Czy skruszeje ekologiczna zapora dla tamy na Wiśle w Siarzewie?

Krzysztof Błażejewski 3 czerwca 2016

W efekcie zaniedbań w rozwoju w XX wieku nad dolną Wisłą powstał ptasi raj, zaliczony do obszaru Natura 2000. Jednocześnie zamarł na rzece ruch żeglowny, a do morza ucieka tania energia.

Pierwsza i jedyna jak dotychczas tama na dolnej Wiśle we Włocławku jest na granicy wytrzymałości

Fot.: Jarosław Czerwiński


Zarówno w środku Polski, jak i na północy Wisła jest prawdziwie dzika. Pełno na niej piaszczystych łach, odnóg, zarośniętych wysp, zasiedlonych przez stada ptaków. Taki widok z pewnością zachwyca oko przyrodnika i ekologa.


Ale dolna Wisła ma też swoje drugie oblicze. Zamulone koryta, zachwaszczone brzegi, wysychające dno. Zamknięte, niszczejące przystanie, rdzewiejące stateczki i łodzie. Miasta i miasteczka odwrócone od wody. Po dolnej Wiśle, jeszcze pół wieku temu tętniącej życie, poruszają się już tylko kajakarze.

Rocznie z Wisły do Bałtyku wpływa aż 32 km sześciennych wody. To ilość ogromna, która aż się prosi o wykorzystanie, choćby jako najczystsze źródło energii. A jednak ucieka nam bezpowrotnie.

W czasach II Rzeczypospolitej powstały plany, aby wykorzystać doświadczenia USA, które w dobie kryzysu gospodarczego rozwiązały problem produkcji energii elektrycznej poprzez budowę stopni wodnych. Amerykanie uregulowali w ten sposób wszystkie większe rzeki. Polski, niestety, na taki wysiłek stać nie było.

Do idei tej powrócono w latach 50. Tym razem wzorcem był Związek Radziecki, który w ramach kolejnych socjalistycznych pięciolatek stawiał tamę za tamą na ciekach nieporównanie szerszych od Wisły. W 1956 roku powstał pomysł skaskadowania dolnej Wisły poprzez budowę aż ośmiu stopni wodnych w Wyszogrodzie, Płocku, Włocławku, Nieszawie (lub Ciechocinku), Solcu Kujawskim, Chełmnie, Opaleniu i Tczewie. W 1962 roku przystąpiono do budowy pierwszego z nich, we Włocławku. Osiem lat później w warunkach socjalistycznej gospodarki planowej włocławska tama była już gotowa. Czas przyszedł na budowę drugiej, bliźniaczej tamy. Najpierw jednak - a były to czasy już Edwarda Gierka - odwleczono początek robót na kilka lat, a potem na nieokreśloną przyszłość, choć w 1979 roku rozpoczęto projektowanie zapory w Ciechocinku. Rządowi eksperci uznali jednak, że są pilniejsze wydatki. W tym samym czasie na Zachodzie rzeki i kanały przekształciły się w wodne autostrady. U nas jednostki śródlądowe sprzedawano na żyletki lub po prostu porzucano.

Włocławek woła o wsparcie


W połowie lat 90. wrócił pomysł budowy kolejnych stopni wodnych na Wiśle poniżej Włocławka. Podczas ogólnopolskiej konferencji hydrologicznej w Bydgoszczy fachowcy przekonywali, że trzeba wznieść jeszcze przynajmniej pięć zapór w kierunku Bałtyku, by odciążyć zagrożoną tamę włocławską, która była pomyślana jako element całości, a nie samotny „biały żagiel”. Powstała w tym celu Fundacja Kaskada Dolnej Wisły.

Równolegle rozwijał się ruch ekologiczny. W dzikiej nieuregulowanej dolnej Wiśle jedni nadal postrzegali niewykorzystane źródło energii, inni zachwycali się jej nieprzekształconym przez człowieka stanem. Głosy te powoli zaczynały się równoważyć. Wizję budowy kolejnej zapory każdy kolejny rząd odsuwał od siebie. „Jeżem” stała się zwłaszcza po wejściu Polski do Unii i objęciu znacznych terenów dolnej Wisły rezerwatem Natura 2000.

