Z mieczami chcą zdobyć stolicę kultury

Tomasz Bielicki 11 czerwca 2016, aktualizowano: 12-06-2016 17:43

- O diable możesz wiedzieć wszystko, a i tak będziesz zaskoczony - mówią Litwini każdemu, kto planuje przekroczyć próg jednej z najpopularniejszych atrakcji Kowna. I mają rację. Wszelkiej maści czarty ściągają bowiem do miasta już od ponad 100 lat. Z całego świata. I nikt nie zamierza tego zatrzymać.

Vitolc, jeden z wystawców, którzy swoją ofertą wzbogacili tegoroczny średniowieczny targ u podnóża kowieńskiego zamku. Namioty rzemieślników ciągnęły się wzdłuż fosy. Chętnych do kupna nie brakowało, choć najwięcej osób jedynie z zainteresowaniem przygląd

Fot.: Tomasz Bielicki


Wszystko zaczęło się od jednej z obsesji Antanasa Žmuidzinavičiusa, litewskiego malarza. Zafascynowany symboliką, odkrył nieprawdopodobną zależność ważnych wydarzeń ze swojego życia z diabelską numerologią. Aby to odczarować, w 1906 roku podarowano mu drewnianą figurkę diabła. Pierwszą. Początkowo chciał ich uzbierać tylko 13, ale 60 lat później - rok przed jego śmiercią - zbiór był już tak obszerny, że w Kownie powstało pierwsze na świecie Muzeum Diabła. Wizerunki pochodzą z całego świata. Łącznie jest ich ponad 3 tys., dzięki czemu muzealna ekspozycja może być wymieniana co jakiś czas na nową.

Walczą o ESK 2022


- Zbiór nie przestaje się rozrastać. U turystów wywołuje więcej śmiechu niż strachu, dzięki czemu atrakcja na niezwykle familijny charakter - mówi Rolanda Kupcikiene, przewodniczka, która otrzymała bojowe zadania, aby grupie dziennikarzy z Polski zaprezentować wszystkie najciekawsze atrakcje Kowna. I to w niecałe trzy dni. Dawna stolica Litwy rozpoczęła właśnie starania o uzyskanie prestiżowego tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2022 roku. Z czego jest znana? Jedną z najpopularniejszych imprez, którymi miasto od lat promuje się w Europie, są Dni Hanzy, połączone ze Świętem Miasta. W tym czasie Kowno nie zasypia po zmroku, a świat cofa się o kilkanaście wieków - aż do średniowiecza.

Podróż do przeszłości


- Głowę stracić było kiedyś łatwo. Wystarczyło wziąć większy zamach i bach... - rycerze, którzy zjechali na międzynarodowy turniej do zamkowej fosy kowieńskiego zamku, swoje umiejętności demonstrują niezwykle chętnie jeszcze przed wejściem na arenę. A trzeba wiedzieć, że poruszanie się z gracją w upale w zbroi, unikanie ciosów przeciwnika i zadawanie samemu cięć, nie należy do najłatwiejszych zadań. Tym bardziej, że walki w Kownie to nie żadne pitu-pitu. Tutaj rzeczywiście chwila nieuwagi może kosztować zawodników może nie życie, ale na pewno trwały uszczerbek na zdrowiu. Bo generalnie rycerze leją się tutaj orężem ku uciesze publiczności jak jacyś dzicy.


Dni Hanzy to jednak nie tylko fascynujące walki rycerskie, ale również ogromny średniowieczny targ, na których możemy spotkać garncarzy, garbarzy, wikliniarzy, a nawet średniowiecznych jubilerów. Wszystkiego można dotknąć, przymierzyć, a przede wszystkim kupić. Nie chodzi jednak tylko o zwykły biznes, ale o stworzenie odpowiedniego klimatu, który pozwala choć przez kilkanaście minut poczuć, jak to było w czasach naszych przodków. Wystawcy, rycerze i wszelkiej maści rekonstruktorzy z brodami, które nie pamiętają golenia i w sponiewieranych ręcznie uszytych strojach przechadzają się wśród uczestników zamkowej imprezy. Niemal żywcem wyjęci z historycznych filmów. Chętnie pozują do zdjęć, a niektórzy przekrzykują się co chwilę używając starolitewskiej mowy.

