Brytyjczycy w Unii Europejskiej? Tylko na swoich warunkach

Przemysław Łuczak 17 czerwca 2016

- Jeśli Brytyjczycy zagłosują za Brexitem, to premier poda się do dymisji. Jeśli jednak wynik będzie po myśli Camerona, to w ciągu paru dni będą musieli odejść ministrowie, którzy opowiedzieli się za Brexitem - mówi dr PRZEMYSŁAW BISKUP, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Przemysław Biskup: - Brytyjczycy nigdy nie myśleli o integracji europejskiej, że jest ona na zawsze

Fot.: Archiwum P. Biskupa



Czy na kilka dni przed referendum, które odbędzie się 23 czerwca, można powiedzieć, kto ma większe szanse na zwycięstwo, zwolennicy czy przeciwnicy pozostania Wielkiej Brytanii w UE?
Myślę, że nie. Właściwie każdy wynik głosowania jest możliwy. Sondaże ciągle się zmieniają, jednego dnia minimalną przewagę mają zwolennicy pozostania w Unii Europejskiej, następnego dnia ci, którzy widzą przyszłość swojego kraju poza wspólnotą. Natomiast gdybym miał „strzelać”, to jednak stawiałbym na tych, którzy chcą, żeby Wielka Brytania nadal była w UE.

Dlaczego tak wielu Brytyjczyków jest za opuszczeniem Unii Europejskiej?
Wynika to z wielu czynników. Trzeba pamiętać, że Wielka Brytania, wstępując do wspólnoty europejskiej, nigdy nie czuła się z tym dobrze. Brytyjczycy bowiem zawsze mieli inne pomysły na budowanie swojej silnej pozycji. Najpierw próbowali rozwijać Brytyjską Wspólnotę Narodów (Commonwealth), później stworzyli Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu (EFTA). I dopiero wtedy, kiedy i to przedsięwzięcie się nie udało, zdecydowali się na przystąpienie do Wspólnoty Europejskiej. To także nie obyło się bez kłopotów, dwa razy ich akces został zablokowany przez Francję, a trzecie podejście odbyło się w 1973 r., w momencie najbardziej upokarzającego dołka społeczno-ekonomicznego w XX-wiecznej historii Wielkiej Brytanii. To przełożyło się na bardzo słabe warunki akcesji, zwłaszcza gospodarcze. Przez pierwsze dziesięć lat Brytyjczycy ponosili nieproporcjonalnie wysokie koszty członkostwa. A kiedy z ust ówczesnej premier Margaret Thatcher padło słynne hasło: „Chcę z powrotem moje pieniądze”, Wielka Brytania wywalczyła sobie lepszą pozycję i weszła na drogę tzw. miękkiego eurosceptycyzmu, którego późne owoce spożywamy dzisiaj.

Jakie zastrzeżenia mają Brytyjczycy wobec UE?
Brytyjczycy od samego początku kwestionowali ideę integracji europejskiej, opartej na zasadzie ponadnarodowej. Do dzisiaj pytania o suwerenność narodową są tam niezwykle ważne, choć przełożone głównie na kwestie praktyczne, np. dotyczące migracji. Brytyjczycy podkreślają, że UE w coraz mniejszym stopniu jest czynnikiem kreującym siłę ich kraju, natomiast coraz bardziej tym, który powoduje wciąż wyższe koszty, np. regulacyjne. Tymczasem Wielka Brytania jest państwem, którego potęga gospodarcza od kilkuset lat wiąże się z obecnością na światowych rynkach, w handlu. W Londynie rośnie przekonanie, że dzisiaj światowym centrum gospodarczym, w którym trzeba być, jest Azja, a nie Europa.

Czy można powiedzieć, jeśli zwyciężą zwolennicy UE, że Wielka Brytania „tylko na chwilę” pozostanie w europejskiej wspólnocie?
Brytyjczycy nigdy nie myśleli o integracji europejskiej, że jest ona na zawsze. Nawet jeśli spojrzy się na brytyjskie regulacje prawne, to bardzo często powtarza się w nich stwierdzenie, że dane przepisy obowiązują w okresie członkostwa w UE. Projekt europejski z ich punktu widzenia służy wyłącznie celom gospodarczym. To wyraźnie widać w kampanii referendalnej, generalnie pozbawionej argumentów ideologicznych. A jeśli w ogóle są one używane, to tylko przez tych, którzy nawołują do wyjścia ze wspólnoty, podkreślając konieczność obrony państwa narodowego i niepodległości. Jeśli referendum zakończy się sukcesem strony opowiadającej się za pozostaniem w UE, będzie to wstęp do otwarcia nowego etapu członkostwa brytyjskiego. Jeszcze bardziej będą kwestionowane dążenia do pogłębiania integracji europejskiej w oparciu o zasady federalizmu. To zresztą było jednym z głównych argumentów premiera Davida Camerona w tej kampanii. Podkreślał, że wynegocjował trwałe wyłączenie Wielkiej Brytanii z federalizacji, dzięki czemu obywatele mogą obecnie głosować za pozostaniem w UE.

