Szpital na... Perypetiach

Piotr Schutta 24 czerwca 2016

Takich sal hybrydowych do operacji kardiochirurgicznych ma niewiele szpitali na świecie. Lądowisko dla helikopterów też jedno z najlepszych w Polsce. Wyróżnia się nawet szpitalna kaplica - relikwiami Jana Pawła II. Po trzydziestu latach Grudziądz doczekał się szpitala na światowym poziomie. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden szczegół - szpitalne długi, które mogą pogrążyć to stutysięczne miasto.

Tak po 30 latach budowy wygląda dzisiaj regionalny szpital specjalistyczny w Grudziądzu.

Fot.: Gerard Szukay


Na początek trochę historii w liczbach. Budowa Regionalnego Szpitala Specjalistycznego im. dr Wł. Biegańskiego w Grudziądzu rozpoczęła się w 1985 roku, a zakończyła w czerwcu roku 2014. Kiedy w 2009 roku oddawano do użytku zasadniczą część inwestycji, czyli obiekt mieszczący 22 oddziały, Piotr Jaskulski, jeden z inicjatorów budowy i ówczesny dyrektor techniczny, mówił, że zadanie to pochłonęło 300 milionów złotych.


Dzisiaj grudziądzka lecznica jest jeszcze większa. To 35 oddziałów łóżkowych o profilach podstawowych, specjalistycznych, a nawet wysokospecjalistycznych. To również zespoły poradni i potężne zaplecze diagnostyczne. Cała powierzchnia użytkowa wszystkich budynków szpitalnych liczy ponad 90 kilometrów kwadratowych. Obiekt zajmuje 30-hektarowy teren. Rocznie hospitalizowanych jest tu ponad 40 tysięcy pacjentów. W poradniach z konsultacji korzystają setki tysięcy chorych, wykonuje się ponad milion badań. Według różnych danych, RSS w Grudziądzu służy pomocą imponującej grupie 400-500 tysięcy pacjentów, obejmując swoim działaniem kilkanaście powiatów. Z placówki korzystają nie tylko pacjenci z regionu, ale i z całej Polski.

Prokuratura sprawdzi szkodę


- W pierwszym kwartale 2016 roku jedynie 37 procent wartości udzielonych tu świadczeń zdrowotnych dotyczyło mieszkańców Grudziądza, a właśnie tylko na nasze miasto zrzuca się ciężar finansowania placówki - mówi prezydent Grudziądza Robert Malinowski z PO.

Janusz Dzięcioł, były poseł: Można było sytuację jeszcze uratować. Ale nikt mnie nie słuchał. Mówiono, że to ja jestem czubek. I jak to teraz wygląda?


Ciężar finansowania to mało powiedziane. Szpital ma dzisiaj potężne długi, które mogą się skończyć kłopotami dla całego miasta - zarządem komisarycznym, a nawet niewypłacalnością miejskiego budżetu. Mogą także skutkować sankcjami karnymi wobec konkretnych osób z zarządu miasta i szpitala, bowiem Prokuratura Regionalna w Gdańsku sprawdza przy pomocy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czy nie doszło w Grudziądzu do nadużycia uprawnień urzędniczych i zaniedbań, skutkujących szkodą majątkową. Kodeks karny za to przestępstwo przewiduje maksymalną karę do 10 lat więzienia.

Jak duża może być to szkoda? Dyrektor szpitala Marek Nowak, kierujący placówką z krótkimi przerwami od 1995 roku, mówił niedawno o kwocie zadłużenia wynoszącej 469 milionów złotych. Andrzej Wiśniewski, były prezydent Grudziądza, dzisiaj opozycyjny radny PiS, wymienia z kolei kwotę 522 milionów złotych.

Wydaje się, że ta różnica dzisiaj nie ma już znaczenia, bo na koniec roku kwota długu może być dużo wyższa. Śledząc poczynania władz samorządowych Grudziądza, można odnieść wrażenie, że szpitalny dług wymknął się tam spod kontroli. Ile wyniesie strata szpitala za 2016 rok, nikt nie jest w stanie przewidzieć. Poważne kłopoty z oszacowaniem wielkości zadłużenia szpitala im. Biegańskiego władze miasta miały już w pierwszym kwartale tego roku, gdy na polecenie Regionalnej Izby Obrachunkowej trzeba było z miejskiej kasy pokryć bieżące straty placówki. Za rok 2014 wykazano deficyt 30 milionów i tyle samorząd musiał wysupłać, ale za chwilę okazało się, że RIO unieważni obecny budżet miasta, jeśli nie zostanie pokryta strata za rok 2015. Początkowo wiceprezydent Grudziądza Marek Sikora przekazał publicznie informację o 24 milionach.

