Żłobek wcale nie taki straszny

Małgorzata Oberlan 18 września 2016

Kto najczęściej przyprowadza dziś dziecko do żłobka? Rodzice z kredytem na mieszkanie. By dopiąć domowy budżet, matki wracają do pracy już po 8-10 miesiącach. - Muszą, bo pensja taty nie wystarcza na ratę dla banku i życie - mówią pracownicy żłobków. Dobrze, jeśli maluch znajdzie miejsce w publicznej placówce. Tu miesięczna opłata zamknie się w 300 zł. W prywatnych sięga nawet 900 zł. Ale i tu są chętni...

W toruńskim żłóbku nr 3 najmłodsze dzieci mają 7 miesięcy, ale najliczniej reprezentowane są dwulatki.

Fot.: Jacek Smarz

Jeszcze kilkanaście lat temu żywy był mit żłobka jako przechowalni dzieci, a matka, odprowadzająca doń malucha, musiała liczyć się z epitetem: wyrodna. Dziś, owszem, przeciwników żłobków nie brakuje. Nawet wśród psychologów czy pedagogów. Bezapelacyjnie jednak żłobki w ostatnich latach przeszły rewolucję. Przestały być tylko „placówkami opiekuńczo-pielęgnacyjnymi”, a stały się też dydaktyczno-wychowaczymi. Jak grzyby po deszczu w regionie wyrosły też żłobki prywatne oraz rozmaite kluby malucha i punkty dziennej opieki. Nie zmieniło się jedno: oddanie dziecka do żłobka pozostało decyzją trudną.

Najgorsze poniedziałki


Ma-ma, ma-maaa!!! - ten rodzierający krzyk słyszał niejeden rodzic, przyprowadzający pociechę do żłobka. Podobno, jak często tłumaczą żłobkowe opiekunki, taki płacz jest naturalny. Bo dziecko „zdrowo” reaguje na rozstanie z rodzicem i komunikuje mu swój ból. Gorzej, gdy malec najpierw nie płacze, dusi w sobie emocje, by po czasie wybuchnąć ze zdwojoną siłą...


- Nie mam pod ręką ukochanej babci, która przytuli, ulula, nakarmi. Nie mam też ochoty wydawać pół pensji na nianię, która nie wiadomo, kim się okaże; może palić przy dziecku, może po naszym wyjściu zalegać przed telewizorem. Do pracy wrócić musiałam, więc zdecydowaliśmy się na żłobek - opisuje swoją sytuację pani Natalia. Jej dziesięciomiesięczna córeczka pierwszy raz odwiedziła to miejsce dziesięć dni temu. Na razie codziennie rano płacze i na słowo „żłobek” krzyczy „Nie!!!”. - Ale jestem w ciągłym kontakcie z opiekunkami i odbieram dziecko już po czterech godzinach, żeby przywykło. Powrót do pracy na całego zaplanowałam 1 października - wyjaśnia pani Natalia. - Czy mi serce nie pęka? Pęka. Co rano. Nadzieją są dla mnie inne dzieci i rodzice, których widzę w żłobku z uśmiechem na twarzach.

pedagog Marzena Zajączkowska: Każde dziecko może się odnaleźć w żłobku. Tylko trzeba pamiętać, że każde jest indywidualnością. Ma swój rytm, swoje potrzeby.


Adaptujące się do nowej sytuacji maluchy potrafią w żłobku nie jeść nawet 2-3 tygodnie. Rzucają się na jedzenie już w szatni, gdy odbiera je rodzić z bananem i chrupkami w torbie. Na nową sytuację mogą reagować agresją, zaburzeniami snu, nawet gorączką. Choć jest sporo takich, którym wystarczy tydzień czy dwa, by przywyknąć. I by potem, krok po kroku, czerpać prawdziwe korzyści z okresu żłobkowego. Do takich z pewnością należą: uspołecznienie, otwartość na świat, sprawny rozwój psychoruchowy, samodzielność, umiejętność podporządkowania się zasadom.

- Jednak nawet po roku w żłobku nasz Kuba ciężko znosi poniedziałki - nie kryją Marta i Paweł, rodzice 2,5-latka. - Popłakuje albo się na nas obraża. To tak, jakbyśmy co tydzień powtarzali etap rozstawania. Ale wtorki są już zdecydowanie lepsze.

