Polska nie powinna popierać umowy o wolnym handlu z USA

rozmawiał Przemysław Łuczak 10 czerwca 2016

„Gdy jakiś kraj będzie chciał wprowadzić uregulowania, które mają chronić środowisko, konsumenta czy zdrowie publiczne, korporacja - jeśli uzna, że są one sprzeczne z jej interesem, będzie mogła wystąpić z pozwem o miliardowe odszkodowania” - mówi prof. LEOKADIA ORĘZIAK z Szkoły Głównej Handlowej

Prof. Oręziak: Wyższe normy są przeszkodą dla korporacji, które postrzegają je jako koszt. W ten sposób zostaną wyparte rozwiązania, które w UE były wprowadzane od kilkudziesięciu lat.

Fot.: archiwum Leokadii Oręziak



Jak ocenia Pani politykę gospodarczą rządu PiS?
Z jednej strony, można zauważyć pozytywne elementy, przynajmniej w zapowiedziach. Rząd zamierza rozpocząć odbudowę przemysłu, poprawić sytuację najmniej zarabiających czy ograniczyć stosowanie umów śmieciowych. Ale z drugiej strony, to jest nie tyle polityka gospodarcza, co działania idące w kierunku polityki społecznej. Świadczy o tym sztandarowy program rządu „Rodzina 500+”. Dla bardzo wielu ludzi ten projekt sporo znaczy, dzięki niemu PiS wygrało wybory. Myślę jednak, że to rozwiązanie jest tylko pozornie dobre. Tak naprawdę stanowi duże zagrożenie dla finansów publicznych, co ostatecznie obróci się przeciwko najuboższym. Program ten będzie kosztował, zaczynając od przyszłego roku, ponad 23 mld zł rocznie. Rząd planował pokryć ten ogromny wydatek z nowych podatków: bankowego i od sklepów, ale do budżetu wpłynie z nich najwyżej kilka miliardów.

Może rząd chce zdobyć brakujące miliardy zastępując podatek PIT, składki na ZUS i NFZ jednolitym podatkiem od dochodów?
Jest to rozwiązanie nietypowe, eksperymentalne i nie wiadomo, jakie będą jego efekty, gdyby wszedł w życie. Nie jestem w stanie znaleźć innego kraju, w którym taki system by funkcjonował. Być może miałby on jakieś plusy poprzez zwiększenie opodatkowania najbogatszych czy nieznaczną poprawę sytuacji materialnej najuboższych. Postrzegam to jednak przede wszystkim jako sposób na dodatkowe pieniądze do budżetu. Rząd chyba zaczyna zdawać sobie sprawę, że jeśli nie uzyska ich z podatków, trzeba będzie pożyczać, żeby sfinansować program „Rodzina 500+”.

Mimo że Polska i tak jest bardzo zadłużona?
Już teraz mamy deficyt w wysokości około 40 mld zł rocznie. Dołożenie do tego jeszcze ponad 20 mld zł byłoby niebezpieczne dla finansów publicznych. Trzeba powiedzieć, że już od bardzo długiego czasu Polska należy do siedmiu krajów UE, które płacą najwyższe odsetki od pożyczanych przez siebie pieniędzy.

Rząd zapisał w tegorocznym budżecie wzrost gospodarczy na poziomie 3,8 proc., ale OECD mówi o 3 proc. Czym mogłoby grozić spowolnienie gospodarki?
Jeśli nie uda się wykonać założeń rządowych dotyczących wzrostu, w budżecie może zabraknąć kilkunastu mld zł. Ale jest też drugi ważny czynnik. Otóż w budżecie zapisano, że inflacja wyniesie 1,7 proc. O tyle mają wzrosnąć ceny. Tymczasem ciągle mamy deflację, a do pewnego wzrostu cen może dojść dopiero w ostatnim kwartale. Jeśli tak rzeczywiście będzie, to ten drugi filar, na którym oparty jest budżet, czyli inflacja, też byłby niepewny. Skutkiem tego mogą być dużo mniejsze wpływy do budżetu, zwłaszcza z VAT, ale także z nowych podatków.


Urzędnicy Komisji Europejskiej i duża część posłów do Parlamentu Europejskiego to neoliberałowie; stoją bardziej po stronie korporacji i wielkiego kapitału niż po stronie europejskich społeczeństw.


Z tego punktu widzenia, program „500+” oceniam jako rozwiązanie ryzykowne. Mimo że jestem za tym, żeby wesprzeć ubogie rodziny i pracujące matki, ale to poszło za szerokim frontem. Przyjęto rozwiązanie, na które nas nie stać. Ale ten program dalej będzie finansowany, bo PiS nie będzie chciało utracić społecznego poparcia. Natomiast wydatki będą mocno cięte w miejscach, w których nie będzie tego aż tak wyraźnie widać, czyli w służbie zdrowia czy oświacie. Oczywiście wzrośnie zadłużenie, co będzie olbrzymim obciążeniem dla całego społeczeństwa.

