Ze skanu dowodu sprzątaczki zrobiła się afera na sto tysięcy złotych!

Małgorzata Oberlan 29 lipca 2016

Pani Marianna z Torunia zatrudniła się w porządnej firmie sprzątającej. Na prośbę szefowej przekazała jej skan dowodu osobistego. Minęło trochę czasu i do kobiety zaczęły wydzwaniać banki z Polski, windykatorzy, aż w końcu konto zajął komornik.

Fot.: rys. Łukasz Ciaciuch


Walczę z nowotworem, jestem między chemio- a radioterapią. Straciłam włosy i siły życiowe. Zamiast skupić się na leczeniu, muszę bankom udowadniać, że nie brałam u nich kredytów. Nie śpię po nocach i drżę o przyszłość - opowiada pani Marianna. Szczęśliwie przy boku ma męża. Pan Marek co prawda sam nie domaga i porusza się o lasce, ale ducha ma niezłomnego. Krok po kroku rozplątuje kolejne bankowe supły i wierzy, że nagłośnienie sprawy w prasie przyspieszy ukaranie winnych. Pytanie brzmi: jakich?

Adres korespondencyjny: firma


W firmie sprzątającej X. pani Marianna zatrudniła się w lipcu 2015 roku. Godzinowa stawka wynosiła 7 zł, ale firma miała dobrą opinię; w Toruniu sprzątała wówczas np. jeden z urzędów administracji samorządowej. W Kujawsko-Pomorskiem natomiast sprząta (do dziś) część prokuratur.


- Moją bezpośrednią przełożoną i osobą faktycznie kierującą firmą była pani M. Natomiast formalnie właścicielem tej firmy jest jej syn - objaśnia pani Marianna. - W lipcu szefowa poprosiła mnie o skan dowodu. „Celem rejestracji w ZUS-ie” - jak to określiła. Prośbę tę spełniłam i skan wysłałam mailem. W trakcie wakacyjnego wyjazdu, w sierpniu 2015 roku, odebrałam pierwszy niepokojący telefon...

To dzwonił przedstawiciel Banku Meritum we Włocławku, z ponagleniem. Twierdził, że torunianka nie zapłaciła raty kredytu. Tymczasem ona nigdy nie miała konta w tym banku i nigdy nie zaciągała w nim pożyczki.

- Okazało się, że rzekomo pożyczyłam tam 20 tysięcy zł. Skąd bank miał mój prywatny numer telefonu, nie mam zielonego pojęcia. Pierwsze próby wyjaśnienia sytuacji były na tyle zniechęcające, że 3 września 2015 r. złożyłam zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Toruń Wschód. Ta zleciła czynności toruńskim policjantom, ale później sprawę przekazała Prokuraturze Rejonowej we Włocławku - ciągnie pani Marianna.

Dlaczego we Włocławku? Bo, jak się okazało, oszust, zaciągający pożyczkę na toruniankę, podał podwłocławski adres jako korespondencyjny. Dokładnie taki, pod którym zarejestrowana jest firma sprzątająca X., a także stoi dom jednorodzinny szefowej.

Szacunek dla Banku Pocztowego!


Potem było już tylko gorzej. Do pani Marianny wydzwaniali przedstawiciele kolejnych banków i żądali spłat kredytów. Na liście znalazły się takie placówki, jak wspomniany Meritum Bank we Włocławku, Bank Pocztowy SA w Bydgoszczy, TF Bank w Gdańsku, Getin Noble Bank, Getin Bank i inne. Na panią Mariannę ktoś zaciągnął w sumie blisko 100 tysięcy złotych!

- Każdemu bankowi staraliśmy się wytłumaczyć, że żona padła ofiarą oszustwa. Przedstawialiśmy pisma z włocławskiej policji, która pod nadzorem tamtejszej prokuratury prowadziła sprawę. Ale rozmowy były bardzo trudne. Ponieważ centrale niektórych placówek mieszczą się na drugim końcu Polski, skazani byliśmy na korespondencję i wydzwanianie na infolinie - opowiada pan Marek, mąż pani Marianny.

Co ciekawe, dzwoniąc na infolinie pani Marianna miała wielki kłopot, by się uwiarygodnić. „Musimy przerwać rozmowę. Nie przeszła pani weryfikacji” - słyszała, gdy podawała swoje nazwisko panieńskie. Ktoś dysponujący jej ograniczonymi danymi z dowodu po prostu wymyślił nazwisko panieńskie. Gdy kobieta podawała to prawdziwe, kończono z nią rozmowy. Tymczasem czas biegł i niektóre banki nie miały ochoty na rozmowy. Mimo informacji o toczącym się policyjno-prokuratorskim dochodzeniu, przekazywały rzekomy dług pani Marianny firmom windykacyjnym. A te, jak wiadomo, w ceregiele się nie bawią. Straszyły i domagały się coraz większych sum pieniędzy.

