Niektóre z mieszkań do wynajęcia to prawdziwe "egzotyki"

Małgorzata Oberlan 4 września 2016, aktualizowano: 04-09-2016 16:27

Szukający stancji studenci właśnie przemierzają ostatnie proste wiodące do mety. Co znajdą? Lokum „jak w psiarni” na bydgoskim Bocianowie czy zagrzybione królestwo przy ul. Sienkiewicza w Toruniu? Bywa różnie, o czym najlepiej świadczą relacje żaków. Początkowo sympatyczni właściciele potrafią zamienić się w surowych wizytatorów albo chytrusków, wyliczających centymetry sześcienne wody...

Fot.: rys. Łukasz Ciaciuch

Czarny pijar, jakiego doczekała się pani W. z Bydgoskiego Przedmieścia w Toruniu, nie jest raczej bezpodstawny. W facebookowej grupie „Toruń - mieszkania do wynajęcia” żadna ze stancji nie doczekała się tylu krytycznych opisów, skarg i komentarzy. Albo wynajmująca mieszkania studentom właścicielka trafiła wielokrotnie na niewdzięcznych lokatorów, albo jednak powinna uderzyć się w piersi...

Żacy, czyli pomioty szatana


- Okna dachowe przeciekały, pękał sufit, a na ścianach po miesiącu od oddania do użytku nowego mieszkania wyszedł grzyb. Dosłownie wszędzie! Pani W. powiedziała, że to nasza wina, bo suszymy pranie na suszarce w łazience, w kuchni gotujemy, a w pokojach nie wietrzymy... Wracaliśmy z uczelni zimą i zastawaliśmy grzejniki rozkręcone na maksa oraz otwarte okna. Siedzieliśmy potem w sześcioro w jednym pokoju, w dresach i pod kocami - opisuje pani Monika, która miała wątpliwą przyjemność mieszkać u pani W.


lokatorka z Bydgoskiego Przedmieścia w Toruniu: Gdy schowaliśmy obraz Matki Boskiej do szafy, właścicielka wpadła w histerię. Wyzwała nas od bezbożników i pomiotów szatana.


PRZECZYTAJ: Mieszkanie dla studenta - jak wynająć, żeby nie mieć problemów?

„Wizytowanie” mieszkań pod nieobecność lokatorów, wściubianie nosa w ich prywatne życie, obgadywanie, nieprzejrzyste (delikatnie mówiąc) rozliczanie rachunków za media, wreszcie - odmawianie zwrotu kaucji. Na to wszystko narzekają byli już lokatorzy. Pikantnym szczegółem pozostaje żarliwy katolicyzm pani W. i jego nieprzyjemne skutki.

- Gdy schowaliśmy obraz Matki Boskiej do szafy, wpadła w histerię. Wyzwała nas od bezbożników, pomiotów szatana i powiedziała, że nie chce takich ludzi w swoim domu - wspomina była lokatorka.

Niestety, rozstanie się w zgodzie z panią W. dla wielu nie było możliwe. By kobieta w ogóle przyjęła wypowiedzenie i zwróciła kaucję, uciekać musieli się nie tylko do pomocy rodziców, ale i kancelarii adwokackich.

Siku i hop pod prysznic!


Na takie pułapki trafić można jednak w każdym mieście. Podobnie zresztą, jak wszędzie jeszcze oferuje się studentom pokoje czy mieszkania z wystrojem w stylu głębokiego PRL-u. Wystarczy zajrzeć na bijącą rekordy popularności facebookową stronę „Chu...e mieszkania do wynajęcia”. Jej fanami jest już ponad 150 tysięcy osób.

Czego tu nie ma... Zdjęcia niektórych stancji wzruszają do łez. „Najpierw siku, a potem hop pod prysznic” - opisuje internauta fotkę klozetu, postawionego zaraz pod kabiną prysznicową.

