Sprawca śmiertelnego wypadku drogowego kwestionuje wyrok sądu i chce ułaskawienia. - Czy on nie ma wstydu?! - oburza się żona ofiary

Grażyna Ostropolska 8 lipca 2016

Prawo łaski dla skazanego zawsze budzi emocje. Zasadne, bo przekonanie, że ten, kto zawinił, musi ponieść karę, definiuje nasze poczucie sprawiedliwości. Czy Marian B. - sprawca wypadku, w którym zginął Janusz L. - doczeka się aktu łaski?

Fot.: Rys. Łukasz Ciaciuch


Ten człowiek najwyraźniej nie ma wyrzutów sumienia ani wstydu. Zabił mi męża, osierocił dwoje naszych dzieci, a życie mojej rodziny przewrócił do góry nogami i chce darowania kary? A niech sobie pisze o akt łaski nawet do Pana Boga... - tak na wieść o tym, że Marian B. wystąpił o ułaskawienie reaguje Jolanta L., żona ofiary.


- Od chwili uwięzienia męża, stan naszego niepełnosprawnego od urodzenia syna stale się pogarsza, a zmiany w jego psychice mogą się okazać nieodwracalne. Ja też jestem chora i bezrobotna, a kredyty, które trzeba spłacać i zajęcie komornicze emerytury męża powodują, że brakuje nam środków do życia - skarży się Barbara B., żona skazanego.

W maju Sąd Rejonowy w Nakle, który wydał wyrok skazujący Mariana B. na trzy lata więzienia,

zaopiniował negatywnie


jego prośbę o ułaskawienie i przekazał ją Sądowi Okręgowemu w Bydgoszczy do dalszego prowadzenia.

„Z istoty kary pozbawienia wolności, której immanentną cechą jest izolacja skazanego, wynikają, rzecz jasna, pewne ujemne konsekwencje dla jego najbliższych” - zauważa sędzia, wskazując, że skazany miał ponad rok, by przygotować rodzinę, także w sferze psychicznej, na swój pobyt w zakładzie karnym i podpowiada, że jeśli żona pana B. ma problemy, to może się zwrócić o wsparcie do organów pomocy społecznej, choćby o przyznanie asystenta rodziny.

- Nie da się przygotować dziecka niepełnosprawnego umysłowo i silnie związanego z ojcem do tego, że będzie od niego odizolowane - twierdzi Barbara B.

- Trzeba było pomyśleć o żonie i dziecku, gdy się jechało bez prawa jazdy ponad 100 kilometrów na godzinę i wyprzedzało na linii ciągłej inne auta - zauważa Jolanta L.

Do wypadku w Trzeciewnicy koło Nakła doszło 10 lutego 2012 r tuż po godz. 7, a efektem zderzenia renaulta, którym jechał do pracy 53-letni Marian B. z citroenem, prowadzonym przez 47-letniego Janusza L., przedsiębiorcę ze Ślesina, były

karambol i śmierć


kierowcy citroena. W czerwcu 2013 roku sąd uznał, że Marian B. umyślnie naruszył zasady ruchu drogowego, ponieważ „wbrew obowiązującemu na tym odcinku drogi zakazowi podjął manewr wyprzedzania, doprowadzając do zderzenia renaulta z prawidłowo poruszającym się citroenem, prowadzonym przez Janusza L.”, którego następstwem była śmierć kierowcy citroena. Zasądził mu 3 lata więzienia oraz 45 tys. zł zadośćuczynienia dla rodziny ofiary.

Marian B. zaprzecza, jakoby wyprzedzał. Tłumaczy, że na widok świateł „stop” w jadącym przed nim aucie, włączył w swoim renaulcie tryb nagłego hamowania i samochód zareagował inaczej niż się spodziewał, ale w świetle zeznań świadków i zarazem uczestników karambolu oraz opinii biegłego nie udało mu się tej tezy udowodnić. Na orzeczenie kary bezwzględnego więzienia miały wpływ wcześniejsze wykroczenia drogowe pana B. „Skutkowały one przekroczeniem przez Mariana B. limitu punktów karnych i tym, że w październiku 2010 roku prezydent Miasta Bydgoszczy podjął decyzję o cofnięciu B. uprawnień do kierowania pojazdami kategorii A i B, więc w lutym 2012 roku nie miał on prawa prowadzić auta”, czytamy w akcie oskarżenia. To na zlecenie prokuratury w Nakle powstała kontrowersyjna ekspertyza sporządzona przez biegłego S. z Torunia, która zaważyła na sądowym wyroku (poza zeznaniami świadków), a teraz jest przez skazanego podważana.

