Ja ci zaprojektuję ulotkę, ty mi napraw rower

Dorota Witt 4 czerwca 2016

W sieci coraz łatwiej wymienić coś za coś. Nie potrzeba pieniędzy, by mieć dobrze zaprojektowaną firmową stronę internetową, pod warunkiem, że w zamian zrobimy profesjonalne zdjęcia. Zasada „klikasz i masz” to taka sąsiedzka pomoc po nowemu.

„Kiedy wymieniasz się, spotykasz się twarzą w twarz z osobą, która dzieli się z tobą swoim czasem i pracą - piszą o swoim pomyśle twórcy portalu Wymiennik.org. - Wymiana rodzi tyle okazji, by poznać nowych ludzi; tyle okazji, by stworzyć wspólnotę

Fot.: 123rf


Na działającej w Internecie Bydgoskiej Giełdzie „Mam” kupuje, sprzedaje, a bardzo często po prostu wymienia już niemal 13 tysięcy użytkowników. Prawie tysiąc osób z Torunia ochoczo wymienia się tym, co potrafi, za pośrednictwem konta na portalu Facebook. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło „Wymienialnia uług/umiejętności Toruń”, by przekonać się, że bez pieniędzy można mieć prawie każdą profesjonalną usługę, jeśli tylko

umiemy coś, czego nie umieją inni.


- Nie znoszę mieć nadmiaru rzeczy w domu, a jednocześnie nie lubię ich wyrzucać - mówi Magdalena Czarnecka, której wymienianie się weszło w nawyk. - Bardzo dużo czytam, więc wymieniam się głównie książkami. Przeczytam i puszczam dalej w świat. Kiedy nie czytam, piekę: makowiec za książkę to uczciwa wymiana. Przez ostatnie 3 lata wymieniłam się prawie 200 razy. Nieudane wymiany lub takie, do których finalnie nie doszło, mogłabym policzyć na palcach jednej ręki.


Klikanie zastąpiło pukanie do drzwi sąsiada. Młodym łatwiej znaleźć pomoc w w Internecie niż poprosić o nią nieznajomego mężczyznę z bloku naprzeciwko. Ale kiedy zamiast wysłać pocztą książkę, którą chcemy się wymienić, zaniesiemy ją osobiście, stworzymy okazję do nawiązania nowych znajomości w realu - i to z osobą, która lubi tych samych autorów, co my.

„Kiedy wymieniasz się, spotykasz się

twarzą w twarz


z osobą, która dzieli się z tobą swoim czasem i pracą - piszą o swoim pomyśle twórcy portalu Wymiennik.org. - W sklepie kupujesz dobra, usługi i pracę zamienione w towar. Wymiana opiera się na braniu i dawaniu - towary stają się darami, za które jesteśmy sobie prawdziwie wdzięczni. Wymiana rodzi tyle okazji, by poznać nowych ludzi; tyle okazji, by stworzyć wspólnotę, wspierać się nawzajem i działać”.

- Rzeczywiście mogłoby się wydawać, że ci, którzy tworzą portale barterowe, to idealiści tęskniący za światem sprzed ery pieniądza - użytkownicy wymieniają się tym, co jest wartościowe,

im już zbędne, a innym potrzebne.


Ale jest i druga strona medalu: na wielu z tych portali obowiązuje wirtualna waluta, stworzona na potrzeby użytkowników: ty mi gitarę, ja ci ustaloną liczbę „monet” z uzbieranej na wymianach puli. System obowiązuje po to, by łatwiej było obliczyć prowizję od transakcji, którą pobierają właściciele portalu - zarabiać przecież muszą - zauważa Robert Lauks z bydgoskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. - Nie zmienia to faktu, że korzystanie z takich portali jest popularne i z ekonomicznego punktu widzenia racjonalne. Motorem napędzającym takie inicjatywy jest fakt, że wymiana jeden do jednego (rzeczy o takiej samej wartości), kiedy przychód równa się kosztom, nie podlega opodatkowaniu, co czyni ten „proceder” opłacalnym dla użytkowników. Ale trzeba uważać z szacowaniem przedmiotów i usług, oferowanych na wymianę, bo jeśli fiskus uzna, że oddając rzecz małej wartości, weszliśmy w posiadanie cennego przedmiotu (nawet nieświadomie!) będziemy musieli zapłacić podatek od różnicy w cenie.

Trzeba mieć dużo zaufania do ludzi - o których wiemy tyle, ile sami o sobie napisali w sieci - by skorzystać z portali, na których znajdziemy kierowcę gotowego zabrać nas ze sobą w podróż albo kogoś, kto mógłby po drodze dostarczyć naszą paczkę. Interesuje to głównie młodych ludzi. - Korzystam z takiego portalu, odkąd wyjeżdżam do pracy za granicę. Oferuje się bardzo dużo przejazdów na trasie Bydgoszcz-Berlin - mówi Marta. - Ceny są zaskakująco niskie, bo

już za 70 zł można dojechać do celu,


podczas gdy firmy transportowe chcą za przejazd 200-300 zł i trzeba zebrać grupę, żeby się opłacało. Wydawało mi się, że to niebezpieczny sposób podróżowania, zwłaszcza na takiej długiej trasie, ale przekonałam się, że nie ma się czego bać. Choć czasami zdarzała się wpadka. Pewnego razu jechałam o kilka godzin dłużej, ponieważ kierowca miał jeszcze „sprawy do załatwienia” po drodze, o czym wcześniej nie informował.

- Wcale nie jest nam łatwiej zaufać ludziom spotkanym w sieci niż tym, którzy oferują nam jakieś usługi w rzeczywistości, ale oswoiliśmy się już z internetem, to już żaden demon, żadna ciemna moc. Przeciwnie: staramy się go „odanonimować” - tłumaczy Maciej Chabowski, psycholog społeczny z Bydgoszczy.

Użytkownicy portali barterowych publikują swoje zdjęcie, podają imię, wiek, ale i tworzą sieci kontaktów, dzięki czemu możemy skontaktować się z ich znajomymi, którzy korzystali już z ich usług. Wykorzystujemy sieć jako narzędzie w codziennym życiu i wiele spraw nam to ułatwia, jak choćby znalezienie towarzysza podróży, z którymi możemy podzielić się rachunkiem za paliwo. - Portale, które to umożliwiają to zwyczajnie nowoczesna forma autostopu. Portale, na których możemy się wymieniać, są

jak dawne jarmarki, giełdy, komisy.


Proszę się rozejrzeć po ulicach miast - praktycznie zniknęły takie przybytki jak lombardy, komisy. Wszystko przenosi się do sieci - mówi Maciej Chabowski.

Ani nowoczesne, strzeżone osiedla, ani to, że młodzi ludzie częściej coś wynajmują, niż osiedlają się na stałe nie sprzyja rozwojowi sąsiedzkiej pomocy, ale ona istnieje. Z drugiej strony, mimo że nie wiemy, iż sąsiad z dołu to całkiem do rzeczy hydraulik, to może zaprzyjaźnimy się z tym, którego sobie „wyklikalliśmy”, a który mieszka kilka ulic dalej.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.