Kto w niedzielę jarmarczy, temu na sól nie starczy?

Małgorzata Oberlan 10 czerwca 2016

„Matki siedzą przy kasach, a dzieci wychowuje ulica” - to jeden z głównych argumentów zwolenników zakazu handlu w niedzielę. Przytacza go nawet Marek Hildebrandt, radny wojewódzki Prawa i Sprawiedliwości, który ma sieć supermarketów. Jego sklepy w niedzielę pracują. Dlaczego? Przez konkurencję!

Zakazu handlu w niedzielę chce „Solidarność”, środowiska prawicowe i Kościół katolicki. Przeciwne są wielkie sieci handlowe i zwolennicy wolnego rynku.

Fot.: 123rf


Aż 85 procent Polaków przyznaje, że zdarza im się robić zakupy w niedziele i święta, z czego 21 procent robi to często. Jednocześnie 46 procent rodakówopowiada się za wprowadzeniem zakazu handlu w niedziele i dni świąteczne - wynika z najnowszego raportu TNS Polska. Jednym słowem, mamy tu nielekkie pomieszanie z poplątaniem.

Wszystko przez zagranicznych?


Supermarkety „Junior”, „Grunwald”, „Ceglana” i „Na górce” w niedziele pracują od godziny 9.00 do 15.00. Supermarket „Słoneczny” dłużej, bo do 18.00. Wszystkie w Brodnicy i wszystkie należą do Marka Hildebrandta, przedsiębiorcy i radnego wojewódzkiego PiS. Dodajmy, radnego najbogatszego w sejmikowych ławach.


W ubiegłym roku, jak wynika z oświadczenia majątkowego, właściciel Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Handlowo-Usługowego RM Hildebrantd odnotował przychody w wysokości 58 mln 434 tys. zł, co dało mu dochód równy 3,3 mln zł. Majątek radnego PiS jest imponujący. Składają się nań nie tylko warty 3 mln zł dom czy takie drobiazgi, jak zegarek za 20 tys. zł. To przede wszystkim pawilony i grunty przedsiębiorstwa, w Brodnicy i Wąbrzeźnie, których wartość rajca szacuje na 10 mln 510 tys. zł. Do tego - biznesowe samochody i urządzenia, warte 3,6 mln zł.

Choć w supermarketach Hildebrandta kobiety pracują w niedziele, ich właściciel jest... przeciwny takiemu handlowaniu. - Matki, i to nierzadko samotne, pracują, a dzieci wychowuje ulica. Ten jeden dzień w tygodniu, jakim jest niedziela, bezapelacyjnie powinien być wolnym od handlowania. Polskie społeczeństwo na pewno to zrozumie - mówi z przekonaniem Marek Hildebrandt. - Ciekawe, że francuskie sieci handlowe u siebie w ten dzień nie handlują, a w Polsce jakoś muszą...

pani Iza, pracuje w markecie: Przynajmniej połowa naszych klientów by przeżyła, gdyby w niedzielę sklep zamknięto. Może matka nauczyłaby się pampersy kupować na zapas.


Radny PiS zapewnia, że jego pracownice w niedziele pracują tak, jak Kodeks pracy przykazuje, czyli za 6 godzin pracy mają płacone jak za 8, a potem mogą odebrać sobie jeszcze dzień wolny w tygodniu. Dlaczego w ogóle każe im przychodzić do pracy, skoro tak gorąco optuje za zakazem handlu w dzień święty? Winowajcą jest konkurencja. Zagraniczna.

- Gdy 25 lat temu startowałem z biznesem, handlowanie w niedzielę nawet nie przyszłoby mi do głowy. Ba, w soboty moje sklepy pracowały najpierw tylko do 16.00. Wydłużenie tego czasu do 18.00 było wydarzeniem - wspomina. - Wszystko zmieniło się, gdy na rynek weszły wielkie, zagraniczne sieci. Aby z nimi konkurować, zmuszony zostałem, jak inni, do otwarcia drzwi w niedziele.

Zakaz handlu równy dla wszystkich radnego by satysfakcjonował. Podkreśla, że nie czuje z tego powodu nawet zapachu plajty. - Jestem pewien, że odbiłbym to sobie w soboty z nawiązką - kończy.

