Tam za płotem była nasza ziemia! Oddajcie nam ją!

Katarzyna Bogucka 17 września 2016

O wywłaszczeniach mówi się , że są kacem po komunizmie. Rodziny pozbawione majątków wolą inne określenia: bezprawie, nie sprawiedliwość, kradzież...

Dramatyczne losy Kruczkowskich, Walkowiaków, Kowalkowskich mogłyby się stać kanwą historycznego filmu

Fot.: Tomasz Czachorowski

Dokumenty, jak ludzie: schną, żółkną, zdania na kruchym papierze się zacierają, blaknie maszynowy tusz. A rękopisy? Pachną wilgocią i szufladą babci. Jeszcze miesiąc, dwa, rok a i ta historia przejdzie do lamusa. Do lamusa historii, których w całej Polsce są dziesiątki tysięcy. Rodzina pana Jerzego Kowalkow-skiego jest jedną z wielu, które dotknęły powojenne wywłaszczenia.


Pan Jerzy jest ostatnią osobą w swojej familii, która po ponad pół wieku walczy o odzyskanie majątku, części domu przy ul. Wiejskiej 107 w Bydgoszczy, ale przede wszystkim - o sprawiedliwość.

- Moja babka Agnieszka Walkowiak miała prawa do połowy domu i gruntu (cała działka mierzy ponad 7 tys. metrów), druga połowa była do dyspozycji jej mamy, a mojej prababci, Marii Kruczkowskiej (z pochodzenia Niemki, która wyszła za Polaka - co będzie ważnym tłem dla tej historii). Na końcu majątkowego łańcucha była moja mama, Marcella Kowalkowska, a teraz jestem ja, Jerzy. Kto po mnie? Chyba już nikt...

Jerzy Kowalkowski: Patrzę na dom, w którym żyli moi przodkowie, na który zapracowali swoją krwawicą.


Od lat 50. nie udało się odzyskać ani skrawka budynku przy Wiejskiej 107. Są za to setki pism z sądów, pobożne życzenia rzecznika praw obywatelskich, zapewnienia o trosce senatorów, posłów. - Gdzie myśmy nie pisali... Dramatyzmu sprawie dodaje fakt, że mieszkamy w sąsiedztwie utraconego majątku, przy ul. Wiejskiej 105 (o burzliwej historii tej posesji będzie za chwilę, przyp. red.). Stale patrzę na dom, w którym żyli moi przodkowie, na który zapracowali swoją krwawicą. I wspominam ich ciężkie losy.

Za chlebem


Są lata 20. W Bydgoszczy szaleje bezrobocie, głód, choroby. Babcia pana Jerzego, Agnieszka Walkowiak, razem z mężem Józefem wyjeżdżają za chlebem do Francji. Pan Walkowiak najmuje się do rozwożenia węgla w Paryżu.

- Bieganie po piętrach wysokich paryskich kamienic z 75-kilogramowymi workami węgla na plecach było ciężką harówką. Płacili po 20 centymów od każdego piętra. Węgiel trzeba było wnieść aż do kuchni, bo Francuzi w kuchniach, nie w piwnicach mieli specjalne skrzynie na węgiel - wspomina opowieści dziadka pan Jerzy. Dodaje, że francuski epizod na zawsze zapisał się w sercach dziadków jako szczęśliwy czas. Do końca tęsknili za Francją, doskonale znali język, śledzili wydarzenia nad Loarą. Pamiątką po tamtym czasie są zdjęcia i... lalka Marcelli Kowalkowskiej

Za zarobione w Paryżu pieniądze państwo Walkowiak budowali w Polsce, pod nadzorem prababki, dom przy Wiejskiej 105 . Stanął w 1936 r. I tak, po ponad 20 latach emigracji babcia z dziadkiem zdecydowali: wracamy do kraju. Gdy likwidowali swoje francuskie życie i wysyłali rzeczy do kraju, na Polskę napadli Niemcy, a kilka miesięcy później okupanci stanęli na granicy francuskiej. Rodzina z kilkunastoletnią córką Marcellą została zatrzymana w Metzu.

- Dziadkowie byli zdesperowani. Wykorzystali fakt, że prababcia była z pochodzenia Niemką i postarali się o niemieckie obywatelstwo. I formalnie jako Niemcy, tzw. druga grupa, wjechali do Bydgoszczy. Hitlera ani nie witali, ani nie popierali - zapewnia pan Jerzy. - Jednak po wojnie zaczęła się gehenna rodziny.

