Kujawsko-Pomorskie. Gdzie szukać schronów? [ZDJĘCIA]

Piotr Schutta 11 września 2016

W razie niebezpieczeństwa mieszkańcy województwa kujawsko-pomorskiego będą szukać schronów. Gdzie one są?

O stan schronów zobowiązani są dbać właściciele budynków

Fot.: Tomasz Czachorowski

Wyobraźmy sobie, że Polska stała się areną działań wojennych. Na największe miasta spadają bomby burzące i pociski rakietowe. W użyciu jest broń chemiczna. Również w Bydgoszczy i Toruniu rozlega się złowieszczy, trwający trzy minuty, modulowany dźwięk syren.


W takiej sytuacji każdy instynktownie będzie szukał bezpiecznego miejsca ukrycia. Schronu.

- Tylko pytanie za dziesięć punktów: co to jest schron i gdzie go szukać? Nie ma aktualnie aktów prawnych, które by to określały. Kiedyś były, ale zostały zlikwidowane jednym dokumentem w 2001 roku - zauważają specjaliści do spraw obrony cywilnej z Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Urzędnicy przyznają, że tak jak wyparowały akty prawne, w ostatnich kilkunastu latach zniknęła w Polsce również spora liczba budowli ochronnych. Wiele z nich zostało zlikwidowanych wraz z upadającymi zakładami pracy, a część „wygasiły” spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe, dla których schron oznaczał marnowanie metrów kwadratowych i niepotrzebny wydatek na konserwację pomieszczeń i znajdujących się tam urządzeń. Brak przepisów spowodował, że dziś nawet trudno wskazać, kto ma utrzymywać te schrony, których jeszcze nie zlikwidowano.


Czeski film, nikt nic nie wie



- Tak naprawdę mamy białą plamę i poważne problemy z określeniem, kto i za co odpowiada. Dawniej pod każdym budynkiem wielorodzinnym i obiektem użyteczności publicznej musiało się znajdować podpiwniczenie o ściśle określonych standardach spełniających warunki budowli ochronnej. Dzisiaj nie ma takiego wymogu - mówi Tadeusz Wierzba, dyrektor Wydziału Ochrony Ludności Urzędu Miasta w Toruniu. Jak tłumaczy, odpowiedzialność za utrzymywanie schronu w dobrej kondycji technicznej spada dziś na właścicieli budynków.

- Szczerze mówiąc, my jako miasto, żadnych schronów nie mamy. Za te, które istnieją odpowiadają właściciele nieruchomości - dodaje i wyjaśnia, że owszem, toruński ratusz dysponuje wykazem schronów znajdujących się na terenie miasta, ale nic więcej.

Identyczna sytuacja jest w Bydgoszczy, Włocławku, Grudziądzu, Inowrocławiu i… w każdym właściwie polskim mieście. Wydziały zarządzania kryzysowego dysponują, mniej lub bardziej dokładnymi wykazami budowli ochronnych, zlokalizowanych na swoim terenie, ale nie mają obowiązku ani tych obiektów kontrolować, ani dbać o ich konserwację. To każe postawić pytanie o wiarygodność danych gromadzonych pro forma przez urzędy miast i gmin. To, co na papierze jest schronem, w rzeczywistości często okazuje się zwykłą piwnicą albo czymś, co bliskie jest katastrofie budowlanej.

Czytaj też Preppersi w Toruniu i Bydgoszczy. Do spiżarni marsz

- Pod koniec 2004 roku Główny Urząd Nadzoru Budowlanego sporządził raport o stanie bezpieczeństwa schronów i ukryć. Na bazie 1800 budowli poddanych sprawdzeniu stwierdzono, że blisko 70 procent z nich zagraża zdrowiu i życiu. Większość budowana była w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych lub jeszcze wcześniej. W dobrym stanie przetrwały nieliczne, o które dbano. Wiele jednak uległo totalnej degradacji, ponieważ z powodu braku środków nikt na nie nie łożył - nie ukrywa pułkownik Paweł Kwiatkowski ze sztabu głównego Obrony Cywilnej Kraju, współautor opracowywanego od 2014 roku projektu ustawy o ochronie ludności.

