Lekarka oskarża toruński szpital miejski o spowodowanie śmierci jej męża. Wicedyrektor lecznicy odpowiada: - Ta pani ma obsesję

Grażyna Ostropolska 3 czerwca 2016

Wiesława Szafrańska: - Jako medyk z czterdziestoletnią praktyką potrafię wskazać lekarskie błędy. Andrzej Przybysz: - Prokuratura nie potwierdziła zarzutów pod adresem szpitala.

Lekarka Wiesława Szafrańska ze zdjęciem męża i ostatnim dziełem artysty, wykonanym w szpitalu

Fot.: Grzegorz Olkowski


Na ścianach wiszą jego obrazy, na zaprojektowanych przez niego meblach stoi jego ceramika. To sprawia, że pani Wiesława wciąż czuje obecność męża, Jana Szafrańskiego, i ból, że nie może go dotknąć. Kochała go bardzo i życie bez niego jest dla niej udręką. - Będzie mi lżej, gdy prawda o przyczynach jego śmierci, skrupulatnie zamiatana pod dywan, ujrzy w końcu światło dzienne - mówi lekarka.


- Ta pani ma obsesję. Nie przyjmuje do wiadomości faktu, że jej mąż zmarł, bo był ciężko chory i będzie tak długo chodziła i wysyłała pisma do różnych instytucji aż w końcu

ktoś jej uwierzy


- ocenia Andrzej Przybysz, z-ca dyrektora ds. lecznictwa Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu. Ostatni raz odpowiedział na pytania lekarki w marcu ub.r.: - Przypomniałem pani Szafrańskiej, że jej mąż zmarł w wyniku powikłań po zabiegu urologicznym i zarówno postępowanie prokuratorskie, jak i opinie biegłych wykazały bezzasadność zarzutów, a ponieważ nie pojawiły się żadne nowe okoliczności, wyjaśnianie podnoszonych przez nią kolejny raz wątpliwości uważam za zbędne - słyszymy.

- Skoro ja, lekarka z czterdziestoletnią praktyką, traktowana jestem przez szpital i prokuraturę jak niedouczony półgłówek, to jakie szanse na udowodnienie nieprawidłowości i błędów medycznych ma laik? - pyta pani Wiesława.

Nie zdecydowała się na wytoczenie szpitalowi cywilnego procesu. - Nie było mnie stać na adwokata i żywiłam przekonanie, że prokuratura bez trudu ustali, co było nie tak - tłumaczy. Czuje żal, że stało się inaczej. Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Jana Szafrańskiego w dniu 12 kwietnia 2001 r. i poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu prawomocnie umorzono i nie jest możliwe jego wznowienie, bo

doszło do przedawnienia.


Nie pomogły skargi do Prokuratury Generalnej, a w marcu tego roku Rzecznik Praw Obywatelskich, który był dla Szafrańskiej ostatnią deska ratunku, odmówił wniesienia kasacji sądowych postanowień.

- To ma być państwo prawa? - oburza się lekarka. Wyciąga stos dokumentów i próbuje nas przekonać do swoich racji.

To ona była dla męża lekarzem pierwszego kontaktu i dała mu skierowanie do szpitala. Chodziło o zabieg usunięcia prostaty. - Był w dobrym stanie, zabrał ze sobą kredki i jeszcze dzień przed operacją namalował ten obrazek - lekarka pokazuje widok z okna, nakreślony ręką artysty. - Pierwszy zabieg był źle wykonany, bo zakończył się zaczopowaniem, czyli tzw. tamponadą pęcherza moczowego przez krew, i trzeba było męża ponownie operować, by usunąć zostawione części gruczołu krokowego - wspomina Wiesława Szafrańska. - Po takich perturbacjach pacjent winien przebywać dobę lub dwie na oddziale intensywnej opieki medycznej, a mojego męża, ze zdiagnozowanym nadciśnieniem, już po kilkunastu godzinach przeniesiono z OIOM-u na zwykłą salę urologiczną, gdzie 12 godzin później zmarł - twierdzi lekarka. Powodów śmierci doszukuje się w braku właściwej opieki.- Nie monitorowano mu ciśnienia, podawano szybkim wlewem kroplówki oraz dożylnie moczopędny furosemid, co przy braku odpływu moczu jest niedozwolone - zauważa, podpierając się szpitalnymi wpisami i fachową literaturą. - Pojemność układu krążenia to 5 do 5,5 litra; tyle krwi ma dorosły człowiek, a mojemu mężowi w ciągu 43 godzin wpompowano dożylnie 11 litrów płynów nawadniających, co przyczyniło się do jego śmierci - twierdzi, bazując na szpitalnych dokumentach. - Mogłam się z nimi zapoznać w prokuraturze rok po śmierci męża, bo szpital odmówił mi do nich wglądu, mimo że byłam żoną pacjenta i lekarzem pierwszego kontaktu.

