Głośny sąsiad? Ugoda albo do sądu

Piotr Schutta 9 października 2016, aktualizowano: 17-10-2016 15:36

Głośny sąsiad często zakłóca spokój? Co zrobić w tej sytuacji? Najprościej jest się po prostu jakoś z nim dogadać. Ale gdy to nie pomoże pozostaje nam sprawa w sądzie.

Fot.: Tomasz Czachorowski

Pewien lokator Spółdzielni Mieszkaniowej „Budowlani” w Bydgoszczy wygrał w sądzie sprawę o zbyt głośny zegar, tykający za ścianą w mieszkaniu sąsiadki.


- Z tego co pamiętam, ta pani musiała zegar wyłączyć. Sąd chyba też przyznał mężczyźnie kilkutysięczne odszkodowanie - mówi Jacek Kołodziej, zastępca prezesa ds. technicznych SM „Budowlani”.

- Większośc sporów związanych z hałasowaniem udaje się rozwiązać polubownie, ale czasem bywa, że ludzie muszą się spotkać w sądzie - nie ukrywa Czesław Degórski, zastępca prezesa toruńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej „Kopernik”, i jako przykład podaje powództwo wytoczone jednemu z mieszkańców przez... studentów.

Nerwy nie dały rady



- To było kuriozum. Pan mieszkał po sąsiedzku ze studentami wynajmującymi stancję. Skarżył się na hałasy. Zaczęliśmy więc słać pisma do właściciela mieszkania, aby zdyscyplinował młodych ludzi. Wszystko wskazywało na to, że skarżący się lokator ma rację. Tymczasem wyszło odwrotnie - opowiada Czesław Degórski.

Studenci bowiem nie przestraszyli się lokatora wrażliwego na dźwięki przez nich wytwarzane i wytoczyli mu proces cywilny o nękanie. Sąd uznał racje żaków. Mężczyzna musiał pogodzić się z hałasem.

89-letni pan Henryk z Bydgoszczy (nazwisko do wiadomości redakcji) przez cztery lata próbował uciszyć sąsiada melomana. Nieskutecznie. Najpierw było zwracanie uwagi i prośby, aż w końcu sprawa znalazła się w sądzie. W pierwszej instancji zapadł wyrok skazujący hałaśliwego miłośnika muzyki rozrywkowej na wiele godzin prac społecznych. Ten jednak skutecznie się odwołał. Ostatecznie sprawę umorzono.

Zobacz także: Jak wygląda praca ratownika medycznego? To niezła harówka

- Bo nie było świadków. Ludzie się przestraszyli i nie potwierdzili przed sądem, że przez te hałasy nie da się żyć. Próbowałem na początku dogadać się z tym człowiekiem. Nie chciałem się procesować. Prośby jednak nic nie dawały. Pod moim adresem leciały tak obelżywe słowa, że nawet nie chcę ich przytaczać- mówi 89-latek. Po kilku latach dramatu - jak sam mówi - postanowił się wyprowadzić z zasobów wspólnoty mieszkaniowej. - Musiałem odejść stamtąd. Nerwy moje nie dały rady - przyznaje. Dzisiaj mieszka na terenie innego blokowiska.

- Generalnie jest spokojnie. Gdyby jeszcze sąsiad nie używał tak często wiertarki udarowej, byłoby wszystko w porządku - mówi starszy człowiek.

Hałasy powstające w trakcie napraw i remontów to temat rzeka, uregulowany szczegółowo tylko przez nieliczne administracje wspólnot i spółdzielni. W większości regulaminów tak zwanego porządku domowego znajdziemy ogólnie brzmiący zapis, mówiący o tym, że w godzinach 22-6 obowiązuje bezwzględna cisza i że w niedziele i święta nie wolno wykonywać w mieszkaniach „wszelkich prac zakłócających spokój mieszkańcom”.

Te prace to zapewne wszelkie remonty i naprawy, ale też działalność gospodarcza, jaką niektórzy prowadzą w domach. W przytoczonym wyżej regulaminie Bydgoskiej Spółdzielni Mieszkaniowej szczegółów nie znajdziemy. Są jednak administracje, które zadbały o detale. I tak, zgodnie z regulaminem RSM „Jedność” w godzinach ciszy nocnej nie należy: nastawiać głośno odbiorników radiowych i telewizyjnych, używać pralek, odkurzaczy, zmywarek itp., zachowywać się głośno w mieszkaniach i na korytarzach. Co ciekawe, w tej spółdzielni odważono się wyznaczyć mieszkańcom czasowy limit na wykonywanie hałaśliwych prac. Można tam remontować od godz. 7 do 19.

- U nas jest tak samo, przy czym próbowaliśmy na wniosek grupki lokatorów wprowadzić całkowity zakaz remontów w soboty. Nie udało się - mówi Czesław Degórski z „Kopernika”. - Starzy lokatorzy, którzy już się jakoś urządzili, chcieliby mieć spokój - zauważa.

Ograniczenie niezgodne z prawem



Podobna próba, ale mająca na celu wprowadzenie ograniczenia czasu remontów, podjęta została całkiem niedawno w Bydgoskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Jeden z mieszkańców wnioskował, by nie walono młotami po godzinie 17. Administracja osiedla przygotowała nawet roboczą wersję informacji dla mieszkańców, godząc się jednak na wprowadzenie limitu w godz. 7-20. Ale i tego wniosku nie udało się ostatecznie uzgodnić.

