Nie wiadomo, kogo reprezentuje i co zamierza. Pesymiści mówią, że nie zależy mu na przyszłości Zawiszy Bydgoszcz

Piotr Schutta 17 czerwca 2016

Został właścicielem klubu, którym podobno interesował się od dawna, a nie nauczył się poprawnie wymawiać jego nazwy. Dla Artura Czarneckiego drużyna z Gdańskiej to „ta Zawisza”.

Zamiast mówić o przyszłości Artur Czarnecki skupił się na walce z wrogami poprzedniego właściciela Radosława Osucha

Fot.: Filip Kowalkowski


Uciekać nie zamierzam - powiedział dziennikarzom ponad tydzień temu Artur Czarnecki, nowy właściciel i prezes zarządu WKS Zawisza Bydgoszcz SA i... zniknął.


Nie odbiera służbowego telefonu, nie odpowiada na SMS-y ani wiadomości pozostawione na Facebooku. Najpierw, gdy pod koniec maja poszła w piłkarski świat informacja, że Radosław Osuch pozbył się 95 procent akcji Zawiszy, przez trzynaście dni czekano w napięciu, aż ujawni się ich nabywca. Kiedy w końcu to się stało i kurtyna poszła w górę, na scenie stanął człowiek zagadka, który dostarczył publice samych niewiadomych.

Pochodzi z Mrzeżyna


Mniejszościowi udziałowcy spółki - Urząd Miasta i Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza - od tygodnia zachodzą w głowę, kim jest i jakie naprawdę ma plany względem bydgoskiego klubu. Na razie najbardziej zależy mu na bezpłatnym uzyskaniu praw do dysponowania nazwą i herbem klubu, które to dobra należą do Stowarzyszenia Piłkarskiego, delikatnie mówiąc, skłóconego z poprzednim właścicielem Radosławem Osuchem.

- Mamy wrażenie, że pan Czarnecki przyjechał w konkretnym celu, pozyskania symboli klubu i pokazania, że to my jesteśmy winni wszystkich problemów spółki. Prawdę mówiąc, nie ma pewności, czy faktycznie nabył akcje spółki, ponieważ nie pokazał aktu notarialnego - mówi Krzysztof Bess, prezes Stowarzyszenia Piłkarskiego Zawisza.

- Pana Czarneckiego widziałem po raz pierwszy, i jak na razie ostatni, ponad tydzień temu na posiedzeniu rady nadzorczej spółki - mówi Wiktor Jakubowski, członek rady nadzorczej rekomendowany przez miasto Bydgoszcz. - Nie wiem o nim nic ponad to, co sam o sobie powiedział, a powiedział bardzo niewiele.

Artur Czarnecki przedstawia się jako znający się na psychologii sportu absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, biznesmen prowadzący interesy w branży nieruchomości. Twierdzi, że od 17 lat mieszka w Hiszpanii, ale teraz częściej będzie się pojawiał w Polsce. Utrzymuje, że jako nowy właściciel Zawiszy reprezentuje hiszpańską grupę kapitałową. Szczegółów jednak nie ujawnił. Na swoim profilu na Facebooku podaje wprawdzie garść dodatkowych informacji o sobie, ale wnoszą one niewiele. Pochodzi z Mrzeżyna, do liceum chodził w Gryficach, mieszka w Marbelli. To 130-tysięczne miasto w południowej Andaluzji, położone nad brzegiem Morza Śródziemnego, znane jako ośrodek turystyczny, było w tym roku miejscem zgrupowania piłkarzy Zawiszy. Sprawy organizacyjne osobiście załatwiał w Andaluzji Radosław Osuch, którego związki z Hiszpanią od dawna są znane. Do szkoły w sąsiadującej z Marbellą Maladze miała chodzić córka Osucha, o czym mówił w jednym z wywiadów.

