Wielkie sprzątanie na Maracanie. Igrzyska w cieniu palm i faweli

Krzysztof Błażejewski 29 lipca 2016

Już za tydzień igrzyska . Na sportowców czekają wyzwania związane ze sportową rywalizacją, ale także specyfiką Rio de Janeiro, miasta położonego najpiękniej na świecie, ale i pełnego zagrożeń.

Imponująco przedstawia się hippodrom - arena zawodów konnych, widziana ze szczytu Corcovado z pomnikiem Zbawiciela.

Fot.: Krzysztof Błażejewski

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii (32) »



Do tej pory, w ciągu grubo ponad stu lat, igrzyska olimpijskie odbywały się w kręgu europejsko-północnoamerykańskim. Z małymi wyjątkami: australijskie Melbourne w 1956 roku i Sydney w 2000, azjatyckie metropolie Seul (1988 r.) i Pekin (2008 r.). Teraz najlepsi sportowcy z całego świata spotkać się mają w Rio de Janeiro, mieście egzotycznym i mistycznym, powszechnie określanym jako najpiękniejsze na świecie, z unikalną Głową Cukru i posągiem Zbawiciela na wzgórzu Corcovado oraz z niepowtarzalną paradą samby w karnawale. W mieście ze słynnymi plażami Copacabana, Vermelha i Ipanema oraz z rozpoznawalną na całym świecie świątynią futbolu, jaką jest stadion Maracana. Rio to metropolia na miarę dynamicznie rozwijającego się 205-milionowego kraju - Brazylii.


Ale Rio ma swoją drugą twarz. Tę ukrytą pod urokiem plaż, zielonych wzgórz i jaskrawo białych rzędów budynków, spoza fotografii, zdobiących salony i katalogi większości biur podróży. Twarz faweli, czyli zakazanych i wyodrębnionych miast w mieście, twarz nożowników napadających na turystów po zmierzchu na „Copie”.

Takie Rio to niebezpieczny wirus zica i skażona groźnymi bakteriami woda w urokliwych zatokach. To miasto, w którym snują się w okolicach plaż i hoteli setki cinkciarzy powtarzających niczym zaklęcie słowo „troca, troca, troca...”. Trudno zrozumieć, dlaczego w Brazylii nie ma kantorów. Kto chce wymienić walutę oficjalnie, musi udać się do banku, wylegitymować się i... odebrać mniej więcej dwie trzecie należnej sumy. Reszta trafia do skarbu państwa jako ekstra podatek. Tylko u owych „troca”, snujących się po deptakach, można wymienić dolary czy euro według „normalnego” kursu.

W Rio de Janeiro znajduje się kilkanaście wyodrębnionych, ulokowanych przeważnie na wzgórzach, oddzielonych naturalnymi przeszkodami w postaci skarp czy pasów zieleni osiedli, tzw. faweli. To miasta w mieście, enklawy, (wzniesione przez osiedlających się tu na wcześniej niczyich, zagrożonych osuwiskami terenach) mieszkańców wsi, którzy masowo z powodu biedy postanowili przenieść się do Rio.

Czy uda się służbom sanitarnym doprowadzić do oczyszczenia skażonych bakteriologicznie akwenów? Czy komary roznoszące groźne wirusy zica uda się wytępić na czas?


Prawo wstępu i pobytu - z drobnymi wyjątkami - mają tu wyłącznie mieszkańcy fawel. To oni rządzą i o wszystkim decydują. Policja pojawia się tu rzadko i tylko w skrajnych sytuacjach. Organizatorzy igrzysk twierdzą, że fawele zostały w ostatnich latach spacyfikowane i będą pod pełną kontrolą policji. Wysiedlono z nich tysiące ludzi. Ale czy to wystarczy? Dla całej reszty mieszkańców Rio to miejsce jest tabu. Fawele rządzą się swoimi prawami, władzę w nich sprawują potężne gangi, bez wiedzy których nic się tu nie dzieje.

Nikt z mieszkańców nie płaci podatków, nie rejestruje się w urzędzie. Domy buduje się tu we własnym zakresie, drzwi i okna zawsze są otwarte. Panuje tu zwyczaj szanowania własności, ale tylko mieszkańców. W fawelach żyje się przede wszystkim z kradzieży i rabunku. Ich mieszkańcy po swój łup wyprawiają się na turystyczne deptaki, po zmierzchu na popularne plaże i parki oraz w wąskie uliczki, sąsiadujące z głównymi traktami spacerowymi.

