Bułgarski duet oszustów wpadł na gościnnych występach

Piotr Schutta 3 czerwca 2016

Profesjonalnie wyposażeni i wyszkoleni przez fachowców z dziedziny informatyki, bezrobotni Bułgarzy kręcili się po Polsce i zakładali na bankomatach urządzenia szpiegujące. Są operatorami wyspecjalizowanej grupy przestępczej. Nikogo nie sypnęli. W czwartek staną przed sądem.

Jedynym skutecznym sposobem na uniknięcie skimmingu jest zasłonięcie klawiatury w czasie wpisywania kodu. Bez PIN-u przestępcy nic nie zrobią

Fot.: Tomasz Czachorowski


Nawet parkingowy z naprzeciwka niczego nie zauważył, mimo że zazwyczaj nic mu nie umyka. Akcja policjantów z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą odbyła się dyskretnie i błyskawicznie. Właściciele pobliskich sklepików i punktów usługowych dnia 12 listopada 2015 nie kojarzą z niczym szczególnym. Do dzisiaj nie mają pojęcia, że jeden z trzech okolicznych bankomatów „oklejony” był bułgarską elektroniką, służącą do kradzieży danych z kart płatniczych. Być może sami z niego korzystali.

Fachowcy w mercedesie


Młodszy z Bułgarów ma 26 lat, starszy 31. Obaj bezrobotni i bez zawodu, jeden z wykształceniem średnim, drugi zaledwie podstawowym. Nie byli wcześniej karani. Bozhev R. jest bezdzietnym kawalerem, jego wspólnik, Georgi G., mężem i ojcem. Podczas zatrzymania w centrum Bydgoszczy nie stawiali oporu. Policyjna obserwacja, trwająca od dłuższego czasu, poprowadzona była perfekcyjnie. Podejrzani nie zdawali sobie sprawy, że od jakiegoś czasu każdy ich ruch jest rejestrowany przez detektywów z komendy wojewódzkiej. Zostali ujęci na gorącym uczynku, gdy zdejmowali z bankomatu nakładki służące do skimmingu i próbowali założyć następne. Wynikła tylko jedna nieprzewidziana okoliczność, która o mały włos nie pogrzebała całej misternie przygotowanej akcji.


- Pojawił się przypadkowy mężczyzna, który pobierał pieniądze z bankomatu i zauważył jedną z nakładek. Była po prostu źle przyklejona. Trzeba było zadbać o to, by nie spłoszyć „zwierzyny” - mówi jeden ze śledczych.

Udało się. Kompletnie zaskoczeni Bułgarzy wykonali całą swoją „robotę” przy urządzeniu płatniczym i na tym ich przestępcza kariera w Polsce się zakończyła. W zajmowanym przez nich pokoju hotelowym policja zabezpieczyła m.in. laptopa z częściowo zaszyfrowanymi danymi oraz nakładki bankomatowe z mikrokamerami i czytnikami pasków magnetycznych, znajdujących się na kartach płatniczych. Do tego znaleziono taśmy, kleje i przewody USB.

Ujęty w Bydgoszczy w listopadzie ub.r. bułgarski duet skimmerów to nie amatorzy, ale świetnie przeszkoleni i wyposażeni zawodowcy. Po kraju grasowali przez półtora miesiąca, instalując swoje urządzenia na bankomatach w Łodzi i Bydgoszczy. Tyle im udowodniono i do tego się przyznali. Nie powiedzieli jednak nic więcej. Ani o tym, kto i gdzie ich wyszkolił, ani o ich krajanach, którzy dwa miesiące później wpadli w Warszawie. Nie pisnęli też słówkiem, kto finansował ich pobyt w Polsce i kto użyczył im mercedesa na angielskich tablicach rejestracyjnych. Policja ustaliła jedynie, że właściciel pojazdu także jest obywatelem Bułgarii. Samochód, podobnie jak sprzęt elektroniczny znaleziony przy Bułgarach, najprawdopodobniej zostanie skonfiskowany przez sąd.