Czy największym wygranym referendum będzie Partia Niepodległości?
To referendum jest spełnieniem jej marzeń. Wyraźnie widać, że Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) wykorzystuje tę sytuację do budowania swojej pozycji na brytyjskiej scenie politycznej. Za kilka lat może stać się narodową - nie nacjonalistyczną - partią Anglików, co może przełożyć się na bardzo znaczący wzrost poparcia społecznego. UKIP już w ubiegłorocznych wyborach do parlamentu brytyjskiego zdobyła około 4 milionów głosów, natomiast tylko jeden mandat. Taka jest specyfika ordynacji wyborczej. Niedawno w jednej z debat politycznych, zorganizowanej przez stację ITV, wzięli udział premier Cameron i szef Partii Niepodległości Nigel Farage. Gdyby nie to referendum, taka debata nie mogłaby się odbyć, bo brytyjski premier nie chciałby rozmawiać z Farage’m jako równorzędnym partnerem.

Jak ten wzrost poparcia dla UKIP wpływa na konserwatystów?
Część Partii Konserwatywnej uważa, że UKIP jest na tyle poważną konkurencją, że trzeba ją jak najszybciej wyeliminować poprzez przejęcie jej haseł. Stąd wielu konserwatystów przeszło na pozycje bardzo zbliżone do UKIP, co doprowadziło do podziału w partii, która wysyła do społeczeństwa sprzeczne sygnały. Jeden zachęca do wystąpienia z UE, a drugi, rządowy, do pozostania w niej. Z tego powodu premier musiał odstąpić od żelaznej zasady solidarności gabinetu we wszystkich sprawach i zgodzić się na to, żeby niektórzy ministrowie mogli otwarcie popierać wyjście z UE.

Jak w tym referendalnym kotle odnajduje się Partia Pracy?
Jeszcze do niedawna Partia Pracy była głównym ugrupowaniem popierającym integrację europejską, ale - tak, jak pozostałe - z pobudek pragmatycznych. To się jednak ostatnio mocno skomplikowało pod nowym kierownictwem. Szef partii Jeremy Corbyn krytykuje integrację europejską przede wszystkim z pozycji lewicowych. Jest eurosceptykiem, natomiast jego otoczenie, w którym ciągle jest reprezentowany tradycyjny establishment tej partii, skłania się ku pozostaniu w UE.

Czy polityczna kariera premiera Camerona jest zagrożona w związku z referendum?
Jego dalsza kariera jest ściśle powiązana z wynikiem referendum. Oficjalne wyniki głosowania zostaną podane do publicznej wiadomości w piątek, 24 czerwca, już o siódmej rano. Jeśli Brytyjczycy zagłosują za Brexitem, to premier poda się do dymisji. Jeśli jednak wynik będzie po myśli Camerona, to w ciągu paru dni będą musieli odejść ministrowie, którzy opowiedzieli się za Brexitem.

Co się stanie z milionem Polaków pracujących na Wyspach, jeśli Brytyjczycy postanowią opuścić UE?
W krótkiej perspektywie nic albo niewiele. Polacy, którzy już pracują na Wyspach, nadal będą pracowali. W kolejnych latach trudniej będzie z tzw. turystyką socjalną. Polaków i innych migrantów z naszej części Europy dotyczy ona w stosunkowo małym stopniu; rzadziej niż inni biorą bowiem jakieś zasiłki czy korzystają z opieki zdrowotnej. Znacznie trudniej będzie jednak nowym przybyszom. Barierą będą zasady wynegocjowane przez rząd brytyjski z Komisją Europejską, które pewnie utrzymają się nawet po ewentualnym Brexicie. Dostęp do zasiłków, pomocy socjalnej i opieki zdrowotnej będzie możliwy dopiero po kilku latach pracy na Wyspach. Ale Polacy, Czesi czy Węgrzy i tak będą chętniej przyjmowani w Wielkiej Brytanii niż migranci z innych kręgów kulturowych, z Azji czy Afryki.


Teczka osobowa: dr Przemysław Biskup


Jest adiunktem w Instytucie Europeistyki na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Zajmuje się m.in. doktryną suwerenności i brytyjskim prawem konstytucyjnym, relacjami między Wielką Brytanią a UE, polityką imperialną i postimperialną.

Autor wielu publikacji naukowych dotyczących Wielkiej Brytanii. Hobby: historia lotnictwa.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.