W jednym z proponowanych rozporządzeń około ustawowych zostały opisane dokładne warunki techniczne i eksploatacyjne dotyczące schronów i ukryć w Polsce.

- Na razie jesteśmy na etapie opiniowania projektu ustawy. Mamy nadzieję, że do końca tego roku zostanie ona przyjęta - dodaje pułkownik Kwiatkowski, zaznaczając jednocześnie. - Tylko przestrzegam. W tej chwili schrony nie podlegają nawet pod Obronę Cywilną. W rozporządzeniu Rady Ministrów z 2002 roku w sprawie szczegółowego zakresu działania Szefa Obrony Cywilnej Kraju nie ma żadnego zapisu, który by wskazywał, że utrzymywanie budowli ochronnych należy do naszych zadań. Do 1985 roku obowiązywały szczegółowe zasady budowy schronów i ukryć. Oczywiście nie możemy wracać do czasów zimnej wojny, kiedy prawie pod każdym budynkiem budowano schron, ale ta materia domaga się regulacji. Na razie ciężko to idzie. Jak po grudzie - nie owija w bawełnę Paweł Kwiatkowski z biura ds Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii (10) »



Jest za to, jak wskazują urzędnicy Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, inne rozporządzenie Rady Ministrów z 2004 roku, w którym mówi się, iż koszty utrzymywania schronów powinny uwzględniać w swoich planach jednostki administracji rządowej i samorządowej, czyli zaczynając od góry, wojewodowie, starostowie, prezydenci i burmistrzowie. W rzeczywistości przepis jest martwy. Nikt go nie przestrzega, ani nie egzekwuje.

Dane prosto z sufitu



- Weźmy województwo kujawsko-pomorskie. Po pierwsze tylko nieliczne powiaty w ogóle wykazują na swoim terenie obecność budowli ochronnych, po drugie większość samorządów nie wydatkuje na schrony ani złotówki - mówi Anna Samolińska z Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego.

- Na dziewiętnaście powiatów ziemskich w naszym regionie istnienie schronów wykazało tylko pięć - potwierdza Jerzy Gawęda z Wydziału BiZK UW.

Przygotowując się pomału do nowej ustawy o ochronie ludności, wydział postanowił dokładnie policzyć istniejące na terenie naszego województwa schrony. W kwietniu zaczęto rozsyłać do jednostek terytorialnych obrony cywilnej w regionie wzór sprawozdania. Informacje ciągle jeszcze spływają.

- Są w nich zresztą przekłamania, ponieważ niektórzy opacznie rozumieją określenie budowla ochronna i podają nam dane wzięte z sufitu. Na przykład dostajemy informację, że w powiecie jest pięćset schronów. Ale kiedy prosimy o wskazanie dokładnych adresów, okazuje się, że takich obiektów jest pięć. Albo zero - mówi Anna Samolińska. - Robimy bilans, ponieważ nie chcemy zostać zaskoczeni, kiedy wejdzie w życie nowa ustawa - tłumaczy. - W tej chwili nie możemy tego kontrolować ani my, ani pracownicy w gminach. Teoretycznie, urząd nadzoru budowlanego mógłby się podjąć przeprowadzenia takiej kontroli, w oparciu o prawo budowlane, w którym znajduje się szczątkowy i ogólny przepis poświęcony budowlom ochronnym. Ale wiemy, że oni mają swoje obowiązki i raczej trudno liczyć na to, żeby przeprowadzali akcje pod tytułem przegląd budowli ochronnych.

- Kontrolowania schronów nie ma, bo nie ma przepisów - potwierdza Wojciech Górski, urzędnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego bydgoskiego ratusza, człowiek, który o budowlach ochronnych wie więcej, niż może wyjawić.

