Morderstwo w Smogorzewcu i wypadek w Czernikówku. Trzy ofiary jednej nocy

Małgorzata Oberlan 25 września 2016

- Tyle razy wzywaliśmy policję... Ostrzegaliśmy, że dojdzie do tragedii. Przecież chodzi o osoby leczone psychiatrycznie - mówią mieszkańcy wsi Obory pod Toruniem. Do dramatu doszło w nocy z piątku na sobotę. Najpierw 21-letni Tomasz zarąbał toporkiem ojca Wojciecha. Potem siadł za kierownicą i w Czernikówku zderzył się czołowo z hondą, prowadzoną przez 19-letniego Dawida. Obaj kierowcy zginęli na miejscu.

We wtorek na cmentarzu parafialnym w Górsku (gm. Zławieś Wielka) pochowano Dawida z Rozgart.

Profesor Aleksander Araszkiewicz dobrze pamięta Tomasza. Nie dalej jak trzy tygodnie temu 21-latek był jeszcze pacjentem kliniki psychiatrii w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 im. dr. A. Jurasza w Bydgoszczy, którą profesor kieruje. - Tomasz był u nas hospitalizowany w sumie kilka tygodni. Owszem, raz doszło do takiej sytuacji, że nie wrócił do kliniki na czas po przepustce. Później jednak ponownie go przyjęliśmy. Trzy tygodnie temu natomiast wypisaliśmy go, bo nie było podstaw do dalszej hospitalizacji - tłumaczy psychiatra.


Obory Stawy: początek piekła



Co wydarzyło się tragicznej nocy z 16 na 17 września? Wstępna rekonstrukcja wydarzeń wskazuje, że najpierw Tomasz zamordował swojego ojca Wojciecha.

„Chodź , przejedziemy się” - tak po prostu mógł powiedzieć do ojca. Mężczyźni, choć byli skonfliktowani, spędzali jednak z sobą sporo czasu; szczególnie ostatnio. W domu w miejscowości Obory Stawy (gm. Obrowo, pow. toruński) Wojciech S. został sam z Tomaszem. Żona z córkami wyprowadziła się stąd dobry rok temu.

Tomasz mógł schować wcześniej do auta toporek (w domostwie takich było kilka), ale i mógł go nie ukrywać. Zależy, jaki cel przejażdżki uzgodnił z tatą.

Renault clio zatrzymało się w lesie, w okolicy wsi Smogorzewiec. - Ujawnione zwłoki 60-letniego mężczyzny nosiły ślady licznych ran rąbanych, szczególnie szyi. Bezpośrednią przyczyną zgonu był wielonarządowy uraz ciała - mówi Tomasz Sobczak, szef Prokuratury Rejonowej Toruń Wschód.

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii (9) »


Nasze policyjne źródła podają, że do mordu bez wątpienia doszło w lesie. I że wątpliwości nie budzi fakt, iż to 21-latek zabił ojca, usiłując mu odrąbać głowę. Śladów było pod dostatkiem.

Co działo się dalej? Tomasz wsiadł do renault clio i ruszył w stronę Obrowa. Dojechał do drogi krajowej numer 10 i skręcił na Lipno. Przejechał kilka kilometrów i w Czernikówku czołowo zderzył się z hondą civic, prowadzoną przez 19-letniego Dawida ze wsi Rozgarty (gm. Zławieś Wielka, pow. toruński). Obaj kierowcy zginęli na miejscu.

- Wstępne ustalenia policji mówią, że sprawcą zderzenia był kierowca hondy. Ale, oczywiście, powołamy biegłego z zakresu badania wypadków drogowych. Bardzo istotne będą dla nas też zeznania 17-letniej pasażerki hondy (dziewczyna trafiła do szpitala, ale jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - przyp.red.) - informuje Alicja Cichosz, kierująca Prokuraturą Rejonową w Lipnie. To ta jednostka nadzoruje śledztwo czołowego zderzenia.

Dodajmy, że śledczy ofiary tej nocy znajdowali w odwrotnej kolejności. Najpierw, około godziny 1.00 w nocy policja zjawiła się na drodze w Czernikówku. Chcąc poinformować ojca o śmierci Tomasza, trafiła do wsi Obory. W domu nikogo nie zastała, zaczęła więc pukać do sąsiadów. Ci, znający zwyczajeWojciecha S., rozpoczęli poszukiwania w lesie. Jeden z nich znalazł zwłoki sąsiada.

