Panie pośle, nie działa mi dekoder TV trwam

Małgorzata Oberlan 2 października 2016, aktualizowano: 03-10-2016 10:08

Chcesz zrobić karierę przez biuro poselskie? Zacznij za darmo, jako społeczny asystent posła. Jeśli się sprawdzisz, awansujesz na pracownika. Średnio zarobisz 2000 zł na rękę i możesz piąć się dalej. Jako dyrektor biura skasujesz nawet dwa razy więcej, ale uważaj! Musisz być odporny, dyspozycyjny i gotowy rozwiązywać problemy typu „Nie działa mi dekoder TV Trwam” czy „Zmieńcie nam ulicę na Kubusia Puchatka”...

Poseł Paweł Szramka z Danutą Kędziorską, szefową biura poselskiego w Brodnicy

Fot.: Paweł Kędzia

Potoczne wyobrażenie o robocie u posła jest takie: „Polityką się uświnisz, ale się nie narobisz, a dobrze zarobisz”. Jakieś ziarno prawdy w tym jest, ale jeśli chodzi o zarobki - to w biurze parlamentarnym majątku się nie zbija. Ten ewentualnie można próbować robić potem, po odbiciu się z politycznej trampoliny, np. do jakiejś spółki skarbu państwa czy choćby rady nadzorczej. Pod warunkiem, że twoja opcja polityczna doczeka się dzielenia stołków.


Jak podała na początku roku Kancelaria Sejmu, średnie wynagrodzenie pracownika biura poselskiego w kraju wyniosło 1900 zł netto. Utyskiwania parlamentarzystów na to, że nie mają jak godnie wynagradzać personelu, doprowadziło do pierwszej od 2012 roku podwyżki ryczałtu „na biura”. Od maja wzrósł on o 1050 zł i wynosi obecnie 13200 zł miesięcznie. Z tych pieniędzy opłaca się czynsze za lokale, paliwo, media i wreszcie - pensje pracowników.

Podsłuchy sprawdza osobiście


Społeczni asystenci posłów pracują za friko albo za małe pieniądze. Nieliczni potrzebują zaliczenia stażu albo dbają o dumny wpis w CV. Najczęściej „społeczni” naprawdę są zaangażowani i oddani. Często pierwsze szlify zdobywają podczas kampanii wyborczych „swojego” posła, a potem działają na jego orbicie, licząc choćby na zlecenia.

Łukasz Schreiber, bydgoski poseł PiS (rocznik 1987), młodzieży wokół siebie ma dużo. - Każdy poseł sam decyduje, jak wydać ryczałt. Poseł Schreiber zdecydował, że lepiej mieć wielu młodych pracowników w terenie niż tylko np. dwóch czy trzech w Bydgoszczy. Mamy zatem młode osoby, które za 100-200 zł raz na tydzień otworzą biuro, np. w Tucholi, spiszą zainteresowanych spotkaniem z posłem, skatalogują problemy - mówi Paweł Bokiej, dyrektor biura posła w Bydgoszczy.

Sam Bokiej (też rocznik 1987, przyjaciel posła od lat) pracuje za więcej niż 100 zł, ale i obowiązków ma zdecydowanie więcej. Telefonu komórkowego praktycznie nie wyłącza. Jeśli akurat nie może odebrać (jest też radnym), oddzwania później. W biurze poselskim przy Wełnianym Rynku w Bydgoszczy jest prawie codziennie. Czym się zajmuje? Wszystkim.

- Przegląd spraw, z którymi przychodzą do nas ludzie, jest nieograniczony. Pierwsza grupa to obywatele źle potraktowani w urzędach czy instytucjach. Liczą na interwencję posła, bo czują się skrzywdzeni. Grupa numer dwa, bardzo liczna, to osoby skarżące się na postanowienia sądów i prokuratur. Często powtarzają, że „napiszą do Ziobry”. Trzecia grupa to ci, którzy nie potrafią napisać pisma do urzędu, sądu, ośrodka pomocy społecznej. Często nie mają komputera - wylicza Paweł Bokiej.

Oczywiście, pracownicy biura spieszą z pomocą, jeśli tylko mogą. Gdy sprawa wymaga porady prawnej, zapisują na bezpłatny dyżur prawnika w biurze.