Po pierwsze: adaptacja rodzica


Marzena Zajączkowska, magister pedagogiki opiekuńczo-wychowaczej („Cały czas się dokształcam”) zapewnia, że nie ma dzieci, które nie nadają się do żłobka: - Każde może się w nim odnaleźć. Tylko trzeba pamiętać, że każde jest indywidualnością, ma swój rytm i swoje potrzeby. Aby pomóc przystosować się dziecku do nowej sytuacji, najpierw proces adaptacji przejść muszą sami rodzice - podkreśla. W Żłobku Miejskim nr 3 w Toruniu, w którym pracuje, pierwsze zebranie dla rodziców odbywa się już w czerwcu. Wszyscy obdarowani zostają lekturą obowiązkową, czyli książeczką „Pomóż mi zostać tutaj - adaptacja do żłobka” autorstwa Katarzyny Wnęk-Joniec. To krakowska psycholog, współpracująca z toruńskim żłobkiem, m.in. szkoląca opiekunki. - Drugim etapem adaptacji jest szczegółowy wywiad z rodzicem. Pytamy o godziny snu, żywienie, smoczek, ulubiony jasiek... Ważne jest dla nas wszystko, co pomoże dziecku się zaaklimatyzować. Rodzic natomiast musi mieć poczucie, że ma wpływ na to, co u nas dzieje się z jego dzieckiem- podkreśla Marzena Zajączkowska.

Obczytany i mentalnie przygotowany rodzic, przyprowadzający malucha we wrześniu do żłobka, własną postawą może istotnie wesprzeć adaptację dziecka. Po pierwsze, sam nie może płakać, żegnać powinien się krótko i nie wracać na salę, gdy maluch już tam wszedł. „Najgorsze, co możesz zrobić, to pokazać mu się znowu w otwartych drzwiach - pisze Wnęk-Joniec - By było mu łatwiej bez ciebie, na początku możesz zostawić maleństwu coś, co kojarzy mu się tylko z tobą. Może to być sweterek, apaszka mamy, może teczka tatusia” - radzi psycholog.

- Podczas tak zwanych dni adaptacyjnych rodzice są u nas bardzo pożądanymi gośćmi. Bawią się z dziećmi, przy okazji obserwując, jak dziecko funkcjonuje w grupie. Ten czas pozwala im też nawiązać znajomości z innymi rodzicami. Nigdy nie gniewamy się z powodu krytycznych uwag mamy czy taty, przyjmujemy je - podkreśla Marzena Zajączkowska.

Co rodzic ma do wyboru i za ile?


Ustawa żłobkowa w 2011 r. wprowadziła kilka form opieki nad najmniejszymi dziećmi. Pierwsza to żłobki. Tu poprzeczka, dotycząca standardu opieki jest najwyższa. Dalej mamy kluby dziecięce, nazywane też klubami malucha. Wreszcie - punkty dziennego opiekuna (PDO). Te mogą prowadzić przeszkolone na kursach osoby nawet we własnych mieszkaniach. Jeden opiekun może czuwać nad pięciorgiem dzieci. W praktyce niektóre PDO działają jak parażłobki. Np. w jednym lokalu są trzej opiekunowie z 15 maluchami.

Żłobków miejskich w regionie jest niewiele. W Toruniu działają tylko 3, w Bydgoszczy 8. Bezsprzecznie mają dobre bazy lokalowe i wyspecjalizowaną kadrę. Najczęściej też własne kuchnie, a nie catering jak klubiki czy PDO. Ile kosztują?

- Opłata uzależniona jest od liczby godzin. Do 7 godzin dziennie - 164 zł miesięcznie. Do 10 - 205 zł. Do tego dochodzi miesięczna opłata za wyżywienie: 105 zł - wylicza Iwona Kołowrocka, dyrektorka toruńskiej „trójki”.

Podobnie stawki wyglądają w Bydgoszczy. Nietrudno policzyć, że rodzic miesięcznie zapłaci albo 269 zł, albo 310 zł. To atrakcyjne warunki, w porównaniu z ofertą prywatnych placówek.

Prywatny klub malucha „Bąbelkowo” w Bydgoszczy po pierwsze kasuje 200 zł wpisowego (standard w regionie). Za całodzienny pobyt malucha liczy sobie 650 zł miesięcznie. Chyba że dziecko pozostawać będzie w klubiku po 4 godziny dziennie, wówczas opłata spada do 400 zł. Do tego dochodzą jeszcze koszty cateringu: 9,5 zł dziennie. Podsumowując, bez 600-800 zł miesięcznie do takiej prywatnej placówki nie ma co się wybierać.