„Centrum dowodzenia” - to z kolei opis pomieszczenia (naprawdę jednego!), w którym właściciel upchnął stół, szafki, kuchenkę z piekarnikiem, zlewozmywak, pralkę, wannę oraz sedes.

Nic to jednak przy zdjęciu z mieszkanka na gdańskim Wrzeszczu, opatrzonym komentarzem „Nawet Ikea nie proponuje tak radykalnych rozwiązań”. Tutaj właściciel do wyżej wymienionych sprzętów zdołał dołożyć jeszcze kabinę prysznicową!

- Wbrew pozorom jednak, studenci do wystroju i wyposażenia wcale nie przykładają największej wagi. Dla większości najważniejsze są cena i odległość od uczelni. Wewnątrz może być nawet babcinie albo w stylu „późnego Gierka” - mówi pani Agnieszka, doradca w biurze Filar Nieruchomości w Bydgoszczy.

Czy są jeszcze dzielnice strachu?


Warszawska Praga, łódzkie Bałuty, bydgoskie Szwederowo, toruńskie Bydgoskie Przedmieście - kiedyś to były dzielnice strachu. Szukający stancji omijali je, bojąc się trafić do miejsc, w których obcy mógł łatwo stracić portfel albo zęby.

Te miejskie legendy odbiegają już od rzeczywistości. - Szwederowo się zmienia. Owszem, dzielone jest jeszcze na gorsze (stare kamienice) i lepsze (nowe bloki i plomby), ale i te różnice pewnie się zatrą - przewiduje pani Agnieszka. - Niezbyt lubianą lokalizacją pozostaje u nas Bocianowo, nazywane też Londynkiem. Ale to nie ze względu na bezpieczeństwo, lecz stan budynków i gazowe ogrzewanie.

W Toruniu mieszkanie na Bydgoskim Przedmieściu dla wielu staje się prestiżem. Jest modne wśród studentów i ludzi z artystycznymi zamiłowaniami. Poza tym, urozmaicające zabytkowy krajobraz kamienic nowoczesne plomby do tanich nie należą.

- Niestety, na Bydgoskim Przedmieściu zostały jeszcze pewne rejony zasłużenie nielubiane. Myślę tu choćby o skrzyżowaniu ul. Mickiewicza z ul. Konopnicką. Działają tu obok siebie dwa sklepy (tej samej sieci, co ciekawe), oblegane przez amatorów tanich trunków. To, niestety, lokalna mekka takich osób, która bardzo szkodzi wizerunkowi okolicy - nie kryje Anna Lamers, pośredniczka nieruchomości z Torunia.

W Toruniu niezbyt dobrą sławą wciąż owiana jest Dębowa Góra, choć przy wiodącej doń ul. Batorego stancje są wynajmowane. Prawdziwa rewolucja dotknęła za to toruńskie lewobrzeże. Kiedyś dojazd do centrum miasta przez jedyny most był koszmarem i skutecznie zniechęcał do szukania tutaj mieszkań. Dziś, także za sprawą drugiej przeprawy przez Wisłę, to już nie jest kłopotliwe. Poza tym, deweloperskie inwestycje zmieniły wizerunek całej okolicy.

O cenach wynajmu mieszkań i wymaganiach


Co jest ważne dla studenta? Pomijając przypadki najzamożniejszych, których stać na wynajem komfortowych „M” blisko uczelni, żak zwraca uwagę na trzy sprawy.

- Cenę, podstawowe wyposażenie i niezależność. Wynajmowane w kilka osób mieszkanie powinno mieć podstawowe wyposażenie (student nie będzie przecież zwoził mebli i AGD), a cenowo oscylować w granicach 1000-1300 zł plus opłaty - wylicza pani Agnieszka z biura Filar Nieruchomości. - Najtańsze mieszkanie, jakie miałam ostatnio w ofercie, mieściło się w bloku z lat 80. na Kapuściskach. Miało dwa pokoje i typowo PRL-owski wystrój. Zainteresowanych jednak było mnóstwo, bo przyciągała cena: 800 zł plus opłaty. Takie gratki zdarzają się rzadko...

