Prokuratorskie speckomórki, czyli koniec z zamiataniem błędów lekarskich pod dywan?

Grażyna Ostropolska 22 lipca 2016

Pięciu prokuratorów z Gdańska bierze pod lupę głośne przypadki zgonów, których przyczyną mogły być medyczne błędy. Przyjrzą się m.in. kulisom śmierci Darii, 18-letniej pensjonariuszki DPS „Słoneczko” i Jarosława Wenderlicha, byłego szefa NIK.

Błędy lekarskie się zdarzają, bo medycy nie są nieomylni. Ważne, by nie zamiatano ich pod dywan

Fot.: 123rf


Koniec z tzw. solidarnością zawodową lekarzy, tuszujących medyczne błędy kolegów! - zapowiadają ci, którzy utratę swoich bliskich wiążą z ich niewłaściwym leczeniem.


Tworząc speckomanda do walki z przestępczością medyków, potraktowano nas jak środowisko kryminogenne! - to odzew lekarzy na rozporządzenie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, powołującego w prokuraturach specjalne działy do spraw błędów lekarskich.

prokurator Maciej Załęski: Większość spraw przejętych przez Prokuraturę Regionalną w Gdańsku dotyczy zdarzeń budzących największe zainteresowanie społeczne.


Jedną z takich speckomórek stworzono w Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku. - Działamy od początku lipca. Jesteśmy w trakcie przejmowania spraw od prokuratur z Bydgoszczy, Torunia, Słupska, Elbląga i Włocławka oraz ich analizy. Do tej pory przejęliśmy 70 śledztw, dotyczących błędów lekarskich, których skutkiem była śmierć pacjenta. Są to sprawy w toku oraz zawieszone - precyzuje Maciej Załęski, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Gdańsku i dodaje: - Większość z nich dotyczy zdarzeń, budzących największe zainteresowanie lokalnych społeczeństw i mediów, w tym zgonów dzieci.

doktor Stanisław Prywiński: Tworzenie speckomórek na pewno śledztw nie przyspieszy, bo prokurator nie jest lekarzem i musi się oprzeć na opinii biegłych.


Na razie regionalna specgrupa liczy pięciu prokuratorów, doświadczonych w prowadzeniu tego typu postępowań.

- Tworzenie speckomórek na pewno śledztw nie przyśpieszy, bo prokurator nie jest lekarzem i musi się oprzeć na opinii biegłych - zauważa dr Stanisław Prywiński, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej. Fakt, że długie oczekiwanie na opinię biegłego z zakresu medycyny to

pięta achillesowa


wszystkich śledztw potwierdza Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu. - W sprawach dotyczących błędów medycznych jesteśmy skazani na biegłych z różnych dziedzin. Zwykle są oni związani zawodowo z placówkami i uczelniami medycznymi, więc nadmiar obowiązków sprawia, że na opinie biegłych czeka się nawet półtora roku - przyznaje Kukawski, prokurator z 28-letnim stażem i bagażem kilkudziesięciu śledztw w sprawie domniemanych błędów lekarskich.

Ofiary medycznych zaniedbań twierdzą, że piętą achillesową są również prokuratorskie zaniechania, co skutkuje umarzaniem spraw. Ufają zapewnieniom ministra Ziobry, że stworzenie w prokuraturach specjalnych działów ds. błędów lekarskich zaowocuje rzetelnym prowadzeniem śledztw. - Minister ma też osobiste powody nieufności wobec lekarzy, związane ze śmiercią jego ojca - zauważają.

Do izb lekarskich w całym kraju wpływa co roku kilka tysięcy skarg na lekarzy. - Jako rzecznik odpowiedzialności zawodowej wiem, że znaczna część jest bezpodstawna - twierdzi Stanisław Prywiński.

Każdego roku kilkaset spraw, dotyczących błędów lekarskich, trafia do prokuratur i sądów, a wojewódzkie komisje ds. orzekania o błędach medycznych rozpatrują ok. 1000 wniosków o ukaranie lekarzy.

Proces przed sądem toczy się zwykle kilka lat, ale wygrana sprawa karna jest podstawą do walki o wypłatę odszkodowania. Taki wyrok wywalczyła po 7 latach mieszkanka naszego regionu Justyna Grechuta. Sąd uznał, że porażenie mózgowe u jej synka Piotrusia to

skutek błędu lekarskiego.


- Lekarz został uznany winnym spowodowania nieumyślnego zagrożenia zdrowia i życia. Wymierzono mu karę grywny w wysokości 30 tys. zł i zasądzono zwrot kosztów procesu. Wyrok jest prawomocny, bo w marcu br. Sąd Najwyższy odrzucił kasację doktora S. - mówi pani Justyna. Jej historię opisaliśmy w lutym 2009 r. w publikacji „Błąd lekarski koszmarnie boli”. Lekarz, zamiast podjąć decyzję o cesarskim cięciu wyciskał pani Justynie dziecko z brzucha.