„Tata chce mnie zabić siekierą”



Dla środowiska artystycznego Wojciech S. to Wojtek „Solari” S. - interesujący twórca instalacji, prac malarskich i graficznych. Wrażliwy, zawsze pełen energii - tak mówią o nim koledzy.

We wsi Obory Stawy, niestety, ciepłych słów o artyście nie słychać. Działka Wojciecha S., zabudowana dwoma domami (w nowym już mieszkał, stary czasami wynajmowano w ramach agroturystyki), ma jednego bezpośredniego sąsiada. Nie tylko on jednak o Wojciechu S. mówi: „koszmarny, nieobliczalny człowiek”.

Sąsiadka A.: - Wpadał na naszą działkę, wyzywał, groził. Nie wiem, czy był pod wpływem czegoś, czy nie. Ale po pros-tu już się go baliśmy. Żyliśmy w napięciu i zastanawialiśmy się nad sprzedażą nieruchomości.

Jakieś 3 tygodnie temu na działce pani A. i jej męża pojawił się Tomasz. - Zapytał, czy może się u nas schronić, bo tata chce go zabić siekierą. Oczywiście, powiedzieliśmy, żeby został. Uspokoiliśmy go także, że jeśli ojciec nagle wpadnie, to poradzimy sobie - relacjonuje kobieta.

Czytaj także: Zły pies czy zły pan?



Co było dalej? Najpierw przyjechała policja, potem karetka pogotowia. Było jasne, że 21-latek zostanie odwieziony do szpitala psychiatrycznego w Bydgoszczy.

- Tomek był spokojny. Ratownicy pytali go, czy słyszy głosy. Zaprzeczył. Pamiętam, jak zwrócił się do ojca z pytaniem: „Tato, czy ty mnie zawieziesz?”. Ojciec odpowiedział, że nie. Tomek spokojnie przyjął to do wiadomości i wsiadł do karetki - wspomina sąsiadka.

Pamięta, że na przestrzeni ostatnich ośmiu lat żona Wojciecha S. kilkakrotnie wyprowadzała się od męża i doń wracała. Czasem przychodziła się poskarżyć, że Wojciech ją bije i poniża. - Już na początku znajomości z tą rodziną zauważyłam, że relacje w niej są toksyczne. Przy nas, obcych przecież jeszcze ludziach, Wojciech wulgarnie wyzywał i żonę, i dzieci - podkreśla sąsiadka A.


„Policja nawet co dwa dni”



Sąsiad B. mówi krótko: - Ostrzegaliśmy, że w końcu dojdzie tutaj do tragedii. Raz ojciec z siekierą gonił syna, raz syn ojca. Ten dom to było jedno wielkie piekło i zagrożenie dla innych. Trudno zliczyć, ile razy interweniowała tu policja. Były tygodnie, że nawet co dwa dni.

Sąsiad C. opowiadać o Wojciechu S. mógłby godzinami. Nie kryje, że był z nim mocno skonfliktowany. - Ale nie tylko ja miałem z nim sprawy w sądach. O co? Na przykład o to, że rozwalił mi latarnię. Skończyło się umorzeniem, bo Wojciech S. miał zaświadczenie od psychiatry o niepoczytalności - wspomina mężczyzna sytuację sprzed czerech lat.

Z jego relacji wynika, że Wojciech S. nie wylewał za kołnierz. - Tyle, że ta wódka źle na niego działała. Jak się napił, to rozrabiał; stawał się agresywny. Wyzywał, kopał, groził, potrafił stół przewrócić. Bywało, że na drugi dzień się kajał i przepraszał. Potrafił mnie nawet prosić o wybaczenie i całować w rękę - mówi sąsiad C. Tylko ten mężczyzna, jak szacuje, wzywał policję z powodu Wojciecha S. przynajmniej szesnastokrotnie. Przynajmniej, bo w pewnym momencie przestał liczyć.

- Przyjeżdżali dawniej jeszcze z Obrowa (był tam kiedyś posterunek), później z Czernikowa i Lubicza. Wiedzieli o wszystkim, co się u S. dzieje, bo tego nie kryliśmy - podkreśla sąsiad S.

Interwencje miały dotyczyć gróźb i wyzwisk, szalonej (pijanej?) jazdy samochodem po okolicy, zakłócania ciszy i porządku. Dlaczego „miały”? Bo oficjalnie owo zaangażowanie policji rozpłynęło się we mgle.

- W roku 2016 w domu Wojciecha S. interweniowaliśmy trzy razy. Raz z powodu nieporozumienia z ekipą budowlaną. Dwa razy natomiast ojciec zgłaszał nam, że syn oddalił się, nie wiadomo gdzie. Za każdym razem jednak syn się potem znajdował. W tym roku nie mieliśmy żadnych zgłoszeń dotyczących konfliktu ojciec - syn. Nie było też żadnych zgłoszeń, świadczących o jakichkolwiek konfliktach Wojciecha S. z sąsiadami - mówi Wojciech Chrostowski z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Toruniu.

Reakcja sąsiadów na taki przekaz policji jest identyczna: „Co?! To nieprawda. Nie wiemy, dlaczego policja przyjmuje takie stanowisko”.


„O, Panie, to Ty na mnie spojrzałeś”



Dawid L., kierowca hondy civic, prawo jazdy miał od niedawna. Jaki los przygnał go feralnej nocy na krajową „dziesiątkę” w okolice Czernikówka? 19-latek miał pochodzącą z tych okolic dziewczynę. To ona siedziała obok niego... Mieszkający w Rozgartach nastolatek był fajnym, normalnym chłopakiem. Ze zdjęć spogląda uśmiechnięta twarz. Jakiś czas temu Dawid, jak to dziś młodzi, chciał pochwalić się światu swoją miłością. Na portalu społecznościowym wrzucił swoje zdjęcia z Weroniką. Był po prostu zakochany.

- Niewyobrażalna tragedia. Bardzo współczujemy rodzicom i siostrom Dawida. Nie do pojęcia, jak tragicznie się te losy splotły - mówią mieszkańcy Rozgart.

Wielu z nich we wtorek uczestniczyło w pogrzebie nastolatka. Cmentarz parafialny w Górsku pomieścił też dziesiątki młodych ludzi spoza rodzinnej miejscowości Dawida. Koledzy ze szkoły płakali przy ostatnim pożegnaniu. Gdy na koniec ceremonii zabrzmiała pieśń „Barka”, w kilku miejscach nekropolii szloch tłumił muzykę. Niektórzy jeszcze długo stali na cmenatrzu, jakby wrośli w ziemię...


Na kontrolnej wizycie



Profesor Aleksander Araszkiewicz zaznacza, że ostry konflikt ojca z synem i choroba psychiczna tego drugiego to mogą być dwie różne sprawy.

- Sam taki konflikt potrafi generować emocje nie do wytrzymania i pchać do czynów karalnych - mówi psychiatra. - Pamiętam, że już po wypisaniu Tomasza z naszej kliniki był u nas na wizycie kontrolnej z ojcem. To chyba było tydzień temu. Było dobrze.

Prokuratura w Lipnie o czołowym zderzeniu



Drugą odsłoną dramatu, po zamordowaniu Wojciecha S. w lesie, było czołowe zderzenie renault clio Tomasza S. z hondą civic Dawida L. w Czernikówku.

Prokuratura w Lipnie wszczęła śledztwo w tej sprawie. Wstępnie ustaliła, że wypadek spowodował 19-letni Dawid z Rozgart. Chłopak nieoczekiwanie zjechał na przeciwległy pas ruchu i w ten sposób doszło do czołowego zderzenia.

- Taką wersję wydarzeń potwierdzają też zeznania bezpośredniego świadka zdarzenia - kierowcy, który jechał bezpośrednio za jednym z aut. Mężczyzna ten został od razu przesłuchany - mówi Alicja Cichosz, kierująca Prokuraturą Rejonową w Lipnie.

W hondzie wraz z Dawidem jechała jego dziewczyna, 17-letnia Weronika. Po wypadku trafiła do szpitala, ale jej obrażenia, szczęśliwie, nie były poważne. - Pasażerka zeznała, że nic nie pamięta z przebiegu wypadku - informuje prokurator.

Policja zabezpieczyła to, co zostało z obu samochodów. Niebawem biegły ma dokonać oględzin. Zabezpieczono również i wysłano do laboratorium próbki krwi obu zmarłych kierowców. Zostaną przebadane na obecność alkoholu i narkotyków.

- Ze wstępnych ustaleń wynika, że tylko kierowca hondy civic miał prawo jazdy (zrobił je około roku temu). Tomasz S. uprawnień nie miał - mówi prokurator Alicja Cichosz.

W przyszłości prokuratura powoła też biegłego z dziedziny wypadków drogowych.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 25-09-2016 09:11

    Oceniono 5 razy 3 2

    - biegly : dobrze ze nie jestem na tym obszarze /SO Wloclawek/

    Odpowiedz