Złagodzenie ustawy o broni może zamienić kraj w arsenał

Wojciech Mąka 24 czerwca 2016, aktualizowano: 24-06-2016 10:49

Argumenty zwolenników ułatwienia dostępu do broni coraz częściej zdają się trafiać w dziesiątkę. Tyle że polityczne hasła o obronie ojczyzny przed terroryzmem mają tu najmniejsze znaczenie.

Maciej Grabowski ze strzelnicy „Olender” pokazuje jeden z egzemplarzy broni ostrej, z której Polacy coraz chętniej chcą strzelać.

Fot.: Grzegorz Olkowski


Rząd oraz posłowie Prawa i Sprawiedliwości będą chcieli zmieniać obowiązujące w Polsce prawo regulujące dostęp do broni ostrej na bardziej liberalne. Odbywa się to pod hasłami konstytucyjnego obowiązku obrony ojczyzny i tworzenia podlegających ministrowi obrony narodowej struktur tzw. Gwardii Narodowej. Projekt ustawy jest już w sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. PiS nie ukrywa, że w dużej części przejął pomysły Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni. To ten sam ruch, który dwa lata temu postulował łatwy dostęp do broni, służącej obronie miru domowego - do zakupu strzelby miałby wystarczyć dowód osobisty, niekaralność i akt własności domku jednorodzinnego.

W interesie firm?


Plany PiS-u na nowo ożywiły dyskusję na temat zmian. A jest o czym rozmawiać, bo już podstawowa, „obywatelska karta broni” upoważniałaby do zakupu niektórych „mniej groźnych” jej rodzajów: strzelb, karabinków sportowych bocznego zapłonu czy jednostrzałowych pistoletów. Po trzech latach można by było dostać pozwolenie na nabycie praktycznie wszystkich znajdujących się na rynku pistoletów czy rewolwerów. Ostatnie w kolejce byłoby pozwolenie rozszerzone - to upoważniałoby właściciela do noszenia załadowanej broni przy sobie. Poważną zmianą ma być także zabranie uprawnień do wydawania pozwoleń policji i przekazanie ich starostom lub wojewodom.


- Obecna ustawa jest restrykcyjna i dlatego dobra; nie widzę powodu do zmiany. Może to być jedynie w interesie firm handlujących bronią... - komentuje Paweł Olszewski, poseł PO. - Nie chciałbym, żeby w naszym kraju ludzie chodzili po ulicach z pistoletami przy pasie.

- Musimy się liczyć z tym, że jeśli ułatwimy dostęp do broni, to znajdzie się ona także w świecie przestępczym - przestrzega Arkadiusz Myrcha, radca prawny i toruński poseł PO. - Kiedy byłem w Nowym Jorku, liczba prasowych doniesień o zdarzeniach z użyciem broni po prostu przerażała.

Na sportową prawie wszystko


Problem polega na tym, że w tej chwili niektóre środowiska strzeleckie o wiele lepiej znają obowiązujące przepisy niż dyskutujący o nich politycy. Poseł Arkadiusz Myrcha jest zdziwiony, kiedy słyszy, że obowiązująca w Polsce ustawa jest... najbardziej liberalna w Europie.

Maciej Grabowski, strzelnica „Olender”: Komendanci traktują decyzje bardzo uznaniowo. Dlaczego komuś przyznają prawo do posiadania pięciu jednostek broni, a komuś innemu do sześciu?


- Obecna ustawa o broni i amunicji wymaga tylko kilku drobnych, specjalistycznych korekt, jak np. udostępnianie broni w celach filmowych czy artystycznych- mówi Włodzimierz Rapkiewicz, właściciel strzelnicy NFS w Bydgoszczy. Zwraca uwagę, że już w tej chwili policjanci nie mogą odmówić wydania pozwolenia, jeśli tylko ubiegający się o nie spełnia wszystkie wymagane ustawą warunki. - Prawo mówi, że komendant wojewódzki „wydaje” pozwolenie, a nie że „może wydać”. Tu wyboru nie ma - podkreśla Włodzimierz Rapkiewicz.

Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, a te umożliwiają uzyskanie legalnego dostępu do ostrej broni do celów niewinnie określanych jako „sportowe”. Mało kto wie, że na podstawie takiego zezwolenia można mieć choćby nowoczesny, ale wcale niesportowy pistolet Glock, karabin snajperski Dragunowa czy zwyczajny „kałasz” - pod warunkiem, że ten ostatni jest pozbawiony możliwości strzelania seriami. Trzeba tylko zapisać się do klubu strzeleckiego, zdać egzamin, uzyskać patent, licencję, nie być karanym, no i przejść badania lekarskie. Nie jest to tania zabawa, bo koszt już na początku rośnie do ok. 2,5 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć zakup sejfu najniższej klasy na broń - za mniej więcej ok. 700 zł - oraz samej broni.

Już wyraźnie widać, że interpretacje obecnego prawa, których autorami są przedstawiciele środowiska strzeleckiego, biorą górę nad policyjnymi urzędnikami. W Kujawsko-Pomorskiem jest w tej chwili 1228 pozwoleń na posiadanie broni sportowej. Tyle że tylko w minionym roku wydano aż 233 nowych takich dokumentów!

Odciąć resort


Policjanci bronią się rękami i nogami przed ułatwianiem dostępu do broni, twierdząc, że wcale nie poprawi on bezpieczeństwa na ulicach, a wręcz przeciwnie. Odmawiają rejestracji zakupionych sztuk, o ile ich właściciel nie pojawi się z nimi w komendzie wojewódzkiej policji, choć procedurę mogą przeprowadzić listownie na podstawie dowodu zakupu. Anegdotą już jest przypadek jednego z komendantów, który wydał pozwolenie, ale w rubryce określającej dopuszczalną liczbę jednostek broni, którą może posiadać delikwent, wpisał... zero.

- Odsunięcie resortu spraw wewnętrznych od decyzji w sprawie pozwoleń to jedna z najważnieszych, koniecznych zmian - uważa Maciej Grabowski, właściciel strzelnicy „Olender” w Wielkiej Nieszawce. - Komendanci traktują decyzje bardzo uznaniowo. Dlaczego komuś przyznają prawo do posiadania pięciu jednostek broni, a komuś innemu do sześciu? Policjanci wciąż mentalnie tkwią w ramach przepisów z lat 50. XX w.

Tak czy inaczej wszyscy podkreślają, że nie może być być mowy o uzyskaniu pozwolenia bez formalnej ścieżki szkoleń. - Ktoś, kto kupi strzelbę do obrony domu, a nie będzie znał podstaw posługiwania się nią, prędzej czy później zabije siebie albo jakiegoś domownika - mówi Włodzimierz Rapkiewicz.

To zwyczajny przedmiot


Liczba pojawiających się na strzelnicach osób rośnie - zwłaszcza po medialnych doniesieniach o atakach terrorystycznych. Tymczasem rezultatów politycznej dyskusji na temat zmiany prawa na razie prawie nie widać. W ostatnio zorganizowanym przez Piotra Najzera, wiceprezesa Kongresu Nowej Prawicy, spotkaniu w Bydgoszczy wzięło udział około sześćdziesięciu osób w każdym wieku. - Broń jest takim samym przedmiotem jak każdy inny, o tym, czy jest on niebezpieczny, decyduje człowiek. Żyjemy w wolnym kraju, więc powinniśmy mieć prawo do posiadania broni, co nie znaczy jednak, że musimy ją mieć - mówił Najzer.

Na początku spotkania nikt nie widział potrzeby ubiegania się o pozwolenie. Po niecałych dwóch godzinach dyskusji chętni byli już wszyscy na sali.

Ile broni jest w Europie
Ostatnie oficjalne badania pokazują, że Polska - pod względem liczby sztuk broni - jest w Europie na szarym końcu. Na stu Polaków przypada 1,3 tzw. jednostek broni. W Hiszpanii ten wskaźnik wynosi 10, we Włoszech - 15, w Czechach - 16,3. Rekordzistami są Finowie i Szwajcarzy - tam w domu broń trzyma prawie co drugi mieszkaniec. Kujawsko-Pomorskie pod względem liczby pozwoleń jest na 4 miejscu w kraju. Do samej tylko ochrony osobistej policja wydała u nas 5096 pozwoleń.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.