Fałszywy wnuk nie ma wstydu

Katarzyna Bogucka 3 czerwca 2016

Seniorzy o metodach czyhających na nich gangów wiedzą wszystko. Zaklinają się, że nie ufają nikomu. Jednak gdy pytamy, czy otworzyliby drzwi na hasło: „policja”, część odpowiada, że tak. A „spółdzielnia”? No pewnie! A „urząd miasta”? Wiadomo! Bo kto by nie otworzył urzędnikowi, policjantowi. Kilka dni temu na bydgoskich Wyżynach ufna pani oddała, o zgrozo, takiemu „policjantowi” aż 50 tysięcy złotych!

Telefon stał się dziś pułapką do łapania seniorów. Zdjęcie dzięki uprzejmości DDP „Kapuściska”w Bydgoszczy

Fot.: Dariusz Bloch


Policja mówi o pladze, o zmasowanym ataku oszustów na starszych ludzi. Nie działają pogadanki z funkcjonariuszami, wykłady w domach dziennego pobytu, artykuły prasowe. A przynajmniej nie na wszystkich działają. Tylko nieliczni są w stanie oprzeć się złodziejskiej manipulacji. Większość ulega magii słów.


W miniony poniedziałek para podająca się za pracowników Wodociągów zapukała do drzwi mieszkania starszych bydgoszczan. Złodzieje oznajmili, że na wodociągowym koncie staruszków jest nadpłata w wysokości 10 tys. złotych. Wmawiali seniorom, że pieniądze dostaną (wymyślili na tę okazję rozporządzenie unijne) pod warunkiem, że się nimi podzielą z inną osobą. „Wodociągowcy” za pośredniczenie w tym podziale zażądali 2 tysięcy złotych. Na szczęście małżonkowie byli czujni. Oszuści uciekli, gdy seniorzy postanowili zadzwonić do rodziny. Mogło się jednak to spotkanie skończyć dużo gorzej. Tak, jak kilka dni temu skończyło się na osiedlu Wyżyny.

- Mieliśmy wówczas trzy próby wyłudzenia pieniędzy (to nie jest rekord, bo bywało już kilkanaście podejść w jednym dniu - przyp. red.). Jedna się powiodła. Starsza pani dała się nabrać kobiecie podającej się za synową - relacjonuje podkom. Przemysław Słomski z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. - Babcia uwierzyła synowej, że wnuk potrzebuje pomocy, więc oddała przysłanemu „policjantowi”... 40 tysięcy złotych. To, niestety, nie koniec tej historii. Przestępcy chcieli więcej. Seniorka uzbierała jeszcze 10 tys. zł. „Policjant” przyszedł po gotówkę pod jej blok.

„Na wnuczka” nie jest najpopularniejszą metodą oszustwa (o innych metodach w rozmowie na stronie obok i w ramce). Przez chwilę modne było dzwonienie w sprawie zagrożonego bankowego konta. - Które rzekomo padło ofiarą ataku hakera, kopmuterowego włamywacza - mówi nadkom. Przemysław Słomski. - Oszuści zawiadamiali seniora, że nieuczciwy pracownik banku okrada konta klientów, więc, żeby zabezpieczyć swoje pieniądze, trzeba czym prędzej je wypłacić. Seniorzy w te bajeczkę wierzyli. Oddawali oszczędności.

Wierzyli też, gdy telefonujący przedstawiał się jako oficer CBŚ.

- Starszy człowiek miał pomóc w prowadzonym śledztwie. Przez moment czuł się bohaterem. Zgadzał się oddać - na chwilę - swoje pieniądze, by posłużyły jako wabik na prawdziwego oszusta. Podobnie bywa w bajce o wypadku drogowym wnuka lub wnuczki. Emocje są silne. Dla pewności,do telefonu podchodzi rzekomy policjant i potwierdza, że faktycznie doszło do kraksy i trzeba zapłacić za szkodę lub za to, by wnuk wyszedł z aresztu. To absurd. Policja nigdy nie żąda pieniędzy, nie prowadzi śledztw przez telefon i niczego tą drogą ni e potwierdza.

