Rapowe kazania księdza Jakuba

Paweł Gzyl 6 sierpnia 2016, aktualizowano: 08-08-2016 09:55

Gdy pierwszy raz poszedł wystrojony w raperski uniform do seminarium złożyć papiery, wyrzucono go za drzwi. Ale nie odpuścił. Okazało się, że jednak można głosić Ewangelię przez hip-hop. Ksiądz JAKUB BARTCZAK to ciągle udowadnia.

Ksiądz Jakub Bartczak - pogodził Pismo Święte z hip-hopem

Kiedy umieścił swój pierwszy teledysk w Internecie, mieszkanka Lublina napisała w komentarzu, że nie poszłaby do takiego księdza do spowiedzi. Bardzo go to zabolało. „Chciałbym być w jego parafii” i „A ja mieć takiego nauczyciela religii” - napisali z kolei inni. Za wideo podziękowała też katechetka ze Skarżyska, twierdząc, że dzięki niemu jej uczniowie zauważyli, że w Biblii są bliskie im treści. Wszystko wskazuje więc na to, że wikariusz wrocławskiej parafii świętej Elżbiety, Jakub Bartczak, podjął dobrą decyzję, stając się powszechnie dziś rozpoznawalnym księdzem raperem.


Pozytywny raper




Wychowywał się z bratem w niepełnej rodzinie na jednym z wielkich osiedli. Mama była bardziej zadowolona, kiedy jej synowie biegali po podwórku za piłką, niż gdy zmienili zainteresowania i zaczęli słuchać w domu muzyki hiphopowej, od której aż dudniły ściany.

- Jestem po prostu dzieckiem swoich czasów. Wszyscy mniej czy bardziej słuchaliśmy w latach 90. hip-hopu. Wychowywałem się na wrocławskim Biskupinie, który wydał całkiem sporo wykonawców tej muzyki. My również mieliśmy z kolegami zespół. Nagraliśmy dwie płyty i demówkę. Taka dość typowa podwórkowa zajawka - wspomina ksiądz w rozmowie z serwisem NaTemat.

Nigdy jednak Kuby nie ciągnęło do agresywnego gangsta rapu (fascynacja swobodnym seksem, zażywaniem narkotyków i przestępczą działalnością). Jego ulubionymi wykonawcami byli Amerykanie, specjalizujący się w pozytywnym rapie - A Tribe Called Quest, Jungle Brothers czy Jurassic 5.

Młody Kuba ubierał się jak na hiphopowca przystało: czapeczka z daszkiem do tyłu, luźna koszulka i opuszczone w kroku spodnie. Tak chodził też z bratem do kościoła na niedzielne msze, bo żywą wiarę przekazała im mama. Mimo że obaj byli lubiani na osiedlu, mieli wielu znajomych i kręciły się wokół nich dziewczyny, starszy odczuwał coraz większy głód kontaktu z Bogiem.

- Zacząłem wtedy częściej chodzić do kościoła, zagłębiać się w to. Bardzo mi zależało na relacji z Panem Bogiem. Ksiądz w konfesjonale zapytał mnie, czy nie chciałbym pójść do seminarium. Wtedy poczułem wielkie pragnienie. Wydało mi się to jednak niemożliwe. No bo jak? Szerokie spodnie, łysa głowa... - mówił w rozmowie z kwartalnikiem „esPe”.


Droga do Boga



Gdy pierwszy raz poszedł wystrojony w raperski uniform do seminarium złożyć papiery, został wyrzucony za drzwi. Ale nie odpuścił. Po raz drugi dokumenty złożył za niego znajomy ksiądz. I Kuba został przyjęty. Ze względu na otwarty charakter początkowo nie było mu łatwo w seminarium. - Na początku miałem wylecieć. Później była jeszcze przygoda z dziewczyną, ale to był moment oczyszczenia. Musiałem podjąć decyzję, zadeklarować się. Teraz dziękuję Panu Bogu, bo wiem, co straciłem, ale też co zyskałem. W pewne relacje, będąc kapłanem, nie wchodzę. Mam z tym teraz trochę łatwiej, bo doświadczyłem tego wcześniej. Na piątym roku przestraszyła mnie z kolei sama decyzja. Chciałem odchodzić, bo bałem się przysięgać, zobowiązać się. Będą hiphopowcem, doceniasz wolność. Przysięga jest na całe życie - celibat, pewien styl życia… To było przerażające - dodał we wspomnianej rozmowie.

Ostatecznie powołanie wygrało. Młody ksiądz początkowo zrezygnował z rapu, bo myślał, że nie da się pogodzić kapłańskiej posługi z hip-hopem. Jednak miłość do muzyki nie chciała zgasnąć, pomyślał, że mógłby spróbować rapować o wierze. W Ameryce podobną drogę przeszli słynni raperzy - MC Hammer i Rev Run z Run DMC. Ks. Jakub najpierw poszedł ze swym pomysłem do kurii, aby uzyskać zgodę przełożonych. Tam przyjęto go entuzjastycznie. Wrzucił więc do Internetu teledysk do piosenki „Pismo Święte”. Potem pojawiły się następne, a ostatecznie cała płyta z rapowymi kazaniami. Młodzież przyjęła inicjatywę księdza entuzjazmem.
Ksiądz Jakub Bartczak - pogodził Pismo Święte z hip-hopem

fot. archiwum prywatne

Ksiądz Jakub Bartczak - pogodził Pismo Święte z hip-hopem

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.