- Sprawy nietypowe? Zgłoszenie pod tytułem „Pasy widzę. Nie działa mi telewizja Trwam”. W tym przypadku skontaktowaliśmy wyborcę z operatorem. Był także pan twierdzący, że nieznani sprawcy założyli mu w mieszkaniu podsłuchy. Osobiście się do niego pofatygowałem i po wizji lokalnej uspokoiłem, że wspomnianych brak. Wreszcie, mieliśmy wniosek o zablokowania budowy basenu na Błoniu. Powód? W pobliżu mieszka wysoki funkcjonariusz policji zarażony wirusem HIV. Na pewno będzie korzystał z i zarazi cała okolicę. Ten przypadek wolałbym zostawić bez komentarza - kończy dyrektor biura.

Ogarnia pijar i internety


W Toruniu trudno o większego biurowego wyjadacza od Pawła Gulewskiego (PO). Zaczynał jako młody chłopak, społecznie asystując posłowi (wówczas) Janowi Wyrowińskiemu; szybko awansował na osobę organizującą mu pracę. Potem był asystentem posła Grzegorza Karpińskiego, następnie Jana Wyrowińskiego jako senatora. Dziś jest dyrektorem biura senatora Przemysława Termińskiego i wsparciem dla biura szefa PO w regionie - Tomasza Lenza. Ufff.....

Nie kryje, że jest zwierzęciem politycznym. Zaprzecza jednak, by miał ambicje poselskie. - Coraz częściej za to zastanawiam się nad życiową zmianą. Ósmy rok pracuję dla biur parlamentarnych. Może czas otworzyć własną firmę? - myśli głośno.

Przez te osiem lat przyjmował w biurach obywateli z najróżniejszymi problemami. Od drobnych (kłopot z napisaniem jakiegoś wniosku) po wielkie ludzkie tragedie, jak ciężka choroba i brak pieniędzy na ratowanie życia.

Do śmiechy bywało, gdy dzwonili mieszkańcy życzący sobie zmiany nazwy ulicy na Kubusia Puchatka. Do płaczu, gdy okazywało się, że kolejnego leku, bez którego człowiek nie miał szans na przeżycie, nie ma na liście lekarstw refundowanych przez NFZ. Profesjonalista biurowy nie ma prawa ani okazywać rozbawienia, ani zniecierpliwienia, ani na wstępie mówić, że nic się nie da zrobić. Oczywiście, gruszek na wierzbie obiecywać też nie można, ale cierpliwie szukać rozwiązań trzeba zawsze. I tak sprawy wlokące się, nierozwiązane, będą boleć.

- Czy jako dyrektor biura jestem filtrem, selekcjonującym ludzi do spotkania z parlamentarzystą? Nigdy! Senator nie jest prezydentem Stanów Zjednoczonych - śmieje się Paweł Gulewski. - Spokojnie za to można powiedzieć, że jestem okiem i uchem senatora, gdy on akurat jest w Warszawie. Taka moja rola.

Nie jest tajemnicą, że senator Przemys-ław Termiński to bardzo zamożny człowiek. Stąd nie brakuje osób wprost proszących o finansowe wsparcie. Z tym w biurze też trzeba sobie elegancko radzić.

- Senator od lat udziela się charytatywnie, głównie przez fundacje - mówi Gulewski. - W biurze nieraz natomiast zdarzało nam się pisać wnioski do MOPR-u o dodatkowe wsparcie dla kogoś.

Dyrektor senatorskiego biura ogarnia też „cały ten pijar i internety”. Facebook i Twitter nie znoszą pauzy ani nudy. O aktualizacjach na stronie internetowej nie ma co wspominać, bo to abecadło

Kobieta z ambicjami


Dlaczego wśród dyrektorów biur poselskich wyraźnie dominują mężczyźni? Paweł Gulewski uważa, że po pierwsze, panie same mogą stawiać się na pozycji asystentek, rezygnując z kierowniczych stanowisk. - Po drugie natomiast, kobiety częściej oczekują zamknięcia pracy w godzinowych ramach. Dla dyrektora tych ram nie ma. Jeśli trzeba, pracujesz wieczorem, w weekendy, nawet chorując. Tu nie ma od - do. Tu jest zadaniowy tryb pracy, często presja czasu i oczekiwań. To może kobiety zniechęcać - zauważa.

Danuta Kędziorska, 28-letnia dyrektor biura posła Pawła Szramki (Kukiz’15) w Brodnicy ma inne obserwacje. - W polityce kobiety są wciąż dyskryminowane i uderzają o szklany sufit. Chętniej widzi się je w charakterze asystentek: pomocnych, ładnych i grzecznych niż w rolach kierowniczych - mówi.

