Portale społecznościowe - jak zarządzać prywatnością?

Piotr Schutta 25 września 2016, aktualizowano: 25-09-2016 15:05

Każdego dnia powstają nowe wirusy, nowe programy i aplikacje, przechwytujące nasze dane. Oszuści wymyślają coraz to nowsze sposoby na to, jak dobrać się do naszych bogactw Internecie. Te skarby to nie tylko pieniądze na koncie bankowym. To przede wszystkim nasze dane osobowe, hasła i tożsamość.

Większośc z nas bezwiednie i nieświadomie korzysta z dobrodziejstw Internetu. Klikając bezmyślnie, potrafimy ściągnać na siebie lawinę kłopotów

Fot.: 123rf

Przeciętny użytkownik Internetu, czyli taki, który nie ukończył studiów teleinformatycznych i nie jest pasjonatem nowych technologii, tak naprawdę porusza się w sieci jak dziecko we mgle. Łatwo go okraść z danych, przejąć jego profil, włamać się na konto i zrobić sto rozmaitych „psikusów”. Oczywiście słyszał coś o kradzieży danych, o programach szpiegujących, o zabezpieczeniach antywirusowych (ma nadzieję, że jego laptop te ostatnie ma), ale na tym orientacja statystycznego internauty się kończy.


Świadomość zagrożeń budzi się w nas dopiero, gdy pewnego pięknego dnia otrzymujemy telefon od znajomego z Facebooka:

- Cześć, słucha j, czy to ty wysłałeś mi przed chwilą wiadomość na fejsie, że chcesz pożyczyć 920 złotych i że mam ci to przelać na konto? Chyba ty, bo z twojego profilu to przyszło. To ty?

Chwilę później dzwoni córka.

- Tato, już ci chciałam przelać te pieniądze, ale coś mnie tknęło, więc dzwonię. Ktoś do mnie napisał z twojego konta. Domyśliłam się, że to jednak nie ty, bo pisał zupełnie nie w twoim stylu.

Kilka dni później pojawia się post znajomego z pracy, człowieka rozsądnego i na pewno nie naiwnego, by kliknąć w załączony link i skorzystać z bonu zakupowego w wybranych, markowych sklepach odzieżowych. Bon jest na kwotę 1500 złotych. Kolega pisze: „Ja już się obkupiłem”.

Wygasić profil



Po takich telefonach i podobnych postach od przyjaciół człowieka oblewa zimny pot. Czuje się zdezorientowany i bezbronny. Pojawia się panika. Co robić? Gdzie szukać pomocy? Skoro tak łatwo weszli na moje konto na portalu społecznościowym, to może już mają dane do konta bankowego? Nerwowe sprawdzanie. I ulga. No nie, te marne grosze jeszcze w banku są.

Pierwsza myśl to wygasić swój profil na Facebooku. Dopiero po chwili przychodzi otrzeźwienie i zaczyna się szukanie w ustawieniach profilu. Usuwanie aplikacji działających w tle. Blokowanie obcych „znajomych”, których nie wiadomo dlaczego wpuściliśmy tłumnie na nasze konto. Wreszcie ustawianie podwójnej autoryzacji z wykorzystaniem kodów, wysyłanych SMS-em na telefon komórkowy. Oczywiście, w pierwszym rzędzie idzie też wiadomość do administratora portalu z informacją o włamaniu i przejęciu konta.

Okradziony z tożsamości użytkownik Internetu oczekuje w takiej sytuacji natychmiastowej reakcji ze strony administracji portalu społecznościowego i, oczywiście, pomocy. O naiwności ludzka. Po dziesięciu dniach przychodzi wiadomość o przyjęciu naszego zgłoszenia w stylu: „ Uprzejmie dziękujemy, rozumiemy, pozdrawiamy”. To wszystko. Do następnego włamania.

Jak tłumaczą informatycy, jest wiele sposobów kradzieży tożsamości i innych danych w Internecie.

