Izraelka i Palestyńczyk przeglądają się w sobie jak w lustrze

Monika Jankowska 17 września 2016

O swojej najnowszej książce, słodko-gorzkiej historii miłosnej, opowiada pisarka Dorit Rabinyan, autorka bestsellerowej powieści „Żywopłot“

Dorit Rabinyan, urodziła się w Izraelu, w rodzinie perskich Żydów. Jej dwie wcześniejsze bestsellerowe powieści to „Persian Brides”i „A strand of a thousand pearls”.

Fot.: Przemek Świderski


Twoja książka „Żywopłot” wywołała w Izraelu spore zamieszanie. Minister edukacji usunął ją z listy lektur dla licealistów. Dlaczego? Przecież była uznana za najlepszą książkę roku.
Pytasz, dlaczego, ale to zabawne, bo ja nie potrafię odpowiedzieć. Nie wiem, czemu ministerstwo uznało moją książkę za niebezpieczną.


W raporcie padły argumenty, że ta powieść jest zagrożeniem dla żydowskiej tożsamości młodzieży, uczniów w szkole średniej, że może ich zachęcić do tego, by asymilowali się z nieżydowskimi mieszkańcami Izraela.

Te argumenty wydają mi się absolutnie absurdalne i nie potrafię ich powtarzać bez wewnętrznego uśmieszku, a w zasadzie grymasu szoku. Minęło już dziewięć miesięcy, a ja nadal nie mogę uwierzyć, że to się naprawdę stało.

Książka ostatecznie wróciła na listę lektur?
Ministerstwo znalazło sposób, by się z tego wycofać, zejść dyskretnie z tego drzewa, na którym samo się uwięziło.

Zrobili to w ten sposób: wprowadzono zasadę, że każdy nauczyciel literatury może sam wybrać jedną książkę, którą doda do listy lektur. Może ją wybrać zgodnie ze swoim gustem literackim. Ale na oficjalnej liście lektur nadal książki nie ma.

Dla pisarza to wbrew pozorom chyba dobra wiadomość. W końcu jego książka stała się zakazanym owocem.
Z jednej strony to prawda, zakazany owoc jest przecież najbardziej kuszący. W tym sensie można powiedzieć, że to, co się działo wokół mojej książki, to najlepsze, co mogło spotkać pisarza. Ale z drugiej strony myślę, że to jest bardzo zła wiadomość dla izraelskiej demokracji, czyli dla czegoś, co jest dla mnie bardzo ważne.

Wolałabym sprzedać mniej egzemplarzy, ale mieć poczucie, że te wartości, które są bardzo ważne, z którymi chciałabym utożsamiać mój kraj, są w tym kraju przestrzegane.

Dla mnie niezwykle cenne jest to, by żyć w społeczeństwie, które rzeczywiście utożsamia się z demokratycznymi, liberalnymi wartościami, w społeczeństwie, które realizuje to, co jest zapisane w Księdze Ksiąg. Tak się zresztą mówi o Izraelu - że jest to kraj Księgi.

Rozumiem, że ani przez moment pisania nie myślałaś o tym, że Twoja książka wywoła taką burzę.
Czułam się na wpół zszokowana, na wpół zawstydzona, tak jakbym była w jakimś bardzo dziwnym śnie. Szczerze mówiąc, gdybym wiedziała, że tak się stanie z moją książką, że takie jest jej przeznaczenie, to pewnie byłabym tak sparaliżowana, że nie dałabym rady jej dokończyć.

Gdyby jakiś człowiek z przyszłości zjawił się wtedy u mnie i powiedział: „Twoja książka znajdzie się na wszystkich stronach gazet, w czołówkach wszystkich programów telewizyjnych.

Oni oboje byli obcymi, przybyszami. Pewne elementy tej alienacji sprawiły, że dostrzegli to, jak bardzo są do siebie podobni.


Do tego jeszcze odbije się szerokim echem w 47 krajach na całym świecie” to pewnie zamknęłabym komputer i przestała nad nią pracować. Albo druga opcja - zaczęłabym podejrzewać, że ten człowiek z przyszłości opowiada mi jakiś wcale niezabawny dowcip. Może powiem nawet jeszcze mocniej: podejrzewałabym, że ten człowiek jest kompletnie pijany.