Stoimy na boisku jednej z bydgoskich szkół i szukamy wyjścia ewakuacyjnego ze schronu, który teoretycznie ma być w razie wojny czy innego kataklizmu schronieniem dla dwustu osób. Wyjścia brak.

- O! Tu coś jest - wskazuje palcem Wojciech Górski. Kiedy podchodzimy bliżej i przyglądamy się uważnie kostce brukowej, zauważamy, że w jednym miejscu wzór układa się nieco inaczej.

- Tak, to jest to - przyznaje dyrektorka szkoły. - Tylko że wyjście jest w tej chwili zabetonowane, ponieważ kiedyś się zapadło i musieliśmy je jakoś zabezpieczyć. Urząd wojewódzki o tym wie, bo informowaliśmy ich o tym. Przysłali nam pismo, że mamy przywrócić funkcję wyjścia ewakuacyjnego w razie podwyższenia gotowości obronnej kraju.

Do schronu prowadzi nas woźny i pani sprzątaczka. Na początek próbujemy zamknąć za sobą stalowe drzwi, które w teorii powinny chronić przed atakiem bronią chemiczną, ale po pierwsze - nie umiemy ich zatrzasnąć, po drugie - już dawno odleciały gumowe uszczelki i o szczelności powinniśmy zapomnieć.

- Trzeba by zawołać fachowca. Przeszkolony człowiek na pewno to zamknie. Pani od matematyki tym się zajmuje. Ale teraz jej nie ma. Po południu ma lekcje - przypomina sobie sprzątaczka.

Idziemy wąskim korytarzem mijając po lewej i prawej pomieszczenia, w których w razie czego będą mogli ukryć się ludzie. Przynajmniej w teorii. Wszystkie są zagracone. W jednym ławki, w drugim sztuczne choinki i kartony z bombkami, w kolejnym narzędzia, w następnym różne rupiecie. W pierwszym po lewej, pod stertą zmagazynowanych sprzętów widać fragmenty urządzenia filtro-wentylacyjnego, cztery ciemnozielone pojemniki i maszynerię do pompowania powietrza.

- Od dawna nie działa - macha ręką pan woźny.

- Zalecamy, by w czasie pokoju wykorzystywać schrony do innych celów. Na przykład jako magazyny - mówi Robert Dobrosielski, zastępca dyrektora Wydziału Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta w Bydgoszczy. Przyznaje, że w schronie znajdującym się pod budynkami ratusza przy Grudziądzkiej działa archiwum. W razie zagrożenia może tu przeczekać zaledwie 70 osób, przy czym nie ma żadnych regulacji prawnych mówiących, którzy z urzędników będą mieli prawo skorzystać ze schronu w pierwszej kolejności.

Obiekt wzorcowy



- W najlepszym stanie są te budowle, którymi opiekują się ludzie z pasją. W Bydgoszczy macie takiego człowieka i taki schron. Wzorcowy - mówi pułkownik Paweł Kwiatkowski.

Ten człowiek to pułkownik w stanie spoczynku Tadeusz Błażejewski, pełnomocnik do spraw obronnych Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Spotykamy się kilka metrów pod ziemią w potężnym schronie o długości ponad stu metrów, w którym działa wszystko. Został wybudowany w 1956 roku w podpiwniczeniu ówczesnej szkoły podstawowej i przez kilka dziesięcioleci jego istnienie było pilnie strzeżoną tajemnicą najwyższej rangi.

- Nawet ja, mimo że byłem porucznikiem i mieszkałem niedaleko, o tym nie wiedziałem - mówi Tadeusz Błażejewski. w jednej ręce dzierży latarkę, bo w części pomieszczeń przepaliły się żarówki, w drugiej zaś wielką teczkę, w której znajdują się kompletne dokumenty dotyczące schronu, którym mężczyzna się opiekuje.