- Powiedział, że to nie Brazylia, by cesarka była na życzenie - wspomina kobieta. Opowiada, jak po dwugodzinnych skurczach partych położna wezwała lekarza, a ten położył się jej na brzuch. - Poczułam straszny ból, zaczęłam krzyczeć, a on podniósł się i za chwilę zrobił to samo drugi raz. Usłyszałam pikanie urządzenia rejestrującego tętno dziecka, które gwałtownie spadło. W tym momencie zjawił się ordynator i zadysponował: „Migiem na salę operacyjną” - zeznawała Justyna Grechuta w sądzie.

Wprawdzie po interwencji ordynatora zrobiono pani Justynie cesarskie cięcie, ale... - Piotruś urodził się wiotki z objawami niedotlenienia. - Usłyszałam, że dziecko ma opuchniętą jedną stronę mózgu, ale mu to przejdzie - wspomina kobieta. Diagnozę: porażenie mózgowe - usłyszała po paru miesiącach, gdy zmieniła szpital i neurologa.

Złożyła doniesienie do prokuratury, a potem długo szukała adwokata, który zawalczy w sądzie o odszkodowanie dla jej synka. - Kancelaria prawna z naszego regionu, która reklamowała się jako specjalista od pozyskiwania odszkodowań, po konsultacji ze współpracującym z nią lekarzem odmówiła przyjęcia zlecenia, więc sięgnęliśmy po prawników z Krakowa - opowiada pani Justyna. Piotruś ma 9 lat i jego stan niewiele się zmienia. Nadal nie chodzi, wymaga ciągłej opieki i rehabilitacji.

- Nasi prawnicy zażądali od szpitala i jego ubezpieczyciela

milion złotych odszkodowania


oraz 12 tysięcy zł comiesięcznej renty - mówi pani Justyna. Zwykle zasądzane odszkodowania są niższe od żądanych, choć i tu zdarzają się odstępstwa. Pięć mln zł (w tym 4 mln odsetek) musiał zapłacić warszawski szpital swojej radczyni prawnej Grażynie G.-J., która trafiła na oddział z zawałem serca, a wyszła z uszkodzonym kręgosłupem, niedowładem nóg i całkowitą utratą funkcji seksualnych. Kobieta wywalczyła też sobie w sądzie dożywotnią rentę.

Gdańscy specprokuratorzy przyjrzą się m.in. głośnej przed trzema laty w naszym regionie sprawie śmierci 18-letniej Darii, pensjonariuszki Domu Pomocy Społecznej „Słoneczko”.

Chora dziewczynka z zespołem Downa miała 39 stopni gorączki i duszności, więc lekarz z DPS wezwał pogotowie. Ratownicy zawieźli Darię do Kujawsko-Pomorskiego Centrum Pulmonologii, gdzie lekarze stwierdzili, że stan chorej wymaga leczenia na oddziale intensywnej terapii, ale w ich szpitalu wolnego łóżka nie ma. W takim przypadku wolne miejsce winni wskazać dyspozytorzy z centrum zarządzania kryzysowego. I wskazali... szpitalne łóżko w oddalonym o 50 km Chełmnie. Tej podróży ciężko chora dziewczyna nie zniosła i po dowiezieniu do szpitala zmarła.

Z raportu NFZ wynika, że w bydgoskich szpitalach było tego dnia (8 marca 2013 r.) co najmniej 5 wolnych łóżek na oddziałach dziecięcych, a ponieważ Daria kilka miesięcy wcześniej skończyła 18 lat, nikt tego nie sprawdzał. - To śledztwo, zanim przekazaliśmy je Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku, było

na etapie weryfikacji


linii obrony trzech lekarzy, którym przedstawiono zarzuty popełnienia przestępstw - informuje Jan Bednarek z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. Wśród ośmiu bydgoskich śledztw, przejętych przez gdańską speckomórkę, jest sprawa dotycząca śmierci 82-letniego Romualda D., który w kwietniu br. zamordował swoją obłożnie chorą 75-letnią żonę, a potem ten sam nóż (narzędzie zbrodni) wbił sobie w pierś. - Po zabiegu operacyjnym podejrzany zapadł w śpiączkę, a po przewiezieniu z oddziału szpitalnego przy areszcie do jednego z bydgoskich szpitali zmarł - Jan Bednarek przybliża sprawę, którą zajmą się teraz gdańscy prokuratorzy.

Nowy dział ds. błędów lekarskich Prokuratury Regionalnej w Gdańsku przejął też pięć spraw z okręgu włocławskiego i sześć z toruńskiego. Wśród przejętych śledztw jest sprawa zgonu pacjentki oddziału otolaryngologicznego Regionalnego Szpitala Specjalistycznego im. dr Władysława Biegańskiego w Grudziądzu. - Lekarzom i personelowi medycznemu, na których ciążył obowiązek opieki nad chorą, zarzuca się niedopełnienie obowiązków poprzez brak sprawdzania na bieżąco czynności życiowych oraz niewłaściwe leczenie chorej, co naraziło ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz

nieumyślne spowodowanie śmierci


pacjentki 27 października 2015 roku - informuje Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Gdańska specgrupa przyjrzy się też kulisom śmierci Jarosława Wenderlicha byłego wieloletniego szefa bydgoskiej delegatury NIK, który zmarł kilka godzin po zabiegu koronografii w jednym z bydgoskich szpitali. Bliscy zmarłego chcą wiedzieć, czy powodem powikłań, które spowodowały jego śmierć, były błędy lekarskie.