Nie zadałam jeszcze najważniejszego pytania. Czas najwyższy to zrobić. O czym jest Twoja książka?
To historia miłosna, opowieść o miłości Izraelki, Liat, i Palestyńczyka, Hilmiego, którzy spotykają się w Nowym Jorku i zostają parą w ciągu pewnej mroźnej zimy. Ale przede wszystkim „Żywopłot” to takie badanie, eksploracja izraelskiej czy, szerzej mówiąc, bliskowschodniej tożsamości, także mojej tożsamości.

Bohaterowie mojej książki poznają się nawzajem, odkrywają nawzajem swoją tożsamość. Służą sobie jako pewnego rodzaju lustro, w którym mogą się przeglądać tam daleko, z dala od domu. A im bardziej siebie poznają, im więcej wiedzą o sobie nawzajem, tym więcej każde z nich wie też o sobie samym i tym bardziej rozumie siebie samego.

Dla mnie niezwykle cenne jest to, by żyć w społeczeństwie, które rzeczywiście utożsamia się z demokratycznymi, liberalnymi wartościami.


Ta książka to opowieść o odkrywaniu siebie z dala od domu, w kontekście życia w diasporze. Poprzez to, że są na obcej ziemi coraz bardziej zyskują poczucie tego, jak bardzo przynależą do tej swojej ziemi ojczystej, do tej rozdartej, podzielonej ziemi, z której oboje pochodzą.

Dlaczego więc Nowy Jork a nie po prostu ziemia ojczysta. Co takiego by się stało, gdyby akcja działa się w Izraelu?
Taka historia w ogóle nie mogłaby się wydarzyć. Zacznijmy od tego, że w Izraelu nie ma opcji, by Izraelka i Palestyńczyk spotkali się w naturalny sposób. A gdyby nawet - to jest zupełnie nieprawdopodobne, że mogliby razem spędzać czas. Ważne jest też otoczenie - tam, w Nowym Jorku to właśnie ono pozwoliło im odkryć piękno wszechświata, który dla siebie stworzyli i pozwoliło istnieć temu wszechświatowi.

Nowy Jork stał się takim zewnętrznym terytorium, w którym Liat i Hilmi byli równie wolni. Także język angielski przyczynił się do tej równości. Nie było żadnej dominacji kulturowej.

Oni oboje byli obcymi, przybyszami. Pewne elementy tej alienacji sprawiły, że dostrzegli to, jak bardzo są do siebie podobni. Dodam jeszcze, że częścią otoczenia była zima.

Amerykańska, sroga, mroźna zima, która, myślę, że też jest jedną z bohaterek mojej książki. Ta zima stwarza pewien klimat emocjonalny. W pewnym momencie piszę coś takiego, że zima była oficerem imigracyjnym, który próbuje ich deportować do słonecznego kraju, z którego pochodzą.

Mówisz o zimie, o tym trzecim bohaterze. A główni bohaterowie - jacy są?
Hilmi jest wykształconym artystą - malarzem, mieszka w Nowym Jorku od trzech lat, po tym, jak wcześniej mieszkał cztery lata w Iraku. Jest podróżnikiem, jest osobą niezwykle charyzmatyczną. Jest też przystojny. No i uwodzi Liat, oczarowuje ją całkowicie.

Tymczasem Liat jest dużo bardziej konserwatywna, także w podejściu do związku, który ich łączy.

Jest typową Izraelką, w tym sensie, że jest bardzo lojalna wobec swojej rodziny, nie tylko tej biologicznej, ale też szerzej pojętej rodziny rozumianej jako naród izraelski.

Ona nie ma zamiaru, nie planuje zakochać się w arabskim mężczyźnie, wręcz doświadcza takiego całkowitego i niespodziewanego oddania w tę miłość do Hilmiego.

Nie ujawnię zbyt dużo, bo nie chciałabym tego robić, ale Liat w książce walczy z tą mocą, z jaką Hilmi ją opanowuje. Można powiedzieć, że dla Liat to nie jest historia miłosna, ale raczej długi proces opierania się tej historii miłosnej, która ją spotyka.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.