Hoduje ptaki śpiewająco!

Katarzyna Bogucka 4 września 2016, aktualizowano: 04-09-2016 18:00

Zdzisław Szczęśniak kochał egzotyczne ptaki, generał Marian Bondzior, jego przełożony, pszczoły. Panowie się rozumieli, więc pewnego dnia sto kanarków poleciało na wygnanie do jednostki...

Rajskie kolory i bajeczny śpiew w mieszkaniu i na działce państwa Szczęśniaków to zasługa amadyn wspaniałych, astryldów trzcionowych i kanarków.

Fot.: Filip Kowalkowski

Gdybyśmy do działkowego raju państwa Szczęśniaków w Borównie przyjechali kilka tygodni wcześniej, zastalibyśmy w gniazdach pisklęta kanarków wodnotokowych (pochodzą z Belgii), amadyn wspaniałych, astryldów trzcinowych (gatunek australijski), razem ponad pięćdziesiąt okazów. We wtorkowe przedpołudnie powitało nas śpiewem i trzepotem skrzydeł zaledwie...trzydzieści ptaszków. Maluchy dawno się już rozeszły. Najważniejsze, że przetrwały, bo pisklęta są bardzo wrażliwe. Niełatwo rozmnażać egzotyczne okazy. Nie tak dawno, jeden z kujawsko-pomorskich hodowców stracił ponad sześćdziesiąt piskląt i samic! Prawdopodobnie zdziesiątkował je wirus.


Wróćmy do kolorowej, pełnej życia, gromadki państwa Szczęśniaków. Każde lato ptaszki spędzają ze swoimi opiekunami na łonie natury. W zasadzie z opiekunem, bo ojcem tej hodowli jest od 1974 r. pan Zdzisław. Przez jego ręce przeszły setki kanarów. Żona Halina cierpliwie wspiera pasję męża (z naciskiem na słowo „cierpliwie”), choć, jak przyznaje z uśmiechem, z kanarkami czasem nie idzie wytrzymać w jednym mieszkaniu. Paradoksalnie chodzi o ich śpiew! Najtrudniej było na początku, ponad trzydzieści lat temu. - Dwa pokoje, dwoje dzieci i... setki ptaszków. Powiedziałam wtedy: „Albo kanarki, albo ja” - wspomina kryzysową sytuację małżonka hodowcy.

- Około sto ptaszków przeniosłem wówczas do jednostki wojskowej, bo pracowałem w wojsku - dopowiada dalszy ciąg historii pan Zdzisław. - Mój przełożony, generał brygady, pilot Wojska Polskiego Marian Bondzior hodował pszczoły. Rozumieliśmy się, dlatego bez problemu dostałem zgodę na stworzenie filii swojej hodowli w jednostce. Później zmienili się przełożeni, dzieci podrosły, przeprowadziliśmy się, nasze młode wyleciały z gniazda. Teraz mamy jeden pokój więcej... - Ten dodatkowy pokój stał się „gościnnym”, ja mam swoją czytelnię, mąż mieszka z ptaszkami - śmieje się żona.

Rytuał przy klatce


Trzeba zobaczyć ten kanarkowy pokój. Jedną ze ścian zajmują zbudowane przez stolarza regały. Można je w razie potrzeby zasłaniać. O tym, jak wielka to potrzeba, za chwilę. Kanarkom wystarczają niewielkie kwatery, amadyny i astraldy potrzebują dużo więcej przestrzeni. I potrzebują troski. Ptakami trzeba się opiekować, jak dziećmi. - Czystość to podstawa, dlatego nawet dwa razy dziennie zmieniam ściółkę, tzn. gazety, idealny podkład. Kolejna ważna sprawa - karma. Jest siedem rodzajów prosa, maluchom serwuje się żółko z biszkopcikami, dorosłe osobniki chętnie jedzą sałatę lodową, jabłka, albo mak, na lepsze trawienie. - wylicza hodowca. Podkreśla, że trzeba nieustannie dbać o zdrowie ptaków, pamiętać o szczepieniach, czasem o odrobaczaniu. Pasożyty zdarzają się u nabytków z hodowli niepewnych, nieprzestrzegających higieny.