Tani czas wolny, czyli galeria


Toruń, Galeria Copernicus, wczesne niedzielne popołudnie. Pani Dorota z mężem i dwójką dzieci stołuje się w jednym z fast-foodowych barów. Wcześniej byli w kościele, no i przeszli się po sklepach.

- Rafałowi trzeba było wybrać buty na lato i jeszcze kilka rzeczy, bo zaraz po zakończeniu roku jedzie na obóz sportowy. Dominice kupiliśmy obiecaną wcześniej grę, a na obiad siedliśmy, bo dzieciaki prosiły - mówi torunianka. - W domu czeka bigos z młodej kapusty, ale jak się dzieciaki uprą... No, wiadomo.

Wkoło pełno ludzi. Jedni faktycznie coś kupują, inni zwiedzają. Kolejni - jedzą. Parking przed galerią pełen. Trudno precyzyjnie określić, czy dominują toruńskie rejestracje. Wyraźnie widać te spod Torunia, z okolic Lipna, Aleksandrowa Kujawskiego, Wąbrzeźna, Golubia-Dobrzynia... - Wpadliśmy dziś, bo u nas nie ma takiego wyboru. Po wypłacie trzeba się trochę obkupić na lato - tłumaczą Ania i Patryk, dwudziestokilkulatkowie z Wąbrzeźna. - Czemu w niedzielę? A czemu nie? Wczoraj trochę imprezowaliśmy, był grill u znajomych, odespaliśmy i przyjechaliśmy.

Wycieczki do galerii handlowych to „tani czas wolny”, jak określają go socjologowie. Paradoksalnie, bo przecież wiąże się z wydawaniem jakichś pieniędzy. Niestety, dla osób o niższym statusie społecznym jest to często jedyna forma aktywności w czasie wolnym. Poza tym, pozostają jedynie bierne formy rozrywki, przede wszystkim oglądanie telewizji.

Jakieś światło na polskie niedziele rzucają badania CBOS-u, przeprowadzone w 2010 roku. Wynika z nich, że na pierwszym miejscu wśród najpopularniejszych zajęć tego dnia jest oglądanie telewizji (52 proc. badanych), następnie życie rodzinne (36 proc.) oraz odpowiedź „siedzę, leżę, wypoczywam”, którą zaznaczyło aż 27 proc. respondentów. Popularne są także spacery. Istotne jest jednak to, że nie wszyscy wypoczywają tak samo. Aspirujący do klasy wyższej uprawiają sport, odwiedzają teatry i sale koncertowe, podróżują. Wreszcie - oddają się swojemu hobby. To jednak aktywności droższe od spacerów po handlowych galeriach.

Pobudka: przed 5.00 rano


Sieciowy market w Toruniu, w którym pracuje pani Iza, w niedzielę czynny jest od godziny 6.00 do 23.00. Jeśli kobieta ma na ranną zmianę, wstaje „małe pół godzinki przed 5.00”. Tego dnia, wyjątkowo, do pracy podwozi ją mąż. Czasem przeklina, ale nie ma wyboru. - Po prostu nie mam w niedzielę takiego autobusu, żeby być na czas - tłumaczy ekspedientka.

Praca w niedzielę tylko trochę różni się od tej w dzień powszedni. Sklep ma stała klientelę, która przyzwyczaiła się, że w niedzielę od rana do wieczora kupi tu (prawie) wszystko. Mydło, powidło, pieczywo, piwo, pampersy dla dziecka, proszek do prania, szklanki i materiałowe końcówki do mopa...

- Tak samo, jak we wtorek czy piątek wykładamy towar, pieczemy bułki, obsługujemy kasy, zamiatamy - relacjonuje pani Iza. - Nieraz już się zastanawiałam, co by było, gdyby nasz sklep w niedzielę zamknęli. Przynajmniej połowa klientów by przeżyła bez tej czekolady, serka, loda czy puszki piwa. Może matka, która przyszła po pampersy, nauczyłaby się kupować je na zapas, nie wiem sama...

Grafik jest ułożony tak, że pani Iza najczęściej pracuje jedną lub dwie niedzielę w miesiącu. Czy zastanawiała się nad „upadkiem” swojego życia rodzinnego? Tak. Gdy córka narzekała, że znów w niedzielę musi jeść obiad u ciotki.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.