Albo zaczniemy magazynować wodę, albo czeka nas katastrofa

Andrzej Pawełczak 3 czerwca 2016

Znikające jeziora, martwe rzeki, suche studnie... Jedną z przyczyn rosnącego w całym kraju deficytu wody są niewątpliwie zmiany klimatyczne, ale, jak podkreśla prof. Zygmunt Babiński z Katedry Rewitalizacji Dróg Wodnych UKW, przyczyniamy się do tego sami poprzez nieumiejętną gospodarkę wodą.

Jak twierdzą władze gminy Dobrcz, główną przyczyną obniżania się stanu wody jeziora w Borównie jest susza. Akwen jest coraz płytszy

Fot.: Tomasz Czachorowski


Kataklizmu jeszcze nie ma - uspokaja prof. Zygmunt Babiński. - Opadów deszczu w ostatnich latach rzeczywiście jest mniej, co wynika ze zmian klimatycznych, ale nie na tyle, aby groziło to jakąś katastrofą. Problemem jest to, że zmieniła się dystrybucja wody, jej obieg. Coraz więcej mamy terenów zurbanizowanych, gdzie woda spływa poprzez kanalizację deszczową bezpośrednio do rzek, a nie jest zatrzymywana w gruncie. Dlatego maleją zasoby wód gruntowych - tłumaczy.


Warunkiem odwrócenia tej tendencji jest magazynowanie wody. Przykładem, gdzie doskonale sobie z tym poradzono, może być, m.in. Hiszpania. W Polsce dopiero zaczynamy o tym myśleć.

- Jeżeli nie zaczniemy budować zbiorników, to może grozić nam kataklizm, bo deficyt wody będzie się pogłębiał. I nawet wilgotne lata tego procesu nie powstrzymają. Nie ma wód podziemnych, które w naturalny sposób zasilają jeziora, oczka wodne. Nieprawdą jest, że to nie ma wpływu na ich wysychanie, bo to działa jak system naczyń połączonych - mówi prof. Zygmunt Babiński.

Do Bałtyku uchodzą z rzek 32 miliardy metrów sześciennych wody. - Zupełnie bezproduktywnie. Gdyby zatrzymać chociaż troszeczkę, to nie mielibyśmy problemów z jej deficytem - dodaje prof. Babiński.

Woda, jego zdaniem, jest najlepszym odnawialnym źródłem energii. Zasoby węgla kamiennego i brunatnego kiedyś się skończą. A ich eksploatacja doprowadza do coraz większych szkód dla środowiska.

Kopalnia a jeziora


Przyjezierze w gminie Jeziora Wielkie, położone nad malowniczym Jeziorem Ostrowskim, było jedną z najpopularniejszych miejscowości wypoczynkowych w regionie. Od kilkunastu lat jezioro staje się coraz płytsze, a plaże powiększyły się o około 200 metrów. Ten akwen po prostu ginie. Przyjeżdża tu coraz mniej turystów, wędkarze zrezygnowali z tego miejsca już dawno, bo nie ma tu ryb.

Od lat z Kopalnią Węgla Brunatnego „Konin”, której kolejne odkrywki, jak twierdzą ekolodzy, degradują środowisko, walczy Stowarzyszenie Ekologiczne Eko-Przyjezierze. Problem dotyczy całego pojezierza gnieźnieńskiego, jezior położonych na terenie województw wielkopolskiego i kujawsko-pomorskiego.

- Faktem jest, że Wielkopolska i Kujawy to regiony o najniższych w skali kraju opadach deszczu. I to zawsze jest argument dla kopalni - mówi prezes stowarzyszenia Józef Drzazgowski. Jak twierdzi, drenujące oddziaływanie dotychczasowych odkrywek, zwłaszcza Jóźwin IIB, doprowadziło do całkowitego zaniku drobnych oczek i cieków wodnych oraz do degradacji ekosystemów leśnych. Kopalnia planuje powstanie następnej odkrywki węgla brunatnego Ościsłowo. W kwietniu w liście do ministra rolnictwa ekolodzy pisali, m.in.: „Pogłębi ona trwającą degradację środowiska naturalnego na pograniczu Wielkopolski i Kujaw. Zasięg leja depresyjnego planowanej odkrywki (300 km kw.), oprócz terenów rolniczych, obejmie także kilka jezior, m.in., Kownackie, Wilczyńskie, Wójcińskie, Skulskie oraz Czartowo”.

