł), udko w sosie pieczarkowym z ryżem (10 zł). Panie z bufetu nie chciały zdradzić, czy dania są gotowe, rozmrażane, czy też gotowane od podstaw na miejscu, ale po zapachu można wywnioskować, że to kuchnia domowa jak się patrzy. Bufet muzyczny z ul. Słowackiego ma swój dalszy ciąg przy ul. Staszica, przy muzycznym akademiku i sali koncertowej.

Zobacz także: Dziewczyna i chityna. Czy pomysł doktorantki z Torunia jest rewolucyjny?

Pod nazwą „Bar Akademicki” kryją się nie lada przysmaki na gorąco zresztą komentowane w Internecie. Bywalcy zapraszają do tego miejsca wszystkich bydgoszczan, bo legitymacja studencka wcale nie jest przepustką. Jeść może każdy chętny. W środę do wyboru były m.in. krem z brokułów (4 zł), serowa z makaronem i barszcz ukraiński (5 zł), a na drugie: roladka wieprzowa nadziewana kiszoną kapustą z dodatkiem wędzonki w sosie własnym, ziemniaki, buraczki (13 zł), w tej samej cenie zrazy, kotlet schabowy XXL i potrawy tańsze, po 10 zł za porcję: mielony, wątróbka, pierogi ze szpinakiem...

Przenosimy się do Torunia. Wokół Uniwersytetu Mikołaja Kopernika jadłodajni nie brakuje. Jedną z nich jest działający od 19 lat Bar „Ekonomia” (ul. Gagarina 13a). Menu na środę: pomidorowa, barszcz ukraiński, gulaszowa, a także filet z kurczaka, polędwiczki, pierogi i najtańsze, zaraz po zupie, spaghetti z sosem bolońskim. - Jesteśmy jednym z najstarszych prywatnych barów przy UMK - mówi Beata Paprocka. Jej kuchnia karmi około... 500 osób dziennie. Gotuje od czterech do sześciu osób. Tyle wystarczy. To sprawdzona załoga.

- Chętnych na obiad, także z rana, jest dużo więcej niż mamy miejsc. W godzinach obiadowych robi się naprawdę gorąco, ale studenci są życzliwi i przygarniają się nawzajem do stolików.

„Adaś” i „Nina” kuszą studentów



Właścicielka podkreśla, że kulinarne gusta i moda bardzo się w ciągu tych prawie dwudziestu lat zmieniły w kierunku zdrowia i różnorodności. Na stole jest więcej sałatek, surówek. Nie zmienia się podstawowa zasada tej kuchni: dania muszą być świeże, bez wielokrotnego odgrzewania. Po stronie klientów zaś nie zmienia się... fascynacja zupą pomidorową (gdy jeden gar się kończy, „Ekonomia” zaraz nastawia kolejny) i filetami z kurczaka smażonymi w płatkach kukurydzianych. Filet schodzi wręcz masowo. Spokojnie można powiedzieć, że to hity tego miejsca, zresztą każdy studencki bar ma swoje hity.

Toruński Bar „Adaś” (Biblioteka Główna i Wydział Humanistyczny UMK) prowadzą osoby z trzydziestoletnim doświadczeniem gastronomicznym i ich potomkowie. Po Toruniu można usłyszeć, że w „Adasiu” serwują najlepsze spaghetti w mieście. Na przykład z serem.

Bydgoska stołówka „U Niny” (UKW, budynek F, ul. Chodkiewicza) jest bodaj tak samo ważna dla Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, jak „Ekonomia” i „Adaś” dla UMK. Nina to pani Janina Wiśniewska, zmarła w czerwcu tego roku karmicielka studenckiej braci z Bydgoszczy. Pani Nina, mająca bardzo długi staż w uczelnianej w gastronomii, najpierw prowadziła słynny klub „Beanus”, później zaczęła się historia bardzo smacznej stołówki. Kuchnię przejęły córki. Przejęły też panią Lusię, która gotowała z mamą i najlepsze przepisy od lat przenosi z serca na talerze.

- Wszystko gotujemy same - zapewnia Ewa Majewska. - Wybór jest duży - wątróbka, kurczak pieczony, eskalopki, krokiety, sakwy z grzybami, pierogi. Student płaci 10 zł w abonamencie, a w prezencie dostaje kompot. Z ulicy też można do nas wejść. Obiad kosztuje wtedy 12 złotych. Co najbardziej lubią studenci? Pani Lusiu, co młodzi lubią zjeść? - krzyczy w kierunku zaplecza pani Ewa. - „Dewolaje” i schabowe z kurczaka! Kotlet z pieczarkami też lubią i koniecznie kompot! - przekrzykuje kuchenne urządzenia sympatyczna pani Lusia. Obok buzuje gar pełen aromatycznej pomidorówki. Też bardzo „U Niny” popularnej.

- Ja nie chciałam wprowadzić kompotu, ale pani Lusia powiedziała, że kompot musi być, bo Nina chciała, bo co to za stołówka bez kompotu - uśmiecha się pani Ewa. I zaprasza. Na razie tłumów nie ma, kucharki martwią się, czy aby nie przegrają z hamburgerami, kebabem i pizzą.

Zobacz także: Pracownicze grzybobrania. W PRL-u lepszy rydz...

- Pizza? No jasne, ale tylko od wielkiego dzwonu, a na co dzień to tylko do „Niny”- mówi Paweł, student pedagogiki, miłośnik pierogów i pomidorowej.

Na studenckiej stronie internetowej ktoś skrytykował uczelnię dokumentnie, a jako jedyny atut bydgoskiego uniwersytetu wymienił... stołówkę „U Niny”.

Kuchnia z automatu



Nie wszystkie wydziały UKW mają swoje bufety. Instytut Mechaniki i Informatyki Stosowanej UKW jedzie na automacie. Około południa ze trzydziestu chłopa czka czeka przy ul. Kopernika na zajęcia. Pytamy o bufet. - Jak sobie każdy coś przyniesie, to bufet będzie - odpowiadają ze śmiechem i wskazują tabliczkę z napisem „Sala jadalna”. W niej automat z kanapkami, batonami, sokami, z „energetykami”, itp., czyli prawie sam cukier.

Przy ul. Ogińskiego, gdzie uczy się jeszcze więcej żaków, też stoi stołówka na monetę. Do wyboru kanapki („smakują jak tektura” , „Za trzy złote z pięć takich kanapek bym sobie zrobił” - to studenckie komentarze) i ekspresowe rosołki, jeśli ktoś ma dostęp do czajnika. - Szczerze nie polecam - odradza jeden ze studentów. - Niedobrze mi się po tym szybkim „rosole” zrobiło.

Dlatego w przerwie studenci idą jeść do pobliskiego Focusa albo do Biedronki, choć i do stołówki „U Niny” stąd też nie jest daleko...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-10-2016 14:49

    Oceniono 4 razy 4 0

    - Jurad ze Torunia: Pani Bogucka zalatwi sobie przepustke do JW, -,JEDNOSTKA WOJSKOWEJ na ul.Okolnej w Toruniu i tam zrobi pani dopiero oczy za ile i jaki wypasione maja jadlospisy wojskowi bylem calkiem przypadkowo i zjadlem tam objad dwa dania + kompot+deser = cena 3.80zl tak tak tyle dotuje Antek z naszych podatkow .Zrobi pani ciekawszy reportarz o WP Antonoego z Warszawki

    Odpowiedz