Nasz pierwszy olimpijczyk. Niezwykłe losy boksera z Inowrocławia [CZ. 2/2]

Krzysztof Błażejewski 7 sierpnia 2016

W drugim dniu olimpiady Świtek w białej koszulce i czerwonych spodenkach wyszedł na ring. „Zawody odbywały się w hali Velodrome d’hivier, gdzie mieścił się tor wyścigów rowerowych - relacjonował działacz PZB, Jan Baran.

Bokser Eugene Bullard w towarzystwie dyrektorów szkoły boksu Adama Świtka (z prawej) i Pawła Szydły

Fot.: Narodowe Archiwum Cyfrowe

- Na walkę trzeba było czekać długo, niekiedy do północy, co było bardzo męczące dla zawodników, gdyż upał był nie do zniesienia. Przytem, co było jeszcze fatalniejszą rzeczą, pozwalano palić publiczności, to też zawody odbywały się w obłokach dymu”.


Decydujący cios w szczękę



Naprzeciwko Świtka, w drugim narożniku stanął Amerykanin Tim Haggerthy. „Świtek z początku usiłuje atakować, wkrótce jednak inicjatywa przechodzi do przeciwnika. Świtek ładnie się broni, otrzymuje wszakże przy samym końcu pierwszej rundy decydujący cios w szczękę. Świtek na podłodze. Sędziowie wstrzymują dalszą walkę i ogłaszają Haggerthy’ego za zwycięzcę” - relacjonował reporter „Stadjonu”, Wiktor Junosza-Dąbrowski.

Tak zakończyła się pierwsza i jedyna walka boksera z Inowrocławia na olimpijskim ringu. „Powiedzmy otwarcie. To był blamaż. Wystawienie zawodnika do olimpijskiego turnieju było przedwczesne” - krótko skwitował występ Świtka Jan Baran.

Haggerthy w następnej walce znokautował, ale w drugiej rundzie, Jana Ertmańskiego, który miał w pierwszej serii wolny los. W kolejnej walce Amerykanin przegrał z Kanadyjczykiem Lewisem, wylądował poza strefą medalową.

Olimpijska porażka nie załamała jednak inowrocławianina. Dalej walczył, odnosił sukcesy na lokalną, paryską miarę. Pogodzić pracę z treningami było mu jednak trudno.

- W roku 1925 bawili w Paryżu polscy bokserzy Kwiatkowski i Konarzewski, z którymi trenowałem w „Cercle de la boxe”, następnie, po intensywnym treningu, przeszedłem do obozu zawodowców - zwierzał się Świtek w 1928 roku „Przeglądowi Sportowemu”.

Na zawodowym ringu szło mu ze zmiennym szczęściem, wygrał 13 walk, ale były też i przykre porażki. Przeniósł się do szkółki „Lebreton”, m.in. stoczył dwie walki w Polsce, w 1926 roku w Warszawie (przegrał przez tko w 2 r.) z Anglikiem Natem Brooksem i w 1927 z samym Eddie Ranem w Łodzi.

W 1928 roku na dłużej przyjechał do Polski. Objął posadę trenera w „Sokole” w Łodzi, marzył o stoczeniu serii walk w Polsce i rozpropagowaniu profesjonalnego pięściarstwa w naszym kraju. 20 stycznia 1929 w Łodzi w walce o zawodowe mistrzostwo Polski w ostatniej, jak się później okazało, swojej walce na zawodowym ringu ponownie uległ przez nokaut Ranowi w II rundzie. Wtedy to Edward Fiszmajer („Eddie Ran”) ruszył na podbój USA, a w Polsce zawodowcy zeszli z ringu. Ta wersja pięściarstwa nie przyjęła się u nas.

Świtek wrócił do Paryża, zabrał się za trenerkę. W 1930 roku porozumiał się z Pawłem Szydło i otwarli szumnie reklamowaną „Polską szkołę boksu” w Paryżu. Przetrwała tylko trzy lata. Współwłaściciele pokłócili się tak mocno, że Szydło wyjechał do Polski już na stałe. Dalsze losy Świtka nie są już znane. Wiadomo jedynie, że zmarł w Paryżu w 1960 roku.

Aby wrócić do pierwszej części artykułu kliknij: TUTAJ

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.