Agnieszkę Walkowiak, oskarżoną o zdradę polskiej narodowości zamknięto na 3 lata w obozie w Potulicach. O tym, co tam przeżyła, nie da się bez cenzury napisać. Jej mąż, z tym samym paragrafem, spędził 2 lata w obozie we Włocławku. „Uwięziony” został także rodzinny majątek: i dom z nr. 105 i dom z nr. 107. Ten drugi za zdradę narodowości i opuszczenie majątku. Bo prababka Kruczkowska , właścicielka z ul. Wiejskiej 107, wyjechała do Dessau zaraz po dramatycznym liście od córki, która ostrzegała , że matka z pewnością nie przetrzyma Potulic. Jak wspomnieliśmy wcześniej, Anna Kruczkowska była Niemką z pochodzenia. Miała się czego bać.

Podczas gdy majątek z nr. 107 na mocy wyroku sądu z 1950 r. przeszedł na własność Skarbu Państwa,później miasta Bydgoszcz, dom z nr. 105 z przybudówką podzielono nakilka mieszkań - pokoi. Zamieszkali w nim, co wiemy z księgi meldunkowej z 1969 r., rodziny: Szczepańskich, Kowalkowskich, Walkowiaków, Warchau, Hoffmannów, Rybarczyków, Kruczkowskich, Błaszczyków. Łącznie aż 33 osoby!

- Najsmutniejsze jest to, że babcia została administratorem własnego domu - mówi z goryczą pan Jerzy i pokazuje urzędowy dokument z datą 5 sierpnia 1949 roku: „ Mianuję obywatelkę Walkowiak Agnieszkę administratorem nieruchomości (...)”. To mianowanie wiązało się z pobieraniem czynszów, wywożeniem szamba, śmieci, usuwaniem usterek na własny koszt. Właścicielka nie miała wyjścia, lokatorzy poszliby na skargę! Administrowała godnie. I pomagała biednym ludziom. Głodnego nigdy nie odesłała...

Żeby się pozbyć lokatorów, rodzina Kowalkowskich musiała wszystkich spłacić. Udało się to dopiero pod koniec lat 80. Z domem nr 107 nic się nie udało. W jego odzyskanie zaangażowała się ówczesna rzecznik praw obywatelskich, prof. dr hab. Ewa Łętowska. Korespondowała w tej sprawie z posłem na Sejm PRL, Wojciechem Mojzesowiczem (list z datą 18. 12. 1989): „Charakter sprawy, jaką zgłosiła p. A. Walkowiak, można zakwalifikować do jednej z wielu dawnych krzywd, do zaszłości całego minionego 40-lecia. (...). Chodzi tu o skutki majątkowe wobec osób, którym zarzucano odstępstwo od narodowości polskiej”. Profesor prosiła o skrócenie oczekiwania na rozpatrzenie sprawy. Tłumaczyła, że w tamtym czasie wpłynęło do niej aż 60 tys. tego typu skarg, a pracowników w biurze było niewielu.

Agnieszka Walkowiak z zarzutu zdrady narodowości polskiej została oczyszczona. Przypominała o tym (a później jej córka Marcella i wnuk Jerzy) w większości wniosków i próśb . Bezskutecznie. Co więcej, w ostatnich dziesięcioleciach, już w wolnej Polsce, Kowalkowscy dalej tracą. Najpierw kawałek gruntu przylegający do posesji nr 105. Miasto zaoferowało w zamian inną działkę, ale zamiana dokonała się przy proteście rodziny. Teraz miasto planuje przeciąć posejsę nr 105 drogą publiczną. Wydaje się, że z upiorami przeszłości nie sposób sobie poradzić. A przynajmniej nie poradzili sobie dotychczas wynajmowani przez familię prawnicy...

Papierowe roszczenia


Już ponad pół wieku byli właściciele majątków nacjonalizowanych w okresie PRL i ich spadkobiercy bezskutecznie czekają na zwrot lub rekompensatę. Szacunki słusznych roszczeń pokrzywdzonych właścicieli i ich spadkobierców obliczane są ostrożnie na 20-30 mld złotych, ale według bardziej realnych obliczeń na od 100-300 mld złotych. Stąd wniosek, że państwo polskie być może nigdy nie będzie w stanie zaspokoić powojennych roszczeń. Zostaną tylko na papierze...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 17-09-2016 18:23

    Brak ocen 0 0

    - rozloszczony : a o wywlaszczeniach spec ustawy drogowej czesto glupich a nawet o przeprowadce EB ta piszaca o wszyskkim i niczym KB slyszała

    Odpowiedz