Nie było rozmowy


Jako miejsce pracy Artur Czarnecki podaje „Ocean Estates International”. O firmie wiadomo jednak niewiele. Można się wyłącznie domyślać z wyglądu profilu na Facebooku, że jest to biuro pośrednictwa w handlu nieruchomościami. Nie ma tam jednak żadnych ofert ani informacji o spółce, a jedynie adres, odsyłający do spółki o innej nazwie z siedzibą w Barcelonie.

- Myślę, że on już się nie pojawi, no chyba, że Zawisza jednak odbije się od dna i wróci do gry - mówi bydgoski działacz piłkarski, proszący o zachowanie anonimowości.

Eugeniusz Nowak, wiceprezes PZPN: Nic nie wiem o człowieku. Nie rozmawialiśmy, a szkoda. Wydaje mi się, że taka rozmowa o przyszłości klubu powinna się odbyć.


Na razie bydgoski klub wypadł z gry w pierwszej lidze i ma niewiele czasu, by powalczyć o licencję na udział w rozgrywkach na poziomie centralnym. Termin mija 20 czerwca. Nowy właściciel nawet nie podjął próby złożenia dokumentów w Polskim Związku Piłki Nożnej, mimo że przedłużono mu czas na dopełnienie procedury, a swojej troski o los Zawiszy nie krył sam Zbigniew Boniek, wychowanek bydgoskiego klubu. Pomoc oferował również bydgoszczanin Eugeniusz Nowak, wiceprezes PZPN, szef okręgu.

- Nic nie wiem o człowieku. Nie rozmawialiśmy, a szkoda. Wydaje się, że w normalnych, poważnych relacjach między ludźmi taka rozmowa o przyszłości klubu powinna się odbyć - uważa Nowak.

Prezydent nie ma złudzeń


Wbrew temu, co utrzymuje Artur Czarnecki, główną przeszkodą, by Zawisza mógł grać na zapleczu Ekstraklasy, wcale nie była kwestia prawa do herbu, lecz brak rozliczenia finansowego spółki za rok 2015. Bez przedłożenia raportu biegłego rewidenta ze sprawozdania finansowego,WKS Zawisza SA może tylko pomarzyć o rozgrywkach na poziomie centralnym w jakiejkolwiek lidze. Tak uważają działacze ze Stowarzyszenia Piłkarskiego Zawisza i trudno odmówić im racji. Wydaje się, że zdaje sobie z tego sprawę również drugi mniejszościowy udziałowiec- urząd miasta.

- Liczyłem na to, że to będzie ktoś poważny, kto zechce prowadzić drużynę pierwszej ligi i ambitnie walczyć o awans do Ekstraklasy. Gdyby to jednak była poważna osoba, skontaktowałaby się z ratuszem czy ze mną, zapytałaby, jakie warunki miasto może zaoferować, w jakiej skali miasto jest w stanie wspierać klub. To nie miało miejsca - tak o Arturze Czarneckim mówił na antenie Radia PiK prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. Zapytany o los drużyny, odpowiedział wprost, że nie widzi seniorów Zawiszy w żadnej lidze.

Bez odpowiedzi pozostają pytania o powiązania biznesowe nowego prezesa Zawiszy. Domysły, że w istocie reprezentuje on interesy samego Radosława Osucha nie znajdują, przynajmniej na razie, uzasadnienia w faktach. Znaleźć można jedynie drobne dowody wskazujące na prywatną znajomość obu panów. Widywano ich m.in. razem na meczach Zawiszy. Na profilu społecznościowym Artura Czarneckiego wśród znajomych widnieją dzieci Radosława Osucha.

- Wszelkie moje osobiste odczucia i dywagacje na temat pana Czarneckiego nie mają nic do rzeczy, bo mógłbym kogoś skrzywdzić albo wystawić niepotrzebną laurkę. Chcę zobaczyć, co się wydarzy, a że mam różne wątpliwości, poprosiłem o zwołanie w trybie pilnym posiedzenia rady nadzorczej - mówi Wiktor Jakubowski.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.