Ona temperamentu i ambicji nie kryje. Polityka zaczęła ją kręcić już jako nas-tolatkę. Jako 18-latka angażowała się w pierwsze kampanie wyborcze. Systematycznie powiększała też swoje teoretyczne przygotowanie. Jest magistrem politologii, stypendystką socjologii, doktoryzuje się w zakresie nauk politycznych na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

- Dwa lata temu byłam najmłodszą kobietą - kandydatką na urząd wójta w kraju. Bój o fotel wójta gminy Brzozie w powiecie brodnickim przegrałam 76 głosami z Bogusławem Błaszkiewiczem, kandydatem PSL-u, dyrektorem powiatowego biura ARiMR. Z jednej strony, porażka bolała, z drugiej, ten wynik był moim sukcesem - wspomina.

To ona też kierowała kampanią parlamentarną Pawła Szramki -wcześniej niezbyt znanego, żołnierza, który ostatecznie w okręgu zdobył 13,5 tysiąca głosów.

- Kieruję biurem posła w Brodnicy i śmiem twierdzić, że takie biuro odwiedza więcej osób niż w dużych miastach. Mieszkańcy okolic do wyboru w miasteczku mają jeszcze tylko jedno biuro miejscowego posła - Zbigniewa Sosnowskiego z PSL. Ci, którzy zawiedli się na ośmioletnich rządach koalicji PO-PSL, przychodzą do nas - twierdzi pani dyrektor.

Kto i z czym przychodzi? Młodzi z pomysłami, potrzebą wsparcia ich inicjatywy finansowo i merytorycznie. Także z deklaracją woli kandydowania w wyborach samorządowych. Taki narybek od razu może działać. Poseł Szramka ma już około 20 społecznych asystentów (!) i przed kolejnymi drzwi nie zamyka.

- Nie brakuje konfliktów z władzą samorządową. Ostatnio o interwencje poprosili nas mieszkańcy budowanej ulicy Limbowej. Asfalt ma biec zaledwie trzy metry od okien ich domów.

Na dodatek, droga będzie ruchliwa (wieść będzie do zakładu Cofresco-przyp.red.). Władze Brodnicy utrzymują, że w myśl przepisów taka droga gminna może - w nadzwyczajnych sytuacjach - biec nie sześć, a trzy metry od zabudowań. Z pytaniem, czy to faktycznie taka nadzwyczajna sytuacja, wystąpiliśmy do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa. Z niecierpliwością czekamy na odpowiedź - relacjonuje Danuta Kędziorska.

Pani dyrektor podkreśla, że poseł Paweł Szramka daje jej sporo swobody w pracy; nie jest typem dyktatora, nie narzuca swojego zdania.

- Nie będę się zarzekać, że kariera polityczna mnie nie interesuje. Miałam propozycje współpracy z innych biur parlamentarnych w kraju. Nie kryję, że mam swoje ambicje polityczne i kandydowania w przyszłości w wyborach nie wykluczam - kończy.

W regionie nie brakuje przykładów karier: od asystenta do stanowiska. Dość wspomnieć Zbigniewa Rasielewskiego (PiS), obecnego wiceprezydenta Torunia, dla którego trampoliną była rola asystenta posła Zbigniewa Girzyńskiego (wtedy PiS). Najczęściej spotykane są jednak transfery z biur poselskich do rad miasta. Zdecydowanie rzadziej - z biur do Sejmu. Tak było jednak choćby w przypadku posłów Tomasza Lenza i Grzegorza Karpińskiego (obaj PO), którzy terminowali w biurze Jana Wyrowińskiego (PO).

W tzw. terenie natomiast troskliwie dba o przyszłość swojej młodzieży PSL. Czy raczej - dbał, bo dziś możliwości ma bardziej ograniczone. Nie obsadza już stanowisk w rolniczych agencjach podległych rządowi (robi to PiS) ani w spółkach skarbu państwa. Wciąż jednak, z racji silnej pozycji w samorządzie, młodego-zdolnego-lojalnego może ulokować w jakimś gminnym urzędzie.

Nie przychodzą tylko na kanapę


Typowo miejski sznyt ma toruńskie biuro Joanny Scheuring-Wielgus, posłanki Nowoczesnej z Torunia. Mieści się w zabytkowej kamienicy przy ul. Warszawskiej 8, ale antyków w wystroju tu nie ma. Dominują proste sprzęty i odważne kolory.

Na ścianach wiszą m.in. obrazy Tomasza Cebo, związanego z Toruniem. Meble w biurze też są zaprojektowane przez artystów z regionu.

