Dla każdego turysty znajdzie się coś ciekawego z długiej listy

Tomasz Zieliński 17 czerwca 2016

Z dr HANNĄ MICHNIEWICZ-ANKIERSZTAJN, wykładowcą w Instytucie Geografii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, rozmawiamy o przyszłości turystyki w województwie kujawsko-pomorskim.

Bydgoska starówka też ma bardzo dużo uroku

Fot.: Dariusz Bloch



Kujawsko-Pomorskie pod względem turystyki znajduje się w drugiej dziesiątce polskich regionów. Brak nam potencjału, atrakcji mogących przyciągnąć gości?
Wprost przeciwnie: potencjał mamy bardzo duży, zarówno przyrodniczy, jak i kulturowy. Tyle że wiele jeszcze przed nami w sferze promocji. O ile Toruń ma wypracowaną pozycję dzięki swemu gotyckiemu dziedzictwu, to w przypadku Bydgoszczy czy innych ośrodków w naszym województwie mamy jeszcze przed sobą długą drogę, jeśli chodzi o ich propagowanie. Sięgnijmy choćby po jedno z najczęściej wykorzystywanych źródeł, jakimi są przewodniki turystyczne. Jedna trzecia naszych gości czerpie z nich wiedzę o Toruniu, o Bydgoszczy nawet nie jedna piąta. To tylko jeden z przykładów, że jest co robić i o co zadbać.


PRZECZYTAJ: WOW! Dla Torunia i Bydgoszczy


Trudno przełamać schematy utarte przez dziesięciolecia?
Myślę że jest to trudne. Rozpoczynałam pracę zawodową na uniwersytecie w Toruniu, teraz kontynuuję ją na bydgoskim UKW. Prowadząc zajęcia ze studentami na obu uczelniach, często pytałam ich, jak postrzegają nasze miasta. Odpowiedź w obu przypadkach była identyczna: Toruń to gotyk, a w Bydgoszczy nie ma nic interesującego. Tymczasem oprowadzając ludzi z zagranicy, którzy zwiedzają oba nasze miasta, słyszę na przykład, że Bydgoszcz ma do zaproponowania coś znakomicie uzupełniającego Toruń: różnorodność. Gród Kopernika to przede wszystkim Stare Miasto, ciekawe muzea, dziedzictwo astronoma i pierniki. Dziś to główne atrakcje, choć obserwujemy ciągłe poszerzanie oferty skierowanej do turystów, m.in. o liczne wydarzenia kulturalne. Paradoksalnie, Bydgoszcz, która nie ma zwartego zespołu zabytków, może być - i jest dla wielu gości - atrakcyjna z powodu wspomnianej różnorodności. Przyjeżdżających zachwyca zieleń i ogrody „Dzielnicy muzycznej”, Sielanka i planty nad Starym Kanałem, wielkomiejski charakter ulicy Gdańskiej, Stary Fordon ze swoją małomiasteczkową zabudową i wiele innych rzeczy, na przykład przemysłowy szlak TeH2O.

Co więc należy robić?
Z jednej strony, pracować nad wieloaspektową promocją, z drugiej rozwijać ofertę. Jeżeli będziemy dbać o jakość oferowanych usług turystycznych, dostosowywać produkty turystyczne do potrzeb gości, zostawimy w ich głowach przyjemne wspomnienia, wrócą nie tylko oni, ale i ich znajomi. Przy czym pracę trzeba zaczynać już od najmłodszych. Dam przykład - w jednym z kościołów przysłuchiwałam się przewodnikowi, oprowadzającemu wycieczkę dzieci z pierwszych klas podstawówki. Mali goście byli rozbrykani, nie zwracali uwagi na słowa przewodnika, co jest zupełnie naturalne w ich wieku, ale i trudno się dziwić, bo przewodnik opowiadał im o… średniowiecznych polichromiach! Natychmiast przed oczami stanęły mi francuskie katedry i zamki, gdzie dorośli podziwiają architekturę i dzieła sztuki, a najmłodsi w tym samym czasie mogą budować łuki i przypory z klocków lub rozwiązywać zagadki i zadania, mające na celu przybliżenie historii danego miejsca. Jedni i drudzy bawią się znakomicie. Turystyka w dzisiejszym świecie stała się produktem, więc oferta powinna być interesująca dla różnych typów turystów. Produkt turystyczny powinien się zmieniać, rozwijać, doskonalić. Jaki produkt? Każdy. Przy czym warto obserwować panujące i zmieniające się trendy, słuchać młodych ludzi, choćby studentów i absolwentów kierunków turystycznych oraz geograficznych uniwersytetów w Bydgoszczy i Toruniu. Często mają znakomite pomysły, rodzące się przy okazji prac i projektów semestralnych, które mogą być początkiem nowej usługi czy atrakcji turystycznej, z czasem przeradzającej się w dochodowy biznes.

Dziś rodzajów i typów turystyki mamy pewnie kilkanaście: medyczna, zakupowa, sportowa…
… a do tego turystyka biznesowa, kwalifikowana, ekoturystyka, archeoturystyka i wiele innych. Ta różnorodność pokazuje, jak wiele jest sposobów na to, by zarabiać na życie lub choćby tylko zdywersyfikować czy też uzupełnić swoje dochody. Ten sam turysta przyciągany może być na wiele sposobów. Pierwszy raz przyjedzie obejrzeć zabytki, po raz drugi na zakupy, a kolejny - na przykład na jakieś wydarzenie kulturalne: koncert rockowy, spektakl operowy czy wystawę w galerii, bo turystyki, zwanej z angielska eventową, wydarzeniową, nikt dziś nie lekceważy.

Bydgoszcz i Toruń dzieli Wisła i tradycje wokół których budowane były miasta, żeby na tym tylko poprzestać. Dwa miasta, dwie turystyki?
W żadnym wypadku: im bardziej różnorodna będzie oferta, im częściej oba miasta będą korzystać również z potencjału turystycznego sąsiednich gmin, tym bardziej zwiększamy szanse na to, że turyści przyjadą do nas na dłużej. Dziś coraz częściej goście Torunia wpadają do sąsiada za Wisłą obejrzeć Wyspę Młyńską i spichrze, a przyjeżdżający do Bydgoszczy jadą wypić kawę na toruńskim Rynku. Jeżeli uzupełnimy tę ofertę o uzdrowiska Ciechocinka i Inowrocławia, starówkę Chełmna, istniejące szlaki piesze, rowerowe, wodne, nasze szanse wzrosną. Błędem byłoby ograniczanie się tylko do dużych ośrodków. Powtórzę: nasza siła tkwi w różnorodności i powinniśmy ją maksymalnie wykorzystać.

Archeoturystyka


Zdobywająca popularność na świecie forma zwiedzania i poszukiwania śladów minionych czasów, ze zwiedzaniem terenów wykopalisk włącznie. Archeoturyści potrafą na przykład nurkować w poszukiwaniu zalanych wodą pozostałości dawnych cywilizacji czy żeglować na starych typach łodzi. Inni uprawiają archeotrekking, polegający na pieszych wędrówkach szlakami kulturowego dziedzictwa.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.