Ktoś inny mówi, ktoś inny odbiera


Mózg całej operacji jest niewidoczny, ale za to słychać go bardzo wyraźnie. Część siatki, tzw. słupy, być może nawet nie wie, do jakiego procederu jest zatrudniana. To „mózg” dzwoni do seniora i recytuje przygotowany wcześniej tekst, np. jak wyżej - o wypadku. Ktoś inny zostaje tzw. odbierakiem. Taki kurier, bez pytania o cokolwiek, bierze paczkę i przewozi ją w umówione miejsce albo wpłaca pieniądze na konto, a później odbiera swoją dolę i znika. Wszelkie kontakty szajki z seniorami nawiązywane są za pomocą telefonicznych kart prepaidowych. Nie znaczy to, że przestępcy są bezkarni. W połowie maja wpadła grupa radomska działająca od trzech lat. Na podstawie postanowień Prokuratury Okręgowej w Warszawie funkcjonariusze CBŚP zatrzymali na terenie województw mazowieckiego, kujawsko-pomorskiego, warmińsko-mazurskiego i śląskiego 7 osób w wieku od 20 do 60 lat, które brały udział w tym procederze. Szacuje się, że wyłudziły od starszych ludzi ok. 2 mln złotych. Sześciu osobom postawiono zarzuty. Kurierów do przewożenia pieniędzy szajka szukała zwyczajnie, poprzez ogłoszenia internetowe. W kwietniu sukces odnieśli bydgoscy policjanci. Zatrzymali, podczas przekazywania gotówki, dwie osoby. Udało się odzyskać 18 tys. zł ukradzionych bydgoszczance.

Naciągacze mają bogaty wachlarz możliwości. Posługują się niezrozumiałym językiem urzędowym, bankowym, bazują na niedomówieniach, np. w czasie prezentacji . Opowiadali nam o tym bywalcy Domu Dziennego Pobytu „Kapuściska” w Bydgoszczy. - Tak mnie raz przekabaciła pewna pani z firmy telekomunikacyjnej, że zmieniłam dostawcę usług telefonicznych - mówi pani Krystyna, elegancka blondynka. - Po jakimś czasie: list. Czytam. I prawie mam zawał. To było wezwanie do zapłaty za zerwanie umowy z moją macierzystą firmą. Prawie 600 złotych! Zadzwoniłam do tamtych z awanturą, wyzywałam ich, ile wlezie, mimo że wnuk ostrzegał, że to się nagrywa. Powiedziałam, że mają te swoje usługi sobie... Przyjęli to spokojnie. Za to ja dostałam kolejną kara za zerwanie umowy...

- Odpowiedziałam: „Tak” na pytanie: „Czy rozmawiam z panią Mieczysławą Nowak?”, a tym samym ustnie podpisałam umowę, o czym pojęcia nie miałam, z firmą telefoniczną - wspomina pani Mieczysława. Na szczęście emerytka była na tyle czujna, że w ciągu dwóch tygodni wszystko odkręciła. A ilu ni e odkręciło? Prawie każdy z seniorów, z którymi rozmawiamy (około 20-osobowa grupa), ma coś do powiedzenia, jeśli nie o oszustach, to przynajmniej o naciągaczach. Choćby pani Bolesia. Rodzina do dziś nie wie, że na pokazie kupiła garnki, skądinąd markowe i bardzo dobrej jakości, ale w cenie szokującej: 15 tysięcy złotych. - Pięć lat to spłacałam. Dorzucili mi na osłodę kaszmirowy pled - mam do dziś - i poduszkę, która już się rozpadła - mówi seniorka. Jej koleżanki i koledzy z DDP mówią, że najbardziej boją się nie pokazów, lecz obcych czających się pod drzwiami. - Boimy się, nie otwieramy! - krzyczą chórem. - Gdy raz otworzyłam, jakiś typ od razu nogę wsadził w drzwi, ale krzyku narobiłam. Uciekł! - wspomina pani Maria.

Stale się ich ostrzega


Komu zatem ufają seniorzy? Podobno nikomu, a jak już, to listonoszowi, którego znają od 20 lat. Jednak gdy pytamy kilka osób, czy otworzyłyby drzwi komuś, kto podaje się za policjanta czy urzędnika, odpowiadają nieśmiało, że owszem. Niby obawiają się telefonów od obcych, ale... pani Irenka przyznaje, że zgodziła się na prawie półgodzinną ankietę z przedstawicielem banku. - Mam tam konto od 20 lat - zaznacza seniorka.

- A skąd ty wiesz, że on był z twojego banku - docieka pan Tadeusz. - I skąd miał twój numer?

- No przecież się przedstawił - jest pewna swego pani Irena.

