Do spiżarni, marsz! Poznajcie preppersów, którzy uczą survivalu na wypadek wojny i kataklizmu

Katarzyna Bogucka 25 sierpnia 2016, aktualizowano: 28-08-2016 11:51

W piątek w Magazynie Expressu Bydgoskiego: Obywatele, bierzcie sprawy w swoje ręce. Zgromadźcie wodę, mąkę, kasze, makarony. Wiecie, gdzie są schrony? Miejcie w pogotowiu baterie, latarki. Nic się nie zmarnuje. A nuż życie uratuje?

Fot.: Jacek Smarz


Nie wystarczy kilka kompotów i dżemów. Nie wystarczą do połowy wypalone świeczki. Żeby przetrwać dziesięć dni bez zakupów, bez wody, gazu i prądu, potrzeba zapasów, ale zrobionych z głową!


Do takich zachęcał ostatnio swoich obywateli niemiecki rząd. Polski - w oficjalnych dokumentach Centrów Zarządzania Kryzysowego - radzi, by zgromadzić żywność, wodę i leki na co najmniej trzy dni.

To, zdaniem specjalistów, śmiesznie mało. - Przeraża mnie, że, mówiąc bez ogródek, nasz rząd olewa obronę cywilną i wcale nie zachęca ludzi do gotowości na czas kryzysu.

Jeśli rząd każe mi się przygotować na trzy dni, ja, na wszelki wypadek, wolę się zabezpieczyć na nieco dłużej - mówi Sławomir Nizner, prezes Fundacji im. Erazma z Rotterdamu, która stworzyła ogromny projekt „Preppers Poland” i zaprasza na warsztaty z survivalu, pierwszej pomocy, zachowania się w sytuacjach kryzysowych, strzelania z łuku oraz broni palnej.

- Woda. Woda jest najważniejsza (przynajmniej trzy litry dziennie do picia na osobę - o higienie na chwilę zapomnijmy; przechowywać w ciemnym, chłodnym pomieszczeniu), ale równolegle z lekami - podkreśla nasz rozmówca. - Bez jedzenia bądź przy zmniejszonej racji żywnościowej przetrwamy dziesięć dni, ale bez niektórych leków - nie.

Zakładając, że kryzys chcemy przetrwać w mieszkaniu, zalecam, by mieć pod ręką tabletki rozkładające odchody. Używa się ich w kamperach, przenośnych toaletach. Do kupienia m.in. w sklepach turystycznych.

Pamiętajmy, że spłuczka będzie pusta. Warto też zadbać o dobrą wentylację pomieszczeń, o ich ogrzanie lub ochłodzenie, w zależności od pory roku, w której będzie nas trawił nas kryzys. A w razie potrzeby ewakuacji z mieszkania, niekoniecznie przez drzwi, przyda się też mocna lina i uprząż .

Preppers radzi, by dla własnego bezpieczeństwa zawczasu poznać drogi ewakuacyjne z budynku i sprawdzić wszystkie trasy wiodące do schronienia - bo takowe mieć powinniśmy - oczywiście także z zapasem wody, żywności i sprawną kuchenką na gaz propan - butan. Radzi też, by regularnie ćwiczyć.

- Nie ma co liczyć na próbne ewakuacje, inicjowane przez urzędników, ale przecież można - i trzeba - ćwiczyć z rodziną, ze znajomymi, np. błyskawiczne pakowanie najważniejszych rzeczy i wyjście z domu przy okazji wyjazdu na działkę czy na wycieczkę. Ta sprawność może się przydać nie tylko w czasie czegoś w rodzaju Armageddonu, ale i podczas lokalnych zdarzeń typu pożar, powódź.

Zupełnie nie na marginesie Sławomir Nizner mówi też o konieczności posiadania broni. Do samoobrony.

Bardzo ważny termin


Czy w pakiecie podręcznym Jacka Zacharka (EDC - ekwipunek dnia codziennego), preppersa z Kowalewa Pomorskiego, jest broń? Tego nie wiemy, ale wiemy, że na pewno jest w nim żywność liofilizowana, czyli suszona po zamrożeniu, podzielona na racje wojskowe (całodobowe).

- Wystarczy dodać do koncentratu wodę, by uzyskać pełnowartościowy posiłek - zachwala produkt znawca. Przekonuje, że to dobra alternatywa dla tradycyjnych zapasów babcinych, cennych i potrzebnych, ale jednak do wykorzystania na miejscu. Co do wody, zdaniem Jacka Zacharka, najlepsza będzie ta najtańsza, oferowana w pięciolitrowych butlach. Jest najmniej przetwarzana i wzbogacana, a więc ma długą trwałość.

