Loty między bydgosko-toruńskimi piorunami. Końca turbulencji nie widać

Grażyna Ostropolska 29 lipca 2016

Kłótnie właścicieli rujnują biznes, a gdy w spór włączą się politycy, gotowi zbić na ich plecach własny kapitał, wizja plajty wydaje się całkiem realna. Czy taki los czeka jedyne w regionie i strategiczne dla jego rozwoju lotnisko?

Pasażerom oferuje się siedem połączeń z Portu Lotniczego Bydgoszcz. Zarząd spółki toczy rozmowy w sprawie kolejnych.

Fot.: Dariusz Bloch


Nie jest dobrze. Wprawdzie w ub. roku Port Lotniczy Bydgoszcz SA im. I.J. Paderewskiego zwiększył liczbę pasażerów do 341 tys. (o 18 proc. w porównaniu z 2014 r.), to jednak sąsiednie lotniska biją go na głowę. Przez gdańskie przewinęło w 2015 r. ponad 3,7 mln pasażerów, z poznańskiego skorzystało 1,5 mln, a warszawskie Okęcie wybrało aż 11,2 mln podróżujących. Największy sukces osiągnął port lotniczy w Modlinie, zwiększając liczbę pasażerów do 2,59 mln, czyli o 52 proc., głównie dzięki ulokowaniu tam bazy Ryanaira.


- Trzeba było sześć lat temu podpisać umowę z Ryanairem, jak to niedawno zrobił Modlin, i dziś Port Lotniczy Bydgoszcz miałby milion pasażerów. Należało też zainstalować system ILS II kategorii, pozwalający na lądowanie w gorszych warunkach atmosferycznych - wówczas miał taki jedynie port w stolicy - i stać się dla Okęcia lotniskiem zapasowym - wytyka Krzysztof Maria Wojtkowiak, były prezes lotniczej spółki i jej mini akcjonariusz (ma 0,0005 akcji). Rządził bydgoskim lotniskiem krótko, za to

z głośnym przytupem.


Zasłynął z kontrowersyjnych posunięć oraz niebanalnego wizerunku. Przyszedł do zdominowanej przez samorządowców lotniczej spółki z biznesu, który rozkręcił w Solcu Kujawskim, a do pracy w Porcie Lotniczym Bydgoszcz dolatywał własnym żółtym śmigłowcem. To za jego czasów (Wojtkowiak był wcześniej w Radzie Nadzorczej portu) lotnisko sprywatyzowano. 49 proc. akcji spółki przejął wówczas austriacki fundusz Meinl Airports International. Wydawał się wiarygodny, bo inwestował również w inne lotniska m.in. w Turcji i na Syberii. Zgodnie z umową (dotyczącą zakupu akcji i podwyższenia kapitału) zagraniczny inwestor złożył na koncie spółki PLB 76 mln zł. W politycznych kuluarach mówiło się, że Austriacy obiecali też władzom Torunia zainwestowanie 200 mln euro w budowę lotniska w ich mieście. Z ambitnych planów biznesowych nic nie wyszło, bo w kwietniu 2009 r. Julius Meinl, wiodący gracz w spółkach giełdowych z Meinl w nazwie, m.in. właściciel Meinl Banku i Meinl European Land, spółki, skupującej w Polsce tereny pod centra handlowe (sieć takich sklepów odkupiło od MEL Tesco), trafił do austriackiego aresztu. Był podejrzewany o nieautoryzowany obrót funduszami akcjonariuszy, właśnie za pośrednictwem spółki MEL. Wyszedł na wolność po wpłaceniu 100 mln euro kaucji i

