Jejku, czy ja na pewno zamknęłam drzwi...

Paulina Błaszkiewicz 10 lipca 2016, aktualizowano: 10-07-2016 16:45

Obsesyjne mycie rąk, sprzątanie, dotykanie żelazka, sprawdzanie, czy drzwi są zamknięte - to przykłady zachowań, które mogą świadczyć o występowaniu zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, potocznie nazywanych natręctwami albo nerwicą natręctw.

EWA KORDYJAK-STARCZEWSKA: - Jeśli ktoś przed wyjściem z domu kilkanaście razy myje ręce albo wraca i notorycznie sprawdza, czy na pewno zamknął drzwi, to powinien się zastanowić nad podłożem takiego zachowania

Fot.: 123rf


Zaczęło się niewinnie, jeszcze w dzieciństwie. Po rozwodzie rodziców Joanna w sposób wręcz obsesyjny zaczęła sprzątać swój pokój. Mama początkowo się cieszyła, że córka tak dba o czystość i nie widziała w tym nic dziwnego. Z czasem jednak obsesja zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Joanna nie tylko nie wpuszczała nikogo do pokoju, ale strofowała wszystkich w swoim otoczeniu, aby przypadkiem nie nabrudzili.


- Wiedziałam, że to, co robię, jest dosyć dziwne, ale myślałam, że po prostu jestem nieco mniej tolerancyjna na wszędobylski bałagan - wspomina 29-letnia dziś pani Joanna. - Z czasem strach przed bałaganem przerodził się w lęk przed chorobami. Bałam się wszystkiego: raka, pasożytów, kleszczy, tasiemców, wszy, pcheł. Znałam na pamięć ich cykle rozwojowe, sposoby przenoszenia, występowanie. Wciąż wydawało mi się, że jestem zarażona. Wmawiałam sobie, że poranny głód na pewno spowodowany został przez tasiemca, a każde swędzenie skóry to zasługa wszy lub pcheł.

W czasie gdy jej rówieśniczki uczyły się języka angielskiego, chodziły na dyskoteki, ona spędzała wieczory wertując internet w poszukiwaniu coraz bardziej wymyślnych stworzeń, które pasowałyby do jej wyimaginowanych objawów.

- Za każdym razem wydawało mi się, że to się skończy, kiedy się dowiem, że to mnie nie dotyczy, gdy znajdę potwierdzenie w badaniu lub diagnozie lekarskiej. Niestety, to przynosiło tylko chwilową ulgę - dodaje kobieta.

Chorzy na nerwice natręctw powtarzają, że o wiele trudniejsze od zmagania się z zachowaniami kompulsyjnymi są obsesyjne myśli.

W pułapce natręctw


Paweł na początku swojej choroby potrafił trzy razy sprawdzać, czy żelazko jest ciepłe, mimo że ostatni raz prasował tydzień temu. Nie potrafił się skupić, gdy coś go rozpraszało. Podwinięta firanka, krzywo wiszący obrazek, źle ułożone włosy. .. A do tego nie mógł uwolnić się od liczenia. Wszystkiego. Drzwi w szafkach (chociaż nawet obudzony w środku nocy dokładnie wiedział, ile ich jest), słupków w płotach, kominów w drodze do pracy. A to był tylko wstęp. Prawdziwe jarzmo choroba zaczęła zbierać, gdy pojawiły się natrętne myśli. To one wwiercały się w głowę, nie pozwalały normalnie funkcjonować. Bo jak sobie przetłumaczyć, że sąsiad wcale nie chce nas otruć, a brzydki zapach na klatce schodowej to specyfika mieszkania w bloku, a nie celowe działanie osób trzecich?

Obsesje Pawła narastały. Mężczyzna skontaktował się z lekarzem dopiero wtedy, gdy jego strach zaczął przybierać coraz bardziej irracjonalne formy.

- Wszędzie węszyłem spisek. Ta myśl nie dawała mi spokoju. Wydawało mi się, że wszyscy są w zmowie. Nawet mijani przechodnie byli podejrzani. Bo czy to nie jest dziwne, że ktoś trzyma telefon komórkowy w ręku, zamiast w kieszeni? Z pewnością robi to po to, by napromieniować mnie falami magnetycznymi. Tak właśnie myślałem - pisze mężczyzna na jednym z forów internetowych.

Takich historii w internecie można znaleźć mnóstwo. Joanna i Paweł to nie są odosobnione przypadki...

To tylko nerwica...


Dla wielu osób ich zachowania są powodem do kpin i żartów. Bo jak nie uśmiechnąć się na myśl o człowieku, który nie potrafi normalnie funkcjonować, gdy w pokoju do gniazdka wpięta jest ładowarka telefonu komórkowego albo obsesyjnie liczy wszystkie szyby w przystankach?

A jednak obsesyjne mycie rąk, sprzątnie, obawa przed utratą kontroli, liczenie, strach itd. mogą być objawem choroby, którą można, a nawet trzeba leczyć.

Niestety, bardzo często problem ten jest bagatelizowany przez społeczeństwo, bo przecież to tylko nerwica natręctw. Nikt nie zastanawia się nad jej podłożem, a jak mówi dr Ewa Kordyjak-Starczewska, koordynator ds. psychiatrii w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu, przyczyny zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, bo tak powinniśmy dziś mówić o nerwicy, mogą być różne.

- Przede wszystkim powinniśmy zacząć od postawienia diagnozy, że mamy do czynienia z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi. Trzeba też znaleźć ich podłoże. Zachowania, które są przez pacjenta wielokrotnie powtarzane, mogą występować m.in. przy innych schorzeniach psychicznych, takich jak depresja czy schizofrenia - mówi dr Ewa Kordyjak-Starczewska.

Dezorganizacja życia


Specjalista psychiatra z wieloletnim doświadczeniem zwraca uwagę na brak psychoedukacji w naszym kraju, a przecież zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, które potocznie nazywamy natręctwami, mogą poważnie dezorganizować życie i przyczynić się do spadku jego jakości.

dr Ewa Kordyjak-Starczewska: Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne leczy się za pomocą środków farmakologicznych, jak również psychoterapii.


- Jeśli ktoś przed wyjściem z domu kilkanaście razy myje ręce albo wraca i notorycznie sprawdza, czy na pewno zamknął drzwi, to powinien się zastanowić nad podłożem takiego zachowania - od kiedy tak robi i dlaczego? - sugeruje dr Ewa Kordyjak-Starczewska. - Nieleczone zaburzenia mogą prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji, dlatego warto zgłosić się po poradę do lekarza specjalisty. Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne leczy się za pomocą środków farmakologicznych, jak również psychoterapii. Bardzo dobre efekty daje też terapia behawioralno-poznawcza.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.