- Uratowaliśmy przyrodę - cieszyli się wówczas ekolodzy.

- To absurd. To przegięcie - kontrowali ekonomiści.

Zdecydowały jednak ostatecznie argumenty rozsądku. Z powodu wciąż realnego zagrożenia, związanego z zawaleniem się „samotnej” tamy włocławskiej (katastrofa ekologiczna na niewyobrażalną skalę - zbiornik zgromadził na dnie około 40 mln m sześciennych groźnych zanieczyszczeń) postanowiono zbudować dla jej wsparcia tylko jeden dodatkowy stopień wodny. Jest on niezbędny, jeśli chcemy oddalić wizję rozsypania się zapory włocławskiej. Spośród kilku proponowanych lokalizacji ostatecznie wybrano miejsce położone w Siarzewie koło Ciechocinka na 708. kilometrze rzeki. Zapora w tej lokalizacji (decyzję podjęto w 2012 roku) wraz z elektrownią wodną o mocy 80 MW i infrastrukturą towarzyszącą zostanie wzniesiona pomiędzy lewym brzegiem rzeki a największą wyspą wiślaną Zielona Kępa. Kiedy ruszy jej budowa, której koszty szacuje się obecnie na 3,5 mld złotych? Tego tak naprawdę nikt nie wie. Podobno w 2019 roku. Podobno...

Bo na razie trwa wciąż spór prawny pomiędzy inwestorem (spółką Energa) i ekologami. Do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy, zawiadującej terenem, na którym powstać ma tama, złożono wniosek o tzw. opinię środowiskową, która jest niezbędna, aby rozpocząć prace projektowe. RDOŚ udzielił jednak negatywnej odpowiedzi na złożony wniosek, argumentując to tym, że planowana inwestycja m.in. negatywnie wpłynęłaby na zachowanie w nietkniętym stanie obszarów Natura 2000.

Zdawało się niedawno, że w tunelu tym pojawiło się światełko. Po odwołaniu od tej decyzji, złożonym przez Energę, Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska 18 kwietnia br. uchylił decyzję Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Bydgoszczy i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Wiele na to wskazuje, że RDOŚ ponownie powie tamie „nie”. Ale kiedy? I co wówczas zrobi druga strona tego sporu?

Dariusz Górski, RDOŚ w Bydgoszczy: RDOŚ w Bydgoszczy przeanalizuje ponownie wszystkie dokumenty i dostosuje się do uwag zawartych w decyzji organu II instancji.


Na razie, jak nas poinformował Dariusz Górski z RDOŚ, trwa... zapoznawanie się z decyzją GDOŚ wszystkich stron postępowania, czyli wywieszanie obwieszczeń w siedzibach urzędów gmin, na terenie których planowana jest inwestycja i na które ma ona oddziaływać.

- Od decyzji GDOŚ stronom przysługuje prawo wniesienia zażalenia do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Po otrzymaniu kompletu dokumentów RDOŚ w Bydgoszczy przeanalizuje ponownie wszystkie dokumenty i dostosuje się do uwag zawartych w decyzji organu II instancji - wyjaśnia Górski.

I tak płyną dni, miesiące, lata. Zupełnie tak jak Wisła pod Siarzewem. Powoli, statecznie, meandrując...

Dlaczego Włocławek?


Z planowanych ośmiu stopni wodnych w latach 60. ub. wieku jako pierwszy do wzniesienia wybrano Włocławek. Panowały tu korzystne warunki topograficzne, dobre warunki wykorzystania energii dla przemysłu. Ponadto nadal myślano o budowie kanału centralnego (w myśl koncepcji jeszcze z I połowy XX w.), który miał łączyć środkową Wisłę ze Śląskiem. W grę wchodziły także nawodnienie, powstrzymujące proces stepowienia Kujaw, i stworzenie zbiornika dla rekreacji.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.