stracił zapał


do inwestowania w Polsce. To wtedy Meinl Airports International, strategiczny akcjonariusz Portu Lotniczego Bydgoszcz SA, zlecił bankowi Goldman Sachs, który zasłynął w 2009 r. ze spekulacji polską walutą, znalezienie kupca na swoje akcje. Miasto Bydgoszcz do ich odkupu nie było wówczas skore, więc kontrolny pakiet w spółce przejął marszałek. Dziś do województwa kujawsko-pomorskiego należy prawie 70,5 proc. akcji PLB, miasto Bydgoszcz ma ich 22,6 proc., zaś Toruń jedynie 0,04. Jeszcze w 2010 r. kandydujący na prezydenta Rafał Bruski kusił bydgoszczan wizją odzyskania kontroli nad portem przez wykup akcji od marszałka, ale gdy spadła na niego odpowiedzialność za miejski budżet, jego zapał osłabł. Temat akcji wrócił przed miesiącem, gdy z Rady Nadzorczej PLB (są tam przedstawiciele miasta Bydgoszcz) wyciekła informacja o planowanej zmianie nazwy lotniska na Port Lotniczy Bydgoszcz - Toruń. Inicjatywa zmiany wyszła od przedstawicieli grodu Kopernika. W zamian za umieszczenie nazwy ich miasta w nazwie lotniska władze Torunia zaproponowały dokapitalizowanie lotniczej spółki 5 milionami złotych. Skutkowałoby to zwiększeniem akcji miasta Toruń, które stałoby się czwartym co do wielkości akcjonariuszem PLB-T

Edward Hartwich: Zważywszy na strukturę własnościową spółki, nie widzę powodów, by międzynarodowy Port Lotniczy Bydgoszcz miał nie przetrwać.


- Większej bzdury dawno nie słyszałem. Jedynym efektem tej propozycji będzie

wywołanie politycznej burzy,


największej z dotychczasowych. Mam nadzieję, że inicjator się zreflektuje i wycofa z tego absurdu, bo to tak, jakbyśmy zawnioskowali o zmianę nazwy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika i przeniesienie pomnika astronoma - taka była oficjalna reakcja Rafała Bruskiego, a tuż za nią poszły listy do ministra infrastruktury i Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty lotnicze” (właściciela 5,9 proc. akcji w PLB) z prośbą o powstrzymanie planowanych zmian. Skuteczne, bo w ostatniej chwili zdjęto z porządku obrad lipcowego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Portu Lotniczego Bydgoszcz punkt dotyczący zmiany nazwy. To nie kończy dyskusji, bo lotnisko musi być dokapitalizowane. Port już wykorzystał fundusze unijne i teraz liczy na pieniądze samorządowych akcjonariuszy.

- Nie jest tajemnicą, że porty obsługujące do 700 tys. pasażerów są po prostu niedochodowe. Wie to również Komisja Europejska, która dopuszcza pomoc publiczną dla takich lotnisk, jak nasze - wyjaśnia Artur Niedźwiecki, rzecznik Portu Lotniczego Bydgoszcz SA. Tłumaczy, że na utrzymanie całej infrastruktury, odpowiedniego poziomu obsługi, parku maszyn, drogi startu i kołowania oraz monitoring lotnisko potrzebuje rocznie

kilkanaście milionów złotych.


- Bilans portu zawsze był ujemny, ale na lotnisko nie należy patrzeć przez pryzmat ksiąg rachunkowych. To, że ono jest i komunikuje nasz region ze światem, owocuje przecież nowymi inwestycjami i miejscami pracy oraz zwiększa atrakcyjność turystyczną Kujawsko-Pomorskiego - zauważa Niedźwiecki. Przypomina, że ostatnio to głównie województwo finansowało spółkę.

Artur Niedźwiecki: Roczny bilans naszego portu zawsze był ujemny, ale nie należy patrzeć na lotnisko jedynie przez pryzmat ksiąg rachunkowych.


Jest tajemnicą poliszynela, że bydgoskie lotnisko przetrwało dzięki umowom marketingowym z Ryanairem. Ten irlandzki przewoźnik jest beneficjentem niekontrolowanego boomu na budowę lotnisk za unijne pieniądze. Wyląduje wszędzie, gdzie mu za to zapłacą, więc samorządy dogadują się z Ryanairem. Rozpisują przetarg na „promocję województwa za pośrednictwem linii lotniczych na międzynarodowych trasach”, dziwnym trafem pasujący do konkretnego przewoźnika, który oficjalnie składa ofertę i zgodnie z prawem wygrywa. Podkładka pod promocję jest, bo irlandzki przewoźnik okleja wnętrze statku zdjęciami, lub reklamuje atrakcje turystyczne danego regionu w czasopiśmie pokładowym. W 2008 r. z bydgoskiej kasy miejskiej wypływało co roku do Ryanaira 2,4 mln tzw. opłaty marketingowej, a gdy w 2009 r. zmniejszono to wsparcie o trzy czwarte, przewoźnik się zdenerwował i przestał płacić PLB za lądowanie i odprawianie samolotów. To wtedy (w 2009 r.) pierwszy raz padła propozycja zmiany nazwy na

Port Lotniczy Bydgoszcz-Toruń.


