Zły Pies czy zły pan?

Paweł Kędzia 18 września 2016

Mimo kolejnych obserwacji weterynaryjnych, agresywne zwierzę wracało do właściciela. Aż doszło do tragedii. Ogromny pies w typie wilczarza pogryzł mężczyznę. Ofiara zmarła.

Do tragedii doszło w tym baraku przy ul. Matejki, o czym przez kilka dni przypominała pomazana krwią podłoga w przedsionku.

Fot.: Paweł Kędzia

Adam P. feralnej nocy wrócił do mieszkania w skromnym baraku przy ul. Matejki. Był pijany i przyszedł z kompanem. Mimo gorących namów na kolejne piwko, znajomy obawiał się wejść do środka ze względu na sporych rozmiarów psa.


To jedyne takie zwierzę w okolicy. W typie wilczarza irlandzkiego, rasy wyhodowanej do polowań na wilki i jelenie. Blisko metr wysokości w kłębie - na czterech łapach. Z natury raczej spokojne, co jednak nie dotyczy wilczarza należącego do Adama P. Pies, jak mówią ludzie, siał postrach w okolicy.

- Nie mieliśmy takich sygnałów, bo byśmy zareagowali. Poza tym, to małe miasto. Nie sposób nie zauważyć charakterystycznego psa - podkreśla Krzysztof Grzybek, komendant miejscowej Straży Miejskiej.

Pies mało wychodził z domu, chyba że właściciel spał zamroczony alkoholem, o czym mówią sąsiedzi. Niektórzy twierdzą, że P. zaniedbywał swoje zwierzęta (miał jeszcze kundelka). Nie wyprowadzał ich, nie karmił należycie, co mogło potęgować ich negatywne zachowania.

Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby pies dopadł kilkuletniego chłopca, mieszkającego w tym samym budynku. To jego zabawki są rozłożone na podwórku: rowerek biegowy, oparty o ścianę, i ciężarówka - wywrotka obok sterty drewna. Najpewniej skończyłoby się jak w Katlewie pod Nowym Miastem Lubawskim, gdzie psy rozszarpały pięcioletniego Kubusia...

Umyślnie spuścił psy


Czarny wilczarz atakował już wcześniej ludzi. Tymi przypadkami zajmują się już śledczy.

- Od początku roku w związku z wezwaniami do psów i jego właściciela policja interweniowała trzy razy - informuje podinsp. Monika Chlebicz z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji. - W maju podczas policyjnej interwencji właściciel umyślnie wypuścił psy z mieszkania, które pogryzły przechodzącego mężczyznę.

Krzysztof Grzybek, komendant SM w Wąbrzeźnie: Uważam, że w tego typu przypadkach zwierzę nie jest winne. Nie mam wątpliwości, i proszę to napisać, że ten pies nie powinien już wrócić do właściciela.


Policjanci interweniowali wówczas w związku z wezwaniem dotyczącym agresywnych psów. W czasie rozmowy z mundurowymi właściciel wypuścił zwierzęta z domu. W ten sposób P. chciał udowodnić, że są łagodne.

Ofiarą padł wtedy jeden z sąsiadów. Pies rozszarpał mężczyźnie łydkę i niezbędne okazało się założenie aż 30 szwów! Mężczyzna długo dochodził do siebie. W czasie tego incydentu właściciel zwierząt był pijany, miał prawie 1,7 prom. alkoholu. W lipcu miejscowa prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia.

PRZECZYTAJ: Gdy psy zamieniają się w bestie

Ze względu na podobne incydenty Adam P. ma trzy sprawy w sądzie: o niezachowanie środków ostrożności w utrzymaniu zwierząt i spowodowanie obrażeń wymagających dłuższej hospitalizacji.

W związku z atakami weterynarze badali agresywnego psa. - Pies przebywał dwukrotnie na obserwacji - przyznaje Wojciech Choroszkiewicz, powiatowy lekarz weterynarii w Wąbrzeźnie.

Służby weterynaryjne nie dopatrzyły się wówczas nadmiernej agresji u zwierzęcia, nie było więc powodów do zmiany środowiska psa lub nawet jego uśpienia.