- My nie odważyliśmy się wprowadzić dla remontów żadnego ograniczenia godzinowego, poza ciszą nocną, o której mówi się w innych przepisach wyższej rangi (reguluje to Kodeks wykroczeń - dop. red.). Takie ograniczenie byłoby niezgodne z prawem - mówi Jacek Kołodziej. - Namawiamy raczej, żeby ludzie porozumiewali się między sobą. Zachęcamy do wywieszania karteczek na klatkach schodowych czy osobistego powiadamiania sąsiadów o remontach czy uroczystościach rodzinnych. Co, zresztą, coraz częściej się zdarza.

Życie pokazuje, że najmniej tolerancji mamy wobec nowych lokatorów, rozpoczynających remont zakupionego właśnie mieszkania.

- Dzisiejsze remonty polegają najczęściej na całkowitej zmianie układu mieszkania, łącznie z ingerencją w konstrukcję nośną. Takie prace są najbardziej hałaśliwe i budzą czujność sąsiadów - mówią w spółdzielniach.

- Często ludzie podejmują takie remonty, nie mając zgody spółdzielni. Ktoś zgłasza, że u niego w mieszkaniu zaczęła pękać ściana. Wchodzimy do sąsiada i okazuje się, że ten zabrał się za ścianę nośną - mówi Jan Drzażdżyński, kierownik administracji Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Jedność” w Bydgoszczy.

Większym problemem i powszechniejszym zjawiskiem niż hałasy remontowe są odgłosy nocnych imprez i głośne puszczanie muzyki albo granie jej na żywo. Zdarzają się skargi zwłaszcza na początkujących muzyków - gitarzystów, saksofonistów, pianistów.

- Przy ulicy Gagarina niedaleko uniwerystetu mamy kilka wysokich budynków, w których 40 proc. mieszkań wynajmowana jest studentom. Tam jest problem z hałasami... erotycznymi. Są podejrzenia, że niektóre panie studentki zajmują się po godzinach nauki nie tym, co trzeba - mówią w SM „Kopernik”.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-10-2016 09:57

    Oceniono 3 razy 3 0

    - myk1: jaka spółdzielnia tacy mieszkańcy a raczej buraki

    Odpowiedz

  2. 10-10-2016 01:41

    Oceniono 8 razy 8 0

    - bebo: Napływowe buractwo, przyzwyczajone do dacia ryja w zagrodzie, nie jest w stanie pojąć, że za ścianą mieszkają ludzie. Cały czas zachowują się, jak by nie mieli sąsiadów, grają głośną muzykę i wrzeszczą do siebie, zamiast mówić. Do tego wietrzą swoje smrody na korytarz.

    Odpowiedz

  3. 09-10-2016 19:26

    Oceniono 7 razy 6 1

    - pik: na zachodzie jeden przyjazd policji na hałasy sąsiedzki i jest cisza a tutaj pełno tej bezrobotnej patolgi pełno i się mnożą

    Odpowiedz

  4. 09-10-2016 16:54

    Oceniono 9 razy 7 2

    - psr: mnożą się bezrobotne pasożyty za 500+ w blokowiskach chleją bo nie maja kasy aby wyjść kulturalnie do knajpki i innym utrudniają spokojne życie

    Odpowiedz

  5. 09-10-2016 16:05

    Oceniono 7 razy 6 1

    - Milla: Chamstwo i nie poszanowanie drugiej osoby. Myślą, że sami mieszkają w bloku a jak zwrócić uwagę to cię wysmieja albo się mszczą.

    Odpowiedz

  6. 09-10-2016 14:46

    Oceniono 8 razy 6 2

    - x6: ludzie potwornie schamieli i w tych blokowiskach mieszka największa patologia i element społeczny, który zachowuje się jak trzoda a wkoło ludzie boją się reagować bo boja się patologi

    Odpowiedz

  7. 09-10-2016 13:40

    Oceniono 7 razy 6 1

    - tyk: studenci to problem w wynajętych mieszkaniach ale właściciele powinni odpowiadać komu wynajmują...a czemu są nie skazał hałaśliwych studentów ? aaa bo takie mamy sądy

    Odpowiedz

  8. 09-10-2016 13:04

    Oceniono 3 razy 3 0

    - dibis: "gdy to nie pomorze pozostaje " - pomorze czy pomoże, panie Schutta?

    Odpowiedz

  9. 09-10-2016 12:37

    Oceniono 5 razy 3 2

    - Tak było...: Wkład na spółdzielcze lokatorskie M-3 w roku 1975 wynosił 30.000 zł. W tym samym roku cena skupu tuczników, przyjmijmy 150 kg wynosiła 30 zł/kg, czyli ca 4.500 zł za świniaka. Ojce musieli zatem odstawić do skupu 7 takich tuczników, aby dać synowi wkład na owe M-3. Syn szedł do spółdzielni, kładł forsę na ladę + parę złotych na wpisowe na członka spółdzielni, odczekał swoje 10 lat i w 1985 dostał przydział na Rubinkowie. Co było dalej, niech powspominają ówcześni członkowie zarządów, zwłaszcza Rubinkowa. A byłoby co wspominać!

    Pokaż odpowiedzi (3) Odpowiedz