- Część materiału z tamtego śledztwa wyłączyliśmy do odrębnego postępowania. Zdajemy sobie oczywiście sprawę z tego, że ci dwaj zatrzymani są tylko fragmentem większej grupy przestępczej, zajmującej się produkcją tak zwanego białego plastiku, czyli podrobionych kart płatniczych. O tym nie chcą z nami rozmawiać. Zasłaniają się „troską o życie i zdrowie” własne i swoich rodzin. Ktoś ich musiał jednak przeszkolić i wyposażyć w sprzęt. Mieli nakładki z mikrokamerami i czytnikami kodów paskowych, dostosowane do konkretnego, jednego typu bankomatu - mówi nadzorujący śledztwo prokurator Mirosław Wałęza.

Nakładki nie do poznania


Śledczy przyznają, że dla przeciętnego klienta banku nakładki są nie do rozpoznania. Wykonano je w tak przemyślny sposób, iż wyglądają jak integralna część bankomatu. Zatrzymani Bułgarzy posługiwali się dwiema nakładkami. Jedną, wielkości małej koperty, przyklejali nad klawiaturą, tam gdzie w pionowej ścianie obudowy bankomatu znajdował się niewielki uskok. To wystarczyło, by zmieścić z tyłu nakładki układ scalony z pamięcią i mikrokamerą, która przez prawie niedostrzegalny otworek rejestrowała wstukiwanie kodu PIN na klawiaturze. Druga nakładka znajdowała się na czytniku kart. Była kolorystycznie dostosowana do oryginału. Służyła do odczytywania z karty płatniczej informacji, zakodowanych w drugim pasku magnetycznym.

Urządzenia szpiegujące zakładano na krótko, często tylko na kilka godzin, i demontowano. Potem w zaciszu hotelowych pokoi bezrobotni Bułgarzy ściągali z nakładek dane informatyczne i korelowali je z obrazami z kamery. Powstawał z tego plik, który następnie był szyfrowany i przesyłany dalej. Ktoś inny już przejmował dane i umieszczał je w podrobionej karcie bankomatowej.

- Z tak przygotowaną kartą można udać się do dowolnego bankomatu gdziekolwiek na świecie i wypłacić pieniądze z cudzego konta - mówi prokurator Wałęza.

Ustalono, że w ciągu półtora miesiąca dwaj Bułgarzy przechwycili na terenie Polski dane z kilkuset kart. Nie wiadomo, czy posłużyły one do wyprodukowania „białego plastiku” i czy za ich pomocą próbowano wypłacić pieniądze z cudzych kont. Banki na razie nie przekazały takich informacji.

W tej chwili Bozhev R. i Georgi G. czekają na posiedzenie sądu, podczas którego mają się dobrowolnie poddać karze. Prokuratura zaproponowała dla obu po dwa i pół roku więzienia. Zgodzili się. Dzięki temu oszczędzono organom ścigania czasu i pieniędzy. W przeciwnym razie śledztwo mogłoby się ciągnąć nawet i dwa lata, co oznaczałoby niemałe wydatki. Na razie oskarżeni odpowiadają za przygotowanie do skimmingu, co jest obciążone karą więzienia do lat 5.

Prokuratura: Gdyby się okazało, że z jednej choćby karty, której dane przechwycili, dokonano gdzieś wypłaty, kwalifikacja czynu zmieniłaby się drastycznie.


- Gdyby się okazało, że z jednej choćby karty, której dane przechwycili, dokonano gdzieś wypłaty, kwalifikacja czynu zmieniłaby się drastycznie - mówią w prokuraturze. Bułgarzy odpowiadaliby wówczas za współudział w produkcji nielegalnych kart i groziłoby im od 5 do 25 lat. Mając przed sobą perspektywę tak długiej odsiadki, mogliby stać się bardziej wylewni wobec śledczych, czego na pewno domyślają się pozostali członkowie szajki i na wszelki wypadek nie korzystają ze „spalonych” danych.

Bułgarska plaga


Począwszy od 2009 roku polska policja na terenie całego kraju regularnie zatrzymuje Bułgarów trudniących się skimmingiem, czyli kopiowaniem kart płatniczych. Dwuosobowe zazwyczaj grupy ujawniono dotychczas m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Lublinie, Zabrzu i Bydgoszczy.

Jedynym sposobem ochrony przed skimmingiem jest zasłonięcie klawiatury w czasie wpisywania kodu PIN. Niektóre banki zakładają też różnego typu zabezpieczenia antyskimmingowe.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.