Da Vinci będzie operował w Toruniu

Piotr Schutta 29 lipca 2016

W sierpniu rozpocznie pracę drugi w Polsce robot chirurgiczny. Dzięki staraniom prof. Tomasza Drewy zostanie ulokowany w Specjalistycznym Szpitalu Miejskim w Toruniu. Sfinansowany jest z grantu naukowego.

Co kwartał przybywa na świecie 100 nowych systemów chirurgicznych da Vinci. Na zdjęciu robot operujący w Szpitalu Uniwersyteckim w Genewie.

Fot.: AP Photo /Keystone, Salvatore Di Nolfi


Jest chirurgiem doskonałym. Nie zna stresu i nie wie, co to zmęczenie. Ma rękę, która nie zadrży, nawet jeśli operowała przez całą dobę (a właściwie cztery ręce). Nie narzeka, nie ma wątpliwości. Techniczne problemy dla niego nie istnieją. Widzi nerwy i naczynia tętnicze niewidoczne gołym okiem. Nie przetnie niepotrzebnie żadnej tkanki. Jest robotem i nazywa się da Vinci na cześć renesansowego mistrza Leonarda. Właśnie jedzie do Torunia. Będzie pracował na oddziale urologii ogólnej i onkologicznej Specjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Kopernika w Toruniu.


Wartość urządzenia to 7 mln zł. Pieniądze pochodzą z grantu naukowego. Będzie to drugi (jeden jest już we Wrocławiu) system chirurgiczny da Vinci, operujący w Polsce.

- W przyszłym tygodniu planuję rozpocząć montaż robota.Pierwsza operacja prawdopodobnie zostanie wykonana w połowie sierpnia - mówi profesor Tomasz Drewa, kierujący w ramach konsorcjum projektem zakupu robota. Finansowanie operacji przez około rok (usunięcie pęcherza moczowego z powodu choroby nowotworowej) zapewnia Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Zaczęło się od wojska


System chirurgiczny da Vinci wymyślili w drugiej połowie lat 90. ubiegłego wieku Amerykanie, a ściślej, ludzie z ośrodków naukowych, pracujących dla wojskowej Agencji Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych (DARPA). Na początku chodziło o stworzenie urządzenia, które pozwalałoby na udzielenie natychmiastowej pomocy żołnierzowi znajdującemu się na linii frontu. Robot miałby być zlokalizowany blisko pola bit-wy, natomiast lekarz daleko poza nim, w bezpiecznym miejscu. Operacja odbywałaby się zdalnie, za pośrednictwem specjalnej konsoli, przy której zasiadałby chirurg i wprowadzałby w ruch robota. Prace naukowców zakończyły się sukcesem. Najpierw powstały roboty generacji AESOP, następnie ZEUS, a po nich da Vinci, wyprodukowany przez firmę Intuitive Surgical Devices. System chirurgiczny pod tą nazwą na rynek europejski wszedł w 1999 roku i funkcjonuje do dzisiaj. Co jakiś czas wzbogacany jest jedynie o coraz lepsze rozwiązania techniczne w zakresie większej regulacji konsoli chirurgicznej czy wyższej jakości obrazu, wyświetlanego na trójwymiarowych monitorach.

Wrocław już operuje


W Polsce, jak na razie, działa tylko jeden robot da Vinci, uruchomiony w 2010 roku dzięki staraniom profesora Wojciecha Witkiewicza, dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu. Robot, który kosztował 8,5 mln zł, wykorzystywany jest przez chirurgów, ginekologów i urologów we wrocławskim Ośrodku Chirurgii Robotowej, utworzonym przy szpitalu wojewódzkim. Do tej pory wykonano za jego pomocą 218 operacji: nerek, prostaty, żołądka, śledziony, jelita grubego, nadnerczy, otyłości. Wycinano m.in. raka okrężnicy i odbytnicy, usuwano złośliwe i niezłośliwe guzy żołądka i nerek, przeprowadzano radykalną resekcję macicy. Przebieg jednej z operacji transmitowano w czasie rzeczywistym do Gdańska, gdzie odbywał się zjazd Sekcji Wideochirurgii Towarzystwa Chirurgów Polskich.