- Na razie udaje nam się to blokować. Jeżeli ta odkrywka powstanie, to jezioro Ostrowskie przestanie istnieć - uważa Józef Drzazgowski. W sukurs stowarzyszeniu przyszedł minister rolnictwa, który nie zgodził się na odrolnienie gleb, na których planowane jest powstanie kopalni. - Odkrywka Ościsłowo oznacza też wycięcie 250 hektarów lasu i gigantyczną dziurę w ziemi o powierzchni 1600 ha. Dziwię się, że władze samorządowe nie kwapią się z wnioskami o odszkodowania, bo straty, jeżeli chodzi o środowisko, są ogromne - twierdzi prezes stowarzyszenia. Na działalność kopalni Eko-Przyjezierze złożyło skargę do Komisji Europejskiej.

Sama kopalnia, jak dotąd, nie wypowiada się na temat tych zarzutów (na naszą prośbę o komentarz nie otrzymaliśmy odpowiedzi - przyp. aut.). Na stronie internetowej kopalni można natomiast przeczytać: „Wydobycie węgla brunatnego wymaga jego odwodnienia i odprowadzenia znacznych ilości wód kopalnianych. Odwodnienie złoża okresowo może mieć wpływ na wody powierzchniowe i podziemne”. „W celu określenia wpływu odwodnienia złoża na otaczające środowisko prowadzony jest monitoring środowiska wodnego (...)”.

Ile wody zabiera studnia?


Jak przyznaje Krzysztof Dulski, p.o. dyrektora Wydziału Środowiska, Rolnictwa i Rozwoju Wsi K-PUW, z badań, które docierają do urzędu, wynika, że problemy z deficytem wody w Kujawsko-Pomorskim są bardzo poważne. Mają je, m.in., rolnicy w powiecie radziejowskim. - W gminach Bytoń, Topólka i Osięciny studnie wyschły. Są problemy z wodą dla zwierząt. Jeżeli nie będzie większych opadów deszczu, to sytuacja stanie się dramatyczna. Sprawą zainteresował się minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel.

Inna sprawa to spadek poziomu wód w jeziorach w wyniku kopania studni głębinowych przez rolników.

- Według naszej oceny, część rolników została wprowadzona w błąd przez firmy zajmujące się kopaniem studni. Prace są prowadzone bez badań określających skutki tego typu działalności, bez niezbędnej dokumentacji. Skala tego zjawiska jest trudna do określenia - przyznaje Krzysztof Dulski.

Przeczekać suszę


Borówno to jedno z najchętniej odwiedzanych przez bydgoszczan kąpielisk, szczególnie, że od ubiegłego roku ośrodek po generalnym remoncie został nowocześnie wyposażony, woda i plaża są czyste. Nic, tylko korzystać. Problem w tym, że poziom wody jest coraz niższy. Zdaniem bywalców, jezioro „cofnęło” się nawet o 3-4 metry. Z czego to wynika?

- Jezioro w Borównie jest akwenem zamkniętym, zasilanym przez wody opadowe, nie ma żadnych dopływów. Przyczyną obniżania się poziomu wody jest susza. Musimy to przeczekać. Stan wody się zresztą waha, mieszkańcy pamiętają, że w poprzednich latach był jeszcze niższy. Oceniamy, że do 2020 roku powinno się to odbudować - mówi wójt gminy Dobrcz, Krzysztof Szala.

Wyklucza on raczej, aby przyczyną odpływu wody z jeziora była budowa studni głębinowych. - Pewnie jakiś wpływ to może mieć, ale na pewno nie na tyle, aby stan wody obniżył się o kilka metrów - tłumaczy Krzysztof Szala.


prof. Zygmunt Babiński: Coraz więcej mamy terenów zurbanizowanych, gdzie woda spływa poprzez kanalizację deszczową bezpośrednio do rzeki, a nie jest zatrzymywana w gruncie.



Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.