Jeszcze niedawno dla młodego człowieka jedną z najważniejszych rzeczy w lokalu było Wi-Fi albo dobra umowa z dostawcą internetu. - Dziś studenci aż tak o to nie pytają. Mają internet mobilny albo w komórkach - zauważa pani Agnieszka.

Toruńskie ceny od bydgoskich specjalnie się nie różnią. Zajrzyjmy do oferty jednego z najpopularniejszych biur obrotu nieruchomościami. Oko przykuwa tu 2-pokojowe apartament na Winnicy. Pełne, nowoczesne wyposażenie, miejskie ogrzewanie, kablówka, internet, winda, taras, blisko do centrum. „Dostępność dla studentów: tak”. Za takie cudo właściciel oczekuje 1400 zł miesięcznie. Do tego dojdzie jednak 300 zł czynszu, rachunki za media oraz 2000 zł kaucji.

Mniej, bo 850 zł dla właściciela, 350 zł czynszu, rachunki za media i 1200 zł kaucji zapłacimy na Rubinkowie II. Trudno uwierzyć, ale 36-metrowe mieszkanie jest dwupokojowe.

Na drugim biegunie cenowym są pokoje i pojedyncze miejsca w nich. Najtańsze miejsce - 270 zł od osoby plus media - znaleźliśmy w dwuosobowym pokoju blisko starówki. Zdjęcia dołączone do ogłoszenia są sympatyczne, ale w szerokim opisie jego zalet (markety, komunikacja, słonecznie) autor nawet nie zająknął się o tym, kogo jeszcze studenci spotkają w mieszkaniu. Bo jest ono 2-pokojowe...

W Bydgoszczy, tym razem za pomocą popularnej tablicy ogłoszeń w sieci, znaleźliśmy (jak nam się wydawało) gratkę. „200 złotych! Miejsce dla studentki w dwuosobowym pokoju. Bydgoszcz Fordon. Internet wliczony”. Prawda, że kusząco? Do tego zdjęcie lokalu w klimacie paryskiej bohemy: półmrok, fiolety, bujany fotel z wikliny, malownicze szale jako element dekoracji. Czar prysł po lekturze szczegółów. „200 zł plus opłaty 250 zł. Suma dotyczy jednej osoby”. Jak widać, łóżko w Fordonie kosztuje realnie 450 zł.

Galeria potworów (złośliwa)


Jeśli opierać się tylko na relacjach studentów, świat jest pełen nieprzyjaznych potworów - właścicieli. Ich typologię otwiera Skąpiec, który liczy ci każdy centymetr sześcienny wody z kranu i opieprza za odpalanie laptopa nocą (prąd!!!).

Dalej straszą Ciekawski i Cham. Pierwszy podsłuchuje, wypytuje, obgaduje i otwiera korespondencję nad parą. Drugi posuwa się jeszcze dalej. Pod nieobecność lokatora wchodzi do mieszkania czy pokoju i szpera po szafkach. Post factum wszystkiemu zaprzecza.

Agresor nie panuje nad emocjami. Wpada niezapowiedziany do mieszkania i awanturuje się, np. o zarysowany parkiet. Najgorszy jest jednak typ ostatni. To Oszust, który zawyża rachunki za media i nie oddaje kaucji.

Na zakończenie wróćmy do traumatycznych przygód toruńskich lokatorów, opisywanych na FB. Nawiasem mówiąc, wielu z nich ma zacięcie pisarskie.