Ale rząd przekonuje, że program „500+” pobudzi gospodarkę...
Program „Rodzina 500+” będzie miał jakiś pozytywny wpływ na gospodarkę, ponieważ rodziny, które otrzymają pieniądze, w większości są raczej niezamożne i od razu będą je wydawały na życie. Ale w żadnym razie nie zrównoważy to ogromnego kosztu, jaki poniesie budżet. Trudno się jednak dziwić, że wielu ludzi popiera wprowadzenie tego programu. Jest on bowiem formą pewnego wyrównywania krzywd społecznych, do których doszło w ostatnim ćwierćwieczu.

Porozmawiajmy jeszcze o umowie o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi (TTIP). Dlaczego Komisja Europejska tak mocno dąży do jej podpisania, choć wiadomo, że będzie ona niekorzystna dla krajów unijnych?
Urzędnicy Komisji Europejskiej oraz duża część posłów do Parlamentu Europejskiego to są neoliberałowie, stojący bardziej po stronie korporacji i wielkiego kapitału niż po stronie europejskich społeczeństw. Dlatego Komisja jest głucha na masowe protesty, do których dochodzi w wielu krajach zachodnioeuropejskich, głucha na ostrzeżenia dotyczące wielkich zagrożeń, które niesie umowa o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. O nastawieniu Brukseli świadczy również to, że proces negocjacji nie jest przejrzysty. Większość dokumentów jest tajnych, nie wiemy też, jak lobbyści wielkich korporacji zdobywają przychylność unijnych polityków i urzędników.

Dlaczego powinniśmy obawiać się podpisania tej umowy?
Gdyby ta umowa weszła w życie, największym zagrożeniem dla gospodarki Uni Europejskiej, zwłaszcza takich krajów jak Polska, byłoby znaczące zwiększenie konkurencji ze strony towarów amerykańskich, zarówno przemysłowych, jak i rolnych. Przeważnie są one tańsze od produkowanych w UE, głównie dlatego, że koszty energii i robocizny w USA są niższe. W tej sytuacji europejskie firmy, chcąc konkurować z amerykańskim towarami, będą zmuszone obniżać płace i zatrudniać na umowach śmieciowych. A jeśli pracownicy będą się buntować, zawsze będzie można zagrozić, że zakład zostanie przeniesiony gdzie indziej.

Jak wprowadzenie wolnego handlu wpłynie na nasze rolnictwo?
Nie mogę pojąć, dlaczego Polska popiera podpisanie TTIP. Przepisy tej umowy w połączeniu z ustawą o ochronie gruntów rolnych, która właśnie weszła w życie, będą hamowały inwestycje i rozwój polskiego rolnictwa. Może nie z roku na rok, ale w krótkim czasie odbierze to nam bezpieczeństwo żywnościowe. Te same zagrożenia dotyczą zresztą również rolnictwa innych krajów UE. Rolnictwo amerykańskie ma bowiem wielkoprzemysłowy charakter, a produkcja żywności odbywa się z roślin modyfikowanych genetycznie, z użyciem herbicydów, pestycydów, hormonów wzrostu i innych szkodliwych substancji. Gdyby ta umowa weszła w życie, może być u nas tak jak w Meksyku, w ramach układu o wolnym handlu NAFTA. Stany Zjednoczone zalały tamtejszy rynek swoimi produktami rolnymi i Meksyk, który był samowystarczalny, obecnie znacznie więcej importuje niż produkuje.

Wielkie korporacje przejmą władzę nad rządami narodowymi?
Zawarcie umowy o wolnym handlu „uwieczni” mechanizm ISDS, dotyczący rozstrzygania sporów między państwami a korporacjami. Polska ma już takie umowy podpisane z różnymi krajami. Nieraz już padliśmy ofiarą takiego mechanizmu, ale jak się go umieści w tak wielkiej umowie, jak TTIP, to już nigdy z tego nie wyjdziemy. Gdy jakiś kraj będzie chciał wprowadzić uregulowania, które mają chronić środowisko, konsumenta czy zdrowie publiczne, korporacja - jeśli uzna, że są one sprzeczne z jej interesem, będzie mogła wystąpić z pozwem o miliardowe odszkodowania. Zasada wzajemnego uznawania norm, która zacznie obowiązywać po podpisaniu tej umowy, doprowadzi do równania w dół wszelkich standardów i wymagań. Wyższe normy są bowiem przeszkodą dla korporacji, które postrzegają je jako koszt. W ten sposób zostaną wyparte rozwiązania, które w UE były wprowadzane od kilkudziesięciu lat.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-06-2016 22:31

    Oceniono 4 razy 1 3

    - hens: Nie powinna, bo to się Niemcom nie podoba. Znów ta wszechobecna niemiecka propaganda. Won!

    Odpowiedz