- Gdy odwiedzałam posła, zawsze mnie denerwowało, że jestem traktowana jak petent. U siebie zamierzam wprowadzić dobrą atmosferę. Można tu przyjść, wypić herbatę, położyć się na kanapie i porozmawiać. Niedługo będziemy tutaj również organizować kameralne koncerty i pokazy filmów - zapewniała posłanka, otwierając biuro w lutym bieżącego roku.

I co? Słowo stało się ciałem, tylko wspomnianego leżenia na kanapie zbyt wiele nie ma. - Gości mamy naprawdę sporo. Starsze osoby często są życiowo zagubione. Trzeba je ukierunkować, podpowiedzieć, gdzie i jak załatwić sprawę. Młodzi natomiast nieraz wpadają, aby nakrzyczeć na rzeczywistość albo po prostu się wyżalić -na brak pracy, brak perspektyw. Nie brakuje też ludzi, którzy najzwyczajniej w świecie chcą, żeby ktoś poświęcił im czas i uwagę - wylicza Marzena Hadaczek, pracownik biura.

Jak zatrudniają posłowie?


Jedni trzymają się sztywno Kodeksu pracy i mają faktycznych pracowników biur oraz faktycznych wolontariuszy. Inni ryczałt na biuro dzielą między gromadę ludzi, z którymi zawierają umowy-zlecenia czy wręcz umowy ustne. W tym drugim przypadku społeczny asystent okazuje się nie do końca społecznym, bo jednak wynagradzanym (skromnie) współpracownikiem.

Generalnie, nie ma żadnego nakazu, zmuszającego parlamentarzystę do zawierania wyłącznie umów o pracę. Wydany w 2014 r. „Poradnik posła pracodawcy” już na wstępie mówi: „Poseł może powierzyć wykonywanie obowiązków, związanych z prowadzeniem biura poselskiego oraz z jego działalnością poselską w terenie, osobom zatrudnionym na podstawie umowy o pracę, osobom, z którymi zawarł umowę cywilnoprawną (umowę zlecenia, umowę o dzieło) lub społecznym współpracownikom, realizującym polecenia posła nieodpłatnie”. I posłowie z tych wszystkich opcji korzystają...

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-10-2016 20:44

    Oceniono 5 razy 5 0

    - do Jaro: Jaro głupie pytanie. Czyli jak dziewczyna jest młoda, ładna ale także bardzo dobrze przygotowana merytorycznie to poseł miał jej nie zatrudnić? Bo jest kobietą? Bo jest młodą, atrakcyjną kobietą? Czy bo dyrektorem powinien być mężczyzna? Seksizm widzę w twojej wypowiedzi albo niespełnione męskie ambicje.

    Odpowiedz

  2. 03-10-2016 09:38

    Oceniono 4 razy 3 1

    - gość: Mało kobiet, które są zainteresowane polityką.Wolą być nauczycielkami, mieć spokojna pracę, 8 h i do dzieci. A tu proszę- młoda, ładna, solidnie wykształcona i w dodatku z charakterem.

    Odpowiedz

  3. 02-10-2016 20:56

    Oceniono 3 razy 2 1

    - gość 2: atrakcyjna

    Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz

    1. 02-10-2016 20:15

      Oceniono 5 razy 3 2

      - gość: Ciekawa osoba z tej dyrektor Kędziorskiej. Mało takich kobiet. Młody wiek a jakie doświadczenie i teoria i praktyka.

      Odpowiedz

    2. 02-10-2016 19:41

      Oceniono 8 razy 4 4

      - ruhe: A co tam słychać u posła Latosa? Można się w ogóle do niego dostać na wysłuchanie??

      Odpowiedz

    3. 02-10-2016 17:41

      Oceniono 10 razy 9 1

      - Jan III: Czyli potwierdza się stara prawda...do polityki idą ludzie bez moralnego kręgosłupa, gotowi na każdy kant, świństwo, zapominając o honorze, kulturze i zwykłej, ludzkiej uczciwości...I później tacy ludzie spowiadają się, klęczą (na pokaz), i dalej robią tak samo...nieliczni doznają nawrócenia - olśnienia i rezygnują...wszak twarz ma się podobno tylko jedną...

      Odpowiedz

    4. 02-10-2016 17:11

      Oceniono 1 raz 1 0

      - ciekawy : Pani Malgosia ma pewnie TVK Petrus /po lac.skała / a tam wszystko dziala bo prezes to doctor i w razie czego naprawi

      Odpowiedz