"Radosna szkoła" - place zabaw i nieuczciwa konkurencja

Grażyna Ostropolska 7 sierpnia 2016

Walka o kasę potrafi spaczyć najszczytniejszą ideę, a pomysłowość ludzka nie zna granic. Tak też się stało z rządowym programem budowy placów zabaw „Radosna szkoła”, który obrodził w nieuczciwą konkurencję. Również w naszym regionie.

Takich placów zabaw jak ten powstają w miastach dziesiątki, także w ramach funduszu obywatelskiego

Fot.: Tomasz Czachorowski

Nie mamy szans wygrać przetargów na budowę placów zabaw, bo część projektów, zleconych przez samorządy, wygląda na ustawki. Opisuje się w nich szczegółowo parametry urządzeń, wskazujące na konkretnego producenta - skarżą się przedsiębiorcy z naszego regionu.


Chcieliby wiedzieć, czym kieruje się urzędnik, wysyłając zapytania ofertowe (przy zamówieniach poniżej 30 tys. euro) do kilku, często tych samych projektantów, choć podobnych biur są setki. I dlaczego nikt nie sprawdza firm, startujących w przetargach (zlecenia powyżej 30 tys. euro), w których liczy się najniższa cena za projekt.

Pomysł, by przy każdej szkole z oddziałem przedszkolnym powstał plac zabaw, chwycił, bo połowę wydatków na ten cel (w latach 2009 - 2014 w ramach programu „Radosna szkoła”) refundowało państwo. Samorządy na potęgę organizowały przetargi, a więksi producenci zabawek wypuścili do łapania zleceń szwadrony swoich najlepszych handlowców. Ci za zgodą i na koszt pracodawcy kupowali upadłe spółki, rejestrowali w nich „usługi architektoniczne” i stawali do przetargów na projektowanie placów zabaw. Tam, gdzie jedynym kryterium była cena, wygrywali, bo to ich

oferta była najtańsza.



Mogli sobie na to pozwolić, bo... - Jak producent wystartuje z ofertą - kilkaset złotych za dokumentację projektową, to liczy, że odbije sobie tę stratę, sprzedając zamawiającemu urządzenia na plac zabaw - tłumaczy nam pani Agnieszka. Uważa, że rozsądna cena to minimum 2 tys. zł za projekt. Prowadzi firmę, gwarantującą kompleksową obsługę inwestycji, w tym projekty, więc w przetargach na place zabaw też startuje. - Zdarza się, że na budowę przychodzi jakiś producent, proponując mi pieniądze za zamianę urządzeń na te z jego marką i namawia do podpisania z nim umowy o współpracy, ale świadomość, że realizuję zamówienie publiczne i nie mogę sobie sama łba ukręcać, skutecznie mnie przed tym powstrzymuje - zaznacza.

Przyglądamy się jednemu z przetargów, organizowanych przez UM w Toruniu. Dotyczył on wykonania dokumentacji projektowych budowy placów zabaw przy sześciu szkołach. Startowało w nim 17 firm. Wygrało studio projektowe z Bydgoszczy z ceną 4800 zł brutto, ale... - Nie zgłosiło się do podpisania umowy, więc powtórzyliśmy procedurę i wygrała spółka Sealena z ceną 7 970 zł - informuje Marcin Maksim, dyrektor Wydziału Inwestycji i Rozwoju w toruńskim magistracie.

Wystarczy poserfować w Internecie, by odkryć, że Sealena, jak i kolejna spółka, startująca w tym samym przetargu, Play Planet, to

marketingowy wykwit

czeskiej firmy „H”, znanego producenta placów zabaw, z siecią dystrybutorów w Warszawie i Gdańsku. Spółka Play Planet, która do niedawna wynajmowała lokal w Bydgoszczy, reklamuje się w Internecie jako przedstawiciel „H” na Polskę, a z Sealeną, która wygrała przetarg na zaprojektowanie placów zabaw dla 6 toruńskich szkół, łączyła ją wspólna siedziba i osoba prezesa R. Z zapisów w KRS wynika, że przez krótki okres prezesurę w Sealenie przejął pan B. właściciel udziałów w kilku spółkach na terenie Polski (m.in. tartaku w Przybrodzinie na działkach, którego, jak ustaliliśmy, nigdy tam nie było). Przestał być prezesem Sealeny tuż po rozstrzygnięciu toruńskiego przetargu, a po Sealenie nie ma w Bydgoszczy śladu. W drzwiach pokoju nr 109 budynku przy ul Szajnochy, który zajmowały obie spółki, tkwi pakiet nieodebranej korespondencji z ZUS i „skarbówki”. - Tam od dawna nikogo nie ma - słyszymy od sąsiadów.

Udaje się nam telefonicznie skontaktować z panem R. - Nadal pracuje dla „H” i nie ukrywa na czym polega jego praca. - Nie tworzymy biur projektowych, tylko spółki współpracujące z architektami, którzy doceniają jakość urządzeń „H” i chętnie umieszczają je w projektach - tłumaczy, a na pytanie, czy to uczciwe, by przy zamówieniach publicznych architekt kroił projekt pod konkretnego producenta, odpowiada: - Tak działa cały rynek placów zabaw. Jeden architekt wplecie urządzenia określonej firmy do swego projektu, bo uważa, że są dobre, inny

zrobi to dla kasy

, czyli pod tych, którzy posmarują.

Czytaj także: Plac zabaw to nie toaleta!

Jest wściekły, gdy jego pracodawca wykłada kupę forsy na profesjonalny projekt (wynagrodzenie projektanta znacznie przewyższa ofertę złożoną przez spółkę), a potem przegrywa przetarg na budowę.

- Pojawia się oferent, często garażowiec, czyli taki, który wszedł w biznes niedawno, bo poczuł pieniądz, daje 20 tys. zł mniej i cała dokumentacja projektowa idzie do kosza, bo on stawia na placu co innego - mówi R. Twierdzi, że taki numer przechodzi, bo urzędnicy na urządzeniach się nie znają i przekonuje ich argument wykonawcy, że trzeba brać polskie urządzenia, bo te nie są gorsze od zagranicznych. - I często efekt jest taki, że ten, kto zaoszczędził 20 tys. zł na wykonawcy i zgodził się na zmiany w projekcie, traci 260 tys. zł, bo zamiast placu zabaw za 300 tys. zł otrzymuje obiekt z wyposażeniem wartym góra 40 tys. zł - uważa R.

- Staramy się poprawiać konkurencyjność; jest kontrola zamówień publicznych, wykonawcy też patrzą sobie na ręce, ale w praktyce różnie to działa - ocenia Marcin Maksim, dyrektor Wydziału Inwestycji i Remontów UM w Toruniu.

Bogdan Tyborski, wicedyrektor wydziału inwestycji w bydgoskim ratuszu, też ma problem, bo lokalni producenci placów zabaw zarzucają mu ograniczanie konkurencji.

- Chcielibyśmy wiedzieć, jakimi kryteriami kieruje się urząd, wysyłając zapytania ofertowe do kilku wybranych firm, a ta, która często wygrywa, opisuje w nim nadzwyczaj szczegółowo parametry urządzeń oraz siłowni, przez co wskazuje konkretnego producenta tych urządzeń i nie dopuszcza do przetargu innych - skarżą się przedsiębiorcy i te same uwagi kierują w ramach tzw. zapytań ofertowych do wydziału inwestycji w bydgoskim ratuszu. Wskazują na spiralną zjeżdżalnię i trójstanowiskowe urządzenie siłowni, oferowane tylko przez jednego producenta. „Niedopuszczalne jest też opisywanie wymiarów elementów konstrukcyjnych, takich, jak przekroje rur czy liczba warstw klejonych i frezowanych rowków w belkach, ponieważ to konstruktor urządzeń, na podstawie obliczeń decyduje o tych parametrach” - wytykają.

przedsiębiorcy: Chcielibyśmy wiedzieć, jakimi kryteriami kieruje się urząd, wysyłając zapytania ofertowe do kilku wybranych firm, a ta, która często wygrywa, opisuje w nim nadzwyczaj szczegółowo parametry urządzeń oraz siłowni, przez co wskazuje konkretnego producenta tych urządzeń i nie dopuszcza do przetargu innych


Byli oburzeni, gdy w specyfikacji przetargowej znaleźli zapis, że siedziska siłowni muszą być wykonane z polistyrenu spienionego w kolorze niebieskim o minimalnej grubości 40 mm. - Tego koloru nie ma w palecie jedynego producenta, ale może ktoś ma taki towar w magazynie i liczy na to zamówienie - sugerują. - Albo taki zapis: „Konstrukcje spawane muszą być wykonane przez spawacza z udokumentowanym doświadczeniem min. 5 lat”. Pierwszy raz się z czymś takim spotykamy, ale może jakaś firma ma takiego spawacza - konstatują.

Krzysztof F., którego projekty skarżący przywołują, zaprzecza, jakoby robił je pod bydgoską firmę Fenster, lokalnego lidera przetargów w ramach programu „Radosna Szkoła”. - Bazuję na urządzeniach czterech firm, w tym Fenstera, bo uważam, że są dobre, ale nikomu nic nie narzucam i plac można zbudować z urządzeń o podobnych parametrach, oferowanych przez innych producentów - wyjaśnia architekt.

Marek Szczęsny, współwłaściciel firmy Fenster też się od współpracy z projektantem F. odżegnuje. - A w tym roku na trzy przetargi ogłoszone przez miasto wygrałem tylko jeden, więc nie można mówić, że jestem faworyzowany - zauważa.
Czytaj także: Plac zabaw Misiaczek po remoncie

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 07-08-2016 11:00

    Oceniono 3 razy 2 1

    - mówić prawdę !: Elkerd ? Z łysym gnojem jest jak ze kanclerzem Schroeder"em na garnuszku ... putlera od lat ...

    Odpowiedz

  2. 07-08-2016 10:43

    Oceniono 3 razy 2 1

    - rubinkowo1: klika łysego tyle w temacie

    Odpowiedz