W myśl kwietniowego rozporządzenia ministra sprawiedliwości, śledztwa w sprawach błędów medycznych, skutkujących ciężkim uszkodzeniem ciała, powinny prowadzić okręgowe jednostki prokuratury, zaś postępowania w sprawie zaniedbań lekarskich lżejszego kalibru pozostają w gestii prokuratur rejonowych. Wbrew pozorom, prokuratorskich postępowań w sprawie błędów, skutkujących ciężkim rozstrojem zdrowia, jest w naszym regionie niewiele, więc nie było powodu do tworzenia specjednostek w prokuraturach okręgowych.

Do nadzorowania tego typu spraw wyznaczono okręgowych koordynatorów, którzy służą pomocą mniej doświadczonym kolegom. A nad całością czuwa krajowy koordynator do spraw błędów lekarskich.

Jak się bronić przed niesłusznym oskarżeniem


„Jak bronić się przed odpowiedzialnością karną z tytułu błędów medycznych” - to temat szkolenia, zorganizowanego w ub. tygodniu przez Instytut Szkoleniowy Ministerstwa Sprawiedliwości.

Wzięli w nim udział dyrektorzy medycznych placówek, lekarze, biegli sądowi i prawnicy, a gościem specjalnym była Anna Świtalska-Kozyra, koordynator ds. błędów medycznych Prokuratury Krajowej. „Prokuratorzy też popełniają błędy - nie stań się ofiarą jednego z nich” - takie hasło przyświecało organizatorom szkolenia. Miało on uzmysłowić jego uczestnikom zagrożenia, związane z powołaniem prokuratorskich speckomórek ds. błędów lekarskich i podpowiedzieć im, jak uniknąć niesłusznego oskarżenia.

Oddaj swoją sprawę w ręce profesjonalistów


„Odszkodowania za błędy medyczne. Brak opłat wstępnych, niska prowizja, już od 15 proc. Oddaj swoją sprawę w ręce profesjonalistów” - tak reklamują się kancelarie prawne, a czasem fałszywi prawnicy, żerujący na ludzkim nieszczęściu.

Zanim podpiszemy umowę, sprawdźmy wiarygodność prawników, ostrzegają znawcy tematu. W Polsce wiją już sobie gniazdka międzynarodowe korporacje prawnicze, wyspecjalizowane w pozyskiwaniu odszkodowań za błędy lekarskie. Sprawdziły się w USA, gdzie przerażeni ich skutecznością lekarze płacą ubezpieczycielom ogromne składki. Odszkodowanie za błąd lekarski pokrywa wszelkie straty finansowe, powstałe na skutek szkody: koszty zakupu leków, leczenia, rehabilitacji, zakupu specjalistycznego sprzętu oraz zwrot utraconego dochodu. Zadośćuczynienie rekompensuje szkody o charakterze niematerialnym, np. ból, cierpienie, trwałe kalectwo lub oszpecenie, zmianę trybu życia.

W „okręgówkach” sprawy lżejszego kalibru?


Prokuratura Okręgowa w Toruniu prowadzi aktualnie 4 śledztwa, dotyczące błędów lekarskich, skutkujących ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu, a w Prokuraturze Okręgowej w Bydgoszczy toczy się 8 takich spraw oraz 3 postępowania w sprawie domniemanych błędów lub zaniechań, zakończonych zgonem.

Jedna ze spraw dotyczy śmierci 68-letniej kobiety, u której zdiagnozowano bóle kręgosłupa, tymczasem chora zmarła na zawał serca. Inny przypadek odnosi się do 85-letniego pacjenta, który przyszedł do szpitala na zabieg zwężenia tętnicy szyjnej, dostał tu ataku padaczki, uderzył głową w szafkę i zmarł. Trzecie śledztwo powinno dać odpowiedź na pytanie, czy 80-letnia kobieta, której upadek zakończył się zgonem, była właściwie leczona. W Prokuraturze Okręgowej w Toruniu toczy się śledztwo w sprawie zaniechań załogi karetki pogotowia wobec osoby poszkodowanej w wyniku zderzenia samochodu i motocykla. Warunkowym umorzeniem zakończyła się niedawno w sądzie głośna sprawa lekarki pogotowia, która bez zbadania mieszkanki Żołędowa orzekła jej zgon, ale kobieta nagle... ożyła.

Art 160 k.k. stanowi:


„Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5, a jeśli działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku”.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 24-07-2016 08:44

    Oceniono 2 razy 0 2

    - Mistrz: Prawnicy z fakultetem medycznym.

    Odpowiedz

  2. 23-07-2016 11:27

    Oceniono 6 razy 6 0

    - xcz: Wreszcie zbadają błędy lekarskie.

    Odpowiedz

  3. 22-07-2016 13:42

    Oceniono 8 razy 7 1

    - ja: Brawo minister Ziobro!

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz