Rodzice są jak analfabeci. Nie mają pojęcia o współczesnych nałogach [ROZMOWA]

Rozmawiał: Włodzimierz Knap 8 lipca 2016

- Błądzą ci, którzy przekonują, że na przykład marihuana zażywana w niewielkich ilościach to nic strasznego. W absolutnej większości marihuana, która jest dostępna w Polsce, to arcyszkodliwa chemia - mówi prof. MARIUSZ JĘDRZEJKO, dyrektor naukowy Centrum Profilaktyki Społecznej.

Prof. Mariusz Jędrzejko: - Dopuściliśmy dzieci do nowej technologii, nie zastanawiając się nad skutkami takiej sytuacji

Fot.: 123rf



Twierdzi Pan, że współczesne patologie są znacznie niebezpieczniejsze niż te, które występowały kiedyś.
Bo tak jest. Liczba, zasięg i głębokość zachowań, które określamy jako patologie albo uzależnienia, są dziś na nieporównywalnie większą skalę niż jeszcze stosunkowo niedawno. Przecież przez niemal cały okres PRL-u istniały tylko dwa masowe zagrożenia: alkohol i papierosy. Ludzie nawet nie wiedzieli, bo skąd mogli wiedzieć, o tym, że pojawi się cała gama nowych patologii i uzależnień, m.in. cyberuzależnienia. Dziś natomiast problemem są nie tylko nieznane wcześniej zagrożenia, lecz też mocno niepełna wiedza co do skutków, jakie mogą spowodować. Mało wiemy o konsekwencjach uzależnienia się m.in. od internetu, komórek, dopalaczy, elektronicznych papierosów. Powszechne jest przekonanie, że te ostatnie są „zdrowsze” niż zwykłe, ale przecież nadal mamy mglistą wiedzę o wpływie na zdrowie spalanego w nich glikolu i barwników, które są czystą chemią.

Osób uzależnionych przybywa?
W szalonym tempie. Na 10 osób, które diagnozujemy, 6-7 jest uzależnionych behawioralnie, czyli od silnej potrzeby wykonywania jakiejś czynności, np. zakupów, seksu, jedzenia, korzystania z telefonu, komputera, telewizji lub pracy, nawet wtedy, gdy przynosi ona szkody, a dana osoba nie potrafi powstrzymać się od wykonywania tej czynności. Najwięcej jednak zaburzeń behawioralnych jest związanych z nadużywaniem technologii cyfrowej.

Patrząc na to, co dzieje się przed galeriami handlowymi, to chyba zakupoholizm dotyczy milionów Polaków.
Oczywiście, że jest plagą, ale to uzależnienie stosunkowo łatwo zauważyć. Mało kto z pewnością zdaje sobie sprawę z szybko rosnącego uzależnienia od seksu. Za rzecz pozytywną uważam natomiast, że coraz większa jest grupa osób, która ma świadomość uzależnienia od seksu i chce się z tego leczyć. Niepokoić musi natomiast radykalnie przybywająca liczba osób uzależnionych od hazardu.

No i od cyberzaburzeń.
Ale to było do przewidzenia nie tylko z powodu rozwoju elektroniki, ale przede wszystkim tego, że dopuściliśmy dzieci do wspaniałej nowej technologii, mającej potężną moc oddziaływania, lecz nie robimy niemal nic, by uczyć je z niej mądrze korzystać. Kilka dni temu uczestniczyłem w konferencji w Łęczycy, która poświęcona była cyberzaburzeniom. Wzięło w niej udział ponad 200 osób: pedagodzy, nauczyciele, dyrektorzy szkół. Zapytałem ich, czy przed komuniami zadbali o to, by przekazać dzieciom porcję wiedzy, jak postępować z urządzeniami elektronicznymi, które dostaną. Niech pan zgadnie, czy ktoś tak postąpił?

Jedna osoba?
Nikt. A przecież nie trzeba być mędrcem, by wiedzieć, że wpływ internetu, komórek, tabletów itp. na dzieci i młodzież musi być wręcz gigantyczny.

Nie wszyscy mają tego świadomość.
To jak mają wychowywać swoje dzieci, kiedy nie znają alfabetu, bo do analfabetyzmu należy przyrównać brak wiedzy o skutkach korzystania z nowych technologii. Wszyscy dorośli, a szczególnie rodzice, powinni, a wręcz muszą wiedzieć, że mózg człowieka, w przeciwieństwie do wszystkich innych istot żywych, rozwija się bardzo długo. Pełną zdolność do rozumienia świata, rzetelnego pojmowania tego, co się widzi i słyszy, osiąga dopiero około 21. roku życia.

Do tego czasu jesteśmy dziećmi, gdy chodzi o rozwój mózgu?
Do zakończenia rozwoju mózgu człowiek nie jest w stanie, choćby chciał i miał wielki potencjał umysłowy, niezwykle rozwinięte zdolności empatyczne i inne, rozumieć w miarę w pełni otaczającą go rzeczywistość. Młodzi ludzie padają ofiarami tego, że nie potrafią swoimi mózgami prawidłowo ocenić różnych sytuacji.

Na przykład?
Gimnazjaliści na masową skalę oglądają filmy pornograficzne i starają się potem przenieść oglądaną fikcję do własnego życia, a jak nie wychodzi tak jak w filmie, bo nie może, mają pretensję do siebie, oceniają się nisko, wpadają w kompleksy, suną w kierunku nerwic, depresji... Dorośli natomiast, zamiast pomagać dzieciom i młodzieży, nie robią tego z różnych przyczyn. Niektórzy niewiele wiedzą o rozwoju emocjonalnym młodych ludzi, inni może wiedzą, lecz pracę stawiają ponad wychowanie. Księża zaś z reguły nie potrafią trafić do głów młodych Polaków, bo żyją na ogół w innym świecie, innymi problemami. Równie niebezpieczni są ci, którzy mają władzę, ale wykorzystują ją ze szkodą dla dzieci i młodzieży, a tym samym dla rodziców i całego społeczeństwa. To jednak odrębne, choć szalenie ważne zagadnienie. Tu tylko napomknę, że często ludzie, którzy mają instytucjonalny wpływ na wychowanie, zamiast nim się zajmować, realizują plany, zadania, wytyczne, wypełniają statystyki itp. I mają sumienie spokojne, bo przecież wypełniają to, czego przełożeni od nich żądają. A za wychowanie dzieci i młodzieży tak naprawdę w Polsce mało kto odpowiada, choć chlubnych wyjątków nie brakuje.

Wychowywanie w Polsce kuleje?
To za słabo powiedziane. W wielu rodzinach nie ma go w ogóle. A wychowywanie to mówienie rzeczy prostych, aż do znudzenia. Dziecku trzeba raz po raz powtarzać, że ma np. mówić „dzień dobry”, że ma spać co najmniej 8-9 godzin, bo tego wymaga ich zdrowie. Rodzice wychowanie nader często zastępują stosowaniem systemu „kija i marchewki”.

Nie tędy droga?
I znowu za słabo powiedziane. Oparcie wychowania na nagrodach i karach jest największym błędem, jaki można popełnić. Dzieci nieustannie karane znacznie częściej popełniają zachowania ryzykowne, np. sięgają po narkotyki, alkohol, bo wiedzą, że czego by nie zrobiły, to i tak spotka je kara albo fizyczna, albo psychiczna, a zwykle obie te kary występują łącznie.

Dlaczego rodzice karzą bez umiaru?
Karzą ci, którzy mają niskie kompetencje wychowawcze. Z badań wynika, że 99 proc. rodziców nie wie, iż kiedy dziecko jest rozemocjonowane, nie można z nim rozmawiać na stojąco. Trzeba dziecko posadzić, samemu usiąść i cierpliwie tłumaczyć. Tak to działa. I tylko tak.

Po papierosy, alkohol, narkotyki, napoje energetyczne, dopalacze młodzi Polacy sięgają równie często jak ich rówieśnicy z innych krajów?
Niestety, tak. Ale istota leży też w tym, że o ile zdajemy już sobie sprawę ze szkodliwości korzystania z dopalaczy, to na ogół nie mamy świadomości, jakiej jakości narkotyki czy alkohol są w obiegu. Błądzą ci, którzy przekonują, że np. marihuana zażywana w niewielkich ilościach to nic strasznego. W absolutnej większości marihuana, która jest dostępna w Polsce, to arcyszkodliwa chemia. Nie rozumiem również rodziców, którzy godzą się, by ich pociechy piły napoje energetyczne. Kto tak postępuje, ten akceptuje, by jego dziecko dostawało truciznę. Sam zwracam się do firm produkujących takie napoje z pytaniem, czy mają świadomość, w jaki sposób ich produkty wpływają na zdrowie, zwłaszcza dzieci. Ale albo nie dostaję odpowiedzi, albo piszą mi, że działają zgodnie z prawem. Czy jednak można się dziwić, że dorośli godzą się, by ich dzieci np. piły napoje energetyczne, skoro sami chleją alkohol? Alkoholizm to główny problem w dzisiejszej Polsce. I alkohol, a zwłaszcza ten robiony na masową skalę, potwornie niszczy głowy tych, którzy go piją. Zresztą, Polacy, co mnie wręcz boli, godzą się w swojej masie, by mieć towary bardzo niskiej jakości. Nie ma u nas dobrej promocji życia i zdrowia. Mało kto u nas potrafi dać młodym ludziom jasny i przekonujący przekaz, że ponieważ urodziłeś lub urodziłaś się, to już więcej nie urodzisz się, a zatem dbaj o swoje życie i zdrowie. By zaś o nie dbać, nie trzeba być ascetą.

Kraje zachodnie, a nawet Czesi, w przeliczeniu na 100-proc. czystego alkoholu spożywają go więcej niż Polacy.
Owszem, ale jaki alkohol oni piją, a jaki my. Proszę porównać piwo czeskie i polskie. Nacje zachodnie często wino rozwadniają, by miało 3-4 proc. alkoholu. Trudno jest spotkać pijanego Czecha czy Włocha. A Polaka?

Pan opowiada się za wychowywaniem patriotycznym. Jak Pan je rozumie?
W żadnym wypadku nie chodzi mi o gloryfikowanie Polski, polskości, podkreślanie chwalebnych kart naszej historii, gloryfikowanie klęsk, ale o wychowanie oparte na szacunku wobec absolutnie każdego człowieka, na triadzie: dobro - piękno - miłość. Naturalnie, że również trzeba uczyć miłości do Polski i jej dziejów.


Prof. Mariusz Jędrzejko


Prowadzi badania nad zjawiskami określanymi w socjologii i pedagogice jako „społeczeństwo ryzyka” i „człowiek w cyberprzestrzeni”.

Autor ponad 40 opracowań. Dotyczą one narkomanii, prostytucji, subkultur młodzieżowych, zachowań ryzykownych, mediów cyfrowych.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.