W kałuży krwi


Feralnej nocy Adam P. zamknął zwierzę w pokoju i zaprosił kompana do środka. Mężczyźni dalszą część wieczoru spędzili biesiadując w kuchni - taką wersję zdarzeń przekazują sobie tutejsi mieszkańcy.Nie wiadomo, w jakich okolicznościach, ale pies wydostał się i ugryzł 63-letniego mężczyznę najprawdopodobniej w okolicę tętnicy. Właściciel psa wezwał pogotowie, ale ofiary nie udało się uratować. Kiedy służby ratunkowe dotarły na miejsce, mężczyzna leżał martwy w kałuży krwi.

- Krwi było tyle, że trzeba było chodzić w kaloszach - mówi jeden ze świadków. Jeszcze kilka dni po zdarzeniu o tragedii przypominała pomazana krwią podłoga w przedsionku.

Pies uniemożliwiał pracę śledczym. Był na tyle agresywny, że strażnicy miejscy z Wąbrzeźna, którzy na co dzień zajmują się także łapaniem psów, wezwali na pomoc specjalistów z Brodnicy.

- Pokazywał zęby i warczał, ale na szczęście nie podbiegał - relacjonuje Krzysztof Grzybek, który był na miejscu zdarzenia. - Było ciemno, okna zasłonięte. Pies chował się pod dużą ławą, która stała w pokoju. Musieliśmy uważać, żeby nie dać się ugryźć i jednocześnie, żeby te psy nie wybiegły. Zwłaszcza że na zewnątrz stali mieszkańcy.

- Pies zachowywał się wyjątkowo agresywnie i był gotowy do ataku w każdej chwili - potwierdza Mariusz Sarnowski ze schroniska „Reksio” w Brodnicy, który wyprowadził zwierzę z mieszkania. - Drugi pies, kundelek, był zupełnie niegroźny.

Zwierzę zostało wywiezione do tymczasowego boksu, a następnie poza Wąbrzeźno na kolejną obserwację weterynaryjną. Od jej wyników zależy przyszłość psa. W Wąbrzeźnie trwa dyskusja, czy zwierzę należy uśpić.

Wina człowieka


- Uważam, że w tego typu przypadkach zwierzę nie jest winne - komentuje Krzysztof Grzybek. - Zawsze jest winien człowiek. Dzieje się tak z różnych powodów: braku nadzoru, braku umiejętności czy fachowej wiedzy. Każde zwierzę można wychować. Nie mam wątpliwości, i proszę to napisać, że ten pies nie powinien już wrócić do właściciela.

Przechodnie, z którymi rozmawiamy, są przekonani, że zwierzę zagraża ludziom i powinno zostać uśpione. - Tragedia była tylko kwestią czasu - oceniają.

- Już wcześniej atakował ludzi. Dziwię się, że nikt nie zrobił z tym porządku - mówi młody chłopak spotkany na ulicy.

Zarzut dla właściciela


W sprawie śmierci 63-letniego mężczyzny postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Wąbrzeźnie. Adam P. usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci, art. 155 k.k., za co grozi od 3 miesięciu do 5 lat pozbawienia wolności. W chwili zatrzymania mężczyzna był pijany, miał blisko dwa promile alkoholu. Jego przesłuchanie było możliwe dopiero następnego dnia, po wytrzeźwieniu.

Pojawiają się natomiast wątpliwości co do przyczyny śmierci 63-latka. Na ciele ofiary odnaleziono ślady pokąsania przez zwierzę.

- Sekcja jako przyczynę śmierci wskazała niewydolność krążeniowo-oddechową - informuje Michał Goldyszewicz, zastępca prokuratora rejonowego w Wąbrzeźnie.

Jest to jednak na tyle nieprecyzyjne, że konieczne są szczegółowe badania.

- Podczas sekcji pobrano wycinki tkanek do badań toksykologicznych i histopatologicznych. Wyniki posłużą do wydania ostatecznej opinii, która pozwoli odpowiedzieć, co było przyczyną śmierci, czy był związek przyczynowy pomiędzy ranami kąsanymi a zgonem - informuje Michał Goldyszewicz.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-09-2016 12:52

    Oceniono 1 raz 0 1

    - akuratny : na psy schodzicie a odpowiedz i pan i pies i Nowosci

    Odpowiedz