„Ekspertyza wypadku drogowego”, opracowana w kwietniu 2012 roku przez biegłego S., będąca jednym z podstawowych dowodów w sprawie, na którą powołał się sąd w uzasadnieniu wyroku, zawierała poważne błędy merytoryczne”. Pod tym stwierdzeniem podpisali się dr inż. Wiesław Garbatowski i dr inż. Bolesław Parulski z Ośrodka Badania Wypadków Drogowych w Poznaniu, którym niepogodzony z wyrokiem Marian B., zlecił analizę materiałów z akt sprawy oraz ekspertyzy wykonanej przez toruńskiego biegłego S.

Opinia sporządzona przez Garbatowskiego i Parulskiego, specjalistów od kryminalistyczno-technicznej rekonstrukcji wypadków drogowych, jest dla toruńskiego eksperta druzgocąca. Zarzucają oni biegłemu S., że sformułowane przez niego wnioski końcowe „odnoszą się do innego miejsca zdarzenia, o trzy kilometry odległego od tego rzeczywistego, wynikającego z dokumentacji fotograficznej, zawartej w aktach sprawy”, a interpretacja dowodów w postaci śladów na jezdni w celu ustalenia miejsca zderzenia pojazdów była „niezgodna z regułami przyjmowanymi w rekonstrukcji wypadków”. Poznańscy eksperci podpisują się też pod odważnym stwierdzeniem, że zastosowane w ekspertyzie S. metody obliczeniowe parametrów ruchu pojazdów przed zderzeniem „były wynikiem niewiedzy autora, bądź świadomym zamiarem wprowadzenia sądu w

błąd


Co na to biegły S.? - Ja tej opinii nie czytałem. Pamiętam, że dr Garbatowski rozmawiał ze mną i z czymś, co znalazł w mojej ekspertyzie, się nie zgadzał, ale my prawie nigdy się nie zgadzamy- twierdzi S. Pamięta swoje przesłuchanie w sądzie. - Oskarżony zachowywał się butnie i nie tylko mnie, ale i sędziego zdenerwował - wspomina S. Pytamy, czy skoro są tak poważne rozbieżności w ocenach ekspertów, nie powinno dojść do konfrontacji autorów, by obalić forsowaną przez skazanego hipotezę, że wyrok oparto na błędzie. - Sądy wyższej instancji podtrzymały wyrok i nie miały uwag do mojej ekspertyzy, a z tego, co mi wiadomo, pan B. zamówił prywatną opinię już po wyroku. Różnie się takie prywatne zlecenia ocenia. Jedni uważają, że są one pisane pod zamawiającego, inni traktują je poważnie - mówi S. Poznańscy eksperci zarzucają mu, że opierał się tylko na aktach, nie wykonując wizji w terenie, co oni uczynili i uwiecznili na płycie CD.

- Ja się nie pomyliłem, a zarzut, że miejsce zdarzenia umieściłem trzy kilometry od faktycznego to tylko ich

wymysł


- zapewnia biegły S. - Podtrzymujemy swoją opinię i nie znamy nowych argumentów, które by ją kontrowały - słyszymy od dr. Wiesława Garbatowskiego.

- Tuż po uzyskaniu opinii Ośrodka Badania Wypadków Drogowych w Poznaniu złożyliśmy ją w nakielskiej prokuraturze wraz z zawiadomieniem o domniemanym sfałszowaniu ekspertyzy przez S., ale odmówiono wszczęcia śledztwa - twierdzi Barbara B. „Kwestionowana opinia była jednym z dowodów w postępowaniu karnym, prowadzonym przed sądem. Uznano ją za wiarygodną, a sąd okręgowy uznał apelację od wyroku za niezasadną”, czytamy w prokuratorskiej odmowie wszczęcia śledztwa.

Marian B. nie chce się z tym pogodzić i wnioskuje do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy, który właśnie opiniuje jego prośbę o ułaskawienie, by ten przeprowadził dowód z przesłuchania i konfrontacji autorów dwóch odmiennych opinii.

- Wiem, że celem postępowania ułaskawiającego nie jest korygowanie prawomocnych orzeczeń, ale czy sąd ma prawo przejść do porządku dziennego nad błędami, które wpłynęły na błędne ustalenia w sprawie i skutkowały tym, że przypisano mojemu mężowi umyślność w postępowaniu i wymierzono mu wyższą karę bezwzględnego pozbawienia wolności? - pyta żona skazanego.

Pełnomocnik Mariana B. wnosi do sądu o pozytywne zaopiniowanie prośby jego klienta o ułaskawienie, by prezydent RP, który będzie ją rozpatrywał, miał możliwość ponownego przeanalizowania sprawy i obu ekspertyz.

Warto wiedzieć: Ułaskawienie


Prawo łaski jest szczególnym, określonym w Konstytucji RP, uprawnieniem prezydenta. Jego istotą jest całkowite lub częściowe uwolnienie skazanego od skutków karnych prawomocnego wyroku sądu. Akt łaski nie zmienia wyroku i nie podważa winy skazanego. Jego celem jest ustalenie, czy po wydaniu prawomocnego wyroku zaistniały w życiu skazanego wydarzenia, powodujące nadmierną dolegliwość wymierzonej kary.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.