- Pamiętam tamtą sesję rady miasta. Zwracałem uwagę, że już we wrześniu 2015 r. szpital miał stratę 27 milionów - mówi Anrzej Wiśniewski. Z szacunków radnego wychodziła inna kwota - 42 miliony złotych.

- I okazało się, że miałem rację. Pomyliłem się tylko o milion, bo strata za ubiegły rok wyniosła 43 miliony. Z tego, co wiem, nie została jeszcze pokryta, natomiast miasto rozpoczęło wówczas zadziwiającą grę, do której włączył się wojewoda. Wymyślono mianowicie, że władze samorządowe Grudziądza nagle nie są organem prowadzącym szpital. Długo by opowiadać, na czym polega ten absurd. Udawanie, że szpital nie jest miejski, doprowadzi nas do katastrofy - uważa Andrzej Wiśniewski.

Nieoczekiwana wolta prezydentów Grudziądza wywołała tak zwany spór kompetencyjny z wojewodą kujawsko-pomorskim. 10 czerwca władze miasta Grudziądza zwróciły się do Naczelnego Sąd Administracyjnego z wnioskiem o wyjaśnienie sprawy. Samorząd posiłkuje się trzema różnymi opiniami prawników, którzy doszukali się starych rozporządzeń, wykazów i rejestrów. Z przedstawionych zapisów ma wynikać, że organem tworzącym był wojewoda toruński, a zarząd miasta Grudziądza tylko sprawował nadzór. Rozstrzyganie kwestii prawnych może potrwać długo. Tymczasem z każdym miesiącem w słupku szpitalnych zobowiązań przybywa kilka milionów zaległości.

Jak wynika z raportów Regionalnej Izby Obrachunkowej i Najwyższej Izby Kontroli, które w ostatnich latach prześwietlały finanse grudziądzkiego szpitala, aż 70 procent szpitalnych nieruchomości zostało obciążonych hipoteką. Stanowiły one zastaw pod kredyty wzięte na sfinalizowanie budowy. Kontrolerzy nie mają wątpliwości, że grozi to ryzykiem przejęcia majątku lecznicy przez wierzycieli. Przy czym największe koszty generują dziś kredyty zaciągnięte w instytucjach parabankowych.

Rolowanie długu


- Znaczna część bieżących strat bierze się z tak zwanego rolowania długów. Chodzi o prowizje od nowych kredytów, które wzięto na spłatę starych pożyczek - mówi Wiśniewski. Finansami szpitala w Grudziądzu interesuje się od lat. Przez kilka miesięcy 2014 roku brał udział w pracach czteroosobowej komisji, która na zlecenie władz miasta podjęła się trudnego zadania prześwietlenia szpitalnych finansów. Przeczytano dokładnie bilanse i raporty z ostatnich lat. Wnioski były druzgocące.

- W tych bilansach była cała wiedza o złej sytuacji. Ale radni, prezydent i rada społeczna szpitala zachowywali się tak, jakby nie umieli czytać bilansów. Szpital miał na początku kapitał własny na poziomie 200 milionów, ale w potwornym tempie zaczął go zjadać. Wreszcie zjadł wszystko i zaczął się posiłkować kredytami. To szaleństwo rozpoczęło się już w końcówce 2011 roku, kiedy zabrakło pieniędzy na dokończenie inwestycji. Pożyczono wówczas 150 milionów z Simens Finance i wkrótce zabrakło pieniędzy na obsługę kosztów tej pożyczki. Ktoś, kto by wówczas przeczytał dokładnie tamtą umowę, i odniósłby to do wysokości kontraktów zawartych z Narodowym Funduszem Zdrowia, potrafiłby przewidzieć, co się stanie za3 -4 lata z dokładnością do 100 tysięcy złotych - mówi Andrzej Wiśniewski. Jego zdaniem odpowiedzialnym za obecną sytuację jest prezydent Robert Malinowski, ale nie bez winy pozostaje także rada społeczna. W protokołach z jej posiedzeń trudno doszukać się w minionych latach informacji sugerującej niepokój z powodu pogarszających się wyników finansowych Regionalnego Szpitala Specjalistycznego.