Schron, choć imponująco wyposażony dziś bardziej kojarzy się ze skansenem. Przy wejściu wita nas czarny, archaiczny telefon i dysze systemu wyrównującego ciśnienie. Żeby dostać się do środka najpierw trzeba pokonać kilkoro ognioodpornych drzwi. Zamykają się bez zarzutu i mają uszczelki. Skażone powietrze tu nie ma dostępu. Zaraz po lewej jest agregat prądotwórczy napędzany czołgowym silnikiem „Wola”, który w razie odcięcia budowli od miejskiego zasilania dostarczy energię do znajdującej się tu hydroforni, centrali telefonicznej, dyspozytorni, łaźni, kuchni, sali odpraw i innych licznych pomieszczeń. Pomyślano nawet o bibliotece i sali szyfrów.

- Uruchamiamy agregat raz w roku, żeby sprawdzić czy wszystko jest na chodzie. Zbiorniki z paliwem znajdują się na zewnątrz, zamaskowane warstwą ziemi. Całkowite ich napełnienie to wydatek 40 tysięcy złotych. Raz napełniliśmy paliwem 200-litrową beczkę. W ciągu pół godziny cała ropa ropa została zużyta - opowiada mężczyzna.

Dawniej schron był wyznaczony jako miejsce, w którym miał się ulokować sztab dowodzenia. Dziś nie ma już takiej funkcji. Przynajmniej oficjalnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-09-2016 12:41

    Brak ocen 0 0

    - Phoenix: franczeska87 ma rację. Teraz to jeśli wybuchnie wojna to atomowa, a przed nią schrony nas nie uchronią. Inna sprawa, że ccc też ma wiele racji pisząc o fortyfikacjach Twierdzy Toruń. Te budowle przetrwały obie wojny światowe i są w stanie przetrwać kolejną konwencjonalną. Do tego mają jeszcze jedną zaletę, że w przeciwieństwie do budynku np. szkoły, są mało widoczne z powietrza.

    Odpowiedz

  2. 11-09-2016 15:56

    Oceniono 6 razy 6 0

    - franczeska87: ...jak pierdyknie ,to po co komu schron? taka bombka na A....

    Odpowiedz

  3. 11-09-2016 15:11

    Oceniono 10 razy 2 8

    - krzyzak13: tu jest Torun , i zadnych kometarzy o bydloszczy jasne , co nas obchodzi bydloszcz tu jest TORUN

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 11-09-2016 13:08

      Oceniono 1 raz 0 1

      - doradca : u Putina ale jak jestescie z PIS to was nie wpusci

      Odpowiedz

    2. 11-09-2016 11:49

      Oceniono 3 razy 2 1

      - Maciek: Umiesz liczyć? Licz na siebie. Drodzy rodacy musicie sami dbać o własne bezpieczeństwo. Urzędnicy nic za was nie zrobią. W mojej ocenie każda rodzina powinna mieć swój schron oraz zapas wody i żywności. Wiele domów czy bloków budowanych przed II wojną lub zaraz po ma porządne piwnice. Solidne fundamenty, ciepło, sucho bez wilgoci, po prostu porządne budownictwo. Niestety zamienione przez właścicieli w przechowalnie starych mebli lub gruzu bardziej przypominają śmietniki niż schrony. W sytuacji bombardowania niewielki będzie z nich pożytek. Jest czas - zadbajcie o to! Na koniec trochę z innej beczki. Niemcy mają robić zapasy wody i żywności na przynajmniej 10 dni. I robią. Są zdyscyplinowani i raz dwa spiżarnie zapełnili. A co z wami rodacy, macie zapasy? Nie bądźcie ignorantami. Zapasy w czasie pokoju można zrobić za kilkadziesiąt złotych. W czasie kryzysu będą na wagę złota.

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

      1. 11-09-2016 11:12

        Oceniono 5 razy 4 1

        - ccc: Prawie wszystkie obiekty Twierdzy Toruń są niezłymi schronami. Ja do takich kilkunastu mam najdalej kilkaset metrów. Jestem spokojny.

        Odpowiedz