- Jeśli właścicielka codziennie wchodzi do twojego pokoju podczas twojej nieobecności „sprawdzić, czy grzejniki się nagrzewają”, przy okazji ci coś poprzestawia, poskłada piżamę i pościeli łóżko, każe sobie płacić 8 zł za użycie pralki, nie chce palić w piecu, a wyzywa za użycie farelki, często rzuca niemiłe komentarze, zakazuje używania piekarnika „bo gaz dużo kosztuje”, gdy widzi światło na korytarzu, to schodzi i gasi, bierze twoją suszącą się bieliznę i rozwiesza w ogrodzie „żeby szybciej wyschły ci majteczki” i nie reaguje na prośby o więcej prywatności - rezygnuj! - dramatycznie apeluje Ewa z Torunia.

Wynajmowała pokój przy ul. Jaśminowej u miłej, starszej pani...

Z drugiej strony muru


Właściciele w pułapce

- Oczywiście, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Właściciele mieszkań o lokatorach również mają wiele do powiedzenia. W zeszłym tygodniu obszernie opisaliśmy najbardziej skandaliczne przypadki. Historie pani Katarzyny Bagińskiej, właścicielki kamienicy przy ul. Bankowej w Toruniu oraz pani Karoliny Modzelewskiej, właścicielki mieszkania w Toruniu, poruszyły wielu. Obie panie nie mogą korzystać ze swoich nieruchomości, bo „zagnieździli się w nich niepłacący lokatorzy. I nie pomogły im sądowe wyroki eksmisji. W każdym przypadku bowiem lokatorom przyznano prawo do lokalu socjalnego od gminy, która ich po prostu nie ma. W kolejce czeka się 6-8 lat.

To, oczywiście, historie skrajne. Proza życia przynosi nieco mniejsze kłopoty. Zaleganie z czynszem i opłatami za media, dewastowanie mieszkań, hałasowanie, przyjmowanie kłopotliwych gości - to zmory właścicieli, wynajmujących „M” i pokoje. Właściciele, podobnie jak lokatorzy, platformę porozumienia i wymiany informacji mają w sieci. „Nieuczciwi najemcy” - pod tym hasłem zakładają watki na forach internetowych czy grupy na Facebooku. Podobnie jak lokatorzy nie bawią się w ceregiele. Podają imiona, nazwiska, kwoty zaległości.

„Pani M. opóźnia płatności, a potem przestaje płacić w ogóle. Nie opuszcza mieszkania, pomimo podpisania wypowiedzenia. Doskonale zna prawo o ochronie lokatorów. Ucieka po cichu, po odłączeniu prądu. Policja na niej nie robi wrażenia” - opisuje pewien właściciel. Jak widać, traumy są po obu stronach barykady.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 04-09-2016 17:48

    Oceniono 2 razy 1 1

    - emeryt: popieram poprzedni artykol sprzataczka do wymiany na Okrzei 8 ploty i ploty ibrud

    Odpowiedz

  2. 04-09-2016 17:46

    Oceniono 1 raz 1 0

    - emeryt: a na Okrzei 8 pani administrator zasiedla patologie a mieszkaniach syf to ludzie nie dbaja i zyja jak zule brudasy a sprzataczka z tego bloku musi isc na kus sprzątania za ten czynsz 22zlm syf na klatkach pozdr wlascicieli lokatorzy

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 04-09-2016 16:54

      Oceniono 3 razy 0 3

      - okjlkj: piękny artykuł. dzięki, w końcu jest co czytać :) nie zgodzę się do tego typa czepiającego się o każdy metr 3 wody czy otwieranie grzejników czy liczenie prądu. to wszystko kosztuje :) a co do łazienki z prysznicem i toaletą obok siebie - a co w tym dziwnego? niektóre stare mieszkania nawet prysznica nie mają :/ rozumiem, dzisiejsza młodzież..., grzebanie po szafach to faktycznie porażka, ale pewnie szuka narkotyków czy nie mają bo zawsze to będzie wina po stronie własciciela. po co ma siedzieć we więzieniu. majteczki suszące się w domu - wilgoć, od tego są suszarnie w starych blokowiskach czy kamienicach gdzie nie ma balkonów.

      Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz