Słynny polski gracz - spekulant z USA: Lepiej być szczęściarzem niż mądrym

Aneta Radziejowska 15 sierpnia 2016

ZENON KOMAR, gracz giełdowy, ekonomista, dydaktyk, bankier inwestycyjny. W USA od 1966 roku. Pomagał tworzyć Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, szkolił pierwszych maklerów i doradców. Społecznik. Był szefem banków i dyrektorem Kongresu Polonii Stanów Zjednoczonych.

Zenon Komar: - Giełda to nie hazard i nie kasyno (jak wyraził się kiedyś Donald Tusk). Na giełdzie możesz postawić sobie realny cel i konsekwentnie do niego dążyć

Fot.: Wikipedia


Wiem, że przybył Pan do mieszkającego w USA od wielu lat taty w odwiedziny i już został. Co Pan tam wtedy robił?


Do Nowego Jorku przyleciałem w maju 1966 roku i kiedy zobaczyłem Manhattan, jak wiele osób przede mną i po mnie, poczułem się nowojorczykiem i praktycznie od razu zdecydowałem, że zostanę. Miałem tu grupę kolegów, muzyków, chodziliśmy więc słuchać jazzu, jeździliśmy na Harlem, żeby poznać innych wykonawców, trochę szaleliśmy. Oni stworzyli zespół, a kiedy perkusista złamał rękę, zastąpiłem go. Potem zacząłem grać także na gitarze, występowaliśmy w klubach.


Co się stało, że nie poszedł Pan tą drogą?
Cóż mogę powiedzieć... są muzycy i muzycy, są aktorzy i aktorzy. Większość dorabia w innych zawodach, np. w restauracjach. W 1966 roku Dizzy Gillespie zarabiał tyle samo co ja, około 25-50 dolarów za chałturę, czyli za mało. Już we wrześniu udało mi się dostać pracę na nowojorskim uniwersytecie. Otwierałem rano halę komputerową i pomagałem studentom zaliczać kurs programowania, rok później na Uniwersytecie Alberta Einsteina pracowałem już jako informatyk, a dwa lata później na giełdzie nowojorskiej jako analityk.

Czytaj także: Wysokie wyceny akcji wicemarszałka


I tam zaczął Pan grać na giełdzie?
I tam zacząłem. Z 500 dolarami w kieszeni pobiegłem do maklera, który, jak się okazało, nie otwierał rachunków poniżej 100 tysięcy. Nie było rady, zainwestowałem samodzielnie, rozmnożyłem moje pieniądze i szybko uznałem, że mam nadzwyczajny talent. Wziąłem więc pożyczkę z banku. I wszystko straciłem.


Lubi Pan wspominać?
Nie. Lubię teraźniejszość, nie tęsknię za tym, co już minęło. Choć ciągle pamiętam najlepsze na świecie napoleonki cioci Wisi. Jestem zodiakalnym Baranem. Przynoszę światu wiosnę, a wraz z nią rezurekcję życia, ożywienie przyrody. I tak, jak Baran Zorba... wstydzę się, że jestem stary, robię wszystko, co mogę, żeby nikt tego nie zauważył, skaczę, tańczę, bolą mnie nerki, jednak tańczę dalej, w głowie mi się kręci, wszystko wiruje wokół, ale nie poddaję się i udaję, że to niby nic.


Dobrze, wróćmy więc w dzisiejsze realia. Czy należy bać się Trumpa?
Jestem przekonany, że Trump przegra wybory, więc jeszcze się go nie boję. Boję się Kaczyńskiego. Zresztą język obu jest podobny, przewrotny, atakujący, z tym, że Trump bardzo często zmienia swoje poglądy, więc tak naprawdę nie wiemy do końca, jakie one są.


Jak Pan ocenia sytuację w Polsce i na świecie?

Nie napawa optymizmem, jak łatwo zauważyć, ale warto dodać, że rzadko kiedy czuliśmy się bezpiecznie. Ciągłe naruszanie terytorialnej przes-trzeni powietrznej państw bałtyckich, skandynawskich czy Turcji przez Rosję oraz wysp chińskich przez USA to igranie z ogniem i może skończyć się tragicznie dla nas wszystkich. 65 milionów uchodźców, kolosalne zadłużenie i brak wzrostu gospodarek świata skutkujące bezrobociem to kilka problemów czekających na rozwiązanie. Dzisiaj wyglądają na nierozwiązywalne. Warto więc zapamiętać, że kilka lat temu tzw. eksperci z Goldman Sachs przewidywali, że olbrzymi popyt na ropę naftową spowoduje jej notowania powyżej 250 dolarów za baryłkę, co z kolei miało zapowiadać ogólnoświatową depresję. Na początku 2016 r. ropa była notowana poniżej 30 dolarów. Strach przed nieznanym jest wielki. Życie pisze lepsze scenariusze od tych nawet najbardziej wymarzonych. Kto by ćwierć wieku temu przypuszczał, że dzisiaj Polska będzie częścią NATO czy UE lub że na koniec sezonu 2015 Agnieszka Radwańska wygra finał WTA w Singapurze. A dziś mamy Adama Nawałkę i najlepszą od lat 70/80. ubiegłego wieku drużynę piłki nożnej.

Zenon Komar: Sam uważam, że lepiej być szczęściarzem niż mądrym. Dla mnie najważniejsze w życiu jest wyzbycie się strachu, zwątpienia i poczucia winy



Ma Pan za sobą mnóstwo doświadczeń, obserwacji, wyborów. Co jest najważniejsze w życiu?
Biblia wzmiankuje o wierze i nadziei, ale jednoznacznie opowiada się za miłością. Przede wszystkim do siebie, a następnie bliźniego swego. Mamy go kochać. Nie tylko w kościele w momencie przekazywania sobie znaku pokoju, ale również i przede wszystkim poza nim. Żydowskie przysłowie uczy, że lepsza jest uncja szczęścia niż funt złota. Napoleon uważał, że najważniejszy w życiu jest łut szczęścia. Nim awansował żołnierza na wyższe stanowisko, zawsze pytał, czy jest szczęściarzem. Nigdy nie zatrudniał człowieka, który uważał, że go nie ma. Dlaczego? Bo myśli zamieniają się w czyny. Sam uważam, że lepiej być szczęściarzem niż mądrym. Dla mnie najważniejsze w życiu jest wyzbycie się strachu, zwątpienia i poczucia winy. I arcyważne jest przebaczenie, które przynosi spokój wewnętrzny. Przebaczenie bezwarunkowe. A nie pod warunkiem przyznania się do winy i wymiaru kary.


Na konferencjach z Pana udziałem trudno zdobyć miejsce, uważany jest pan za „guru polskiej giełdy”. Czy dla tzw. przeciętnego człowieka jest możliwe przyswojenie i wykorzystanie czegoś z tej wiedzy w praktyce?

Tak, wszystkim zawsze powtarzam, żeby uczyli się samodzielnie zarządzać swoimi pieniędzmi. To podstawa. Obecnie, jak nigdy wcześniej, można korzystać z szerokiego wyboru technologii, ułatwiających dostęp do giełd. Nie należy liczyć na to, że wygra się zawsze, to po prostu nierealne. Ale stosując konsekwentnie sposoby opisane w moich książkach, każdy ma szansę zarobić w ponad 70 proc. transakcji. Nie ma znaczenia, kiedy zaczniesz się uczyć gry na giełdzie, ważne, żeby zacząć i zdobyć doświadczenie. Giełda to nie hazard i nie kasyno (jak wyraził się kiedyś Donald Tusk). Na giełdzie możesz postawić sobie realny cel i konsekwentnie do niego dążyć. Graj często, ale małymi stawkami.


Oprócz giełdy interesuje się Pan sprawami polskiej polityki, śledzi polską prasę i jest na bieżąco z tym, co się dzieje, mimo że mieszka pan w USA ponad pół wieku.
Współczesny emigrant wcale nie musi być oderwany od tego, co się aktualnie dzieje w kraju, z którego pochodzi. Ja w dodatku bywam w Polsce, miewam wykłady, spotykam się ze znajomymi, mam swoje własne obserwacje. Identyfikuję się z poglądami Władysława Frasyniuka, Jerzego Stępnia, Rafała Olbińskiego, Janusza Gajosa, Roberta Biedronia, Sławomira Sierakowskiego, Grzegorza Sroczyńskiego i wielu innych „rebeliantów”. Mahatma Gandhi powiedział: „Najpierw cię ignorują, potem się z ciebie śmieją, następnie z tobą walczą, a na koniec to ty wygrywasz”. To ku pokrzepieniu serc.


Teczka osobowa Zenon Komar


W 1961 roku rozpoczął studia na SGPiS w Warszawie, które ukończył w 1966 r. Zaraz potem wyjechał do USA, by spotkać się z ojcem, i został tam na stałe.

Na uniwersytecie nowojorskim zainteresował się informatyką, na giełdzie nowojorskiej zaczął swoje pierwsze spekulacje. Piastował stanowisko wiceprezesa w banku komercyjnym Irving Trust, a następnie w bankach inwestycyjnych Kidder Peabody oraz Smith Barney Shearson. Na początku lat 90. był jednym z doradców uczestniczących w tworzeniu GPW i prowadził w Warszawie kursy dla pierwszej generacji maklerów i doradców inwestycyjnych.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.