- To było tuż po prywatyzacji, a chodziło nam o uatrakcyjnienie oferty przez dolepienie Torunia, który jest bardziej rozpoznawalny na świecie niż Bydgoszcz - wspomina Krzysztof Maria Wojtkowiak i dodaje: - Bo tu nie ma znaczenia lokalny patriotyzm czy zaściankowość, w biznesie liczy się tylko racjonalność. Wojtkowiaka denerwuje robienie afery wokół zmiany nazwy. - Bydgoszcz miała duże prawa do portu, jak była jego największym udziałowcem, a teraz nim nie jest i tyle, więc gdy słucham tych pierdół rodem z reality show, to szlag mnie trafia - daje upust emocjom. - Nie trzeba było tracić pieniędzy na zakup akcji, tylko wydać tę kasę na linie lotnicze i PLB byłoby dziś w polskiej czołówce, a nie w ostatniej lidze! - mówi. Lądowisko w Solcu Kujawskim nadal ma, ale śmigłowiec sprzedał, bo latanie mu się znudziło, a od kiedy został konsulem honorowym Austrii w Polsce, nie ma potrzeby szybko się przemieszczać. - Z PLB wyniosłem nowe życiowe doświadczenie i przykazanie: „Nie zadawaj się z politykami” - mówi, a przyszłość lotniska widzi tak: - Jeśli unijne przepisy się zmienią i nie będzie pomocy publicznej dla portów, to ani zmiana nazwy ani żaden biznesplan temu portowi nie pomoże.

- Zważywszy na strukturę własnościową, nie widzę powodów, by Port Lotniczy Bydgoszcz nie miał przetrwać i myślę, że wszyscy akcjonariusze dołożą starań, by pieniądze na jego funkcjonowanie się znalazły. Liczę też na odpowiedzialność liderów wspólnot z Torunia i Bydgoszczy - mówi Edward Hartwich, wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej w PLB.

Zażegnania bydgosko-toruńskiego sporu o lotnisko podjęło się ministerstwo infrastruktury, które wystąpi w roli mediatora.

Bydgoscy i toruńscy przedsiębiorcy z niepokojem patrzą na bydgosko-toruńskie wojenki o nazwę lotniska. - Komu te spory potrzebne? Jeśli Bydgoszcz chce mieć lotnisko tylko dla siebie, to niech wykupi akcje od marszałka i sobie rządzi. Dla mnie są ważne połączenia Bydgoszczy z Frankfurtem, bo z tego hubu mam połączenia na cały świat, ale równie szybko dostanę się teraz autostradą do Gdańska i Modlina, a stamtąd mam szerokie lotnicze okno na świat - konstatuje pan Jacek, biznesmen z Torunia.

Na wojenkę w obronie nazwy portu nie wybierają się jego dwaj najmniejsi akcjonariusze (mają po 0,0002 proc. akcji): bydgoscy przedsiębiorcy Marcin Hirch i Andrzej Hanuszek. - To ważne, by zagraniczni kontrahenci mogli do nas szybko dotrzeć i warto zadbać o to, by połączenia modułowe, np. z Bydgoszczy do Warszawy i innych lotnisk, sprawnie funkcjonowały - zaznacza pan Marcin.

W Porcie Lotniczym Bydgoszcz kończy się rozbudowa terminala. Pojawią się m.in ruchome schody, winda, sklep wolnocłowy oraz kącik dziecięcy.