- Czy to widać przez telefon, Irenko, że on jest z twojego banku? - nie odpuszcza pan Tadziu. On też miał złe doświadczenia. I ma sposób. - Po pierwszym pytaniu mówię: „Z tej strony zakład pogrzebowy”. Oszust się wyłącza. Z kolei pan Kazimierz uderza między oczy: - Po którymś telefonie z dziwną propozycją powiedziałem natrętowi, żeby spier...


Ryszard Musielewicz: Dwa tygodnie po pogadance policji na temat oszustw nasza podopieczna wzięła kredyt na telewizor dla jakiejś obcej osoby...


Wszyscy nasi rozmówcy potwierdzają, że obcy telefonują do nich regularnie. Zazwyczaj udaje się pozbyć intruzów. Jednak nie wszystkim. - Trudno opowiedzieć na pytanie, dlaczego seniorzy dają się oszukiwać - zastanawia się Ryszard Musielewicz, kierownik Domu Dziennego Pobytu „Kapuściska”. - Stale się ich ostrzega. Proszę, by mówili o podejrzanych ofertach, telefonach. Nie zawsze to skutkuje. Dwa tygodnie po pogadance policji na temat oszustw, nasza podopieczna wzięła kredyt na telewizor dla jakiejś obcej osoby...

Niebezpiecznie w domu: Seniorze, bądź czujny!


W ubiegłym roku oszuści wyłudzili ponad 700 tys. zł od starszych mieszkańców naszego regionu. W Warszawie i okolicach seniorzy stracili w 2014 roku ponad 10 mln zł.

Jakie sytuacje i prośby powinny wzbudzić podejrzenia? Oto lista możliwych oszustw: „na maklera, inwestycje giełdowe” - „telefonista” mówi, że znajduje się w biurze maklerskim i pilnie potrzebuje pieniędzy na inwestycję giełdową, bo inaczej straci dużą sumę pieniędzy; „na wypadek” - „telefonista” informuje, że spowodował wypadek samochodowy i pilnie potrzebuje pieniędzy, aby zapłacić ofierze wypadku i uniknąć wezwania policji oraz rozprawy sądowej; „na porwanie” - rolę „telefonisty” pełni kobieta podająca się za córkę lub wnuczkę, informując, że została porwana i musi zapłacić okup; „na zwrot długu znajomemu”- „telefonista” informuje, że zaciągnął u znajomego pożyczkę i w związku z nieszczęśliwym zdarzeniem dotyczącym tamtej osoby musi szybko zwrócić dług; „na zakup nieruchomości lub ruchomości” - „telefonista” informuje, że jest w trakcie dokonywania bardzo korzystnej transakcji, np. u notariusza i pilnie potrzebuje brakującej kwoty na jej sfinalizowanie; „na pracownika ZUS”, który organizuje spotkanie w sprawie dziedziczenia składek z subkonta i OFE (źr. domumentyzastrzezone.pl).

Panowie od inwestycji, kobiety od emocji



Związek Banków Polskich razem z Komendą Główną Policji (przy wsparciu medialnym) opracowali internetowy poradnik pt. „Jak nie paść ofiarą przestępstwa metodą „na wnuczka”. Zebrali w nim także dane statystyczne.

Do pokrzywdzonych dzwonili zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Gdy „telefonistą” był mężczyzna, dominowała opowieść, że pilnie potrzebne są pieniądze „na inwestycje, na zakup akcji u maklera” (21 proc. ), natomiast w przypadku, gdy „telefonistą” była kobieta, mówiła o konieczności „zwrotu długu” (19 proc. ). Pieniądze odbierali zazwyczaj mężczyźni (76 proc.), kobiety - w 10 proc. analizowanych przypadków, natomiast w 14 proc. sprawcy polecali pokrzywdzonym dokonanie przelewu na wskazane konta bankowe poprzez Western Union lub Pocztę Polską.

Polski wynalazek. Zaczęło się w Niemczech


Niejaki Arkadiusz Ł., ps. „Hoss”, szef bandy oszustów już w latach 90. wpadł na pomysł okradania seniorów.

Ofiary typowano, korzystając ze startych książek telefonicznych z Niemiec, Luksemburga i Szwajcarii. Oszuści perfekcyjnie mówili po niemiecku. Potrafili być bardzo przekonujący. Od jednej z osób wyłudzili ponad 200 tys. euro. Boss mafii dobrowolnie poddał się karze i chciał nawet oddać pieniądze, ale tylko te, których domagała się polska prokuratura. (źr. TVP Info)



Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.