- Termin ważności to podstawowy termin w szkole przetrwania. Racjonalna gospodarka magazynowa polega na prowadzeniu czegoś w rodzaju rejestru - z odnotowaniem dat ważności. Zjada się to, co za chwilę straci ważność, ale puste miejsce natychmiast uzupełniamy. W spiżarni musi być ruch! Uwaga na zatrucie!

Wojskowa racja całodobowa (można je kupować m.in. w sklepach militarnych, kosztują od 20 zł) Jacka Zacharka. Posiłek A: pasztet turystyczny, fasola po bretońsku, miód, koncentrat napoju herbacianego o smaku cytrynowym, pieczywo chrupkie. Posiłek B: karkówka w sosie warzywnym, suchary, koncentrat napoju herbacianego truskawkowy, cytrynowy, kawa rozpuszczalna, cukier, cukierek z kawą naturalną, cukierek z witaminą C. Dodatki: serwetki nawilżone, guma do żucia, środek do dezynfekcji wody, itd. Czteroosobowa rodzina pana Jacka, dzięki 30 całodobowym racjom, przetrwa dobry tydzień. W odwodzie są jeszcze zaprawy robione przez mamę, a także kasze, ryże, makarony, maka, ziemniaki, które w każdym domu powinny czekać na swoją kolej.

W ciężkich czasach przyda się własne ujęcie wody (pompa, studnia), ale i z tym można sobie poradzić.

- Chociaż mieszkam poza miastem, własnej wody nie mam, ale wiem, gdzie jej szukać w terenie i jak ją zdezynfekować - mówi preppers z Kowalewa. Podkreśla, jak ważne jest rozmieszczenia ważnych przedmiotów w domu, np. baterii, latarek, butli z gazem (niezbędnej do kuchenki turystycznej).

- Nauczyliśmy się w rodzinie, że mamy jedno stałe miejsce przechowywania źródeł energii. Zawsze w tym samym miejscu czekają lampy chemiczne (świecą po przełamaniu, można zająć nimi dzieci, gdy są zszokowane nagłymi ciemnościami), świeczki, latarki, baterie, itp. Ten porządek naprawdę się przydaje w kryzysowym momencie.

Poprawka w szkole przetrwania


Po tym pouczającym instruktażu czas zajrzeć do własnej spiżarni. Pisząca te słowa złamała wszelkie survivalowe zasady i bez pomocy nie przetrwałaby trzech dni. Woda mineralna - akurat się skończyła, a zalecenie jest takie, by mieć zgrzewkę, gdy poprzednia prawie się kończy.

Latarka, nie wiedzieć czemu, leży w schowku na narzędzia na strychu. Świece - jakieś poimprezowe ogryzki - znaleźć można (a w ciemności nie znaleźć nigdy) w dwóch szafkach. Reputację domorosłego preppersa mogłyby uratować trzy pudełka zapałek. Niestety... Siarki na główkach jest tyle, co kot napłakał.

Drzazgi wcale nie chcą się palić, a warstwa do pocierania niemal natychmiast się zdziera od pocierania. Dwie zapalniczki ledwo dają nikły płomyczek. W spiżarni też biednie. Kilogram makaronu, trzy puszki pomidorów, kilka słoików grzybków w occie, dżemy, kompoty. I nic konkretnego.

Co prawda zamrażalnik kryje jakieś zapasy, ale gdyby zabrakło prądu (a zakładamy, że nie trwa siarczysta zima), trzeba by zjeść wszystko w tym samym dniu albo wyrzucić. Na plus zaliczyć można posiadanie kuchenki turystycznej, na minus... brak nabojów z gazem. Jedyną opcją ratunkową pozostaje więc ucieczka na wieś i gotowanie na kuchni węglowej, uprzednio upolowawszy coś... Zadanie na najbliższy tydzień - uzupełnienie spiżarni i produktów pierwszej, kryzysowej potrzeby. Wcale nie na wypadek wojny. Tak dla spokojności...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-08-2016 13:07

    Oceniono 1 raz 1 0

    - sentinel: Wszystko dobrze, za wyjątkiem zdjęcia. Tak przygotowany preppers, jak na zdjęciu, idzie pierwszy do odstrzału. Z założenia facet w kamuflażu ma walczyć a nie wałęsać się po mieście.

    Odpowiedz