Warto wiedzieć:
Pierwszy lot cywilny z bydgoskiego lotniska ( do Poznania) odbył się w 1929 r., a potem były regularne loty na trasie Bydgoszcz - Poznań - Gdańsk. PO wojnie najdłużej funkcjonującym połączeniem był kierunek Bydgoszcz - Warszawa. W latach 1981 -1992 port nie działał. Wskrzesiła go Bydgoska Korporacja Lotnicza, która w 1995 r. przekształciła się w Port Lotniczy Bydgoszcz.

Port Lotniczy Bydgoszcz w pasażerskim ogonie


W ubiegłym roku wszystkie porty lotnicze ( mamy ich w Polsce czternaście) odnotowały wzrost pasażerów. Liderem pozostaje lotnisko w Warszawie z 11,2 mln pasażerów. Tuż za nim są Kraków (4,22 mln), Gdańsk (3,71 mln) i Katowice (3,07 mln) . Za Bydgoszczą z 341 tys. pasażerów są już tylko porty w Lublinie, Łodzi i Zielonej Górze, a listę kończy Radom z tysiącem pasażerów na pokładzie. Lotnisko w Radomiu to jedna z nietrafionych lotniczych inwestycji. Powstało na bazie lotniska wojskowego, jego uruchomienie kosztowało miasto 100 mln zł, a w spółce Port Lotniczy Radom zatrudniono 130 osób. Regularne loty odbywały się tylko przez pierwsze dwa miesiące, potem zabrakło klientów i z lotów do Pragi wycofał się czeski przewoźnik, miesiąc później z lotów do Rygi zrezygnowała łotewska flota.

Transkontynentalne lotnisko pod Łodzią?


Regionalne porty, w tym łódzki (z 265 tys. pasażerów w 2015 roku) ledwie wiążą koniec z końcem, a tymczasem rząd rzuca pomysł utworzenia pod Łodzią transkontynentalnego lotniska, łączącego Polskę z całym światem. Lotnisko to mieliby podobno zbudować Chińczycy, bo taką deklarację usłyszał minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski podczas wizyty w Państwie Środka. Pod uwagę bierze się Stryków, leżący przy autostradzie A1.

W Hiszpanii zbudowano za miliard euro lotnisko Ciuadad Real, dla którego prognozowano 2,5 mln pasażerów rocznie, a okazało się, że korzysta z niego rocznie zaledwie 30 tysięcy, więc port zamknięto, a inne równie nierentowne lotnisko w tym kraju przerobiono na... parking dla czekających na remont samolotów.

Biznesmeni kupują samoloty i budują prywatne lądowiska


Tam, gdzie brakuje lotniczego portu, biznesmeni inwestują w prywatne lądowiska i samoloty, bo, jak mówią, strata czasu to dla nich strata pieniędzy. Takie lądowisko otworzył niedawno Sergiusz Martyniuk, prezes Pronaru Narew, jeden z najbogatszych ludzi na Podlasiu. Ma dwa śmigłowce i dwusilnikowy płatowiec, a że nie ma licencji na latanie, więc zatrudnia pilotów.

W Kujawsko- Pomorskiem modą na latanie zaraziło się kilku biznesmenów. Jest wśród nich współwłaściciel sieci marketów - ma własne lądowisko koło Mogilna.

Lądowisk dla śmigłowców jest w Polsce ponad 300. Koszty zdobycia turystycznej licencji w szkołach pilotażu są różne: zwykle wynoszą od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wynajęcie instruktora i samolotu kosztuje kilkaset zł za godzinę nauki, a przed przystąpieniem do egzaminu trzeba takich godzin wylatać co najmniej 45. Najpopularniejsze lekkie samoloty to cessny, które kosztują tyle co dobre auto.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 05-08-2016 07:02

    Oceniono 1 raz 1 0

    - To ja: I znowu Wezze! Samolot zawsze pełen ludzi a oni likwidują czy może też zawieszaja ta linie! Co za Pojeby!!!!!

    Odpowiedz

  2. 04-08-2016 00:12

    Oceniono 4 razy 3 1

    - expert: -Nie czytajcie expresu,bo to sprzedajna dziwka trolluniewka.

    Odpowiedz

  3. 03-08-2016 15:49

    Oceniono 6 razy 3 3

    - wyborca : Musi nastąpić bardzo szybka zmiana Prezesa Moraczewskiego oraz Marszałka Całbeckiego inaczej lotniska upadnie doprowadzają do tego ?????