- Mówiono o wszystkim. Tylko nie o długach - zauważa Wiśniewski. Nie ukrywa, że jest zwolennikiem wprowadzenia do miasta zarządu komisarycznego. - Ale jeśli poczekamy jeszcze trochę, to będziemy musieli wprowadzić nie komisarza, tylko zarządcę masy upadłościowej stutysięcznego miasta.

Były poseł Janusz Dzięcioł twierdzi, że od kilku lat ostrzegał o wiszącej nad szpitalem katastrofie. Uważa, że lecznica jest przeinwestowana i za duża, jak na warunki prowincjonalnego miasta.

- Jesienią 2014 roku, kiedy było 320 milionów długu, trzeba było zabronić dalszego inwestowania. Można było sytuację jeszcze uratować. Ale nikt mnie nie słuchał. Mówiono, że to ja jestem czubek. I jak to teraz wygląda? - pyta były grudziądzki parlamentarzysta i odsyła do raportów pokontrolnych Najwyższej Izby Kontroli. Jest tam wszystko. - Nie mogę tylko zrozumieć jednego. Dlaczego NIK nie złożyła doniesienia do prokuratury? - zastanawia się Janusz Dzięcioł.

Rada społeczna o nagrodach


W październiku ubiegłego roku NIK opublikowała wyniki kontroli, prowadzonej w latach 2013-2015. W omówieniu wniosków wytłuszczonym drukiem napisano: „NIK ostrzega, że bez rzetelnego wdrożenia programu restrukturyzacji oraz pomocy władz Grudziądza szpital nie będzie mógł samodzielnie funkcjonować. Zwraca także uwagę na ryzyko przejęcia części majątku szpitala przez wierzycieli. To jedna z najnowocześniejszych placówek tego typu w Polsce. Kłopoty szpitala mogą skutkować ograniczeniem dostępności do usług medycznych mieszkańcom Grudziądza i wschodniej części województwa kujawsko-pomorskiego”.

NIK negatywnie ocenia dotychczasowe działania podejmowane przez miasto. Zauważono wręcz, że w latach 2013-2015 urząd miasta nie przeprowadził w szpitalu żadnej kontroli, mimo że dane z dokumentów sprawozdawczych wskazywały na pogarszającą się sytuację finansową placówki. Swoich zadań nie realizowała też rada społeczna szpitala. Zamiast zająć się analizą bilansu finansowego, skupiała się - jak piszą inspektorzy NIK - na opiniowaniu nagród dla dyrektora i zakupem urządzeń medycznych.

Będzie rada?


Na kłopoty Nowak

- 13 czerwca w Bydgoszczy sprawą grudziądzkich problemów zajmowała się Wojewódzka Rada Dialogu Społecznego.

Dyrektor szpitala w Grudziądzu Marek Nowak przedstawił Wojewódzkiej Radzie program naprawczy. Miałby on polegać na początku na oddzieleniu długów inwestycyjnych od długu bieżącego szpitala. Wówczas placówka miałaby do spłacenia tylko 94 mln zł. Spłatę umożliwiłby korzystny kredyt, który dyrektor Nowak chciałby zaciągnąć w Banku Gospodarstwa Krajowego. Reszta zadłużenia zostałaby przekazana miejskiej spółce Grudziądzkie Inwestycje Medyczne. Prędzej czy później zobowiązanie to również będzie musiało zostać uregulowane, ale na razie takie rozwiązanie pozwoliłoby odetchnąć szpitalowi.

Chętnych brak


Niechciany kolos

- Kiedy kłopoty finansowe szpitala przerosły wyobrażenia władz miejskich Grudziądza, nagle okazało się, że nie wiadomo, kto jest organem prowadzącym.

Pierwszy sygnał został puszczony przez prezydenta Roberta Lewandowskiego na sesji Rady Miasta pod koniec lutego br. Oznajmił wówczas, że nadzór nad szpitalem przejmie marszałek województwa Piotr Całbecki. Ten jednak już na drugi dzień zdementował tę informację. Jakiś czas później władze samorządowe ogłosiły kolejną rewelację: miasto Grudziądz nie jest organem tworzącym szpital im. Biegańskiego. Jest nim... wojewoda. Niestety, Kujawsko-Pomorski Urząd Wojewódzki też nie widzi się w tej roli. Sprawę zbada NSA.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 29-06-2016 17:57

    Brak ocen 0 0

    - wybe: No, chyba te milionowe wydatki poszły na leczenie Polaków? To co zaorają teraz?

    Odpowiedz