W walce z nowotworem samotny wojownik się nie sprawdza...

Paulina Błaszkiewicz 9 lipca 2016

„90 procent moich pacjentów to kobiety, ponieważ wciąż króluje stereotyp mówiący, że mężczyzna powinien sobie radzić z problemami, a szukanie pomocy pokazuje, iż jest słaby - mówi dr Małgorzata Rębiałkowska-Stankiewicz, psychoonkolog.

Małgorzata Rębiałkowska-Stankiewicz: - Na każdym etapie choroby nowotworowej najważniejsze jest zadbanie o jakość życia pacjenta.

Fot.: nadesłane



Ksiądz Jan Kaczkowski mówiąc o swojej chorobie podkreślał, że najgorsza rzecz, jaka go spotkała, to moment, gdy usłyszał diagnozę: „Glejak mózgu. Rokowania bardzo złe. Kilka miesięcy życia”. Jak oswajać raka, kiedy lekarz nie pozostawia nam złudzeń?
Te informacje nie zawsze są przekazywane w aż tak drastyczny sposób, ale faktycznie zdarzają się sytuacje, kiedy pacjent wychodzi z gabinetu z przekonaniem, że nie ma dla niego już nic w ofercie. Obecnie zaleca się raczej, by przekazywać pacjentom pełną diagnozę. Lekarze coraz bardziej otwarcie mówią o rokowaniach, o ofercie leczenia. Największy problem polega jednak na tym, że onkolodzy mają mało czasu dla pacjenta - nie zawsze z nim rozmawiają, zapominają o roli nadziei i przekazaniu choćby jednej dobrej wiadomości. Zdarza się, że pacjent wychodzi z gabinetu i jest przerażony tym, co usłyszał. Oczekiwałabym od lekarzy jednego - by mówili, że istnieją psychoonkolodzy i miejsca, w których można uzyskać pomoc. Na każdym etapie choroby nowotworowej najważniejsze jest zadbanie o jakość życia pacjenta.

Pacjenci z rakiem bardzo często są przekonani, że choroba zabiera im wszystko, więc jakość ich życia diametralnie się zmienia i obniża...
Muszą się również uporać z poczuciem straty: zdrowia, sprawności, atrakcyjności fizycznej i znaleźć w tej trudnej sytuacji sens. Uporanie się ze stratami, zdefiniowanie się na nowo, dokonanie zmian w życiu podnosi jego jakość. Oczywiście psychoonkolog, uczestnictwo w zajęciach Akademii Walki z Rakiem nie zdoła odwrócić diagnozy, ale może pacjentowi uświadomić, co on może zrobić z własnym życiem i na co ma wpływ, nawet na ostatnim etapie choroby. Przypomniała mi się moja pacjentka, która odeszła bardzo niedawno. Odwiedzałam ją w domu, ponieważ jej stan zdrowia nie pozwalał na inne spotkania. Na koniec powiedziała mi: „Wiesz, dopiero teraz w pełni doceniłam to, że przychodziłam do akademii. Widzę, co się ze mną dzieje, jak wyglądam, ale zupełnie inaczej o tym myślę, czuję się przygotowana”. Ta właśnie pacjentka dojrzale dała sobie radę z ostatnim etapem choroby.

Wiele osób się poddaje, unika tematu choroby...
To rzeczywiście bardzo częste sytuacje. Warto jednak powiedzieć o tym, że chorzy się poddają, ponieważ nie mają z kim porozmawiać. Nie chcą obciążać swoimi rozterkami rodziny.

Która mówi...
„Daj spokój. Będzie dobrze”. Chory zaczyna mówić o swoich obawach, a członkowie rodziny mu na to nie pozwalają. Tymczasem to jest właśnie czas na szczerą i otwartą relację z bliskimi, by pacjent mógł powiedzieć co czuje, czego się boi.

Zapominamy o tym, że mamy określoną datę ważności?
Tak, a przecież gdzieś w kalendarzu jest wpisana data naszej śmierci. Moi pacjenci potrafią o niej rozmawiać, ponieważ traktują ją jako temat mocno związany z życiem. Głośne powiedzenie o tym, czego się boją, im pomaga. Nie wymagam od nich, by byli fantastyczni i świetnie sobie radzili. Nie na tym polega moja rola. Psychoonkolog przyjmuje pacjenta takim, jakim on jest. Są tacy, którzy potrzebują tylko obecności, chcą uporać się z własną złością albo zrozumieć własne potrzeby. Mam też jednak takich podopiecznych, którzy chcą spełnić marzenia albo zrobić coś, na co wcześniej nie mieli czasu albo odwagi.

Mówi Pani o akceptacji danej sytuacji przez chorych z rakiem. To zupełny kontrast do tego, co mówią onkolodzy, którzy, mam wrażenie, często obwiniają swoich pacjentów, że zachorowali na raka, bo się nie badali.
To jest absolutnie niedopuszczalne. Było jak było. „Nie chodziłem do lekarza, nie badałem się. Trudno”. Obwinianie pacjenta w sytuacji, kiedy jest on pełen lęku, tylko pogarsza jego stan psychiczny. Chorego interesuje to, co jest tu i teraz, co onkologia może dla niego zrobić i co on sam może zrobić dla siebie. Doskonale wiemy, że z korzystaniem z badań profilaktycznych w Polsce jest różnie. Chciałabym, by wszyscy pamiętali o jednym - profilaktyka i regularne chodzenie do lekarza nie leczą. To jest kontrola, która daje możliwość uchwycenia choroby wcześniej. Historie moich pacjentów są najróżniejsze. Są tacy, którzy zachorowali w wieku 15 lat i po latach pojawiła się wznowa. Są kobiety i mężczyźni, którzy regularnie się badali. Część pacjentów obwinia się o to, że chodzili do lekarza, ale nie potrafili radzić sobie ze stresem. Przeszłość zamykamy. Wyciągamy z niej wnioski.

Wspomniała Pani o mężczyznach. Oni też korzystają z pomocy psychoonkologa?
Niestety, robią to rzadko. Dziewięćdziesiąt procent moich pacjentów to kobiety, ponieważ wciąż króluje stereotyp mówiący, że mężczyzna powinien sobie radzić z problemami, a szukanie pomocy pokazuje, iż jest słaby. Tymczasem tylko silny człowiek potrafi powiedzieć: „Muszę szukać sprzymierzeńców. Chcę usłyszeć, co mogę. Chcę sobie pomóc”. Samotny wojownik w walce z chorobą nowotworową się nie sprawdza. Ważne jest też to, na jakiego przeciwnika rak trafił. Lubię cytować pacjentom Oliviera Sacksa: „Nieważne, jakiego człowiek ma raka. Ważne, jakiego rak ma człowieka”.

Boi się Pani raka?
Odkąd pracuję z moimi pacjentami, nie boję się choroby nowotworowej jak większość społeczeństwa. Często rozmawiamy z pacjentami o tym, że „dobrą stroną” raka jest to, iż medycyna ma coraz więcej możliwości w walce z nim, a jego przebieg zależy w znacznym stopniu od nas samych. Ważne jest też to, że ta choroba daje czas. To czas, który można dobrze wykorzystać.

Teczka osobowa


dr Małgorzata Rębiałkowska-Stankiewicz


- Psychoonkolog. Pracuje m.in. z pacjentami onkologicznymi i ich rodzinami w Akademii Walki z Rakiem w Toruniu. Jest moderatorką grup wsparcia dla rodziców po stracie dziecka.

Z pierwszego wykształcenia jest położną. Od zawsze interesowała ją ginekologia. Pracowała na oddziale ginekologiczno-położniczym w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. L. Rydygiera w Toruniu. Ukończyła studia z zakresu edukacji zdrowotnej i promocji zdrowia.

- Absolwentka psychoonkologii z certyfikatem Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego.

Wykłada na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, gdzie jest zatrudniona w Instytucie Pedagogiki.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.