Cała impreza przypomina wielki rodzinny festyn. Jego uczestnicy siedzą na trawie albo pod rozstawionymi przez organizatorów namiotami. Uczą się strzelać z łuku, rzucać do celu podkowami, a nawet walczyć na bele ze słomy, co cieszy się szczególnym powodzeniem wśród dzieci. Na stołach króluje golonka, karkówka, kiełbasy, słodycze, piwo i sprzedawany prosto z beczkowozów kwas chlebowy - żadna litewska impreza nie może się bez niego obejść. Co ciekawe, napoje z procentami można spożywać tylko w ogródkach, które rozstawiono w pobliżu sceny. I mimo braku nadzoru, Litwini sami restrykcyjnie przestrzegają tej zasady. W głośnikach cały czas rozbrzmiewa średniowieczna muzyka. W większości przypadków na żywo.

Tropem Mickiewicza


Jakby w kontrze do całej średniowiecznej otoczki imprezy są odbywające się na zamkowym dziedzińcu występy litewskich gwiazd Eurowizji. Czymś niespotykanym w Polsce jest fakt, że cała impreza inauguracyjna na głównej zamkowej scenie tłumaczona jest na język migowy. Dodatkowa scena jest na głównym rynku Starego Miasta, a kolejna przy głównym kowieńskim deptaku. I wszędzie występ za występem, aż do późnych godziny nocnych. Dniom Hanzy towarzyszy też Festiwal Muzyki Ulicznej. Z tego powodu nie ma sposobu, aby swobodnie przejść przez najstarszą ulicę Kowna - Vilniaus. Co 20 metrów artyści prezentują tam swoje możliwości.

Rolanda Kupcikiene o Muzeum Diabła: Zbiór nie przestaje się rozrastać. U turystów wywołuje więcej śmiechu niż strachu.


W Kownie kulturalnego ducha można poczuć również poza Dniami Hanzy. Polaków zawsze interesują wątki związane z życiem Adama Mickiewicza. Słynny wieszcz pracował w Kownie jako nauczyciel w latach 1819-1823, o czym przypomina tablica pamiątkowa na budynku dawnej szkoły przy głównym rynku Starego Miasta; Mickiewicz miał tu swój pokój. W tym czasie wydał dwa tomy poezji „Ballady i romanse” oraz „Grażynę”, a także „Dziady” cz. II i IV. W latach 90. poświęconą mu izbę pamięci przeniesiono do gotyckiego Domu Perkuna, kolejnej z atrakcji turystycznych Kowna - każdy, kto odwiedzi dawną stolicę Litwy, zawsze do niego zagląda. Podobnie jak do katedry św. Piotra i Pawła, kościoła Zmartwychwstania (z 72-metrowej wieży można obejrzeć imponującą panoramę Kowna!), a także Muzeum Sztuki im. M. K. Čiurlionisa.

- Proszę popatrzeć. Čiurlionis często sięgał po symbolikę i nigdy nie tłumaczył swoich prac. Tutaj namalował górę, która odbija się w wodzie. Zastosował taką kolorystykę, że od samego patrzenia robi nam się zimno. Tytuł? „Chłód” - Rolanda Kupcikiene nie kryje fascynacji dziełami najwybitniejszego litewskiego artysty przełomu XX i XX wieku. W muzeum jego imienia zgromadzono najbogatsze zbiory sztuki na Litwie. Wśród nich są także prace Peter Paul Rubensa i sztuka starożytnego Egiptu. Kogo to pociąga, ten z pewnością zainteresuje się nowoczesną Žalgirio Areną, największą wielofunkcyjną salą w krajach nadbałtyckich. Pomieści od 15 do 20 tys. widzów. Odbywają się w niej imprezy sportowe i koncerty, m.in. Iron Maiden.

Nie zdziwmy się, gdy w okolicy Muzeum Čiurlionisa, zaskoczy nas dźwięk dzwonów. A raczej cała sekwencja dźwięków, układająca się w rozpoznawalną melodię; jakże daleką od religijnych uniesień. Myśli w głowie szukają odpowiedniej szufladki w głowie i wreszcie odnajdują właściwy tytuł. Dzwonnica wygrywa „Notthing Else Matters” Metalliki, a zaraz potem przebojowe „Chariots of Fire” Vangelisa. I takim właśnie miastem jest Kowno. Pełnym niespodzianek, zaskakujących na turystów na każdym kroku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.