Kiedy w 2015 roku w Rio odbywały się mistrzostwa żeglarzy, nie było ekipy sportowców, która nie zostałaby obrabowana. Wprawdzie teraz policja zapowiada wzmocnione straże i kontrole, ale z drugiej strony, igrzyska to wymarzony czas dla rabusiów, kieszonkowców i różnej maści złodziei i bandytów. Kto kogo przechytrzy? Czy uda się służbom sanitarnym doprowadzić do oczyszczenia skażonych bakteriologicznie akwenów? Czy komary roznoszące groźne wirusy zica uda się wytępić na czas? Widząc luz, jaki cechuje tutejszych mieszkańców i wiarę w potęgę hasła „amanha” (jutro), można mieć co do tego spore wątpliwości.

Rio - z całym swoim bagażem niebezpieczeństw - na igrzyska zasługuje jak mało która światowa metropolia. Tutaj kocha się sport uczuciem niezwykle gorącym.


Ale Rio - z całym swoim bagażem niebezpieczeństw - na igrzyska zasługuje jak mało która światowa metropolia. To tutaj kocha się sport uczuciem niezwykle gorącym (gorętsze jest jedynie powietrze w tym niepowtarzalnym mieście). Na Copacabanie rozstawiono dziesiątki bramek, tyleż samo wytyczono piłkarskich boisk. Pod wieczór, kiedy ludzie schodzą z plaży, mieszkańcy Rio idą grać w piłkę. Młodsi i starsi, chłopcy i dziewczęta.

Zakładają koszulki z nazwiskami i Pelego, i Neymara, ale i portugalskiego Ronaldo, Messiego, a nawet... Lewandowskiego. Niemal tyle samo na plaży jest boisk do siatkówki. Pomiędzy placami do gry przebiegają całe grupy ćwiczących wspólnie i solo, rowerzyści i biegacze przemykają falistym deptakiem wzdłuż „Copy”. Jadąc nadmorską dwupasmówką wzdłuż Rio, co chwilę widać boiska, sportowe obiekty pod dachem, żaglówki, łodzie i kajaki, ścigające się na akwenach zatokowych, a także ludzi grających w piłkę, siatkę, kosza, czy po prostu biegających po licznych parkach, jeżdżących na rowerach i wrotkach.

Rio to także piłkarska legenda. Może nawet najbardziej wyrazista w historii świata. Ileż tu znanych klubów: Fluminense, Botafogo, Flamengo, America, Vasco da Gama. Każdy ze swoim stadionem i wielkim zapleczem, a także rzeszą wiernych kibiców. I przede wszystkim: Maracana. Stadion zbudowany na piłkarskie mistrzostwa 1950 roku: wtedy był miejscem upokorzenia, na myśl o którym Brazylia płacze do dziś - porażki w finale z Urugwajem 1:2 w obecności 200 (!) tysięcy widzów. Największy stadion świata...

Dwa lata temu Brazylia na Maracanie została ponownie upokorzona pamiętną klęską 1:7 w półfinale piłkarskiego mundialu z Niemcami. Teraz ten ogromny stadion - wypiękniały, choć zmniejszony, przebudowany, będzie areną uroczystości otwarcia i zamknięcia igrzysk w Rio oraz meczów piłkarskich. Igrzysk, z których dumna jest cała Brazylia, pewna, że do trzeciego upokorzenia na Maracanie już nie dojdzie, a przekaz, który pójdzie w świat, zatrze pamięć o porażkach i ciemnych stronach Rio de Janeiro.

3,5 miliarda kontrowersji
Zorganizowanie igrzysk w Rio de Janeiro kosztowało gigantyczną sumę 3,5 mld dolarów - tylko sama infrastruktura. To budziło zrozumiałe kontrowersje i protesty społeczne. Dotyczyły one również masowych wysiedleń z miejsc budowy obiektów olimpijskich, a także pacyfikacji faweli. Podczas tego procesu w ub. roku zginęło od kul w samym Rio ok. 9 tys. mieszkańców.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.