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 01-08-2016 15:04

      Oceniono 1 raz 1 0

      - Ro: Ja nie rozumiem czemu likfiduja loty na Wezze zawsze prawie samolot byl pelny teraz Gdansk się cieszy

      Odpowiedz

    2. 01-08-2016 15:01

      Oceniono 1 raz 0 1

      - Ro: Loty

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

      1. 31-07-2016 20:17

        Oceniono 21 razy 14 7

        - Hehe : Nie ma co pisać komentarzy ponieważ ekspres jest sprzedany k...... Z torunia, bo nie pokazuje prawdy co ludzie piszą i myślą.

        Odpowiedz

      2. 31-07-2016 19:48

        Oceniono 30 razy 18 12

        - pilot: Boże ile złego zrobili karierowicze z Torunia !!!! Zdegradowali Region do najgorszego w Polsce , Bydgoszcz jako samodzielne WOJEWÓDZTWO było na piątym miejscu w Polsce z Toruniem DNO ??? na co my czekamy !!! Całbecki Zalewski Lenz Ardanowski awanturnicy Toruńscy to oni doprowadzają do degradacji Regionu Bydgoszczy oraz Lotniska Wstyd Mości Szkodnicy.

        Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz

        1. 31-07-2016 14:18

          Oceniono 26 razy 9 17

          - Pol: Nie za bardzo rozumiem co toruniowi po tym " lotnisku " ? Przeciez i tak tam samoloty laduja a turysci przyjezdzaja do torunia !! Co niby mieliby robic na tej wsi ???W Bydgoszczu zawsze psy dupami szczekaly !!

          Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

          1. 31-07-2016 12:21

            Oceniono 28 razy 7 21

            - fyr: Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. Byłem nastawiony do Bydgoszczy przyjażnie . Nigdy , co prawda nie miałem potrzeby robić tu zakupów ani załatwiać interesów ale chętnie przerywałem podróż , żeby pochodzić po Dworcowej i nad Brdą . Dzisiaj już tylko dużo czytam , nasłuchuję o Bydgoszczy . Miasto pięknieje ale mnie już tu nie ciągnie . To co dzieje się w polityce zewnętrznej miasta pachnie szowinizmem . Przemyślcie bydgoszczanie , co znaczy takie oskarżenie .

            1. 31-07-2016 11:02

              Oceniono 16 razy 8 8

              - Bydzia: Zaorać i będzie po sprawie. lepiej nie mieć lotniska niż mieć je gdy w nazwie jest trollew. Całbecki czy leci z wami pilot ?

              Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

              1. 29-07-2016 15:20

                Oceniono 56 razy 32 24

                - Szkodnik torunski: Zarzad PLB toczy rozmowy juz od pieciu lat i bez efektu. Od nowego sezonu Rayanair likwiduje dwa polaczenia do Glasgow i do Wezze. Oto sa wyniki leniwego prezesa tego portu, ktory nie zajmuje sie akwizycja, negcjacjami z przewoznikami, marketingen tylko polityka i obszczekuje na kazdym kroku Bydgoszcz. Ten osobnik wyglasza teze, ze Toruniewko ma potencjal turystyczny i gospodarczy, ktory powoduje ze jest rozpoznawalny na calym "swiecie" i w kosmosie. Kazdy wie, pasazerowie tego portu to sa emigranci do krajow zachodnich i ich rodziny a takze bizesmeni. Z Toruniewka przyjezdzalo i dojezdzalo w czasach gdy bylo polaczenie autobusowe tylko 6-7 osob. Oto jest potencjal "rozpoznawalnego" na calym swiecie (ha,ha) miasteczka kolo Ciechocinka. Nie bedzie zadnych nowych polaczen, nie bedzie zadnego wzrostu ilosci paxow, dopoki portem kieruje czlowiek bez jaj, bez wiedzy i doswiadczenia ale majacy poparcie kumpla - marszalka wojewodztwa. Czas zrobic porzadek z tym wojewodztwem i z ta klika.

                Odpowiedz