Sporo czasu wymaga szkolenie kanarków. To cały rytuał, polegający na zasłanianiu i odsłanianiu klatek. Na widok światła ptaki zaczynają śpiewać. A przynajmniej powinny zacząć. Śpiewaków trenuje się kilka razy dziennie, w grupach. - Żartuję, że jestem jak trener sztafety sportowej, ale gdy wyjaśnię szczegóły, każdy przyzna, że coś w tym jest - mówi pan Zdzisław.

Ptasie zawody faktycznie przypominają na poły sportowe, na poły muzyczne szranki. Otóż ptaszki - cztery klatki, ustawione jedna na drugiej, jak w bloku - zasłania się, zaciemnia. Później sędzia odsłania poszczególne piętra. Ptaki mają pół godziny na rozśpiewanie się. Uwaga, musi zaśpiewać cała czwórka, inaczej sztafeta przegrywa. Opowieść o tym, jak kanarki powinny zaśpiewać, wyszłaby poza ramy tego tekstu. Za każdy tryl przyznawane są punkty. Kanarek wodnotokowy z ambicjami championa powinien zdobyć maksymalnie 120 punktów. Od kanarka harceńskiego wymaga się mniej, bo jedynie 90 punktów.

Chwilowa przyjemność


A teraz wymienimy rodzaje śpiewu w kolejności od najwyżej punktowanych dźwięków: klokowany turkot wodny - 12 pkt, przemienny turkot wodny - 9 pkt, kulkowany turkot wodny - 6 pkt, turkot basowy - 6 pkt, turkot stalowy - 9 pkt, flet - 9 pkt , mocne basy - 6 pkt , dzwonki - 6 pkt, dzwonek basowy - 6 pkt, bas fletowy - 6 pkt, tjonker - 6 pkt, szokiel - 3 pkt. Kanarkowy śpiew może mieć i ze 12 zwrotek, na zawodach wymaga się - zaledwie 10.

- Ich śpiew jest wspaniały, ale... tylko przez chwilę. O ile amadyny i astryldy tworzą swoimi trylami rajskie tło, przy którym bardzo dobrze się wypoczywa, czyta, o tyle kanarki potrafią być nie do zniesienia - zaznacza pani Halina. - W dodatku starają się ze wszystkich sił przekrzyczeć inne dźwięki, np. muzykę czy dzieci bawiące się na zewnątrz. Nie lubią konkurencji w śpiewie.

Co zrobić, skoro kanarki przychodzą na świat z instynktem muzycznym. Najlepiej uczą się w zespołach, pod okiem starszych doświadczonych osobników.

- Szkolenie młodych trwa miesiąc. W grupie najłatwiej wyłapać, że jeden kanarek ma słabe basy, a drugiemu szwankuje turkot. Trzeba wybrać śpiewaków najlepszych z najlepszych - zaznacza hodowca. Przeznacza na te ćwiczenia co najmniej kilka godzin dziennie. Raz po raz zasłania klatki, odsłania je, nasłuchuje. Dźwięki przekładają się na uznanie jurorów i na wycenę ptaków. Najlepsi pokonkursowi śpiewacy są warci 500, 700 złotych. Kanarka samca (jasnożółte upierzenie) można nabyć do amatorskiej hodowli taniej, bo za ok. 150 złotych, a samiczkę (kolor bladożółty) za 100 złotych.

W domu państwa Szczęśniaków jest jeden kanarek, który doczekał się miana rezydenta. Żaden z ptaszków nie ma imienia , bo ich rotacja jest zbyt duża, powiedzmy, że to „Uciekinier”. Już dwukrotnie wydostał się z klatki podczas pobytu na działce. I sam dwa razy do tej klatki wrócił. Po raz pierwszy, by się po prostu najeść i znów odlecieć. I po raz drugi, ot tak, zwyczajnie, jak się wraca do domu. Na myśl o tym, ile w okolicy dzikiego drapieżnego ptactwa, aż trudno uwierzyć, że ta około trzydekagramowa drobina z żółtymi piórkami przetrwała kilka godzin w leśnych zaroślach. A trzeba też wiedzieć, że kanarki są bardzo bojaźliwe, potrafią umrzeć ze strachu na zawał serca, gdy się je złapie w rękę. „Uciekinier” okazał się być wyjątkowy. Przetrwał. Nagroda - stały meldunek!

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.