Jak podkreśla prof. dr hab. Wojciech Witkiewicz, dzięki robotowi możliwe są precyzyjne operacje, szczególnie w trudno dostępnych miejscach w ciele pacjenta. System bardzo dokładnie rozdziela szczegóły anatomiczne nerwów, naczyń i mięśni, dzieki czemu minimalizowane jest okaleczenie chorego, co ma wielkie znaczenie zwłaszcza przy rozległych operacjach. Mniejszy jest, co za tym idzie, ubytek krwi w trakcie zabiegu, a po nim - szybsza rekonwalescencja. Po operacji robotowej nie ma też szpecącej blizny, ponieważ ramiona robota wprowadzane są przez nakłucia albo minimalne, dwucentymetrowe nacięcia.

prof. Wojciech Witkiewicz: Wykonywalibyśmy tysiąc operacji rocznie, gdyby robot pracował pełną parą. Zobaczymy, czy nowa ustawa pozwoli, by chorzy mogli płacić za operacje.


- Robot umożliwia bezpieczny dostęp do takich miejsc organizmu, do których do tej pory wgląd w tradycyjny sposób był bardzo trudny. Chodzi na przykład o zmiany chorobowe w obrębie miednicy małej czy guzy w okolicy podstawy czaszki - mówi prof. Witkiewicz.

Da Vinci nie operuje sam. Za konsolą musi usiąść doświadczony chirurg, który za pomocą specjalnych manetek pokieruje maszyną. W konsoli jest wizjer (binokular), przez który chirurg ma podgląd pola operacyjnego, w trójwymiarze, o wysokiej rozdzielczości i w naturalnych barwach. Konsola może być umieszczona na sali operacyjnej albo w miejscu oddalonym o setki kilometrów od pacjenta.

Sam robot wyposażony jest w trzy lub cztery ramiona (wersja wrocławska), przy czym na jednym z nich zamontowana jest kamera endoskopowa, z której transmitowany jest obraz w jakości HD w 10-krotnym powiększeniu. Pozostałe ramiona „uzbrojone” są w specjalnie zaprojektowane narzędzia chirurgiczne, naśladujące ruchy dłoni człowieka. Każde z narzędzi ma siedem stopni swobody i możliwość zginania się pod kątem prostym. Można je łatwo wymieniać w czasie operacji. Za ich pomocą zakłada się szwy, zaciska, manipuluje tkanką. Cały system ma układ redukcji drgań i kompensacji gwałtownych ruchów dłoni chirurga.

NFZ nie chce płacić


Niestety, operacja z wykorzystaniem robota jest dwa razy droższa od tej wykonywanej metodą tradycyjną, przez co nie znalazła się w tak zwanym koszyku świadczeń gwarantowanych Narodowego Funduszu Zdrowia. Kosztuje ona od 5 do 30 tysięcy złotych. Agencja Oceny Technologii Medycznych, sporządzająca wyceny procedur na potrzeby NFZ, nie udzieliła wrocławskiemu systemowi da Vinci pozytywnej rekomendacji. Dotychczasowe operacje przeprowadzane były dzięki środkom pochodzącym z grantów naukowych i od sponsorów. Nawet chorzy, których było na to stać, nie mogli zapłacić za operację z własnej kieszeni.

- Wykonywalibyśmy tysiąc operacji rocznie, gdyby robot pracował pełną parą. Zobaczymy, czy nowa ustawa pozwoli, by chorzy mogli płacić za operacje. Teraz nie ma takiej możliwości - dodaje prof. Witkiewicz.

Roboty w akcji
Na całym świecie operuje dziś ponad 3500 robotów chirurgicznych da Vinci firmy ISD. Dla porównania, w roku 2010 było ich ok. 1800. Koszt jednego to 7-10 mln złotych. Najwięcej takich urządzeń znajduje się w USA (2344). W Europie jest ich 586 (dane za ostatni kwartał) . Po kilkadziesiąt we Włoszech, Niemczech i Francji. Swoje systemy mają też Turcja, Czechy, Rumunia, Grecja i Bułgaria.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.