Była przy łóżku męża, gdy ten stracił przytomność i nim nadeszła pomoc, próbowała go reanimować.

- Złamano prawo, zarządzając sekcję zwłok po 7 godzinach od jego śmierci, bo w myśl art. 25 ustawy o zakładach zdrowotnych można to robić dopiero po 12 godzinach. Poza dwoma wyjątkami, które nie dotyczyły mojego męża - zarzuca lekarka, przywołując art. 262 Kk o znieważeniu zwłok. Stała z córką pod salą, w której wykonywano sekcję. Ma też namacalny dowód na to, że w protokole

poświadczono nieprawdę,


wpisując, że sekcję wykonano 12 godzin po zgonie. Zgłosiła to do toruńskiej prokuratury, ale ta odmówiła wszczęcia śledztwa, argumentując, że „polskiemu systemowi prawa nie jest znane przestępstwo zbyt szybkiego wykonania sekcji zwłok”. Była w szoku, gdy przeczytała, że przyczyną śmierci jej męża było „zaostrzenie przewlekłej niewydolności krążenia”, choć przeprowadzająca sekcję dostrzegła: „płyn w jamie otrzewnowej i worku osierdziowym”. - Mam protokół z przesłuchania pani patomorfolog, która potwierdza, że przy zatrzymaniu odpływu moczu i równoczesnym intensywnym nawadnianiu może się pojawić w tych narządach płyn, więc pytam: dlaczego nie pobrano wycinków i nie wpisano w tym dokumencie bezpośredniej przyczyny zgonu w postaci pośmiertnej epikryzy? - pyta Szafrańska i sama sobie na nie odpowiada: - Pewnie dlatego, by nie wyszło na jaw, że mąż zmarł na skutek przewodnienia organizmu.

„Brak epikryzy to moje

niedopatrzenie,


spowodowane wprowadzaniem w tym czasie komputeryzacji do naszej pracy”, zeznała patomorfolog. O stanie szpitalnej dokumentacji, dotyczącej Jana Szafrańskiego, wypowiedzieli się biegli z Zakładu Medycyny Sądowej AM w Warszawie. „Była on prowadzona w sposób niestaranny, chaotyczny, jest niekompletna (brak kart znieczulenia, godzin, podpisów itp.), co w znacznej mierze utrudniło nam opiniowanie (...) Nie czujemy się też kompetentni do oceny wiarygodności i czasu naniesienia uzupełnień w dokumentach, np. nadpisań”, tak napisali w opinii, sporządzonej na zlecenie prokuratury. Zanegowali tezę o przedawkowaniu kroplówek, forsowaną przez Wiesławę Szafrańską. „W oparciu o opis sekcyjny, jak i kliniczny brak jest podstaw do rozpoznania przewodnienia organizmu”, czytamy w opinii.

- Nie zliczyli ilości płynów, które mężowi podano, więc potwierdzili diagnozę, że zmarł wskutek zaostrzenia niedomogi układu krążenia, a miały na to m.in. wpływ: dwukrotny zabieg operacyjny i krwawienia - mówi żona zmarłego. Pokazuje fragment opinii, który dotknął ją do żywego: „W celu zachowania maksymalnej obiektywizacji oceny zdarzenia musimy

wyłączyć z naszej świadomości


informację, że Jan Szafrański zmarł i opierać się wyłącznie na danych, które lekarze szpitala uzyskali podczas wywiadu lekarskiego i co stwierdzili w czasie badań”.

- To kpina! - ocenia lekarka. Przecież mój mąż nie żyje, a wiadomo że lekarze bronią swojej skóry, a szpital - renomy, zaś dokumentacja jest niepełna i - jak w przypadku sekcji zwłok- niewiarygodna.

Wiesława Szafrańska chciała zadać biegłym dodatkowe pytania, ale prokurator jej wniosek oddalił. - I do dziś nie dostałam odpowiedzi na pytanie, dlaczego sporządzona w kwietniu 2006 roku opinia wpłynęła do toruńskiej prokuratury rok później - pokazuje te dokument (z datą wpływu na pieczątce)

Andrzej Przybysz, wicedyrektor toruńskiego szpitala miejskiego, przypomina, że ostateczne umorzenie śledztwa w tej sprawie (w 2009 r.) jest prawomocne, a skargi do rzeczników i ministrów (szpital musi się do nich ustosunkować), które lekarka nadal pisze, niczego nie zmieniły.

Sąd Rejonowy w Toruniu


odrzuca zażalenie na umorzenie śledztwa i tak to uzasadnia: „Nie ma żadnych racjonalnych podstaw, by podważać wnioski opinii biegłych z Białegostoku czy Warszawy. Lekarze ci pracują w innych ośrodkach, z dala od Torunia i nie są powiązani towarzysko ani służbowo z osobami, wykonującymi ten zawód w Toruniu, nie można więc stawiać im zarzutu stronniczości w ocenie tego tragicznego wypadku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.