Łukasz Kodzis, informatyk: Możliwości oszukania nas w Internecie jest wiele, ale nie dajmy się zwariować. Wystarczy doza ostrożności i zasada ograniczonego zaufania.


- Otrzymujemy wiadomość z załącznikiem. Po jego otwarciu ukazuje się informacja, żeby pobrać aktualizację jakiegoś programu. Klikamy, nie mając pojęcia, że w tej sekundzie jesteśmy łączeni z serwerem, z którego pobierane jest złośliwe oprogramowanie, instalujace się na naszym komputerze. Jego zadaniem jest przechwytywanie danych - mówi informatyk, programista, Łukasz Kodzis. W przeszłości sam stał się ofiarą włamania. Na jego serwerze rozgościł się wirus, który dokleił swój kod i potem rozsyłał wszędzie maile spamowe.

Innymi popularnymi sposobami na wyciągnięcie danych są tak zwany phishing oraz oszustwo nigeryjskie. Napisano o nich już sporo, w Internecie znajdziemy masę publikacji o charakterze ostrzegawczym, a mimo to nadal pojawiają się osoby, które dały się nabrać. Pierwszy polega na wyłudzeniu danych poprzez stronę udającą witrynę prawdziwej instytucji: banku, sklepu internetowego, urzędu, policji. Pod pretekstem aktualizacji oszust prosi nas o przesłanie danych personalnych, numeru PESEL, loginu i hasła.

Naiwnych nie brakuje



Oszustwo nigeryjskie to z kolei próba wciągnięcia nas w intrygę z dużymi pieniędzmi w tle. Dostajemy maila, pisanego łamaną polszczyzną, z prośbą o pomoc w podjęciu dużej kwoty. Pomoc może polegać na przykład na wpłaceniu jednoprocentowej prowizji dla prawnika. Wydawałoby się, że tego typu „podchody” zostały już wystarczająco przez internautów obśmiane i że nie znajdą się naiwni. Metoda ta doczekała się jednak wielu odmian: na inwestora, na konto w banku bez właściciela, na konferencję naukową, na loterię wizową. I ciągle wymyślane są nowe.

Jedną z nowszych form oszustwa nigeryjskiego jest oszustwo rekrutacyjne -w realu stare jak świat, z jeszcze większym powodzeniem uprawiane za pomocą Internetu. Nagle na nasze konto mailowe wpływa wiadomość z ofertą zatrudnienia. Dalej scenariusze mogą być różne. Czasem oszustowi wystarczy nasze CV i szczegółowe dane, łącznie z numerem PESEL. Innym razem może chodzić wyłącznie o pieniądze.

Tak działali dwaj dwudziestolatkowie z Chojnic, którzy oszukali kilkaset osób w całej Polsce. Zamieszczali na portalach ogłoszenia z ofertą pracy za granicą. Trzeba było tylko na wskazane konto przelać niewielką kwotę; opłatę za wynajęcie autokaru, jak tłumaczyli oszuści. W prokuraturze przyznali, że możliwości Internetu od dawna ich fascynują...

- Możliwości oszukania nas w Internecie jest wiele, ale nie dajmy się zwariować. Wystarczy doza ostrożności i zasada ograniczonego zaufania. Jeśli prosta gra w kółko i krzyżyk, którą pobieramy na smartfona, żąda od nas dostępu do aparatu fotograficznego, poczty elektronicznej i SMS-ów, to powinniśmy dać sobie z nią spokój - mówi Łukasz Kodzis.

Centrum Badania Opinii Społecznej sprawdziło w 2015 roku, w jaki sposób Polacy zarządzają swoją prywatnością w Internecie. Okazuje się, że większość internautów w przedziale wiekowym 18-34 lata informacje o sobie udostępnia wszystkim, nie tylko gronu znajomych. Badania CBOS pokazują, że świadomość internetowych zagrożeń jest wprost proporcjonalna do wykształcenia i rośnie z wiekiem.

Czytaj także: Bezpieczeństwo w internecie

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.