- Nadzieję i wiarę w ludzi przywrócił nam wysoki funkcją przedstawiciel Banku Pocztowego. Był u nas w domu, porozmawialiśmy, okazaliśmy dokumenty. Zrozumiał, w czym rzecz. Rachunek na żonę w tym banku został zamknięty - mówi pan Marek. I pokazuje oficjalne pismo od Banku Pocztowego, podpisane przez Anetę Wrońską, specjalistę w zespole reklamacji BP w Warszawie.

„Zapewniamy, że zostało przeprowadzone wnikliwe postępowanie wyjaśniające w zgłoszonej kwestii. (...) Bank Pocztowy SA złożył 14 marca 2016 r. zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. (...) Niezbędne dokumenty zostaną przekazane organom ścigania”- czytamy w piśmie.

Jakim cudem kredyty na skan?!


Państwo Marianna i Marek nie są ekspertami w dziedzinie bankowości. Jedno pytanie wciąż ich jednak nurtuje: kto udziela pożyczek wyłącznie na skan dowodu?

- Jestem przekonany, że żona została wykorzystana przez firmę X. Oczywiście, w proceder musiały być zamieszane osoby pracujące w instytucjach finansowych. Policjant prowadzący dochodzenie we Włocławku przekazał nam, że łącznie z żoną pokrzywdzonych w ten sposób jest około 14 osób - mówi pan Marek.

Komenda Miejska Policji we Włocławku oficjalnie tego nie potwierdza. Funkcjonariusz z zespołu prasowego przekazuje, że pokrzywdzone w sprawie na razie są dwie kobiety. I prosi o kontakt z prokuraturą, która przejęła już około 400 stron akt.

- Wszystko wskazuje na to, że dokumenty torunianki zostały wykorzystane w bankach na terenie całego kraju, m.in. w Zamościu, Toruniu i Opolu. Sprawa się toczy, a torunianka dosyła zawiadomienia o kolejnych placówkach, w których użyto jej danych. Na obecnym etapie nie jesteśmy jednak wskazać osoby czy osób, które na tym zyskały. Nie mamy dowodów na to, że pieniądze z banków przelano np. pani M. z firmy sprzątającej- zaz-nacza prokurator Krzysztof Pruszyński, zastępca prokuratora rejonowego we Włocławku.

Plan śledczych na przyszłość zakłada m.in. przesłuchanie Justyny K., pracownicy jednego z banków, na okoliczność zawarcia umowy pożyczkowej. Tu prokurator będzie musiał wystąpić o zwolnienie z tajemnicy bankowej. - Kolejne czynności zleciliśmy policji w Toruniu i Zamościu. Na koniec powołamy biegłego, który oceni wykonane z udziałem torunianki badania grafologiczne - zapowiada prokurator Pruszyński.

Szefowa: zgubiłam dokumenty


Do firmy X. usiłowaliśmy się wielokrotnie dodzwonić, korzystając z dwóch numerów komórkowych podanych w internetowych wizytówkach. Pod jednym słyszeliśmy „Przepraszamy, nie ma takiego numeru”. Drugi działał, ale rozmowy nikt nie podejmował. Nagraliśmy się. Bez skutku.

- Podczas przesłuchania pani M. tłumaczyła, że zgubiła we Włocławku dokumenty firmowe, wśród których był skan dowodu torunianki. I że musieli wykorzystać to oszuści - przekazuje prokurator Krzysztof Pruszyński.

Oczywiście i taką wersję wydarzeń można sobie wyobrazić. Przy takim scenariuszu to pani M. jest kolejną pokrzywdzoną w całej sprawie osobą. Jako ta, której domowy i firmowy adres został wykorzystany przy oszukańczym procederze. Jak zatem widać, wszystkim - łącznie z bankami, których kredytami ktoś szafuje „na skan dowodu” - powinno zależeć na wyjaśnieniu tej historii.

Żona nie ma czasu, proszę pani


Policja i prokuratura robią swoje, ale banki też. Właśnie konto pani Marianny (prawdziwe, niestety) zajął komornik. Co miesiąc zabiera 320 zł z biednej emerytury tytułem niespłaconego (fikcyjnego) kredytu torunianki. - Właśnie to odkręcamy. Sęk w tym, że moja żona nie ma czasu, proszę pani - mówi pan Marek.

A pani Marianna już tylko zwiesza głowę i patrzy w podłogę.

Pytania bez odpowiedzi
Dlaczego przy kredytach, pobranych na panią Mariannę, podawano zawsze, jako korespondencyjny, adres jej pracodawcy? Jak to możliwe, że oszustowi udzielono tylu pożyczek tylko na podstawie skanu dowodu osobistego pani Marianny? Skąd banki znają prywatny numer telefonu pani Marianny? To pytania pozostające bez odpowiedzi. Dochodzenie prowadzi prokuratura we Włocławku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.