Czy „Bąbelkowo” jest wyjątkowo drogie? W żadnym wypadku! Prawie identyczne cenniki znaleźliśmy na stronach innych bydgoskich i toruńskich klubów malucha, a nawet PDO. To, co „Bąbelkowo” wyróżnia, to na pewno oferta dodatkowa. Klubik oferuje opiekę nad dzieckiem w nocy (100 zł za czas od godz. 20.00 do 8.00 rano) oraz w weekendy (20 zł za każdą rozpoczętą godzinę).

Ponieważ żłobków miejskich jest niewiele, bydgoscy i toruńscy rodzice skazani są na prywatne placówki. Samorządy natomiast nie garną się do otwierania nowych żłobków. Nie jest tajemnicą, że w tle są pieniądze. Lepiej dofinansowywać prywatne placówki niż tworzyć własne i je utrzymywać.

Na co uważać? Rejestr na wstępie!


W Toruniu trzy miejskie żłobki mają niecałe 300 miejsc. Ponad pół tysiąca miejsc proponują prywatne kluby i PDO. W większej Bydgoszczy w ośmiu miejskich żłobkach miejsc jest 970. Jak słyszymy w Biurze ds. Zdrowia i Polityki Społecznej bydgoskiego ratusza - kolejne 100 miejsc mają klubiki dziecięce.

Najtrudniej urzędnikom doprecyzować liczbę miejsc w punktach dziennego opiekuna. - Ci opiekunowie, w znakomitej większości współpracujący z ogólnopolską firmą IGD Consulting z Poznania, często rezygnują. Wykreślamy ich z rejestru, ale firma znajduje nowych, szkoli ich i rejestruje. Można szacować, że dziś PDO tworzą około 40 miejsc opieki - zdradzają urzędnicy.

O jaki rejestr chodzi? Prezydenta miasta. Wpis do niego to pierwsza rzecz, którą sprawdzić powinien rodzic. Ostatnio w Toruniu z tego rejestru wykreślony został PDO, prowadzony przez wspomnianą firmę IGD Consulting przy ul. Poznańskiej. Stało się to po skardze rodziców i kontroli miejskich urzędników. 8 sierpnia odkryli, że maluchy pozbawione są tu opieki osoby uprawnionej. Punkt wyrejestrowano, a sprawę zgłoszono policji.

Przeciwko żłobkom


„Potem rodzice się dziwią”

- „Dzieci potrzebują więzi” - pisze Jarosław Żyliński, psycholog, autor psychobloga.

„Od urodzenia dzieci uczą się tego, czy warto inwestować w więzi z innymi ludźmi. Pierwszą taką osobą jest mama. Dziecko przeważnie jest od niej uzależnione, a przynajmniej tak mu się wydaje - więc jest to zdecydowanie bardzo ważna więź.

Kiedy po pięciu miesiącach (od tego wieku dzieci mogą być przyjmowane przez żłobki - przyp. red.) nagle mama znika i dziecko idzie do żłobka, to jest przestraszone, o co chodzi, czemu ta osoba, której się ufało, zniknęła?

Ale potem na szczęście wraca i znowu jest dobrze. Mija wieczór, noc i… mama znowu znika. (...) Żłobek nie tworzy indywidualnych przywiązań. Panie zmieniają się co chwila, raz opiekują się jednym dzieckiem, raz innym.

Nie ma w tych więziach indywidualności. Do tego dochodzi zawód, którego dziecko doznało od mamy. (...) Na żłobkach zależy „wszystkim”, więc zmyśla się polityki prorodzinne, socjalizacje, przyzwyczajanie dzieci do wyrzeczeń i inne bzdury.

Potem rodzice przychodzą do psychologa spytać, co jest grane z ich dzieckiem, że jest nieśmiałe, bojaźliwe, krzyczy zawsze, kiedy mama wychodzi z domu, walczy o uwagę, choruje nie wiadomo czemu. Może warto pomyśleć wcześniej?”

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-09-2016 12:10

    Oceniono 2 razy 1 1

    - Arek: Co za bzdura z tymi 300 zł... Za 10-godzinny pobyt w żłobku miejskim w Bydgoszczy płaci się około 500 zł.

    Odpowiedz

  2. 18-09-2016 10:53

    Oceniono 5 razy 3 2

    - as: takie życie....babcie zamiast opiekować się wnukami muszą tyrać do 61 lat.

    Odpowiedz

  3. 18-09-2016 10:21

    Oceniono 3 razy 0 3

    - znawca : o.k. pani M.O szczegolnie gdy mamusia czeka na 500 plus

    Odpowiedz